de_oakville
22.03.10, 02:03
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Myślę jednak, że stroną agresywną byli Japończycy. Po stronie
rosyjskiej cytowano idiotyczne zdanie ministra Plehwego, który (...)
powiedział: "Rosji potrzebna jest malutka zwycięska wojna".
Japończycy jednak myśleli poważniej, kiedy dążyli do tej wojny.
Zwycięstwo nad Rosją, wielkim mocarstwem europejskim, od razu
zmieniało ich rangę na świecie. Z państwa drugiej klasy,
państwa "egzotycznego", niemal "dzikiego", od razu stawali się
mocarstwem równouprawnionym. Warunki militarne były wybitnie po ich
stronie, czego wówczas w Europie całkiem nie rozumiano. Mówiono:
mała Japonia i kolos rosyjski. Oczywiście że przestrzeń zajmowana
przez Japonię była znacznie mniejsza od Rosji, ale były to terytoria
zaludnione, a nawet przeludnione, podczas kiedy olbrzymia część
cesarstwa rosyjskiego była wtedy pusta. Dysproporcja ludności
pomiędzy Rosją a Japonią wcale nie była tak duża. Rzeczą jednak
główną i decydującą było to, że teren wojny był bardzo bliski
Japonii, a główne siły rosyjskie były związane z tym terenem tylko
wąską nitką jednotorowej kolei żelaznej. Dla Japonii była to więc
wojna z blisko znajdującym się nieprzyjacielem, dla Rosji daleka
wyprawa kolonialna. Poza tym sam Witte, były premier rosyjski i
wielki patriota swego państwa, wypowiedział o tej wojnie słuszny
aforyzm:
(...)
Rosja na Dalekim Wschodzie posiadała siły miejscowe, jak na przykład
kozaków zaamurskich i ussuryjskich, posiadała silną flotę
skoncentrowaną w Port Arturze. Rosjanie wierzyli, że ta flota nie
dopuści Japończyków do wylądowania w Azji. Rosyjscy wojskowi nie
przypuszczali nawet, że może ich spotkać klęska. Rosyjski minister
wojny, generał Kuropatkin, niewątpliwie świetny biurokrata wojskowy,
jeździł nawet do Japonii przed wojną i wyniósł wrażenie, że armia
japońska nie jest poważna. Publiczność w Europie myślała, że wojna z
Japonią będzie nieomal podobna do niedawnej wojny z chińskimi
bokserami. Nie chciano zrozumieć, że Japonia od kilkudziesięciu lat,
nie zaprzepaszczając swej prastarej cywilizacji, potrafiła przejąć
wszelkie zdobycze zachodniej techniki, zwłaszcza w dziedzinie obrony
państwa.
(...)
Dnia 6 lutego 1904 roku Japończycy zerwali stosunki dyplomatyczne z
Rosją, a 8 lutego, znienacka, bez wypowiedzenia wojny, zaatakowali
przy pomocy łodzi podwodnych i torpedowców flotę rosyjską
najspokojniej stojącą w Czemulpo, koło Portu Artura. Trzy główne
pancerniki rosyjskie: "Cesarzewicz", "Retwizan" i "Pałłada" zostały
unieszkodliwione. Za jednym zamachem flota rosyjska Dalekiego
Wschodu przestała być zdolna do zwycięstwa nad flotą japońską.
Teoria, że wojna z Japonią będzie możliwa bez wielkich ofiar,
została zniweczona.
Wiadomość o zniszczeniu trzech wielkich pancerników rosyjskich
nadeszła do Petersburga podczas dworskiego balu. Tańców nie
przerwano. Ta scena przypomina mi inną, jak to w czasie
dyplomatycznych obrad nad traktatem wiedeńskim, również podczas
balu, przyszła wiadomość o ucieczce Napoleona z Elby i o jego
lądowaniu we Francji.
Bale w Pałacu Zimowym w Petersburgu były wówczas najwspanialsze w
Europie; bale u monarchów w Wiedniu, Berlinie, Londynie w porównaniu
z nimi wydawały się oszczędne i obskurne. Były to blaski
zachodzącego słońca. Można uważać za fatum, że na taki właśnie bal
przyszła wiadomość, która była początkiem końca cesarstwa.
Jak się przegląda spis generałów i admirałów prowadzących ze strony
rosyjskiej wojnę na Dalekim Wschodzie, to musi dziwić ogromna ilość
nazwisk niemieckich. Stoessel, Gerngross, Kaulbars, Grippenberg,
Rennenkampf, Kleigels, Viethoft i tak bez końca. Czasami się zdaje,
że Niemiec jest regułą, Rosjanin wyjątkiem. Bo rzeczywiście
ziemiaństwo pochodzące z ziem łotewskich i estońskich, tak zwanych
guberni nadbałtyckich, opanowało wyższą administrację rosyjską, a
zwłaszcza armię. Ale ci Niemcy, protestanci i w domu mówiący po
niemiecku, jakież natchnienie mogli dać żołnierzowi! Nie byli
bynajmniej tchórzami, sumiennie spełniali swe obowiązki, byli
akuratnymi biurokratami wojskowymi. Ale bitwy ówczesne rozstrzygały
się jeszcze przez szarże kawaleryjskie lub ataki na bagnety. Sama
biurokracja wojskowa, chociażby najbardziej pedantyczna, nie
wystarczała, aby zwyciężyć w takich bojach.
Naczytałem się w dzieciństwie pamiętników oficerów rosyjskich,
którzy uczestniczyli w tej wojnie na lądzie i morzu. Kiedy teraz
wziąłem do ręki Siemionowa Raspłatę, to wiedziałem, po jakim zdaniu
nastąpi jakie zdanie i które z nich opatrzone będzie przypiskiem. Na
wszystkich tych wspomnieniach ciąży dojazd na wojnę. Owe jedenaście
tysięcy kilometrów, które w ciągu długich dni i długich nocy przebyć
trzeba było w wagonach wlokących się noga za nogą. Za oknami był
deszcz, śnieg, zamieć, drzewa - gigantycznie wielka tajga i świstki
lokomotyw. Wszyscy opowiadają przejazd po lodzie Bajkału -
zamaszyste trojki, śpiewy sołdackie. W tym bowiem miejscu kolej
transsyberyjska miała przerwę, którą nadrobić trzeba było piechotą
lub końmi. Oczywiście przy obecnej rozbudowie lotnictwa wojennego
Rosja w ogóle nie mogłaby wyruszyć na wojnę, bo Japończycy
zbombardowaliby po prostu lód na jeziorze bajkalskim. Ale wtedy
aeroplanów nie było.
(...)
Wojna rosyjska toczy się od klęski do klęski. Rozpoczęta 8 lutego
zdradzieckim napadem floty japońskiej, ma chwilę nadziei, kiedy nad
flotą Dalekiego Wschodu obejmuje dowództwo popularny i utalentowany
admirał Makarow. Ale w dniu 13 kwietnia ginie on od japońskiej, czy
też własnej miny na pancerniku "Pietropawłowsk". To ciężki cios.
Potem w dniu 30 maja Japończycy zajmują Talien, czyli Dalnij, drugi
obok Portu Artura port rosyjski we wschodniej Azji. Generał
Kuropatkin, dowódca wszystkich sił lądowych podzielonych na trzy
armie, nie jest w stanie przeszkodzić połączeniu się armii
japońskich i oto w dniach od 26 sierpnia do 4 września połączone
armie generałów Kuroki, Nogi i Oku zwyciężają wojsko rosyjskie pod
Liaojangiem. Generał Kuropatkin cofa się nad rzekę Szache, aby tu, w
dniach od 7 do 25 października, ponieść nową klęskę.
(...)
Zaczął się epokowy dla Rosji rok 1905.
Japończycy w dniu 2 stycznia zdobyli Port Artur. Pomiędzy 19 lutego
a 10 marca armia rosyjska została pobita pod Mukdenem. Kuropatkin
przestał być wodzem naczelnym, miejsce jego zajął Liniewicz, oficer
samouk, który nigdy nie był w Akademii Wojskowej i zawsze służył na
Dalekim Wschodzie.
Po zniszczeniu rosyjskiej floty na Dalekim Wschodzie wysłano tam
flotę bałtycką pod dowództwem admirała Rożestwienskiego. Flota
wlokła się naokoło świata, bo Anglicy nie puścili jej przez
Gibraltar i Suez. Płynęła więc dokoła Przylądka Dobrej Nadziei. Po
drodze, na początku podróży, bo koło Hull, wzięła za torpedowce
japońskie rybackie statki angielskie i powystrzelała rybaków, z
czego powstała niebywała awantura. Anglicy grozili wojną. Moim
zdaniem incydent ten jest dotychczas nie wyjaśniony i kto wie, może
pewnego pięknego dnia Japończycy otworzą swe archiwa i
powiedzą: "Owszem, byliśmy pod Hull". Wreszcie Rożestwienski dowlókł
się do Japonii i tutaj w dniu 27 maja 1905 roku pod Cuszimą poniósł
znów straszliwą i ostateczną klęskę.
Rosja z wszystkich 127 okrętów wojennych straciła 108. W lipcu 1905
roku, a więc w kilka tygodni po Cuszimie, prezydent Stanów
Zjednoczonych, Teodor Roosevelt, zaproponował swoje pośrednictwo,
które przez obie strony zostało przyjęte, skutkiem czego podpisano
pokój w Portsmouth.
Dnia 9 stycznia starego stylu, a 22 stycznia 1905 r. nowego stylu
miała miejsce w Petersburgu tak zwana "krwawa niedziela". Lud idący
z petycją wiernopoddańczą do cesarza został zmasakrowany przez
strzały wojska. Jedna z salw oddanych w górę poszła po drzewach
parku, na które powłaziło mnóstwo dzieci, ciekawych pochodu.
Dzieciaki posypały się jak wróble na śnieg."
Stanisław Ca