Dodaj do ulubionych

dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :)

26.08.09, 15:18
www.mrooczlandia.com/magia/wielka_ksiega_czarow_i_zaklec/
Obserwuj wątek
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 18:47
      Cieszyńskie procesy o czary (przynajmniej te, których dokumentacja zachowała się) nie były wszczynane ze względów religijnych lub irracjonalnych, tj. w obawie przed diabłem i złymi mocami. Nie inicjowali ich współmieszkańcy domniemanego czarownika ani władze kościelne, lecz, całkiem nieoczekiwanie, miejscowe władze fiskalne; była to więc motywacja zgoła przyziemna i mało ze złymi mocami związana. Chodziło po prostu o pieniądze.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 18:50
      W ubiegłych wiekach ludzie, w obawie przed złodziejami lub rekwizycjami wojskowymi, chowali często pieniądze i kosztowniejsze przedmioty w miejscach ukrytych i niedostępnych. Mieszczanie wycinali w belkach swych drewnianych domów zamaskowane schowki lub, jeśli ich domy były w części murowane, pozostawiali w grubych ścianach lukę, którą, po
      wypełnieniu kosztownościami, zamurowywano. Zdarzało się, że chowający skarb właściciel domu umierał nagle lub przepadł w świecie, a jego następcy nic o schowku nie wiedzieli. Dlatego, aby zapobiec sporom, które mogły wyniknąć przy późniejszym odkryciu "skarbu", wszystkie ówczesne kontrakty sprzedaży nieruchomości opatrzone były klauzulą, że przechodzi ona do nowonabywcy ze wszystkim, co gliną zalepiono i gwoździami przybito. Spadkobiercy pierwotnego właściciela skarbu nie mieli w przyszłości żadnej prawnej podstawy do udziału w znalezisku.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 18:52
      Bywały jednak sytuacje, kiedy skarby zakopywano w ziemi. Czyniły tak bandy rozbójnickie, grasujące nie tylko w górach, ale wzdłuż wszystkich prawie dróg, którymi poruszały się
      karawany kupieckie; czynili tak również żołnierze, zwłaszcza w okresie wojny trzydziestoletniej (1618-1648), kiedy przez Księstwo Cieszyńskie przeciągały oddziały wojsk najemnych
      różnej narodowości i autoramentu. Żołnierze nastawieni byli głównie na rabunek miejscowej ludności, tym bardziej, że nie zawsze wypłacano im umówiony żołd. Zagarniętą zdobycz
      trudno i niebezpiecznie było nosić przy sobie, pod osłoną nocy zakopywano ją więc w polu lub w lesie. A potem bywało, że pochodzący z obcych stron żołnierz zginął na wojnie lub z innych
      względów nie mógł już po swój skarb wrócić. Po zakończeniu wojny wśród zbiedniałej ludności rozchodziły się słuchy o zakopanych "niczyich" już pieniądzach.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 18:55
      Nie były one jednak niestety "niczyje". Już w r. 1573 wydano w Austrii ustawę, na mocy której wszystko, co znajdowało się w ziemi niżej niż sięgają korzenie drzew stanowiło własność państwa. Skarby na ogół zakopywane były głęboko lub chowane w równie
      głębokich rozpadlinach skał i kamieni. Ludzie znajdujący je powinni byli oddać je zwierzchności, w przeciwnym bowiem wypadku stawali się, według litery prawa, złodziejami mienia państwowego; co prawda, znalazcy mogli byli tego wydanego przed stu laty prawa nie znać, zapewne też niezbyt skłonni byli je stosować; wtedy jednak z całą surowością wkraczała władza państwowa.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 18:57
      Ponieważ znalezienie zakopanego skarbu było swoistym ewenementem, przyjmowano, że informacje o nim uzyskał odkrywca od "sił nieczystych" lub drogą czarów. We wszystkich takich wypadkach wszczynano regularne procesy sądowe. Występowały w nich równolegle dwa wątki: dążenie do odzyskania dla państwa znalezionych pieniędzy oraz do ukarania czarowników, którzy przez stosowanie czarnej magii mogli byli ściągnąć na kraj nieszczęście.
      Przebieg procesów był zwykle przewlekły. Jak większość innych procesów, także i te toczyły się w pierwszej instancji przed sądami magistrackimi. Członkowie tych lokalnych kolegiów sędziowskich na czarach na ogół się nie znali i nie wiedzieli, jak w podobnych wypadkach postępować. Zwracali się więc o pomoc i instruktaż do nadrzędnej władzy prowincji śląskiej, tj. do Stanów Śląskich we Wrocławiu. Podane niżej sprawy pochodzą z akt wrocławskich, przekazywanych w połowie XVIII w. do Opawy.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 19:03
      Pierwsza z nich wniesiona została przez ówczesnego regenta Księstwa, Schimonskiego, w marcu 1686 r. Dotyczyła poddanego Komory Cieszyńskiej, chłopa Jerzego Saka, jego żony
      i pasterki. Znaleźli oni w źródle wody cynowy dzban wypełniony złotem; można przypuszczać, że po latach woda spłukała wierzchnią warstwę ziemi, a pasterka, pojąc w polnym źródle
      bydło, dostrzegła wystający z ziemi przedmiot. Zawiadomiła o tym swych gospodarzy, a ci dzban wydobyli. Gdy wieść o znalezisku dotarła do władz, uwięziono ich. Sak oddał wtedy dzban, utrzymywał jednak, że niczego w nim nie było. Podobno były jednak wewnątrz ślady wskazujące na złoto. Wszystkie trzy osoby poddano więc "zaostrzonemu badaniu", tj., prawdopodobnie dla postrachu, pokazano im narzędzia tortur. Mimo to twierdzili nadal uparcie, że złota nie było. Regent prosił Stany o wskazówki, czy ludzi tych należy wypuścić na wolność, czy też poddać dalszemu badaniu. Wyjaśnić trzeba, że ówczesne prawo nie zezwalało na skazanie oskarżonego, jeśli dowody jego winy nie były ewidentne lub jeśli sam się nie przyznał. W celu wymuszenia przyznania się stosowano tortury, wielekroć ze skutecznym wynikiem. Ludzie woleli szybką śmierć niż trudne do zniesienia męki. Tortury zostały w państwie austriackim zniesione w r. 1776. Z dalszej korespondencji regenta ze
      Stanami Śląskimi wynika, że roztropni urzędnicy wrocławscy nie wybrali żadnej z podanych przez niego możliwości. Saka należało trzymać pod kluczem w stosunkowo dobrej kondycji, nie wypuszczać go, ale też nie zamęczyć. Należało przede wszystkim sprawdzić, czy nie ma zdolności różdżkarskich, które pozwalają mu odnajdywać skarby. Polecono dać mu różdżkę. Nie w ciemię bity Sak w lot uchwycił szansę swego ratunku; posługując się różdżką, wskazał w obrębie cieszyńskiego zamku trzy miejsca, w których miały się znajdować zakopane skarby.
      Ucieszony regent cieszyński "użyczył go" więc po sąsiedzku do Opawy, aby i tamtejsze władze mogły swe skarby odnaleźć. Stany Śląskie, interesując się żywo dalszym przebiegiem sprawy,
      nakazały we wskazanych przez Saka miejscach rozkopać ziemię i prowadzić poszukiwania. Nie dały one żadnych wyników, ale przyprowadzony z więzienia Sak nie stracił kontenansu i oświadczył, że skarby istnieją na pewno, lecz przed ludzkimi oczyma zostały utajone przez złe duchy. Aby je odpędzić, należy zastosować szczególnie silny amulet, który można uzyskać od
      czarownicy mieszkającej za opawskim ratuszem. Po amulet ten gotów jest udać się do Opawy. Regent, kompletnie już obałamucony (jakże świetnym aktorem musiał być ten prosty chłop Jerzy Sak!) przystał na jego propozycję. Sak przyrzekł, że w każdej chwili będzie do jego dyspozycji... i nie czekając już dalszego ciągu natychmiast uciekł wraz z żoną na Węgry, a tam przenosił się z miejsca na miejsce, aby nie wpaść w ręce żadnej władzy.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 19:14
      Gorzej powiodło się dwom innym znalazcom skarbów. O wydarzeniach z września 1689 r. donosi relacja cieszyńskiego poborcy podatków Wacława Heymanna: Marianna Miszkowa z Żywca, od pół roku służąca u Wilhelma Lehmanna w Skoczowie, znalazła w Międzyświeciu przy drodze, na gruncie p. Juliusza Skoczowskiego z Kojkowic, zakopany kocioł z dukatami. Kocioł ten pomagał jej wydobyć Adam Otipka, poddany chłop Juliusza Skoczowskiego.
      W niespełna miesiąc później dwaj synowie poddanego pana Jana Tschammera z Iskrzyczyna, Jerzy i Jakub Kostkowie, wespół z tkaczem płótna Wacławem Bayerem, znaleźli w
      Hermanicach, na gruncie p. Adama Marklowskiego, również kocioł z dukatami. Kocioł ten ukryty był pod wielką kupą kamieni, dukaty przykryte z góry kamiennym śrutem. Skarb
      odkryła Miszkowa. Wszystkich znalazców przebadano; Miszkowa w strachu oddała trzecią
      część znalezionych w Międzyświeciu pieniędzy, mężczyźni zaś zaparli się, jakoby cokolwiek znaleźli. Właściciele Międzyświecia i Iskrzyczyna, pod których jurysdykcję chłopi ci należeli
      uwięzili ich, wszystkim jednak udało się uciec. Pomógł im w tym poddany Komory Cieszyńskiej Grochala. Wkrótce jednak odnaleziono ich w jednej ze wsi Komory, uwięziono ponownie i poddano badaniu: w jaki sposób odnaleźli miejsce ukrycia skarbu, czy nie za
      pomocą czarów. Przyznali się wtedy, że używali do tego trzech rodzajów różdżek: świecy z wosku uzyskanego od młodych pszczół, które się trzykrotnie w ciągu roku wyroiły, święconej
      wody oraz noża zrobionego z żelaznego haka szubienicy, na której powieszono człowieka; nóż ten musiał być wykonany w Wielki Piątek, podczas nabożeństwa pasyjnego. Miszkową, jako domniemaną czarownicę, wsadzono do więzienia, czterech mężczyzn osadzono najpierw
      w areszcie miejskim, potem jednak przeniesiono również do więzienia (gdzie warunki były nierównie gorsze). Pięć osób należało wyżywić, powstał więc kłopot, z jakich uczynić to środków. Nastała ostra zima, więzienie było nie opalane, istniała uzasadniona obawa, że więźniowie poumierają nie tylko z głodu, ale i z zimna. W kwietniu 1690 r. na kolejny skierowany do Stanów Śląskich urgens Heymann otrzymał wreszcie instrukcję, aby w powyższej sprawie przeprowadzić normalny przewód sądowy. Dalszy jej ciąg znany jest z protokółów sądu miejskiego w Skoczowie, który położony był najbliżej zarówno Międzyświecia, jak i Hermanic. Należało przede wszystkim stwierdzić, czy Miszkowa rzeczywiście jest czarownicą, a jeśli tak, zebrać na to przekonywujące dowody. W tym celu
      przebadano cały krąg osób, które się z nią stykały: jej chlebodawców Lehmanów, sąsiadki, i mężczyzn, którzy wraz z nią wykopywali skarby. Wszystkie zeznania skrupulatnie zaprotokółowano. Judyta Lehmanowa zeznała, że Miszkowa prosiła ją o wolny dzień, aby
      mogła udać się do książęcego lasu w celu wykopania ukrytych tam pieniędzy. Obiecała podarować ich część swej gospodyni. Zapytana, skąd umie wyszukiwać ukryte skarby, powiedziała, że miała babkę, która dobrze się na tym znała. Lehmanowa nie obciążała poza tym swej służącej, twierdziła, że zachowywała się ona "normalnie", jedynie miała jej trochę za złe, że czasami nie chciała jeść tego, co gospodyni ugotowała, a kupowała sobie ciepłe
      bułki i inne smakołyki i popijała je piwem. Mniej powściągliwe okazały się skoczowskie kumoszki; wyciągnęły na jaw sprawę wianka Zuzanny Lehman, w której to sprawie nb. także one same współuczestniczyły. Było to tak. Córka gospodarzy, Zuzanna, zakopała w kącie przydomowego ogródka swój dziewiczy wianek (powody tego nie są podane - być może był to jej tajemny ślub panieństwa albo rezultat zawodu miłosnego...). Miszkowej powiedziała o tym przyjaciółka dziewczyny. Dziewictwo w magii posiadało wysoką cenę. Miszkowa postanowiła wieniec wykopać i użyć do czarowania. Z zamysłu wykopania wieńca zwierzyła się swej
      sąsiadce, która miała jej w tym pomóc; nie przyznała się jednak, dla jakich celów chce to uczynić lecz powiedziała, że prosiła ją o to matka Zuzanny, jej gospodyni. Do kopania przystępowano trzykrotnie. Pierwszej nocy Miszkowa popatrzyła na gwiazdy i uznała, że nadszedł właściwy czas. Kiedy jednak wieniec wydobyto, powstał nagły huragan, niebo zachmurzyło się i gwiazdy przestały być widoczne. Miszkowa szybko położyła wieniec z powrotem i przykryła go ziemią. Przy drugiej próbie, kiedy przekradły się do ogrodu, ziemia zaczęła drżeć; podczas trzeciej bytności w tym miejscu Miszkowa wyciągnęła jakiś nóż, wbiła go w ramę okienną - wieniec zakopany był pod oknem - i wtedy nareszcie mogła go była zabrać. Jednak w chwili, gdy podnosiła go z ziemi, zerwała się gwałtowna wichura. Towarzyszka jej bardzo się zlękła, Miszkowa powiedziała jej jednak "nie bój się, ty stara babo, tylko się przeżegnaj". Z uschniętych kwiatów i gałązek tego wieńca Miszkowa zrobiła wiązankę, którą przewiązała końskim włosiem. Inna sąsiadka opowiadała, że Miszkowa chwaliła się, iż potrafi odnaleźć złoto za pomocą różdżki. Zaprosiła ją więc do swego obejścia, aby je przebadała. Miszkowa miała rzekomo odkryć złoto w murach piwnicy. Zażądała pachołka do rozebrania tych murów, dużą ilość cegły usunięto, ale nie dało to żadnych rezultatów. Aby nie niszczyć muru dalej, sąsiadka zrezygnowała z dalszych poszukiwań.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 19:20
      Bardzo obciążająco dla Miszkowej zeznawali współoskarżeni mężczyźni. Jan Kostka i Wacław Bayer twierdzili, jakoby mówiła im, że zna kunszt patrzenia w głąb ziemi i czytania myśli
      ludzkich. Jej wspólnik z Międzyświecia, Adam Otipka, powiedział, że Miszkowa obiecała mu, że spowoduje, iż złodziej, który ukradł mu przędzę, przyniesie ją z powrotem i położy na
      stole. Pachołek p. Marklowskiego, Adam Gorzelczany, utrzymywał, jakoby przy wydobywaniu pieniędzy w Hermanicach Miszkowa rozmawiała z diabłem. Podał jeszcze, że złota poszukiwali również w przysiółku Cisownicy, w Równi. Scenę tę opisywał dość szczegółowo. Było to pod wieczór, Miszkowa leżała na brzuchu z głową zwisającą nad wykopaną jamą i przemawiała do diabła. Obiecywała mu czarnego kozła, czarnego konia, czarnego koguta i siebie samą. Mówiła po polsku, lecz diabeł jej nie odpowiadał. Miszkowa wszystkim tym zeznaniom zaprzeczała, twierdziła również, podobnie jak Kostkowie, że w Hermanicach żadnego złota nie znaleźli. Kiedy sąd, nie mogąc się połapać w gęstwinie sprzecznych zeznań, postanowił
      dojść prawdy drogą tortur i zapowiedział oddanie wszystkich oskarżonych katu, Miszkowa upadła na kolana i odwołała wszystko, co kiedykolwiek na temat czarowania mówiła.
      Sąd w Skoczowie - złożony z poczciwych, ale mało biegłych w prawie rajców miejskich - przesłuchawszy świadków uznał swe trudne zadanie za wypełnione i z ulgą odesłał sprawę do
      sądu magistrackiego w Cieszynie; Cieszyn był, bądź co bądź, stolicą Księstwa i siedzibą jego władz. Tu jednak również nie bardzo wiedziano, co robić dalej. Ponieważ procesem tym zainteresowane były przede wszystkim władze skarbowe, kompetentny ich przedstawiciel z Wrocławia przekazał do Cieszyna decyzję sądowych władz prowincji: Miszkową uznaje się winną wszystkich podanych w protokóle czarów, a ponadto tego, że w mieszkaniu Otipki lała wosk na wodę i stąd dowiedziała się, jak odnaleźć skarb w Międzyświeciu. Ponadto posługiwała się zaczarowanym nożem do ziół, którym poprzednio odcięto pępowinę noworodka, oraz odczytywała z kartki, którą później podarła, jakieś tajemne modlitwy i wersety. Ponieważ zaś wszyscy oskarżeni zaprzeczają odnalezieniu skarbów i nie chcą ich państwu oddać, należy poddać ich torturom I stopnia (chłosta, przygniatanie kciuka), a gdyby i to nie pomogło, należy ich ukarać za niedozwolone poszukiwanie złota. I prawdopodobnie na tym cała afera się skończyła. Miszkową wychłostano potrójnymi rózgami pod pręgierzem miejskim i wygnano poza granice Księstwa; poddanym chłopom, oprócz chłosty z wyroku sądowego, być może dołożyli jeszcze co nieco ich panowie feudalni. Fiskus zyskał niewiele.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 14.03.15, 19:27
      Kolejna, wniesiona przez regenta cieszyńskiego sprawa o czary pochodzi z r. 1703. Jest ona jedyną, którą nie był zainteresowany skarb państwa, dotyczy czarów, nie związanych z pieniędzmi; także jedyną, którą zainicjowały nie władze, a sami rzekomo poszkodowani przez "czarownika" ludzie. Sześciu mieszkańców Jaworzynki oskarżyło o czary współmieszkańca wioski, Michała Dragona. Sam oskarżony niewiele chyba sobie z tego robił; był "wybrańcem", służył na szańcach, bronił go sam komendant załogi. Wydaje się, że i regent cieszyński nie brał sprawy zbyt poważnie i odesłał ją do Wrocławia z samego tylko obowiązku; w swym piśmie tłumaczył, że aresztowanie Dragona naraziłoby Komorę
      Cieszyńską na kłopoty i wydatki na jego utrzymanie w Cieszynie, że nie ma żadnych dowodów jego winy, a poza tym aresztowany Dragon odniósłby się niechybnie do sądu apelacyjnego,
      co przysporzyłoby jeszcze kłopotów i wydatków. Być może, komendant szańców naświetlił regentowi bardziej szczegółowo tło tego oskarżenia; mógł to być jakiś konflikt lokalny, zemsta
      mniej szczęśliwych rywali lub nagonka ze strony zawistnych sąsiadów - w "wybrańcach" tradycyjnie służyli chłopcy najbardziej dorodni, a za swą służbę otrzymywali niezły żołd. Ludzie poważni, wykształceni, coraz bardziej zdawali sobie sprawę z utrzymujących się w odległych zakątkach zabobonów i w oskarżenia o czary woleli zbyt pochopnie się nie angażować. Nadchodził wiek Oświecenia. W jego połowie (r. 1756) zarząd prowincji
      przesłał do przedstawicieli biskupa w Cieszynie zarządzenie cesarskie w sprawie szerzących się między ludem przesądów i zabobonów, które po raz kolejny zalecało, aby niezależnie
      od wydawanych w tej sprawie nakazów dla władz także proboszczowie i misjonarze w swych kazaniach i na lekcjach religii jak najczęściej wyjaśniali ludowi szkodliwość wiary w zabobony i aby zwalczali wszelkie przesądy.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 28.03.15, 12:03
      Dawniej ludzie pamiętali, czy księżyca ubywa czy przybywa, bo od tego zależało wiele czynności w gospodarstwie a nawet podejmowanie ważnych decyzji życiowych. Wielką wagę
      przypisywano do snów oraz dni szczęśliwych i feralnych, które były wyszczególnione
      w niejednym kalendarzu.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 28.03.15, 12:07
      Biały, dziki bez, był nie tylko popularnym lekarstwem napotnym stosowanym podczas przeziębień, ale miał również podobno nadzwyczajną moc w wykrywaniu złodziei. Okradziony przed wschodem słońca chwytał lewą ręką gałąź bzu i mówił: "Krzaku bzowy ja cię naginam do czasu, aż mi złodziej nie odda mojej skradzionej rzeczy" Drugą ręką przyginał gałązkę do
      ziemi i przyciskał kamieniem. Podobno nie trzeba było długo czekać, by złodziej podrzucił skradziony przedmiot właścicielowi. Aby jednak krzak bzu także w przyszłości zachował moc, trzeba było w tym samym dniu, gdy zguba się odnalazła, zdjąć kamień z gałązki i położyć go na dawne miejsce.
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 28.03.15, 12:08
      Przeciw urokom, używa się czerwonego koloru. Kobiety przynajmniej małe kwiatki na żywotku miały czerwonym harasem wyszyte, dziewczęta nosiły czerwone splatki we włosach, a chłopcy powożąc końmi mieli przy biczach czerwone kućki. Nawet niemowlętom ubierano
      bluzki lub czapki z czerwonymi wstążeczkami.
      • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 28.03.15, 12:10
        Do dzisiaj a mamy XXI wiek, w mojej rodzinie, mieszkającej na wsi zachował się zwyczaj, że niemowlętom wiąże się na rączce lub bluzeczce czerwoną kokardkę, zwłaszcza wtedy gdy jak to czasem jest w zwyczaju "ciotki" przychodzą zobaczyć malucha. Wstążeczka ma chronić dziecko od złego oka czy złego uroku
    • madohora Re: dla wiedżm ,czarownic ,czarodziejek .. :) 28.03.15, 12:18
      Drugim przypadkiem wiązania czerwonej wstążki są kwiaty. Na wyjątkowo pięknych kwiatach wiąże się czerwoną wstążkę by ktoś ich nie "zauroczył". Nawet ja tak robię, trochę to żart a trochę złośliwość - mamy taką znajomą, którą podobno bardzo lubi kwiaty - co na nie spojrzy i nie daj...pochwali kwiatki więdną. Tak że przed nią czerwona wstążeczka musi być:/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka