Przyplywy i odplywy emigracji

28.05.11, 08:51
W roku 1800 Argentyna byla najrzadziej zaludnionym krajem Ameryki Poludniowej.
Jednak sto lat pozniej jej ludnosc zaczela wzrastac w tempie rownie szybkim jak ludnosc USA, szybciej od ludnosci Brazylii. Do roku 1910 Argentyna stala sie symbolem prosperity. Wiekszosci podroznych, ktorych statki zawijaly najpierw do Rio de Janeiro, owczesnej stolicy Brazylii, a nastepnie do Buenos Aires, stolica Argentyny podobala sie bardziej pod kazdym
wzgledem z wyjatkiem malowniczego polozenia. Buenos Aires, miasto lezace u ujscia rzeki La Plata do oceanu i otoczone plaska rownina bylo w tamtych czasach prawdziwym "klejnotem". Zdecydowanie najwieksza metropolia Ameryki Lacinskiej i jedno z 15-tu najwiekszych
miast swiata posiadalo wielkie dworce kolejowe, ktore wysylay pociagi we wszyskich kierunkach w glab "pamp" argentynskich, impomujacy gmach opery i katolicka katedre. Przed II WS Buenos Aires bylo jedynym miastem Ameryki Poludniowej posiadajacym metro.
Koleje nalezaly do Brytyjczykow, natomiast statki przywozily glownie Wlochow. Wlasnie Wlosi stanowili w tamtych czasach wiekszosc emigrantow z Europy do "nowego swiata". Tylko USA przewyzszaly Argentyne pod wzgledem ilosci przyjezdzajacych Wlochow. Zbiory zboz w Argentynie byly tak wielkie, ze ich eksport w roku 1904 przewyzszyl nawet eksport wolowiny. Wielu robotnikow wloskich i hiszpanskich przybywalo do Argentyny na zarobek tylko w okresie zbiorow.
Jednak na skutek "wielkiego kryzysu" lat 30-tych, te kraje, ktore jeszcze w latach 20-tych przyjmowaly wielki strumien emigrantow, przestaly ich otrzymywac. Wlosi przestali emigrowac do Brazylii i Argentyny. Australia - niegdys wielki cel emigrantow, utracila ich wiecej w latach 30-tych niz zyskala - po prostu powrocili "do domu". USA otrzymaly w roku 1931 mniej niz 100 tys. imigrantow, najmniejsza ilosc od roku 1862, czasow "Wojny Secesyjnej". W roku 1933 przybylo jedynie 23 tys. imigrantow. Tysiace bezrobotnych, wiedzionych pokusa wyjazdu z Europy, przekonalo sie wkrotce, ze w obu Amerykach bezrobocie i inne problemy sa rownie dotkliwe jak na "starym kontynencie".

(Na podstawie "Krotkiej historii XX-tego wieku" Geoffrey'a Blainey'a)

Jak widac w kazdym kryzysie jest podobnie. Kryzysy jednak po pewnym czasie mijaja.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~"Es geht alles vorüber,
es geht alles vorbei,
Nach jedem Dezember,
Kommt wieder ein Mai."
    • polski_francuz Myslisz 28.05.11, 09:12
      ze emigracja wroci do Polski?

      Jeszcze niepredko.

      A nawet, gdzies czytalem, ze w Niemczech bilans migracyjny jest negatywny. I wiecej wyjezdza niz wjezdza. Moze Europa jest atrakcyjna tylko dla Afrykanczykow?

      Pozdro

      PF
      • de_oakville Re: Myslisz 28.05.11, 09:41
        Europa jest niewatpliwie atrakcyjna, ale ma zbyt "glebokie" fundamenty. Zbyt wiekowe, zbyt solidne. Sa przez to jak "kula u nogi", trudno sie ich pozbyc. Emigrant lubi "plytkie" fundamenty, jak w Kanadzie, bo wtedy wie, ze moze sie poczuc jak "u siebie". Polska stala sie niewatpliwie atrakcyjna pod wzgledem materialnym, szczegolnie dla Polaka. Ale te atrakcyjnosc materialna "rownowazy" nieatrakcyjnosc duchowa - te polskie "nienawisci" jednych do drugich z powodu odmiennych pogladow, przynaleznosci do roznych partii politycznych. Mozna sie przeciez klocic, ale bez nienawisci.

        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        "Cioci Zosi siadla trzustka,
        wina Tuska,
        waza stlukla sie etruska
        wina Tuska
        "
        (Wojciech Mlynarki)
        • polski_francuz Klocic bez nienawisci 28.05.11, 09:55
          Amen

          Pozdro

          PF
    • br0fl0vski Re: Przyplywy i odplywy emigracji 28.05.11, 09:47
      z jakiej to okazji po raz kolejny odezwal sie w tobie Tony Halik?
      • de_oakville Re: Przyplywy i odplywy emigracji 28.05.11, 10:22
        br0fl0vski napisał:

        > z jakiej to okazji po raz kolejny odezwal sie w tobie Tony Halik?

        Nie wiem z jakiej to okazji, ale czuje sie zaszczycony, ze skojarzyles mnie z tak atrakcyjna osoba. Dziekuje.
        • zeitgeist2010 zarobkowa vs duchowa 28.05.11, 10:39
          Glównym motywem emigracji jest ta ”za chlebem i swiętym spokojem”. Tak było, gdy co czwarty Norweg i Szwed wyemigrowal na przełomie XIX i XX wieku. Tak jest teraz, gdy obydwa te kraje przyjeły miliony z calego swiata.

          Imigracja duchowa jest mniejsza. To tacy jak ja. Opuscilem mój kraj rodzinny, bo nie znosilem chamstwa, prostactwa i zasciankowosci, totalitaryzmu i odciecia od swiata. Dochodzi do tego glód przygód i ciekawosc swiata. Gdybym sie urodzil w LA to i tak bym wyemigrowal.

          Zadna z tych kategorii nie bedzie wracac do tej samej rzeki.

          Poska ma do tego handikap. Mimo przejscia od totalitaryzmu do wolnego rynku i demokracji, chamstwo i zasciankowosc pozostały.




          <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
          podrózuj w czasie i przestrzeni
          • de_oakville Re: zarobkowa vs duchowa 28.05.11, 16:59
            zeitgeist2010 napisał:

            > Glównym motywem emigracji jest ta ”za chlebem i swiętym spokojem”.
            > Tak było, gdy co czwarty Norweg i Szwed wyemigrowal na przełomie XIX i XX wieku
            > . Tak jest teraz, gdy obydwa te kraje przyjeły miliony z calego swiata.
            >
            > Imigracja duchowa jest mniejsza. To tacy jak ja. Opuscilem mój kraj rodzinny, b
            > o nie znosilem chamstwa, prostactwa i zasciankowosci, totalitaryzmu i odciecia
            > od swiata. Dochodzi do tego glód przygód i ciekawosc swiata. Gdybym sie urodzil
            > w LA to i tak bym wyemigrowal.
            >
            > Zadna z tych kategorii nie bedzie wracac do tej samej rzeki.
            >
            > Poska ma do tego handikap. Mimo przejscia od totalitaryzmu do wolnego rynku i d
            > emokracji, chamstwo i zasciankowosc pozostały.

            Calkowicie sie z Toba zgadzam. W PRL-u, w czasach, kiedy wyjazd na stale z kraju uwazany byl przez wielu za "grzech", o wszystkich, ktorzy to uczynili mowilo sie, ze wyjechali "z niskich pobudek".
            Byc moze to i prawda, bo jesli ktos do 30-tego roku zycia nie posiadal wlasnego mieszkania, a chcial zalozyc rodzine i byl zbyt "dumny", aby siedziec "na garnku" u rodzicow, to wlasnie z takich "niskich pobudek" wyjezdzal. A przy okazji zwiedzal "kawal swiata".
            • zeitgeist2010 Re: zarobkowa vs duchowa 28.05.11, 17:21
              Czyzbys znał osobiscie Antoniego Halika?

              Interesujące, ze wloscy imigranci do sfery anglosasko –germanskiej mają raczej niską range – mafiosi, lodziaze i Pizzabäcker. Natomiast w Argentynie i Brazylii cieszą sie wysokim statusem. Moze to byc wynikiem latwiejszej nauki pokrewnego romanskiego jezyka i słabsza konkurencja ze strony ludnosci pochodzenia iberyjskiego, arabskiego, słowianskiego, afrykanskiego.

              Słowianom wszędzie jest cięzko. Kazdy język jest trudny :(
              • de_oakville Re: zarobkowa vs duchowa 28.05.11, 18:24
                zeitgeist2010 napisał:

                > Czyzbys znał osobiscie Antoniego Halika?

                Nie, nigdy nie mialem takiej przyjemnosci. Z tym ze jeszcze jak mieszkalem w Polsce, staralem sie nie przegapic zadnego programu w telewizji z jego udzialem. Szczegolnie zaimponowaly mi programy dotyczace jego podrozy przez obie Ameryki z poludnia na polnoc (od Ziemi Ognistej do Alaski). Ciekawe, ze z Toronto leci sie do Sao Paulo 10 godzin (jakby sie uparl to mozna by bylo przejc te trase pieszo), natomiast "za ocean" do Londynu, leci sie tylko okolo 7 godzin.

                Jesli zas chodzi o Wlochow, to roznie z nimi w "swiecie anglosaskim" bywalo. W latach 50-tych i 60-tych byla zdecydowana "moda na Wlochy" i na Wlochow. Wezmy chociazby Franka Sinatre albo Deana Martina ("Dino"), ktory spiewal rowniez niektore swoje piosenki po wlosku. Pozniej byla oczywiscie Madonna. Wiadomo, ze z mniej atrakcyjnych postaci byl takze i Al Capone oraz "notorious" Falconetti z serialu "Pogoda dla bogaczy". Byc moze chodzilo tu jednak mniej o jezyk, bo anglojezyczni Irlandczycy byli dawniej stawiani w uprzedzeniach pewnie jeszcze nizej od Wlochow. Wlosi sa wszedzie, wiec oczywiscie rowniez i w Kanadzie. W latach 90-tych stanowili oni w Toronto druga najliczniejsza grupe etniczna (ponad 400 tysiecy), choc obecnie spadli pewnie na tej liscie za Chinczykow (w aglomeracji Toronto jest kilka "Chinatowns", a nawet ze dwa "Koreatowns").

                W Argentynie zas, takie nazwy dzielnic Buenos Aires jak na przyklad "Palermo", w Sao Paulo w Brazyli najwiekszy wiezowiec w latach 90-tych nosil nazwe "Edificio Italia" lub podobna, swiadcza o olbrzymim wplywie Wlochow na ksztaltowanie spoleczenstw emigrantow.
                • zeitgeist2010 Re: zarobkowa vs duchowa 28.05.11, 19:07
                  de_oakville napisał:

                  Jesli zas chodzi o Wlochow, to roznie z nimi w "swiecie anglosaskim" bywalo. W latach 50-tych i 60-tych byla zdecydowana "moda na Wlochy" i na Wlochow. Wezmy chociazby Franka Sinatre albo Deana Martina ("Dino"), ktory spiewal rowniez nie ktore swoje piosenki po wlosku.
                  No to te typowe stereotypy piosenkarza, rozrywkowca tak jak murzyni

                  Pozniej byla oczywiscie Madonna.

                  Jej ojcem byl wloch ale ona sama kojarzy mi sie bardziej z kabala i judaizmem. Material girl

                  Wiadomo, ze z mniej atrakcyjnych postaci byl takze i Al Capone oraz "notorious" Falconetti z serialu "Pogoda dla bogaczy".
                  Temat kompleksu nizszosci wlochów uwieczniony w filmie sic! Coppoli God father no i ostatnio w serii Sopranos.

                  choc obecnie spadli pewnie na tej liscie za Chinczykow (w aglomeracji Toronto jest kilka "Chinatowns", a nawet ze dwa "Koreatowns").

                  Chinczycy sa zadziwiajacy. W Madrycie i innych wiekszych miastach hiszpanskich tez sa china towns. Jak sie portzebuje kupic swierzego mleka albo warzyw w niedziele, to jest zawze otwarty i dobrze zaopatrzony Chinski sklep w poblizu

                  W Argentynie zas, takie nazwy dzielnic Buenos Aires jak na przyklad "Palermo", w Sao Paulo w Brazyli najwiekszy wiezowiec w latach 90-tych nosil nazwe "Edificio Italia" lub podobna, swiadcza o olbrzymim wplywie Wlochow na ksztaltowanie spoleczenstw emigrantow
                  Znalem kiedys brazylijke pochodzenia wloskiego DI Blasio. Byla bardzo swiadoma swojego pochodzenia. Jadala potrawy wloskie i utrzymywala kontakty z kuzynami we Wloszech.
                  Te najbogatsze prowincje poludniowe w Brazylii sao paulo, santa catarina i rio grande do sul maja obok niemców ogromna liczbe wlochów.

                  Mam znajoma nazywa sie Giordani ale jest 100% argentynka. Niewiele powiazania z krajem przodków. I to jest chyba typowe dla nowego swiata


        • de_oakville "Wpadki" pana Blainey'a 28.05.11, 10:46
          Zaczelo sie od sluzbowego pobytu w Brazylii w roku 2009. Na lotnisku w Porto Alegre byla niewielka ksiegarnia, w ktorej "szperalem" i kupilem miedzy innymi "Uma breve história do século XX" ("Krotka historia XX wieku") australijskiego autora Geoffrey'a Blayney'a tlumaczona z angielskiego na portugalski, oraz "Juventude" Josepha Conrada. Nie jestem pewien, ale wydaje mi sie, ze "Krotka historia XX wieku" nie byla nigdy tlumaczona na jezyk polski, choc Geoffrey Blainey to "geniusz" historyczny. Tym niemniej nawet geniuszom zdarzaja sie gafy (korzystaja z niepewnych zrodel). Przeczytalem wiec, ze "Wroclaw byl przed wojna drugim co do wielkosci miastem Polski, choc jego ludnosc byla w wiekszosci niemiecka". Poniewaz nie moge w 100% polegac na mojej znajomosci portugalskiego, zamowilem rowniez te ksiazke po angielsku (w oryginale) i przekonalem sie, ze sie nie myle:

          "In the 1920s its second-largest city [of Poland] was the German-speaking Breslau, renamed Wroclaw, and many of its citizens wished their city, recently part of Germany, could have remained there"

          Cos mu sie pomylilo z Lodzia, bo niemieckojezyczny Wroclaw, jako drugie co do wielkosci miasto przedwojennej Polski to czysta fantazja rodem "z Ksiezyca". Poza tym Lodz byla polskojezyczna.
          • eva15 J. polski w Łodzi 28.05.11, 13:08
            Łódź była specyficznie "polskojęzyczna". Lodzermensch mówił mieszaniną polskiego, niemieckiego i jidisz, doskonale oddaje ten język książka "Ziemia obiecana" Reymonta oraz mniej doskonale, ale też, film Wajdy pod tym samym tytułem.
            • eva15 Re: J. polski w Łodzi 28.05.11, 13:32
              Tu masz poetycką próbkę j. polskiego w Łodzi przełomu XVII/XIXw. - wiersz Łodzianina, Artura Glisczyńskiego pt " Majster":

              I on z dala przywędrował,
              Lecz się z Łodzią zżył,
              Własnych fabryk nie budował,
              Za to w sobie tył.

              Dniem pracuje bez wytchnienia,
              "Donnerwetter" klnie.
              Wieczór humor i strój zmienia,
              i kufelki tnie.

              Ma "Stammkufel", jest "Stammgastem",
              W knajpce spędza czas,
              I potrafi po "piętnastym"
              Wołać: "Noch ein Glas"!

              W politykę się nie bawi
              I nie czyta nic,
              Chyba - ot - z "Fliegende Blätter"
              Jaki pieprzny "witz".

              Za łeb trzyma pryncypała,
              Własny ceniąc stan.
              Kto ten człowiek? - Majster z Wólki -
              "So ein Lodzer Mann".
              • eva15 Re: J. polski w Łodzi 28.05.11, 13:34
                Korekta:

                Tu masz poetycką próbkę j. polskiego w Łodzi przełomu XIX/XX w.
                • de_oakville Re: J. polski w Łodzi 28.05.11, 16:02
                  Dziekuje, bardzo to ciekawe. Z okresleniem "Lodzermensch" spotkalem sie po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy czytalem wiersz Tuwima pt. "Absztyfikanci Grubej Berty":

                  "Absztyfikanci grubej Berty
                  i katowickie węglokopy,
                  i borysławskie naftowierty,
                  i lodzermensche, bycze chłopy,warszawskie bubki,
                  żygolaki z bandą wytwornych" ... itd.

                  Caly ten wiersz:

                  jaworek-orsini.blogspot.com/2008/07/absztyfikanci-grubej-berty-julian-tuwim.html
Pełna wersja