zbig44
09.04.04, 15:18
Czy Muktada al Sadr staje się Mesjaszem dla narodu irackiego?
Wbrew pozorom, pytanie to zdaje się dość zasadne w kulturze,
w której uroczystości towarzyszące obchodom Wielkiego Tygodnia,
spychają na plan dalszy to oto, że kultura ta przyczyniła się
walnie do przysporzenia cierpień ludziom z porównywalnie wybitnego
kręgu kulturowego, którzy oto cierpią z rąk tej pierwszej jedne
z najczarniejszych dni w swojej historii.
Rzecz tym bardziej zdumiewająca, ze obie cywilizacje
sięgają swymi korzeniami do najdawniejszych spisanych dziejów tego
właśnie obszaru - Cywilizacji Dwurzecza.
Przedstawiciele tej oto kultury, która na przestrzeni swej własnej historii
doświadczyła porównywalnych cierpień, a których ojcowie zwykli chlubić się
Walką o Wolmość Naszą i Waszą (zapominając zwykle o Samosierze),
współuczestniczą w okupacji kraju zajętego w wyniku niesprawiedliwej,
agresywnej wojny przez największe mocarstwo świata (sądzę, że ta
paralela z Cesarstwem Napoleońskim jest aż nadto dobrze widoczna).
Nie mówmy więc, że nie znamy tradycji wbijania noża w plecy w interesie
możnych tego świata od strony wbijającego, bo to będzie po prostu nieprawda.
Czynimy to oto po raz wtóry, przykładając ręce do krwawego stłumioenia
pierwszego spontanicznego, dobrze kierowanego aktu walki o wyzwolenie
narodu irackiego spod znienawidzonej przez ten naród okupacji okupacji.
Zabiliśmy już w ciągu tylko tego Wielkiego Tygodnia około 30 przedstawicieli
tego narodu walczących o tą wolność w imię... ukształtowania ich przyszłej
wolności na modłę zgodną z interesami okupanta. W ten sposób upodobnilkiśmy
się do UPowców, którzy w podobny sposób "wyzwalali" Powstańców Warszawy,
a ich dzieci obecnie ramię w ramię z naszymi "wyzwalają" walczących o własną
wizję GODNEJ wolności Irakijczyków. Nie przeszkadza nam przy tym to, że
wyzwolenie to jest ostateczne, gdy wyprawiamy tych ludzi do raju wg ich
wyobrażeń, z których to wyobrażeń przy okazji bezlitośnie i cynicznie
szydzimy.
Muktada al Sadr
serwisy.gazeta.pl/im/2006/z2006830G.jpg
Moqtada al Sadr, jak nazywają go Anglosasi
www.sky.com/skynews/article/0,,30000-1130809,00.html
ma, jak utrzymuje, 31 lat, jest w pełni uksztaltowanym duchowo, dojrzałym
mężczyzną, na tyle młodym, by pomimo całej charyzmy, jaką się cieszy,
zaryzykować własne życie w imię celów, które uważa za najważniejsze dla
własnego świata.
Niemal równie młodym człowiekiem był w dniu ukrzyżowania także Mesjasz naszej
kultury.
Jego ojciec to słynny w Iraku ajatollah Muhammad Sadik Sadr, zamordowany z
dwoma braćmi w 1999 roku przez agentów Saddama Hussajna. Był to ktoś na miarę
Lecha Wałęsy, z tym, że jego syn najwyraźniej przerósł dzieci tego
ostatniego. Latem tego roku, na wzór pamiętany przez nas z lektury
Sienkiewicza, zorganizował Armię Mahdiego i ...
rzucił Ameryce tego typu wyzwanie, jakie wielu analityków antycypowało i
przed którym ostrzegało jeszcze w przeddzień rozpętania tego konfliktu,
wskazując na jego bezzasadność.
Podsumowując, Muktada al Sadr to młody, zdolny przywódca, który w krótkim
czasie stworzył skutecznie działającą siatkę swoich przedstawicieli (i
organizację zbrojną) w całym Iraku i uczynił dla narodu irackiego to, co do
czego zawiódł naród żydowski Mesjasz, którego zmartwychwstanie właśnie
świętujemy. Tamten Mesjasz został odrzucony przez swój naród, gdy tylko
okazało się, że wyzwolenie, jakie głosi, nosi charakter pewnej przenośni
oznaczającej wyzwolenie duchowe. Jego dramat polegał na tym, że w innym
czasie i miejscu jego wołanie mogłoby oznaczać bezpośrednią odnowę duchową
całej cywilizacji na wzór konfucjanizmu lub buddyzmu. Kimś takim nie jest
Muktada al Sadr, a więc nie jest on i nie będzie niczyim Mesjaszem w naszym
obecnym rozumieniu tego słowa. Żydzi potrzebowali jednak wówczas Mesjasza-
przywódcy.
Potrzebie tej we współczedsnym Iraku wychodzi na przeciw Muktada al Sadr i w
tym właśnie sensie staje się on na naszych oczach Mesjaszem tego narodu.
Jeśli zostanie zgładzony, stanie się prawdziwym symbolem walki tego narodu o
niczym nie zakłamaną wolność.