a moze by tak z inny garnek?

10.01.04, 14:27
Zadrasnieta ambicja

- Czy swiadek przypomina sobie, kiedy to bylo?
- Cos w zeszlym roku.
-A czy przypadkiem nie w 1930 roku?
- Mysle moze tak, moze nie.
- A jaki rok teraz mamy?
-Wiadomo, ciezki. Na moich wrogow taki czas.
- Nie o to mi chodzi, tylko o rok kalendarzowy. Wiec wie pani, ktory jest
teraz, czy nie?
- Co mnie to obchodzi, czy ja prowadze interes, czy ja place weksli?! Nie, ja
sluze za sluzankie u pana Bursztyna i pamietam, ze z powodu czwartek miala
byc na obiad kura!

Dialog powyzszy toczyl sie pomiedzy sedzia a swiadkiem w sadzie grodzkim przy
ul. Zlotej, na poczatku sprawy pana Teofila Karasia o kradziez woreczka pani
Ruchli Szpinak, zawierajacego 40 zl.

Pan Karas mial jakoby stawic sie w mieszkaniu chlebodawcy pani Ruchli, w
przybranym na ten dzien charakterze kontrolera nieboszczki Kasy Chorych, i w
czasie zamieszania zwedzic wspomniany woreczek.

Wedlug slow poszkodowanej rzecz wygladala tak:

-Ja przychodze z miasta, to widze pana Bursztyna latac po pokoju jak taki cos
pomieszaniec zmyslow. On sie trzyma za glowe, on krzyczy jak maly dzieciak.
A z drugiej strony to stoi elegancki facet w jasnego saka i trzyma pod pacha
skorkowanej teczki i on mowi, ze jest Kasa Chorych i zrobi protokola, ze
niech pan Bog zabroni. To kto sie moze nie bac? Kazdy musi. To i my sie
balismy sie.
A na koncu to ten facet powiedzial: "Jak sie zrobi, to sie da!" i poszedl .
Woreczka musial zabrac tez.

- Czy to ten pan? - pyta sedzia, wskazujac na pana Karasia.
-Ten sam, te same oczko, ten sam wasek, ja mu poznaje jak dwie szklanki wody.

Pan Karas z oburzeniem odpieral ciezki zarzut w rzeczowym przemowieniu:
- Przede wszystkim, prosze wysokiego sadu, za duze mam ambicje na to, zeby
sie za urzednika podstawiac i teczka ludzi trajlowac.
Po drugie jasnego saka nie mam, bo 3 lata temu przegralem go w sztosa u
Cwajnosa na Targowku, takiem prawem prosze o odroczenie sprawy i zbadanie
Cwajnosa pod przysiega. Po trzecie, na takie grandy sie nie puszczam, bo by
mnie ojciec wydziedziczyl, ze wstyd familii robie, a po czwarte nie moglem 10
czerwca chorego kasiarza odstawiac, bo od 20 maja siedzialem na Pawiaku za
kradziez z wlamaniem.

Po tym oswiadczeniu sad uznal za konieczne zbadac telefonicznie w kancelarii
wieziennej prawdomownosc slow pana Karasia. Okazalo sie, ze pan Teofil jest
czlowiekiem krysztalowo czystym, oczywiscie w tej sprawie i moze dzieki temu,
iz istotnie byl on w krytycznym czasie dlugotrwalym lokatorem wzmiankowanego
kryminalu.

Pani Ruchla wybrala go sobie w albumie urzedu sledczego, dlatego ze byl
najprzystojniejszy z calej kolekcji.
Tak to fascynujaca uroda moze stac sie powodem powaznych klopotow. Na
szczescie pan Teofil jest czlowiekiem z sadami otrzaskanym i umial sobie
wyjednac wyrok uniewinniajacy.
    • czerwonymblaskiemotoczona Re: a moze by tak z inny garnek? 10.01.04, 16:50
      Oj Oczko ty moje !
      Dobre !
      • hubbeles czerwonoblyszczko, 10.01.04, 18:22
        Ha!, Ty mi idziesz mowic! Jak dobre, to nasci, ganc dla Ciebie, bo ta reszta to
        sie postanowila taplac cholera wie na jakich watkach.
        ;-)

        Zbity gasiarek

        Po lewicy sedziego grodzkiego staneli dwaj mlodzi panowie, Antoni Sobótka i
        Stefan Mózdzen, po prawicy zas pan Dawid Kac, wlasciciel soku malinowego, ktory
        jakoby owi dwaj z jego spizarni mieli nawalic.
        -Czy nie jest pan krewnym oskarzonych? - pyta sedzia pana Dawida.
        - Co znaczy krewnym?
        - Znaczy, czy nie jest pan ktorego z nich bratem, kuzynem, szwagrem?
        - Pan sedzia sie smieje! Jak ja jestem starozakonny i sie nazywam Kac, to czy
        ja moge byc krewny od pana Jagódki i pana Mozdzka, co oni mnie soku zabrali?
        - Prosze po prostu odpowiedziec na pytanie: tak czy nie?
        -Juz! Niech bedzie nie.
        - Jakze to bylo?
        - Zwyczajnie.
        Ja mam spizarnie w sieni. Kto nima spizarni w sieni? Kazdy ma! To jak juz mam
        spizarnie, to dlaczego ja nie mam miec sok? Ja go mam. A wlasciwie to ja go
        mialem, dokad pan Jagódka i pan Mózdzek mu nie zabrali.
        -Oskarzeni nazywaja sie Sobótka i Módzen.
        - Mnie nie przeszkadza, Mozdzierz... Mózdzek...wszystko jedno, dosyc ze
        zabrali.
        - A kiedy pan zauwazyl strate?
        - Wcale zupelnie nie zauwazylem. Sobie ide z ulica Smocza do domu i widze lezyc
        pod sciana indorek ze sokiem.
        -Chyba gasiorek?
        - Gasiarek, indorek, nie roznica! Dosyc na tem, ze byl zbity. To ja sie
        smialem: indorka kogos rozbili, soku cholera nie bedzie mial, dobrze tak
        lobuza! i tak mnie sie chcialo smiac, ze musialem predko do bramy wchodzic,
        zeby ludzie nie mysleli wariat idzie.

        Jakiez bylo zdziwienie pana Kaca, gdy w bramie spotkal obydwu obecnych
        oskarzonych, swoich zreszta dobrych znajomych, ktorzy na pytanie, co tu robia,
        odrzekli ze wracaja wlasnie od pana Dawida.
        Niespodziewana wizyte tlumaczyli nagla troska o jego zdrowie.
        Pan Dawid zdziwil sie jeszcze bardziej, ale bez niepokoju udal sie do domu. Tu
        dopiero padl grom. Przede wszystkim okazalo sie, ze troskliwi przyjaciele wcale
        wizyty mu nie skladali, a pozatym ktos obrabowal spizarke.
        Bolesnie zraniony pan Kac z glosnym rykiem pomknal na ulice i w rozbitym
        gasiorku poznal swoja wlasnosc. Zwazywszy wszystkie okolicznosci doszedl do
        wniosku, ze sprawcami kradziezy byli jego dwaj wierni druhowie, ktorzy
        wychodzac z gasiorkiem z bramy, na widok pana Dawida rzucili sok na jezdnie i
        cofneli sie.

        Wynikiem tych domnieman byla wlasnie wczorajsza sprawa w sadzie grodzkim,
        oddzial IV.
        Panowie Sobótka i Mózdzen tlumaczyli sie, ze o niczym nie wiedza; ze soku,
        szczegolnie malinowego , nigdy do wódki nie dolewaja, bo psuje smak. Jednak ten
        potezny argument nie wystarczyl i sad, zwazywszy wszystkie okolicznosci, skazal
        nietaktownych gosci pana Kaca na trzy miesiace aresztu.
        • bigobserver Swietnie oko 10.01.04, 19:54
          To moze przypomne i Tobie cos niecos.


          ONDULOWANA WŁADZA

          - Krewa z naszem bratem, panie szanowny. Mało było konnej, rowerowej i wodnej
          gliny, jeszcze teraz damską wynaleźli i jak tu wyżyć z pracy rąk?
          - Glina w gorsecie z fiszbinamy i w wiecznej ondolacji nic ważnego!
          - Nie mów pan takich rzeczy, w gorsecie nie w gorsecie jeszcze prędzej za mordę
          pana szanownego weźmie i do młyna zataszczy.
          - Jakiem prawem?
          - Jakiem prawem, że jako człowiek z wyższem wykształceniem salonowem nie
          będziesz pan chciał za żłoba z prowincji się pokazać i sam pan pójdziesz
          dobrowolnie jak baranek, gdzie pana kobieta zaprosi.
          - Jeżeli o wiele dobrowolnie to faktycznie. Ale na siłę nic nie zrobi. Zawsze
          mężczyzna kobiecie pryśnie, jak chce. Co spodnie i wygodny kamasz, to nie
          pantofelek na francuskiem obcasie i wąska spódnica.
          - Tyż pan nie masz racji. Damska policja jest szemrana i spódniczki ma zapinane
          na guziki od góry do dołu. W razie jeżeli dany osobnik robi chodu, panna
          glinszczanka rozpina spódniczkie i gania za niem jak maszyna.
          - Owszem, sukienka zapinana na guziki poręczna jest co pod względem wsiadania
          do tramwaju i wolnej miłości na świeżem powietrzu, ale dla policji się nie
          nadaje.
          - W jaki sposób?
          - W taki sposób, że policjant, któremu na służbie łososiowy desus spod kapoty
          się miga, swojej powagi mieć nie będzie.
          - Przede wszystkiem mondurowa galanteria wewnętrzna damskiej policji musi
          posiadać kolor granatowy z niebieską wypustką, to jest raz, a po drugie, jeżeli
          nawet nie, to nie wiem, czy znalazłby się ktoś, co by chciał na humorystyczne
          drakie się narazić, żeby go rozpięty od dołu władzuchna po ulicy ganiał. Ze
          wstydu byś się pan przed znajomemi spalił, no nie?
          - Poniekąd tak jest.
          - No, widzisz pan, znakiem tego nie wyrażaj się pan o damskiej policji, bo
          niewiadome jeszcze, ile wyroków przez nią pan odsiedzisz.
          - A swojem porządkiem jest sposób na żeńskie władze.
          - Któren? Powiedz pan.
          - Mysza.
          - To znaczy detalicznie jak?
          - Żywe mysze władzy na pończochy wypuścić, krzyku narobi jak wielkie
          nieszczęście, po stołach i krzesłach będzie skakać, a my sobie temczasem
          spokojnie chodu.
          - Chyba że w ten deseń.
          Dialog powyższy toczył się dziś rano w sądzie grodzkim przy ul. Długiej między
          dwoma panami w aresztanckich garniturach, skracającymi sobie oczekiwanie na
          sprawę czytaniem gazety ze szczegółowym opisem uroczystej inauguracji brygady
          mundurowej policji kobiecej.
          Rozmawialiby może dalej, gdyby uwagi ich nie zajął rozpoczęty właśnie proces
          pani Rozalii Koralik, teściowej, oskarżonej o pobicie zięcia, pana Euzebiusza
          Kwaśniewskiego, za pomocą klatki z żywą wiewiórką.
          Jak wynikało z przewodu, nieszczęsny zięć, zaatakowany portretem w mahoniowych
          ramach, usiłował postraszyć teściową wiewiórką, ale odebrano mu ją i zadano
          osiem ran cięto-tłuczonych. Teściowa dostała tydzień aresztu.
          A entuzjasta policji kobiecej spojrzał na swego towarzysza i rzekł:
          - No, widzisz pan, a mówiłeś pan, że kobieta myszy się boi.
          - Taka stara makolągiew samej cholery się nie zlęknie, ale w żeńskiej władzy
          takie wydry nie służą, tylko kobietki palce lizać, z sercowem uczuciem.


          I troche wiecej

          klub.chip.pl/skorpion/wiech/Ksiuty_z_Melpomena/wiech.html
          klub.chip.pl/skorpion/wiech/Helena_w_stroju/wiech.html
          PS
          Nie pochwaliles mnie za moj arabski.
          A tak sie staralem.

          Twoj
          czerwonoblyszczka


          • Gość: dana33 Re: Swietnie oko IP: *.adsl.actcom.co.il 11.01.04, 00:12
            niestety, nie moge dolozyc sie taskimi perelkami, ale sprawiliscie mi duzo
            przyjemnosci ...... :)
Pełna wersja