Gość: kecaw
IP: *.ols.vectranet.pl
25.02.04, 21:28
Związek Delijski a Unia Europejska
W trakcie wojen perskich w 478 r. p.n.e. między Ateńczykami a
innymi greckimi poleis (państwa miasta) doszło do ustanowienia
swoistej wspólnoty. Na kartach podręczników owa symmachia
nazywana jest I Związkiem Morskim, Związkiem Delijskim lub
Związkiem Ateńskim. Ateny pełniły w związku rolę lidera.
Niewątpliwie ich potęga militarna i gospodarcza predestynowała
je do tego. Każdy z członków symmachii ateńskiej posiadał jeden
głos w radzie sprzymierzonych, która zbierała się na Delos,oraz
zobowiązany był do wspólnej składki pieniężnej lub dostarczania
żołnierzy i okrętów na uzgodnione przedsięwzięcia. Demokratyczne
Ateny w owym związku bez trudu uzyskały przewagę głosów w radzie
sprzymierzonych,poparły ich bowiem słabsze ekonomicznie i
ludnościowo poleis,które nie mając szans na prowadzenie własnej
polityki chętnie oddały inicjatywę silniejszemu sojusznikowi.
Ci, którzy liczyli na pełną autonomię w ramach symmachii,szybko
doznali rozczarowania.Wobec samodzielnych sojuszników Ateny
okazały się bezwzględne.Okazało się, że kraj Peryklesa,
Sokratesa i Platona nie zamierza respektować suwerenności swoich
sprzymierzeńców, a rada sprzymierzonych, w której wszyscy
członkowie symmachii posiadali po jednym głosie, jest w
istocie maszynką do głosowania.
Od tamtych wydarzeń minęło 2500 lat, czas inny,
rzeczywistość europejska jakby odmienna, ale schemat ten sam!
Symmachia ateńska odżyła? Chyba tak! Demokratyczne Niemcy i
Francja w trakcie zimnej wojny powołały wspólnotę. Na kartach
podręczników ten twór nazywany bywał :EWWiS potem Europejską
Wspólnotą Gospodarczą(EWG) obecnie zaś po prostu Unią .Francja i
Niemcy pełnią w niej funkcję lidera. Niewątpliwie ich potęga
militarna i gospodarcza predestynuje te państwa do tego! Każdy
członek Unii jak słyszymy ma posiadać głos jeden na radzie
sprzymierzonych! Zobowiązany jest też do składki pieniężnej!
Wspólnej armii jeszcze nie ma, ?lecz o potrzebie takiej
zapewniają nas nowe Ateny (Francja i Niemcy).Sądzę, że
demokratyczna Francja i Niemcy bez trudu uzyskają przewagę
głosów we współczesnym zgromadzeniu sojuszników .Poprą ich
bowiem kraje małe i słabe,które nie mające szans na prowadzenie
własnej polityki i chętnie oddadzą inicjatywę współczesnym
Atenom. (myślę np. o Litwie, Malcie, Łotwie)
Historia est magistra vitae stąd też nasze polskie NIE w
sprawie rewizji ustaleń z Nicei. Czy francuski i niemiecki upór
w tej sprawie nie jest przypadkiem dążeniem do hegemonii w
Europie? Czy mamy zaakceptować rewizje Nicei? Czy
francuski ,,kogut? zapomniał ,iż za partnera ma
niemieckiego ,,tygrysa??. Czy w związku z tym co grozi Europie,
mamy się wyrzec naszej proamerykańskości?
serdecznie pozdrawiam kecaw