Singapur

13.02.10, 18:17
Singapur - jedno z fascynujacych miejsc na swiecie. Miasto-panstwo
liczace ponad 3 miliony mieszkancow, glownie chinskiego pochodzenia
(75%). zagospodarowane i rzadzone wlasnie przez Chinczykow (potomkow
chinskich imigrantow). Piekna nowoczesna "amerykanska" architektura
polaczona ze "szwajcarska" schludnoscia. Ponadto tropikalny klimat i
egzotyczna roslinnosc. Obok Japonii, najwyzsza stopa zyciowa w tej
czesci Azjii. Nowoczesna, klimatyzowana kolej podziemna, wspaniala
chinska kuchnia i tropikalne plaze. Koncowa stacja tamtejszego
"Orient Expressu", ktorym mozna pojechac z Singapuru przez Malezje
do stolicy Tajlandii Bangkoku. Singapur - byla kolonia brytyjska
(do dzis jezyk angielski jest tam jezykiem urzedowym na 1-szym
miejscu), zdobyta podczas wojny przez Japonczykow, odbita nastepnie
przez aliantow. Uzyskal niepodleglosc, aby wkrotce potem dobrowolnie
przylaczyc sie do Malezji, po czym sie od niej odlaczyl wybierajac
samodzielny byt - Malajowie chcieli miec tam zbyt duze przywileje.
Miasto pozbawione napiec na tle rasowym ("Wzorzec" dla reszty
swiata), choc Chinczycy, Hindusi i Muzulmanie zyja tam
i pracuja obok siebie. Bylem w Singapurze w roku 2000. Zwiedzalem
dzielnice "Little India", strasznie zageszczona w porownaniu z
dzielnicami zamieszkalymi przez Chinczykow, sprawiala wrazenie
rojowiska. Singapur to czesc "Indochin". Z parku na wzgorzu roztacza
sie wspanialy widok na ocean i pobliskie wyspy - Sentoze, nalezaca
do Singapuru i inne, bedace juz czescia Indonezji. Nad jedna z lawek
w tym parku zauwazylem niewielki dzwon, zawieszony na galezi drzewa,
badz na slupie - nie pamietam. Dzwon sprawial wrazenie, jakby
pochodzil ze statku. I nie byloby w tym nic nadzwyczajnego,
gdyby nie wyrazy wyryte na nim w alfabecie lacinskim - DAR POMORZA.
    • de_oakville Powstanie Singapuru 13.02.10, 18:20
      "Mniej wiecej 500 lat temu Europejczycy zaczeli przybywac do naszego
      regionu swiata [Indochiny] w poszukiwaniu produktow, ktore rosly lub
      byly wyrabiane w krajach Azji, zeby sprzedawac je potem w Europie.
      Jednym z poszukiwanych towarow byly przyprawy pochodzace z
      Indonezji. W tamtych czasach nie bylo lodowek i mieso latwo sie
      psulo. Przypraw uzywano nie tylko po to, aby dodac smaku potrawom,
      lecz rowniez po to, aby "zatuszowac" zly smak miesa juz nadpsutego .
      Do tej pory Europejczycy zwykli byli kupowac przyprawy od handlarzy
      arabskich i hinduskich, ktorzy nabywali je w Indonezji po niskich
      cenach, a nastepnie sprzedawali w Europie po cenach bardzo wysokich.
      Dlatego tez kupcy europejscy zdecydowali sie podrozowac samemu do
      tego regionu swiata, zeby kupowac przyprawy i "robic pieniadze" dla
      siebie. Pierwsi pojawili sie Portugalczycy w 16-tym wieku.
      Zalozyli oni swoja baze w miescie Goa w Indiach i wyruszyli stad w
      celu zdobycia Malakki na Malajach, czego dokonali w roku 1511.
      Nastepnie przybyli Holendrzy, ktorzy zalozyli swoje
      bazy handlowe w Indonezji. Walczyli oni z Portugalczykami i przejeli
      Malakkee w roku 1641. Nastepnie pojawili sie Anglicy. Interesowali
      sie nie tylko przyprawami, ktore sprzedawali handlarze hinduscy,
      lecz takze harbata, jedwabiem i porcelana z Chin. Ich kompania
      handlowa (East India Company) zalozyla swoje bazy w Bombaju,
      Madrasie i w Kalkucie. Kraje europejskie konkurowaly ze soba, i
      kazdy chcial miec monopol na azjatyckie towary. Brytyjczycy, ktorzy
      juz na dobre usadowili sie w Indiach, zaczeli wyprawiac sie dalej na
      wschod w polowie 18-tego wieku. Coraz wiecej ludzi w Europie
      pragnelo chinskiej herbaty, jedwabiu, barwnikow i chinskiej
      porcelany. W tamtych czasach Anglia posiadala juz rowniez fabryki
      produkujace towary szybko i tanio oraz miala nadzieje sprzedawac
      je, sczegolnie materialy, do Chin z wysokim zyskiem. Tak wiec
      Brytyjczycy zaczeli zeglowac coraz czesciej z Indii do Chin.
      A poniewaz byla to dluga droga, ich statki musialy miec gdzies
      miejsce, zeby sie zatrzymac, zaopatrzyc w wode, uzupelnic zapasy i
      dokonywac napraw. Niejaki Francis Light, ktoremu powierzono zadanie
      znalezienia odpowiedniego portu, uznal, ze dobrym miejscem jest
      Penang. East India Company zalozyla wiec swoja baze w Penangu w roku
      1786. Ale z uplywem czasu Anglicy zdali sobie sprawe z tego, ze
      Penang byl polozony zbyt daleko na polnocy i zbyt blisko Indii, aby
      gromadzic jakiekolwiek nowe towary. A poza tym, wiekszosc handlu w
      tym regionie znajdowala sie ciagle w rekach Holendrow. Dlatego tez,
      Brytyjczycy musieli szukac nowego portu aby konkurowac z Holendrami.
      Niejaki Stamford Raffles zostal wyslany, aby poszukac tego nowego
      portu. Plywal po tym rejonie i ostatecznie dobil do brzegu w
      Singapurze.

      28 stycznia 1819 roku (notabene, niedlugo po wyprawie Napoleona na
      Moskwe i po Kongresie Wiedenskim) Stamford Raffles i
      William Farquhar doplyneli do Singapuru. Mieli ze soba tylko jednego
      hinduskiego zolnierza i jeden karabin dla osobistej ochrony. Wodz
      wyspy Temenggong Abdul Rahman przyjal ich nastepnego dnia. Raffles
      dowiedzial sie, ze Singapur jest czescia imperium Johor. Stary
      sultan Johor wlasnie umarl i pretendami do tronu byli dwaj ksiazeta,
      Tengku Long i jego mlodszy brat. Holendrzy pomogli mlodszemu bratu
      zostac nowym sultanem Johor, W zamian za co, pozwolil on im zalozyc
      bazy handlowe na wyspach Rhio, ktore byly rowniez czescia imerium
      Johor. Raffles zadecydowal szybko, ze to starszy brat powinien
      panowac w imperium Johor. I zaprosil go do Singapuru. Koronacja
      odbyla sie 6-tego lutego 1819 roku, a nowy wladca przyjal nazwisko
      Hussein (Sultan Hussein). Raffles podpisal z nim uklad - za $8000
      placonych rocznie, Brytyjczycy uzyskali prawo zalozenia bazy
      handlowej w Singapurze. W ten sposob Singapur zostal brytyjskim
      portem.
      Holendrzy byli wsciekli. Wydali oswiadczenie, ze Singapur nalezy do
      ich strefy wplywow i kazali Anglikom opuscic miasto. Wysylali listy
      do rzadu angielskiego w Londynie, a Brytyjczycy wysylali odpowiedzi
      do Holandii usprawiedliwiajac swoje poczynania. "Wojna listowa"
      trwala ponad 3 lata (w tamtych czasach listy szly dlugo), a w tym
      czasie Singapur zaczal juz prosperowac. W koncu w roku 1824 Wielka
      Brytania i Holandia osiagnely wreszcie porozumienie, dzielac Azje
      poludniowo- wschodnia na dwie czesci. Holendrzy pozwolili
      Brytyjczykom pozostac w Singapurze, Malacce i w pozostalej czesci
      Malajow. W zamian za co, Anglicy zgodzili sie na to, ze Bencoolen i
      cala Indonezja pozostana w rekach holenderskich ("Indie
      Holenderskie")."

      Na podstawie: Amy Chua, "A Picture History of Singapore", Singapore,
      Kuala Lumpur, Hong Kong,1997)


    • kylax1 Kilka korekt. 13.02.10, 19:02
      Singapur liczy okolo 4.5 miliona mieszkancow.

      A brak konfliktow jest spowodowany duza przewaga liczebna Chinczykow. Gdyby
      proporcja miast 75% Chinczykow-25% innych wygladala 33%-33%-33% starcia
      pojawilyby sie bardzo szybko.
      • de_oakville Masz racje 14.02.10, 13:03
        Wlasnie bylem w ksiegarni i przegladalem atlas. Zobaczylem w nim
        dane na temat ludnosci Singapuru. I zalowalem, ze nie docenilem pod
        tym wzgledem jednego, jakby nie bylo, z moich ulubionych miejsc na
        swiecie.
        A konflikty na tle rasowym, owszem byly. Otoz w roku 1963
        niepodlegly juz Singapur (nie bylo juz wladzy brytyjskiej)
        postanowil przylaczyc sie do Federacji Malezji, poniewaz uznal, ze
        jako male samodzielne panstwo niewiele moze zdzialac. Jak wiadomo,
        Malezja (ze stolica Kuala Lumpur) jest panstwem w przewazajacej
        wiekszosci - muzulmanskim. Jednak kazdy "stan" Malezji posiadal
        wtedy swoja wlasna flage i wewnetrzna wladze. Wladza centralna w
        Kuala Lumpur byla odpowiedzialna tylka za polityke zagraniczna,
        obrone, bezpieczenstwo i finanse. Wkrotce pojawily sie pierwsze
        konflikty. Lokalny rzad Singapuru chcial przede wszystkim dobrobytu
        dla wlasnych obywateli. Natomiast rzad centralny w Kuala Lumpur
        obciazyl Singapur wiekszymi podatkami i zabronil sprzedazy towarow
        na terenie Malezji. Wkrotce doszlo do starc pomiedzy Chinczykami a
        Malajami. 21 lipca 1964 roku Malajowie zorganizowali wielki pochod
        na czesc urodzin Proroka Mahometa. Doszlo na tym tle do klotni
        pomiedzy Chinczykami i Malajami. Przerodzil sie on wkrotce w
        rozruchy na tle rasowym. W Singapurze Malajowie i Chinczycy walczyli
        ze soba. Podczas starc zginelo 23 ludzi a 450 odnioslo rany. Rzad
        centralny uzyl armii i wprowadzil stan wyjatkowy i godzine
        policyjna. Taki stan trwal 2 tygodnie. Po tych wydarzeniach rzad
        centralny zadecydowal, ze Singapur nie moze byc czescie Malezji.
        9 sierpnia 1965 roku premier Singapuru Lee Kuan Yew wystapil w
        telewizji i przemowil do narodu, wyjasniajac dlaczego Singapur musi
        odlaczyc sie od Malezji.

        (na podstawie "A Picture History of Singapore" by Amy Chua)
        • de_oakville Bangkok - druga stacja koncowa indochinskiego 14.02.10, 14:12
          "Orient Expressu"

          W Bangkoku bylem rowniez, pozniej, choc nie dotarlem tam
          indochinskim "Orient Expressem" z Singapuru. Przylecialem samolotem
          z Toronto z przesiadka w Vancouver i Hong Kongu. A wlasciwie wyslano
          mnie tam z pracy (do Singapuru rowniez) ,gdyz na tak dalekie
          indywidudalne podroze turystyczne nie byloby mnie po prostu nigdy
          stac. Turystycznie jezdze najczesciej tylko do Berlina, kiedy
          przebywam u rodziny w Polsce. Otoz takie azjatyckie metropolie jak
          Bangkok (60% ludnosci pochodzenia chinskiego), Tajpej (stolica
          Tajwanu, "czysto" chinska), lub Istambul, najwieksza metropolia
          Turcji, zdecydowanie roznia sie od Singapuru. Sa to niewatpliwie
          "arcyciekawe" miasta, sprawiajace jednak mimo wszystko wrazenie 3-
          ciego swiata (zaduch od spalin, chaotyczny ruch kolowy, "egzotyczne"
          zapachy, nie zawsze przyjemne itp.). Natomiast Singapur sprawia
          wrazenie Europy w najlepszym wydaniu - wszystko jest tam
          uporzadkowane, czyste, bogate, a w dodatku pobyt uprzyjemnia
          tropikalny klimat i tropikalna roslinnosc. I choc jest blizej do
          rownika niz na przyklad w Tajpej (Tajwan), to taki straszny upal nie
          daje sie tak bardzo we znaki jak na Tajwanie (moze bylem w roznych
          porach roku). Tajwan to jest zupelnie "inny swiat" inne "Chiny" niz
          Singapur - zaduch spalin, czesto nie sposob wyjsc na ulice ze
          wzgledu na rozne "zapachy" dochodzace ze studzienek kanalizacyjnych,
          wzmocnione jeszcze tropikalnym klimatem (tego nie w Pekinie, stolich
          ChRL). Otoz, zanim przybylem do Bangkoku, widzialem zdjecia jego
          swiatyn i mialem w oczach te wspaniale buddyjskie budowle o
          zloconych kopulach. Myslalem, ze wlasnie one beda stanowily
          dominujace obiekty w panoramie miasta. I tu sie bardzo pomylilem,
          poniewaz stolica Tajlandii wyglada bardziej jak jakis azjatycki
          Los Angeles - poprzecinana autostradami na estakadach, nawet w samym
          srodku miasta, naszpikowana wysokosciowcami. Jadac taka autostrada,
          widzi sie w dole palmy, nierzadko egzotyczne azjatyckie dzielnice
          malych, biednych domkow, a wsrod nich nierzadko piekna buddyjska
          swiatynie. Wszedzie widzi sie tam kontrasty - jezdza nie tylko
          taksowki, ale rowniez tak zwane "tuk-tuki", rodzaj zmotoryzowanych
          trojkolowych rykszy (przejechac sie takim "tuk-tukiem" to mus).
          Talerz goracej zupy mozna kupic na ulicy - niektorzy ludzie
          zarabiaja tam w ten sposob, ze ciagna za soba wlasny kociol na
          kolkach, w ktorym gotuja zupe. Pali sie pod nim ogien, stoja na
          chodniku i sprzedaja zupe oraz inne potrawy. Male biedne dzielnice,
          pelne restauracyjek tajskich i chinskich ("seefood" jest
          wysmienite), slupy z przewodami nad glowa (jak czesto i w Kanadzie).
          Ale nad glowami rowniez, na betonowych estakadach, wspaniala
          klimatyzowana kolej miejska ("Skytrain"), ktora mozna dojechac
          do "swiatowych" centrow handlowych, oraz do oslawionej
          uliczki "uciech", gdzie podobno przyjezdzaly kiedys (moze nadal?)
          cale wycieczki spragnionych seksu robotnikow z Japonii lub z Niemiec.
          Uliczka dla pieszych, cos w rodzaju deptaka, na srodku stoiska -
          rodzaj bazaru. A po bokach budynki, w ktorych parterach znajduja sie
          rozne lokale i lokaliki. Przyjechalem tam "skytrain", wypilem jedno
          piwo, zobaczylem, po czym wrocilem do hotelu. Juz nie ten wiek i nie
          ta mentalnosc co 20 lat temu.
          A poza tym, moim zdaniem, korzystanie z takich "uciech" byloby po
          prostu glupota. W Tajlandii zrozumialem sens okreslenia "Indochiny"
          (Tajlandia, Burma, Wietnam, Kambodza, Malezja, Singapur). Otoz
          pierwotni mieszkacy Tajlandii (Tajowie) przybyli z zachodu, czyli z
          Indii. Maja oni ciemna karnacje skory, a pismo tajskie (wygladajace
          zupelnie inaczej niz arabskie, rowniez inaczej niz chinskie)
          jest rowniez pochodzenia hinduskiego. W Tajlandii istnieje rowniez
          jednak spora grupa ludnosci pochodzenia chinskiego (przybylej ze
          wschodu), a w Bangkoku stanowia oni wrecz wiekszosc. Totez widuje
          sie ciekawe typy mieszane - chinskie rysy twarzy przy "indyjskim"
          kolorze skory. I jeszcze jedno. Kobiety w Singapurze sa chyba (moze
          po Brazylijkach) "najladniejsze na swiecie". Szczuple Chinki o
          lagodnych rysach, wychowane od urodzenia w dobrobycie.
          A mieszanki chinsko-indyjskie to juz jest pewnie "top of the world".
          Zreszta "zadymiony spalinami" Tajwan i Tajlandia to pod tym wzgledem
          rowniez potegi (O.K. Polska i Rosja rowniez).
          • de_oakville Korekta 14.02.10, 14:20
            >zapachy" dochodzace ze studzienek kanalizacyjnych,
            >wzmocnione jeszcze tropikalnym klimatem (tego nie w Pekinie,
            >stolich
            >ChRL).

            Mialo byc: Tego nie ma w Pekinie, stolicy ChRL (tzn. nie ma
            nieprzyjemnych zapachow ze studzienek ulicznej kanalizacji,
            przynajmniej w reprezentacyjnych dzielnicach).
            • chuck.feney Re: Korekta 14.02.10, 15:19
              Zapraszam do Nowego Jorku w czasie goracego lata, deo:)
              Przyjedz z wlasna maska.
              • dawaj_czasy Przesadzasz 14.02.10, 17:06
                jest duzo lepiej w NYC niz w jakimkolwiek europejskim miescie
                Po taki Wroclawiu mimo ze jest 20 rzy mniejszy chodzic sie latem bez maski nie
                da a to dlatego ze 90 % samochodow to dymiace ropniaki i tak jest w calej
                europie . Na szczescie tuta w NYC jest duzo duzo lepiej poniewaz 99% samochodow
                jezdzi na bezzolowiowej benzynie

                A wracajac do Singapuru to nastepny przyklad o wyzszosci kultury anglosaskiej
                czytaj amerykanskiej na ktorej wzoruje sie caly swiat mlodziez wyglada , spedza
                czas i bawi sie tak samo w NYC jak w Limie, Wawie, Tokyo, Honkgongu czy Islandii
                no moze za Uralem do kamczatki tam jeszcze nic nie dotarlo ...
                • chuck.feney Re: Przesadzasz 14.02.10, 18:27
                  Jezdze do W-wy, jezdze do Wrocka, Krakowa, Gdanska i pytam szczerze
                  gdzie im ze spalinami do Los Angeles, Houston, NYC czy Chicago???

                  • rudolf-hesse Re: Przesadzasz 14.02.10, 18:41
                    Nad Warszawa maja cos takiego?

                    disc.sci.gsfc.nasa.gov/oceancolor/additional/science-focus/locus/images/LA-smog-2.jpg

                    oceanworld.tamu.edu/resources/oceanography-book/Images/LA-smog-2.jpg
                • hubert100 Re: Przesadzasz 14.02.10, 18:47
                  Co ty idiota gadasz. Nowe ropniaki zanieczyszczaja duzo mniej niz benzynowce.
                  Zamknij dzwi w garazu i zapal takiego ropniaka. Nawet po godzinie bedzesz zyl.
                  Zapal tego benzynowca bez "olowiu" i bedzie po tobie frajerze w 10 minut. PS.
                  Dobrze by bylo.....
                  • hubert100 Re: Przesadzasz 14.02.10, 18:49
                    To do tego obsranego Wojtusia....
                    • rudolf-hesse Re: Przesadzasz 14.02.10, 18:54
                      Wojtus chyba zbyt dlugo w spalinowym srodowisku przebywal,
                      nieodwracalne zmiany w mysleniu pokazuje.
                      • de_oakville New York byl zawsze "kosmopolitycznym zerwancem" 14.02.10, 19:43
                        Taka juz jego rola w swiecie. Wielki port (kiedys najwiekszy na
                        swiecie), miasto budowane szybko i rosnace dawniej jak "grzyb po
                        deszczu". Nie bylo czasu na dbanie o jego "urode", zreszta nie bylo
                        to tam nikomu potrzebne. Wazna byla dynamika i wzrost. Rowniez
                        miasta angielskie, nawet w okresie najwiekszej "prosperity" i
                        bogactwa tego kraju (XIX wiek) tez nigdy nie uchodzily za piekne i
                        zawsze mialy "slumsy". Pamietam takie zdanie z ksiazki Cata-
                        Mackiewicza pt. "Europa in flagranti": "Anglicy sa narodem majacym
                        nieslychane zalety i wartosci, ale sa zupelnie pozbawieni
                        elementarnego gustu, jeszcze bardziej niz Niemcy (sic!)".
                        Otoz to, w wieku 18-tym, 19-tym i na poczatku wieku 20-tego, uwazano
                        ze najlepszy gust maja Francuzi i Wlosi. Niemcy widocznie sie tym
                        bardzo przejeli i pracowali potem "jak mrowki", aby zmienic opinie o
                        sobie, ze nie maja gustu w ubiorze, architekturze itp. I im sie to
                        udalo. Natomiast Anglikom i Amerykanom ("prawdziwym" Germanom bez
                        kompleksow, wszystko to po prostu "wisialo".) A New York, jaki by
                        nie byl, jest nadal imponujacy i niepowtarzalny. I nawet jesli
                        zyjemy w okresie schylku potegi Ameryki i w przyszlosci jego role
                        przejmie chinski Szanghaj, to wtedy nadejda dla Ameryki czasy
                        metamorfozy - moze za 100 lat Szanghaj bedzie symbolem takiej
                        potegi, jaka dzis reprezentuje Nowy Jork, natomiast N.Y. ulegnie
                        przebudowie i stanie sie tym dla swiata, czym dzisiaj jest
                        Sztokholm - miastem zieleni i wielkiej harmonii (z odbiciem dawnej
                        potegi i chwaly rowniez). Przyjechalem kiedys o 5-tej nad ranem
                        autobusem z Montrealu do Nowego Jorku i wyszedlem na Manhattan.
                        Udalem sie w kierunku Times Square aby w tamtejszym Mac Donaldsie
                        cos przekasic. Na ulicach nie bylo prawie ludzi i samochodow. Z
                        pobliskiej studzienki (obok Mac Donaldsa) buchnal na mnie
                        taki "odor", ze szybko poszedlem dalej. Ale dalej bylo juz
                        normalnie. Wlasnie to jest roznica - w Tajpei od podobnych zapachow
                        uciec nie mozna, bo jesli ucieknie sie od jednego, to po paru
                        krokach jest juz nastepny, jeszcze "lepszy". Ucieka sie wiec do
                        klimatyzowanego domu towarowego (np. "Sogo") lub do hotelu. Z tym,
                        ze nos "zapamietuje" te zapachy i lezac na kanapie glowa boli od
                        przypominania ich sobie, chcac nie chcac. Takie Toronto jest rowniez
                        bardzo "egzotyczne", poniewaz sa w nim rozne swiaty "na kupie" - i 1-
                        szy swiat, i 2-gi swiat, i 3-ci swiat. I nikt na sile nie przenosi
                        ludzi ze swiata 3-ciego do 1-szego. Musza sie do niego sami chciec
                        przeniesc (np. zamieszkac w dzielnicy domow od 500 tys dolarow w
                        gore).
                        • rudolf-hesse Re: New York byl zawsze "kosmopolitycznym zerwanc 14.02.10, 20:02
                          Chciec to ty sobie mozesz deo tak samo jak reszta innych.
                          • de_oakville Re: New York byl zawsze "kosmopolitycznym zerwanc 15.02.10, 12:25
                            Do zamieszkania w domu $500 tys+ jest mi rzeczywiscie bardzo daleko
                            i pewnie nigdy w takim domu nie zamieszkam, chyba ze wygram w toto-
                            lotka, prawdopodobienstwo czego byloby znacznie wieksze gdyby
                            czlowiek zyl 1000 lat i gral co tydzien. Tym niemniej "I enjoy
                            living in Canada very much", przede wszystkim ze wzgledu na
                            mentalnosc ludzi. Moim zdaniem Kanadyjczycy, szczegolnie w malych
                            miastach, maja charakter znacznie lepszy i mniej "zepsuty" od
                            Europejczykow.
          • kylax1 Patpong to dzisiaj zwykla dzielnica rozrywkowa. 15.02.10, 15:31
            Prawdziwe 'miejsca uciech' przeniosly sie bardziej do Pattayi, czy na polnoc
            Tajlandii, a takze do sasiednich Kambodzy i Laosu.

            Co do smrodu na Tajwanie i w Beijing. Stolica Panstwa Srodka lezy w strefie
            klimatu umiarkowanego, a Taipei podpada bardziej pod zwrotnikowy morski. To jest
            glowna przyczyna. Zima w Pekinie panuje mroz.

            PS: Slumsy maja role wychowawcza. Pokazuja, ze trzeba wziasc sie za siebie, a
            nie czekac na socjal, jak w bankrutujacej Grecji.
      • kzkrupa Re: Kilka korekt. 05.08.17, 15:56
        Singapur jest przepięknym miastem. My byliśmy tam kilka dni i wróciliśmy zachwyceni. Wszędzie czysto i ładnie. Tutaj możecie zerknąć na naszą relację ze zdjęciami, najbardziej polecane przez nas atrakcje i kilka rad jak nie wydać fortuny. :) www.travelbloggia.pl/singapur/co-warto-zobaczyc-w-singapurze-w-3-dni-jak-nie-wydac-fortuny/
Pełna wersja