mara571
17.07.11, 08:34
Dawno, dawno temu Niemcy zajeci wlasnym zjednoczeniem "spoznili sie" w wyscigu kolonialnym.
W pewnym sensie historia sie powtarza. Tym razem nowa wladza kolonialna w Afryce staly sie Chiny, ktore w ostatnim dziesiecioleciu zapewnily sobie dostep do surowcowych bogactw Afryki i intensywnie buduja infrastrukture potrzebna do ich wywozu.
Niemiecka kontrofensywe opisuje trafnie Rzepospolita:
"Kanclerz Niemiec wróciła w piątek z trzydniowej wizyty w Afryce bez miliardowych kontraktów. Na dodatek opozycja oskarżyła ją, że troszczy się o handel zamiast o najbiedniejszych. Najpierw Kenia, potem Angola, a na końcu Nigeria – trzy kraje w zaledwie trzy dni. Była to druga wizyta Merkel na Czarnym Lądzie. Za pierwszym razem, w 2007 r., gościła w Etiopii, RPA i Liberii.
Wtedy chodziło o kwestie humanitarne. Tym razem tematem przewodnim były stosunki handlowe.
Angola i Nigeria są bogate w surowce, głównie ropę i gaz, a władzom w Berlinie zależy na dywersyfikacji źródeł energii, szczególnie że postanowiły stopniowo rezygnować z elektrowni jądrowych. Wraz z panią kanclerz podróżowało kilkunastu szefów niemieckich firm i banków. W Nigerii podczas rozmów z prezydentem Goodluckiem Jonathanem Merkel usilnie nawoływała do wznowienia „partnerstwa energetycznego“.
Władzom w Luandzie zaś proponowała pomoc niemieckich firm w rozbudowie infrastruktury. W żadnym z krajów nie doszło jednak do podpisania konkretnych umów.
Oferta dostawy od sześciu do ośmiu niemieckich okrętów patrolowych o łącznej wartości 60 mln euro dla marynarki wojennej Angoli wywołała w Niemczech falę oburzenia. Opozycja zarzuciła szefowej niemieckiego rządu „bankructwo moralne“. – To skandal, żeby kanclerz Niemiec broniła w Afryce interesów lobby zbrojeniowego – powiedziała szefowa Zielonych Claudia Roth. – Merkel troszczy się o niemiecki handel kosztem najbiedniejszych. To nieodpowiedzialne – grzmiał poseł SPD Rolf Muetzenich. Jego zdaniem propozycja Merkel narusza niemieckie wytyczne dotyczące eksportu broni, bo władze Angoli łamią prawa
człowieka.
Jeszcze zanim Merkel zdążyła wrócić do Berlina, media okrzyknęły wizytę „dyplomatyczną klęską“. Nie pomogły ani jej zapewnienia, że modernizacja angolskiej armii zwiększy bezpieczeństwo w regionie, ani obietnica miliona euro szybkiej pomocy dla największego na świecie obozu dla uchodźców – Dadaab w Kenii. Nie po raz pierwszy Merkel wsparła eksport broni do krajów niedemokratycznych.
Niedawno wyraziła zgodę na sprzedaż 200 czołgów Leopard II Arabii Saudyjskiej, której
wojska w maju krwawo stłumiły demonstracje przeciwników reżimu w sąsiednim Bahrajnie.
– Nie da się ukryć, że wizyta nie była sukcesem. Pani kanclerz przekonała się boleśnie, że niemieckie produkty nie są już aż tak atrakcyjne dla Afrykanów, podobnie jak niemiecka pomoc humanitarna.
Chińczycy inwestują tam o wiele więcej i nie stawiają warunków w kwestii praw człowieka – mówi „Rz“ politolog prof. Eberhard Sandschneider z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Według niego moralne oburzanie lewicy z powodu eksportu broni jest jednak „hipokryzją“. – Niemcy są trzecim eksporterem broni na świecie. I to od dawna. Były nim także za rządów lewicy – zaznacza.
www.rp.pl/artykul/25,688364-Afrykanski-bol-glowy-Angeli-Merkel.html