durango 07.03.02, 04:03 Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: PULS Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.nas11.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 07.03.02, 05:25 durango napisał(a): > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci > > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3 > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a> I chwala mu za to.Dolancza juz do pokaznej listy prawych zydow. Odpowiedz Link Zgłoś
dwamiecze Re: Brazylijski Zyd broni Polakow 07.03.02, 06:04 Dziekuje za znalezienie tego artykulu - tego wiecej trzeba. Moze sie uda odwinac caly ten balagan gdy wiecej madrych Zydow jak ten w artykule bedzie sie moglo wypowiedziec. Z jednej strony trzeba sie wciaz starac na to aby nie zaogniac dalej sytuacji. Ja oczywiscie jestem winny tego tak jak wielu innych Polakow. Moje osobiste powody. Od lat obserwowalem sytuacje w USA. Od lat propaganda Zydowska straszyla Zydow Polakami. Niewielu Polakow sie tym przejmowalo. Wiedzielismy ze powodem tej propagandy bylo przekonanie Zydow ze Zydzi nigdy nie beda bezpieczni chyba ze maja wlasny kraj. Nie jest latwe opuszczenie stabilnego, bogatego kraju jak USA i bracie ryzyka w stosunkowo niestabilnym Izraelu. Skoro ja osobiscie nic nie trace kiedy Zydzi osiagna swoje cele w Izraelu (moze wrecz przeciwnie), nic mi na tym nie zalezalo ze Zydzi glupoty o nas sobie opowiadali. Kiedy bylem w Polsce, jak wiekszosc Polakow przeciwstawialem sie pomocy militarnej Polski i Rosji dla Palestynczykow, gdyz nie uwazalem ze do niczego dobrego to prowadzi. Co sie wiec stalo? Grupa "liderow" Zydow sie postanowila na tej propagandzie wzbogacic. Pomysl polega na tym aby skarzyc Polske o $100 miliardow dolarow za pomaganie Nazistom i Komunistom w mordzie Zydow. Masa pieniedzy jest pakowana w produkowanie fikcyjnych ksiazek (typu wypociny pana Grossa) po to aby przygotowac propagandowy grunt przed pozwem. Masa Zydowskich polglupkow ktorzy nigdy w Zyciu nie czytali ksiazki z historii i tylko znaja ta prymitywna propagande Zydowska siedzi dniami na internecie po to aby malowac Polakow jako nazistow, komunistow, zbrodniarzy, mordercow, itd. Jestesmy malowani jako wieksi Nazisci niz sami Hitlerowcy z Niemiec. Jestem dosc pewny ze wiekszosc tych kretynow ma za to placone przez propagandowe organizacje Zydowskie. Tego juz wiecej ignorowac nie mozna. Ten zydowski pozew jest dosc glupi ale maja szanse go wygrania w Nowym Yorku ktory ma masowe skupisko Zydow. Jezeli ten pozew Zydowskie organizacje wygraja, Polska bedzie zniszczona ekonomicznie i wepchnieta w rece Rosji. Z jednej strony to moze pora na to aby Slowianie sie zjednoczyli gdyz Zachod robi sie coraz bardziej zwariowany, z drugiej jezeli bedzie to zrobione w ten sposob, Polacy nie beda mieli szansy na zadna dobra pozycje i po prostu beda sie musieli zgodzic na calkowite podporzadkowanie Rosjanom albo dac sie wyniszczyc w wojnie domowej. Na to nikt w Polsce nie powinien pozwolic i dlatego kazdy Zyd w Polsce ktory popiera ten pozew przeciwko Polsce powinien byc traktowany jako Zdrajca/agent wroga. Jezeli sie rzad w Polsce zmieni, trzeba zdjac biale rekawiczki i przekonac Zydow w jakikolwiek mozliwy sposob ze na tym pozwie tylko moga stracic. Jeden ze sposobow - dostawa broni dla Palestynczykow i dolewanie oleju do ognia w Izraelu w kazdy inny sposob. Czyli - wybor dla Zydow - albo przeciwstawicie sie temu pozwowi i swoim kretynskimi organizacja albo bedzie wojna na calego i Amerykanie sie dowiedza kto i jak na prawde pomagal Nazistom i Komunistom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mark Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 06:08 Wzruszajacy artykul Proponuje przeczytanie kazdemu Zydowi aby wyciagnac wnioski jak buduje sie przyjazn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: U Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.gis.net 07.03.02, 06:09 Durango,dziekuje Ci okrutnie za ten watek.Chcialbym napisac cos wiecej,ale to za glebokie.Nie dam rady. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: vinc Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.o1.com 07.03.02, 06:38 Bardzo wzruszajace... i zapewne dla wielu powinno posluzyc, jako wzorzec do pozbycia sie nienawistnych przekonan do Kraju i Narodu, dzieki kturemu jeszcze moga cieszyc sie zyciem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PULS Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.nas11.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 07.03.02, 06:46 Gość portalu: vinc napisał(a): > Bardzo wzruszajace... > i zapewne dla wielu powinno posluzyc, jako wzorzec do pozbycia sie > nienawistnych przekonan do Kraju i Narodu, dzieki kturemu jeszcze moga cieszyc > sie zyciem. Ale zobaczycie ze go Zydy za to zniszcza,jak Norma Fnkelsteina i innych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzys Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: 195.64.16.* 07.03.02, 08:52 Ty smierdzacy Polaczku, tylko nie Zydy, to sa Zydzi, tak jak ta bas chcial byc nazywany Polakiem.W Ameryca jestes: a Pollack i masz bardzo zle imie, bo nalezysz tam do najnizszej sfery spoleczenstwa. Wiec stul pysk, ty chamie spity , bo jestes gownem i bedziesz gownem!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mark Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 07:51 durango napisał(a): > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci > > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3 > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a> PANIE MICHNIK CO PAN NA TO ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czytelni Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.insad.pl 07.03.02, 14:40 Krzysiu, w USA Polak ma bardzo złe imię ponieważ między innymi przyczyniają się do tego własnie podobne do Ciebie "Żydy", którzy zioną tak wielką jak Twoja nienawiscią, że chętnie wszystkim Polakom zgotowaliby obozy zagłady. Tak przynajmniej się nam tutaj przedstawiasz. Czy chociaż wiesz dokładnie za co tak ich nienawidzisz? Proszę opowiedz o faktach, które wzbudziły u Ciebie to straszne uczucie. W przeciwnym wypadku pomyślę, ze dałeś się wciągnąc przez politycznie rozkręconą machinę. Odpowiedz Link Zgłoś
durango Re: Brazylijski Zyd broni Polakow 07.03.02, 20:09 durango napisał(a): JESZCZE RAZ .BYC MOZE NIE KAZDY ZYD ZDAZYL PRZECZYTAC! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: RT Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 08.03.02, 07:10 To prawda czasami wstyd mi sie przyznac ze jestem Zydem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 09.03.02, 01:56 Gość portalu: RT napisał(a): > To prawda czasami wstyd mi sie przyznac ze jestem Zydem. Uwazam, ze wiekszosc Zydow sie wstydzi! Stad tak nagninne zmienianie nazwiska, falszowanie swoich zyciorysow. Czyzby orginalne zydowskie nazwiska byly az tak brzydko brzmiace? Uwazam, ze to jest zwykla ucieczka przed odpowiedzialnoscia MORALNA. Najstraszliwsze jest obwinianie Tych co najwiecej pomogli w tych strasznych chwilach. Gross oskarza Polakow o mordowanie Zydow w Jedwabnem poniewaz to Polacy strzelali. Niewazne w jakich okolicznosciach. Jak okreslic Zydow (wg teorii Grossa), ktorzy puszczali z dymem swoich braci, siostry, rodzicow, dzieci, innych Zydow. Czym sie wtedy kierowali, o czy mysleli???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sammy Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.03.02, 12:49 Artykuł jest poruszający. To kolejny przyczynek do walki z mającym miejsce oczernianiem Polaków jako największych antysemitów i pogromców Żydów. Mam nadzieję, że takich świadectw będzie coraz więcej (oby że nie było już za późno - co sdo świadomości ludzi i życia świadków). Jednakże, biorąc pod uwagę żenujące tytuły niektórych wątków, musimy jednak sporo jeszcze nad nami samymi popracować - nie oszukujmy się antysemityzm jest wokół nas, choć jest tez wielu ludzi prawych. Ta sztuczna nagonka na Polaków (a także na inne nacje) to próba zrzucenia odpowiedzialności za własną niemoc i tchorzowstwo na innych. Trudno nie zauważyc kontekstu finansowego działan Żydów amenrykanskich. A kto ma pieniądze ten ma wladzę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mik Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 09.03.02, 14:02 Brawo Wszystkim!Tylko co jeszcze mozna zrobic,zeby miec kontrargumenty dla tych Zydow,ktorzy widzac Polske slaba,wyciagaja po nia lapy.IPN nic nie robi,zeby posiasc dowody o przesladowaniu Polakow przez Zydow.Swiadkowie tego odchodza. Tutaj nie chodzi o przesladowanie Zydow,ale posiadanie udokumentowanych faktow ktore przez wieki beda bronily Polakow jak i Zydow,ale nie psow takich jak Gros czy Wajs. W watku"Zyd Polski"gdzie podalem adres o dzialalnosci bandy Szebesa,jest zawarty apel do IPN. Ps.Wszyscy ktorzy chca Dobrej Polski,moga pisac do mnie:romkob@hotmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.augsburg.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:33 durango napisał(a): ) Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci. Nastepny ciekawy artykul. . PRZYWRACANIE PAMIĘCI LIST Z TEL AWIWU Zdzisław Krasnodębski Dzisiaj w Polsce, poszukując nowego ujęcia naszej tożsamości, staramy się krytycznie przyjrzeć się swojej historii, mówić także o czasach i czynach , z których nie możemy być dumni, mówić o naszych zobowiązaniach płynących także z zaniedbań, błędów czy nawet zbrodni przedstawicieli poprzednich generacji. Jest to proces trudny, dla niektórych, przyzwyczajonych do laurkowej wizji historii, bardzo bolesny, wręcz nie do zniesienia. Nic dziwnego, że budzi wiele emocji Ale jest to, jak sądzę, proces niezbędny. Po latach przemilczeń, niedomówień, historii zafałszowanej, upiększanej w pewnych aspektach, a przeczernianej w innych, musimy ją sami sobie wyjaśnić, aby wiedzieć, kim jesteśmy i kim chcemy być. Jeden z najtrudniejszych problemów to kwestia zachowania się Polaków wobec dokonanego wśród nas przez Niemców ludobójstwa na Żydach. W demokratycznej Polsce wreszcie możliwa jest dyskusja na ten temat i chociaż ten proces refleksji i przypomnienia jest bardzo spóźniony, stanowi on również nasz obowiązek wobec ofiar zbrodni. Musimy przywrócić Polsce pamięć o nich i uświadomić sobie naszą odpowiedzialność, nasze zaniedbania i winy.Ten proces jest trudny także z innego powodu. Otóż często okazuje się, że przywrócenie pamięci może być rozumiane jako przejęcie już gotowego obrazu tej tragedii, który tymczasem stał się obowiązujący w Europie Zachodniej i w Ameryce. Kiedy jednak zaczynamy się zapoznawać z tym dominującym w kolektywnej świadomości oświeconej opinii publicznej Zachodu obrazem Holokaustu i innych zbrodni hitlerowskich, okazuje się, że pamięć o nich jest bardzo selektywna, że staje się coraz bardziej schematyczna. W miarę jak odchodzą bezpośredni świadkowie, coraz głębiej zapadają w niepamięć niektóre ważne aspekty hitlerowskiego ludobójstwa. Także o niektórych kategoriach ofiar niemal już się nie wspomina. Do tych zapomnianych należą przede wszystkim ci, których głos nie był do tej pory słyszany, a którzy przy tym nie należą do kategorii prześladowanych - a obecnie modnych - mniejszości. Narody Europy Wschodniej i Środkowowschodniej, w tym także Polacy, znajdują się właśnie w tej sytuacji. Owo zapomnienie sprawia, że zmienia się także ogólny sens tego, co się stało, bo nie sposób zrozumieć Holokaustu, nie znając kontekstu, w którym się on wydarzył. Powoduje ono również, że zmienia się sens odpowiedzialności Polaków. Można odnieść wrażenie, że w tej uproszczonej wersji Polakom przypisana zostaje rola główna, czasami wręcz jedyna, a przynajmniej rola skwapliwego pomocnika kata. Zapomina się również o tym, że Holokaust rozegrał się w polu starcia dwóch totalitaryzmów. Niechęć do zrozumienia komunizmu, ciągle charakterystyczna dla środowisk lewicowych, zniekształca także obraz zbrodni narodowego socjalizmu. Skandal związany ze słynną wystawą o zbrodniach Wehrmachtu, na której zdjęcia pokazujące ofiary zbrodni sowieckiej zostały przedstawione jako ilustracje zbrodni hitleryzmu, jest tylko jednym z wielu tego przykładów. Nie jest rzeczą przypadku, że to dopiero polski historyk musiał skorygować ten błąd. Nieznana jest także tragedia pierwszych lat powojennych w Polsce, mimo że i one wpisywane są w historię Holokaustu jako jego epilog. Nazbyt często okazuje się przy tym, że ofiary narodowego socjalizmu gotowe są usprawiedliwiać zbrodnie komunizmu. Znane też są liczne przypadki, że ofiary same stawały się sprawcami lub milczącymi świadkami zbrodni komunizmu. Niewątpliwie zatem zadanie rzetelnego rozliczenia się z przeszłością nie stoi tylko przed Polakami.Impulsem do refleksji na te tematy stały się dla mnie nie tylko lektury, nie tylko liczne rozmowy i dyskusje w Polsce, Niemczech i Ameryce, lecz także podróż do Izraela, państwa, którego podwaliny budowali także nasi współobywatele. Zdaję sobie sprawę, że niektóre stwierdzenia zawarte w tym, mającym formę listu, tekście mogą spotkać się z niezrozumieniem, a nawet nieprzyjazną reakcją. Ale mimo wszystko postanowiłem podzielić się swymi uwagami z czytelnikami, bo jestem przekonany, że tylko uczciwe spojrzenie wstecz daje nadzieję na przyszłość wolną od ponurych cieni przeszłości.O Tel Awiwie słyszałem, że jest to miasto zachodnie, nowoczesna metropolia, prawie Nowy Jork, wyspa nowoczesności na Bliskim Wschodzie. Ponieważ jednak podobne rzeczy słyszałem również o Moskwie, nastawiony byłem do owych opinii dość sceptycznie. Ale, rzeczywiście, nie brak w Tel Awiwie wysp czy całych rozległych archipelagów Zachodu, i to przede wszystkim w typie amerykańskim - niektóre shoping malls czy hotele są w istocie imponujące. Nie to jednak stanowi o wyjątkowości tego miasta, tylko fakt, że ta skopiowana amerykańska nowoczesność bezpośrednio styka się z Bliskim Wschodem - oraz z Europą Wschodnią. Bliski Wschód jest tuż za rogiem, wystarczy zapuścić się w boczne uliczki, wybucha zaś w postaci wielkiego, położonego niedaleko centrum bazaru. Wiele fragmentów i elementów miasta, choćby krawężniki i ogólna swobodna niedbałość, przypomina miasta europejskiego Wschodu tym natrętniej, że pełno tu rosyjskich napisów. Chodząc jego ulicami, nie sposób nie myśleć o tych, którzy tutaj kiedyś przybyli z polskich miasteczek. Czy rzeczywiście mogli się czuć tutaj bardziej u siebie? I w jakim sensie?Oczywiście, w Jerozolimie zderzenie cywilizacji widać jeszcze wyraźniej i nigdzie jaskrawiej nie objawia się fałsz twierdzeń niektórych intelektualistów, że świat współczesny jest światem bez religii i Boga. Naocznie można się jeszcze raz przekonać, że jest to diagnoza o prowincjonalnym zasięgu, trafna tylko w odniesieniu do niektórych regionów Europy Północnej. W tym miejscu widać wspólne źródła judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, ale nie sposób także nie dostrzec ich głębokiego, a nawet, zdawałoby się, nieusuwalnego i nieuniknionego konfliktu. Patrząc na modlących się przy Ścianie Płaczu i w meczecie Al-Aksa, na zamurowaną Złotą Bramę i nagrobki na Górze Oliwnej, można dojść do przekonania, że właśnie tylko ateizacja, tylko ostudzenie uczuć religijnych, tylko "śmierć Boga" mogłyby sprawić, żeby znikły napięcie i wrogość, żeby zapanował duch wzajemnej tolerancji, obojętności. Ale wystarczy sobie przypomnieć miliony ofiar całkiem świeckiego totalitaryzmu, by wiedzieć, że jest to złudzenie, za które drogo przyszło zapłacić. Wydaje się, że konflikt judaizmu z islamem, konflikt żydowsko-arabski, sprawia, iż coraz bardziej zaciera się w pamięci Izraelczyków i Arabów dawny spór z chrześcijaństwem. Antychrześcijański uraz i resentyment żywią się głównie pamięcią, dostrzegłem to w muzeach, lecz nie zauważyłem w kontaktach z ludźmi. Na różnice religijne nakładają się różnice cywilizacyjne, strona arabska i żydowska żyją w innym czasie. Gdy z arabskim taksówkarzem, który miał mnie zawieźć do Betlejem, szukałem w Jerozolimie automatu bankowego, okazało się, że istnieją one tylko po stronie żydowskiej. Ale przecież i po tej stronie jest dzielnica ludzi żyjących ściśle według wskazań swej religii, odrzucających cywilizację współczesną - najczęściej jest to jednak świadomy wybór. Tak więc religijna prenowoczesność, sceptyczna nowoczesność i żarliwie religijna ponowoczesność przenikają się tutaj i mieszają. W nocy po szabacie centrum Jerozolimy zaroiło się ogromnym tłumem młodych Izraelczyków oraz Amerykanów. Niezwykły tłum, uderzający swoją młodością - tym bardziej wtedy, gdy przyjeżdża się z Bremy, gdzie średnia wieku mieszkańców sięga prawie 40 lat (a i to tylko dzięki temu, że mieszka w niej trochę cudzoziemców, młodszych od Niemców i mających więcej dzieci, a raczej w ogóle mających dzieci) - łączy globalną kulturę młodzieżową w najnowszym wydaniu z religijnością, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:45 Dalszy ciag... W nocy po szabacie centrum Jerozolimy zaroiło się ogromnym tłumem młodych Izraelczyków oraz Amerykanów. Niezwykły tłum, uderzający swoją młodością - tym bardziej wtedy, gdy przyjeżdża się z Bremy, gdzie średnia wieku mieszkańców sięga prawie 40 lat (a i to tylko dzięki temu, że mieszka w niej trochę cudzoziemców, młodszych od Niemców i mających więcej dzieci, a raczej w ogóle mających dzieci) - łączy globalną kulturę młodzieżową w najnowszym wydaniu z religijnością, jarmułkę z dżinsami, przywiązanie do narodu z kosmopolityzmem, obycie w świecie z obyciem z własną tradycją. Duża część kongresu socjologów, w którym uczestniczyłem, poświęcona była problemom Izraela i społeczności żydowskiej, co było bardzo pouczające, choć jeszcze ciekawsze niż referaty były spacery i "wagary" w muzeach, na przykład w Muzeum Diaspory. Centralną postacią był Shmul Eisenstadt, wielki izraelski socjolog urodzony w Warszawie. Jego książki powinny zostać wreszcie zauważone przez polskich wydawców.Sesja, w której wziąłem udział, dotyczyła znaczenia Holokaustu dla Żydów. Jak zwykle okazało się, że brak właściwego języka, żeby mówić o Shoah, przypominać cierpienia i ofiary, a jednocześnie nie popadać w fałszywy ton. Mówić o zbrodni, nie mówiąc o sobie, potępiać bierność świadków, współudział kolaborantów, nie upraszczając i nie uderzając w tony wygodnego moralizatorstwa kogoś, kto korzysta z "łaski późniejszego urodzenia" i kto sam nie został poddany próbie. Najciekawszy referat został wygłoszony przez prof. Gulie Ne- eman-Arad z uniwersytetu w Beer Sheva i dotyczył stosunku Amerykanów do Holokaustu. Jak wiadomo, jeszcze w późnych latach 60. i 70. nikt w Stanach Zjednoczonych tym się nie interesował. Inny z referatów analizował filmy Hollywoodu, pokazując, jak długo pomijano w nich milczeniem wszelkie odniesienia do żydowskiej tożsamości i losu, chociaż znaczna część producentów, reżyserów i nawet aktorów była pochodzenia żydowskiego. Po prostu nie było to wtedy ani interesujące, ani wskazane. Zmiana nastąpiła dopiero całkiem niedawno, czego przykładem może być Lista Schindlera. Dzisiaj więcej też ukazuje się publikacji poświęconych Holokaustowi niż w pierwszych latach po wojnie, kiedy odkryto tę zbrodnię. Jak zauważył niedawno recenzent "The Economist", omawiając ostatnio wydane książki na ten temat: "W latach dziewięćdziesiątych nazistowska próba destrukcji narodu żydowskiego stała się głównym przedmiotem zainteresowania nie tylko Żydów amerykańskich, ale i Amerykanów w ogóle". Dla społeczności żydowskiej w Ameryce, wtapiającej się już w amerykańskie społeczeństwo, pamięć Holokaustu stała się najważniejszym elementem integrującym ją jako odrębną wspólnotę, wzmacniającym słabnącą tożsamość. Natomiast Amerykanie mogą się wreszcie utożsamiać z rolą ofiary. A z drugiej strony potwierdzają mit Ameryki, przygarniającej wszystkich cierpiących i prześladowanych. Holokaust stał się częścią amerykańskiej tradycji, wręcz częścią amerykańskiej historii, a lekcja, jaka z niego płynie, jest dość oczywista: "God bless America". Oczywiście, nikt postronny nie mógłby mówić z taką ironią o amerykanizacji Shoah, jak prof. Ne-eman-Arad. Pokazywała ona, jak bieżące interesy polityczne wpłynęły na decyzję zbudowania Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Przytaczała zabawne cytaty, między innymi Spielberga, który porównał swój ciężki los w Hollywood do losu ofiar nazistowskich prześladowań. Zastanawiała się nad funkcjami, jakie dzisiaj spełniają rytuały pamięci.Trzeba przy tym dodać, że także w Izraelu długo nie mówiono o Holokauście. Teraz stał się - jak wiadomo - jednym z podstawowych elementów państwowej ideologii. W świetnej książce Siódmy milion. Izraelczycy i Holokaust Tom Segev analizował zawiłe i trudne dzieje stosunku Izraela do żydowskiej kultury w Europie oraz do Holokaustu. Opowiadając się stanowczo za utrzymaniem pamięci o Holokauście, stwierdził też, że pamięć ta ma i może mieć skutki negatywne. Wszystko zależy od wniosków, jakie się wyciąga: "Rzeczywiście ťdziedzictwo HolokaustuŤ, w tej formie, w jakiej uczy się o nim w szkołach i w jakiej przypominane jest w czasie rocznicowych uroczystości narodowych, ma wątpliwe konsekwencje. Z jednej strony wspiera ciasny szowinizm, a z drugiej poczucie, że eksterminacja Żydów przez nazistów usprawiedliwia każdy akt, który wydaje się zwiększać bezpieczeństwo Izraela - także ucisk ludności na okupowanych terenach"1 . Jeśli tak jest, to trudno się dziwić, że edukowana w tym duchu młodzież izraelska ma bardzo zideologizowany i jednostronny obraz tej tragedii, że rzadko zainteresowana jest dialogiem i że jej nastawienie do Polski jest bardzo niechętne. Niedawno na jednym z moich seminariów wystąpił z interesującym referatem student z Bielefeldu, dzieląc się uwagami na temat międzynarodowego spotkania uczniów polskich, niemieckich i izraelskich, które zorganizował. Jedna część tego spotkania odbyła się w Polsce, druga w Izraelu. Pod koniec pobytu w Polsce był u kresu sił i bliski załamania nerwowego z powodu trudności porozumienia się między uczniami izraelskimi a polskimi, wynikających - jak twierdził - głównie z niechętnego czy wręcz wrogiego stosunku młodzieży izraelskiej do Polaków. Młodzież izraelska wychowana pod hasłem "nigdy więcej nie stać się ofiarą" chciała jedynie odwiedzić miejsce męczeństwa Żydów, a nie wdawać się w dywagacje historyczne czy etyczne lub poznawać odmienny punkt widzenia, szukać porozumienia. To, że Polacy ponoszą współodpowiedzialność za eksterminację, było dla nich oczywiste. Z drugiej strony stosunki między młodzieżą izraelską i niemiecką ułożyły się w czasie tego spotkania bardzo dobrze. Młodych ludzi łączyła nie tylko wspólna zachodnia, "globalna" kultura młodzieżowa, ale i fakt, że młodzi Niemcy na ogół bez żadnych zastrzeżeń uznają winę swych dziadków, podczas gdy młodzi Polacy także czują się spadkobiercami ofiar i prześladowanych oraz najczęściej odrzucają sugestie współwiny czy utożsamiania odpowiedzialności Niemców i Polaków. Paradoks polegał również na tym, że - jak opowiadał ów student - izraelscy uczestnicy spotkania pochodzili z rodzin osiadłych przedtem w krajach Maghrebu, ich rodziny, w przeciwieństwie do rodzin niektórych polskich uczestników spotkania, bezpośrednio nie ucierpiały więc w czasie wojny. Wielokrotnie mogłem obserwować podobne sytuacje w trialogu polsko-niemiecko-żydowskim, w którym niemieccy rozmówcy pełnili rolę pełnego dobrej woli arbitra, kogoś, kto już swoje winy odpokutował i stał się nowym człowiekiem, a teraz nakłania innych do wyznania win, natomiast polscy dyskutanci nagle znajdowali się w roli zatwardziałego podsądnego, który wbrew oczywistym faktom upiera się przy swojej niewinności lub wylicza okoliczności łagodzące, nikczemnie wykręcając się od odpowiedzialności. Można nawet rzec, że istnieje w umysłach dziwna zależność: im bardziej "odpuszczone" czy "okupione" są winy Niemców, tym bardziej winni stają się Polacy (a także Litwini, Białorusini, Ukraińcy). W ogóle z perspektywy dzisiejszej bardziej logiczne i łatwiejsze do zrozumienia byłoby, gdyby właściwymi sprawcami okazali się ci wschodni, niecywilizowani, biedni, antysemiccy, katoliccy i nacjonalistyczni Polacy niż zachodni, zamożni, cywilizowani, liberalni, zsekularyzowani i proeuropejscy Niemcy. Fakt, że było inaczej, zdaje się - szczególnie młodym ludziom - jakimś ponurym żartem historii, niezrozumiałym zbiegiem okoliczności.Nieufność co do intencji powoduje, że każde wskazanie na kontekst tragedii, wszelkie krytyczne argumenty przeciwko obiegowym poglądom traktowane są jako próby relatywizacji i pomniejszania tragedii. Sam kiedyś tego doświadczyłem, gdy w czasie kolacji w Ameryce w związku ze sprawą Kazimierza Świtonia pojawił się temat Oświęcimia. Wspomniałem w tej rozmowie, korygując gospodar Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:56 aaa Wspomniałem w tej rozmowie, korygując gospodarza, o nowych ustaleniach w kwestii liczby ofiar zamordowanych w tym obozie. Natychmiast spojrzał on na mnie surowo i stwierdził podejrzliwie: "Nigdy nie słyszałem o tak niskich liczbach". Nie wiedział, że w Muzeum Holokaustu oczywiście podane są liczby zgodne z najnowszymi ustaleniami. Oczywiście trudności porozumienia z Izraelczykami czy w ogóle z Żydami mają swoje głębokie przyczyny także po polskiej stronie. Nie chodzi tylko o to, co się kłębi w podświadomości znacznego odłamu polskiego społeczeństwa, ulegającego dawnym obsesjom i kompleksom, lecz o to, czego brak w świadomości zbiorowej. Hanna Świda-Ziemba słusznie pisała przed dwoma laty w "Gazecie Wyborczej" o "hańbie obojętności", o tym, że "większość Polaków do dziś nie przyswoiła w swej świadomości istoty Holokaustu" i że "zjawisko to nie stało się traumatycznym wstrząsem skłaniającym do refleksji, kształtującym postawy i zachowania"2 . Oczywiście wiele możemy nauczyć się od Niemców w kwestii "przezwyciężania przeszłości" - choć nikt nie może się zgodzić, że chodzi tu o tę samą przeszłość, o podobną odpowiedzialność. Trzeba także podkreślić, że różnica między Niemcami a Polską nie polega na tym, że w Niemczech nie ma antysemityzmu, a w Polsce szerzy się jak zaraza (przeczą temu poglądowi wyniki badań socjologicznych), lecz na tym, że w Niemczech w sferze publicznej są potępiane i de facto zakazane wszelkie wypowiedzi mogące obrażać pamięć ofiar czy relatywizować zbrodnię i że pamięć o Holokauście stała się częścią tradycji państwowej. Różnica między Polską a Niemcami jest także różnicą między krajem od dawna demokratycznym i liberalnym, w którym można było swobodnie dyskutować, a krajem, w którym dyskusje takie stały się możliwe dopiero od niedawna. Porównywać trzeba by zatem Trzecią Rzeczpospolitą nie z obecną Republiką Federalną, lecz z Republiką Federalną w dziesięć lat po jej ustanowieniu. Choć jestem pełen uznania dla tego, co Niemcy uczynili w kwestii "przezwyciężania przeszłości", wcale nie mam pewności, czy porównanie to wypadłoby na niekorzyść Polski, gdyby nie udział aliantów. A przy tym przypadek niemiecki jest w pewnym sensie łatwiejszy - wina niewątpliwego sprawcy łatwiejsza jest do zaakceptowania niż wina świadka zbrodni. O tym, że w Polsce wiele się zmienia, świadczy choćby ostatnia dyskusja wokół książki Jana Tomasza Grossa - w zasadzie dalszy ciąg dyskusji niekończącej się od czasu artykułu Jana Błońskiego w "Tygodniku Powszechnym" z 1986 roku. Po latach przemilczenia dyskusje siłą rzeczy muszą być czasem gwałtowne i bolesne. Im więcej i konkretniej się mówi, tym lepiej. Przypomnienie o tych, którzy żyli i zostali zamordowani pośród nas, często zostawiając swoje domy i inne mienie, skwapliwie potem zajęte, przejęte i - co tu dużo mówić - rozkradzione przez miejscową ludność, a potem komunistyczne władze, powinno odbywać się także na poziomie regionów i miast. I odbywa się, o czym świadczy przykład Płońska. Nie sądzę jednak, aby problemem moralnym byli dla nas Polacy, którzy - jak ci, opisani w pamiętniku dr. Klukowskiego, cytowanym przez Jana Tomasza Grossa w Upiornej dekadzie - wzięli czynny udział w mordowaniu Żydów lub wydawali ich Niemcom. W ich potępieniu jesteśmy zgodni wszyscy. Jedyny moralny problem, jaki możemy mieć w odniesieniu do tych uczynków, wynika stąd, że niestety nie wszystkich - że zbyt niewielu z nich - dosięgły wyroki śmierci wydawane przez polskie państwo podziemne. Ale jest jeszcze druga strona problemu pamięci o Holokauście. Brak pamięci w Polsce może być rozumiany jako brak owego elementu globalnej kultury masowej, owej zrytualizowanej pamięci, tego niemal mechanicznego aktu ekspiacji, współczucia, ujętego w ramy historycznej interpretacji, która może wydawać się dostatecznie szczegółowa i wiarygodna Teksańczykowi, ale nie komuś urodzonemu i wychowanemu w Europie Środkowej, jako brak wersji zestandaryzowanej, "zmacdonaldyzowanej", hollywoodzkiej, a także zestandaryzowanej reakcji moralnej i uczuciowej, czegoś, co dziennikarka Cora Stefan nazwała "Betroffenheitskult". A przecież nawet jeśli się stanie to, co postuluje Hanna Świda--Ziemba, polska pamięć o Holokauście musi być i będzie inna niż owa wersja hollywoodzka. Nie tylko dlatego, że nie możemy wpisać Holokaustu po prostu w ciąg prześladowań Żydów przez chrześcijan lub widzieć w nim kulminację etnicznych i politycznych konfliktów II Rzeczypospolitej, lecz także dlatego, że pamiętając o jednych zamordowanych, nie możemy i przecież nie powinniśmy zapomnieć o innych, którzy z punktu widzenia dzisiejszych potrzeb politycznych na Zachodzie zmieniają się w ofiary drugiej kategorii, mniej ważne, mniej niewinne. Stąd na przykład często zadawane pełne zdziwienia pytanie, czy rzeczywiście w Oświęcimiu ginęli jacyś Polacy. Obecnie można czasami odnieść wrażenie, że II wojna światowa rozpoczęła się dopiero w roku 1941 (przynajmniej wojna totalna i ludobójcza, ta "prawdziwa"), a kampania 1939 to tylko jeden z wielu konfliktów polsko-niemieckich, zawiniony zresztą przez Polaków uciskających mniejszości narodowe. W ogóle istnieje coraz wyraźniejsza tendencja, aby niemieckie poczynania wobec Polaków wpisywać już nie w historię totalitaryzmu, rasizmu i ludobójstwa, lecz w historię narodowych, nacjonalistycznych konfliktów, godnych pożałowania, ale w jakimś sensie "normalnych". Niemcy popełniali wprawdzie zbrodnie wobec Polaków, ale także i Polacy mają wiele na sumieniu, najpierw sprawiali wiele problemów, a potem, wypędzając Niemców z ziem zachodnich, w dużej mierze wyrównali rachunki. (Hrabia Lambsdorf, twierdząc, że nie ma potrzeby płacić odszkodowań polskim przymusowym robotnikom rolnym, bo przecież Polacy zawsze pracowali na roli w Niemczech, zastosował tę rozpowszechnioną, choć rzadko wypowiadaną interpretację do konkretnego przypadku. Stosując tę samą linię argumentacji, można by też na przykład twierdzić, że nie ma żadnego powodu organizować nauki polskiego dla dzieci niemieckiej Polonii, skoro tradycyjnie Polacy w Niemczech zawsze uczyli się w szkole tylko niemieckiego. Może udałoby się też powołać na inne tradycje, na przykład "Ansiedlungkommission" czy na rugi pruskie. Wydawało się, że Niemcy nie chcieli już nigdy do tych tradycji nawiązywać).Oczywiście wojna była przez różne grupy przeżywana odmiennie. Jak pokazują badania biograficzne przeprowadzone przez socjologa z Uniwersytetu Łódzkiego Kaję Kaźmierską i przedstawione na konferencji w Berlinie na temat biografii w podzielonej Europie, Polakom na Kresach wydawało się, że Wehrmacht przynosi im wybawienie. Z drugiej strony dla części ludności Kresów, zwłaszcza mniejszości, wojna rozpoczęła się dopiero w 1941. Potwierdził to na wspomnianej konferencji, opierając się na swoich odczuciach i przeżyciach, urodzony w Brzeżanach historyk izraelski Szimon Redlich, który prowadzi niezmiernie interesujące i poruszające badania porównujące doświadczenia Polaków, Żydów i Ukraińców. Dla różnych grup, narodów i społeczności wojna także skończyła się w innym momencie. Jak wiadomo, dla Polaków skończyła się na dobrą sprawę dopiero w roku1989. Ten fakt z trudem przebija się do świadomości zachodnioeuropejskiej, zwłaszcza niemieckiej. Ostatnie lata wojny i pierwsze lata powojenne toną w mrokach europejskiej niepamięci. Dlatego uderzają wyjątki. Jeden z tych wyjątków ma ogromne znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich i w ogóle obrazu Polski w świecie: pogrom w Kielcach. Został on wpisany w historię Holokaustu. Jest przedstawiany - na przykład w Muzeum w Waszyngtonie - jako końcowy akt tej tragedii, kropka nad "i", ostatni zbrodniczy czyn, zamykający historię Żydów w Polsce, w ogóle w Europie - potem zaczyna się historia Izraela. Jest to interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że histori Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:59 aaa Wspomniałem w tej rozmowie, korygując gospodarza, o nowych ustaleniach w kwestii liczby ofiar zamordowanych w tym obozie. Natychmiast spojrzał on na mnie surowo i stwierdził podejrzliwie: "Nigdy nie słyszałem o tak niskich liczbach". Nie wiedział, że w Muzeum Holokaustu oczywiście podane są liczby zgodne z najnowszymi ustaleniami. Oczywiście trudności porozumienia z Izraelczykami czy w ogóle z Żydami mają swoje głębokie przyczyny także po polskiej stronie. Nie chodzi tylko o to, co się kłębi w podświadomości znacznego odłamu polskiego społeczeństwa, ulegającego dawnym obsesjom i kompleksom, lecz o to, czego brak w świadomości zbiorowej. Hanna Świda-Ziemba słusznie pisała przed dwoma laty w "Gazecie Wyborczej" o "hańbie obojętności", o tym, że "większość Polaków do dziś nie przyswoiła w swej świadomości istoty Holokaustu" i że "zjawisko to nie stało się traumatycznym wstrząsem skłaniającym do refleksji, kształtującym postawy i zachowania"2 . Oczywiście wiele możemy nauczyć się od Niemców w kwestii "przezwyciężania przeszłości" - choć nikt nie może się zgodzić, że chodzi tu o tę samą przeszłość, o podobną odpowiedzialność. Trzeba także podkreślić, że różnica między Niemcami a Polską nie polega na tym, że w Niemczech nie ma antysemityzmu, a w Polsce szerzy się jak zaraza (przeczą temu poglądowi wyniki badań socjologicznych), lecz na tym, że w Niemczech w sferze publicznej są potępiane i de facto zakazane wszelkie wypowiedzi mogące obrażać pamięć ofiar czy relatywizować zbrodnię i że pamięć o Holokauście stała się częścią tradycji państwowej. Różnica między Polską a Niemcami jest także różnicą między krajem od dawna demokratycznym i liberalnym, w którym można było swobodnie dyskutować, a krajem, w którym dyskusje takie stały się możliwe dopiero od niedawna. Porównywać trzeba by zatem Trzecią Rzeczpospolitą nie z obecną Republiką Federalną, lecz z Republiką Federalną w dziesięć lat po jej ustanowieniu. Choć jestem pełen uznania dla tego, co Niemcy uczynili w kwestii "przezwyciężania przeszłości", wcale nie mam pewności, czy porównanie to wypadłoby na niekorzyść Polski, gdyby nie udział aliantów. A przy tym przypadek niemiecki jest w pewnym sensie łatwiejszy - wina niewątpliwego sprawcy łatwiejsza jest do zaakceptowania niż wina świadka zbrodni. O tym, że w Polsce wiele się zmienia, świadczy choćby ostatnia dyskusja wokół książki Jana Tomasza Grossa - w zasadzie dalszy ciąg dyskusji niekończącej się od czasu artykułu Jana Błońskiego w "Tygodniku Powszechnym" z 1986 roku. Po latach przemilczenia dyskusje siłą rzeczy muszą być czasem gwałtowne i bolesne. Im więcej i konkretniej się mówi, tym lepiej. Przypomnienie o tych, którzy żyli i zostali zamordowani pośród nas, często zostawiając swoje domy i inne mienie, skwapliwie potem zajęte, przejęte i - co tu dużo mówić - rozkradzione przez miejscową ludność, a potem komunistyczne władze, powinno odbywać się także na poziomie regionów i miast. I odbywa się, o czym świadczy przykład Płońska. Nie sądzę jednak, aby problemem moralnym byli dla nas Polacy, którzy - jak ci, opisani w pamiętniku dr. Klukowskiego, cytowanym przez Jana Tomasza Grossa w Upiornej dekadzie - wzięli czynny udział w mordowaniu Żydów lub wydawali ich Niemcom. W ich potępieniu jesteśmy zgodni wszyscy. Jedyny moralny problem, jaki możemy mieć w odniesieniu do tych uczynków, wynika stąd, że niestety nie wszystkich - że zbyt niewielu z nich - dosięgły wyroki śmierci wydawane przez polskie państwo podziemne. Ale jest jeszcze druga strona problemu pamięci o Holokauście. Brak pamięci w Polsce może być rozumiany jako brak owego elementu globalnej kultury masowej, owej zrytualizowanej pamięci, tego niemal mechanicznego aktu ekspiacji, współczucia, ujętego w ramy historycznej interpretacji, która może wydawać się dostatecznie szczegółowa i wiarygodna Teksańczykowi, ale nie komuś urodzonemu i wychowanemu w Europie Środkowej, jako brak wersji zestandaryzowanej, "zmacdonaldyzowanej", hollywoodzkiej, a także zestandaryzowanej reakcji moralnej i uczuciowej, czegoś, co dziennikarka Cora Stefan nazwała "Betroffenheitskult". A przecież nawet jeśli się stanie to, co postuluje Hanna Świda--Ziemba, polska pamięć o Holokauście musi być i będzie inna niż owa wersja hollywoodzka. Nie tylko dlatego, że nie możemy wpisać Holokaustu po prostu w ciąg prześladowań Żydów przez chrześcijan lub widzieć w nim kulminację etnicznych i politycznych konfliktów II Rzeczypospolitej, lecz także dlatego, że pamiętając o jednych zamordowanych, nie możemy i przecież nie powinniśmy zapomnieć o innych, którzy z punktu widzenia dzisiejszych potrzeb politycznych na Zachodzie zmieniają się w ofiary drugiej kategorii, mniej ważne, mniej niewinne. Stąd na przykład często zadawane pełne zdziwienia pytanie, czy rzeczywiście w Oświęcimiu ginęli jacyś Polacy. Obecnie można czasami odnieść wrażenie, że II wojna światowa rozpoczęła się dopiero w roku 1941 (przynajmniej wojna totalna i ludobójcza, ta "prawdziwa"), a kampania 1939 to tylko jeden z wielu konfliktów polsko-niemieckich, zawiniony zresztą przez Polaków uciskających mniejszości narodowe. W ogóle istnieje coraz wyraźniejsza tendencja, aby niemieckie poczynania wobec Polaków wpisywać już nie w historię totalitaryzmu, rasizmu i ludobójstwa, lecz w historię narodowych, nacjonalistycznych konfliktów, godnych pożałowania, ale w jakimś sensie "normalnych". Niemcy popełniali wprawdzie zbrodnie wobec Polaków, ale także i Polacy mają wiele na sumieniu, najpierw sprawiali wiele problemów, a potem, wypędzając Niemców z ziem zachodnich, w dużej mierze wyrównali rachunki. (Hrabia Lambsdorf, twierdząc, że nie ma potrzeby płacić odszkodowań polskim przymusowym robotnikom rolnym, bo przecież Polacy zawsze pracowali na roli w Niemczech, zastosował tę rozpowszechnioną, choć rzadko wypowiadaną interpretację do konkretnego przypadku. Stosując tę samą linię argumentacji, można by też na przykład twierdzić, że nie ma żadnego powodu organizować nauki polskiego dla dzieci niemieckiej Polonii, skoro tradycyjnie Polacy w Niemczech zawsze uczyli się w szkole tylko niemieckiego. Może udałoby się też powołać na inne tradycje, na przykład "Ansiedlungkommission" czy na rugi pruskie. Wydawało się, że Niemcy nie chcieli już nigdy do tych tradycji nawiązywać).Oczywiście wojna była przez różne grupy przeżywana odmiennie. Jak pokazują badania biograficzne przeprowadzone przez socjologa z Uniwersytetu Łódzkiego Kaję Kaźmierską i przedstawione na konferencji w Berlinie na temat biografii w podzielonej Europie, Polakom na Kresach wydawało się, że Wehrmacht przynosi im wybawienie. Z drugiej strony dla części ludności Kresów, zwłaszcza mniejszości, wojna rozpoczęła się dopiero w 1941. Potwierdził to na wspomnianej konferencji, opierając się na swoich odczuciach i przeżyciach, urodzony w Brzeżanach historyk izraelski Szimon Redlich, który prowadzi niezmiernie interesujące i poruszające badania porównujące doświadczenia Polaków, Żydów i Ukraińców. Dla różnych grup, narodów i społeczności wojna także skończyła się w innym momencie. Jak wiadomo, dla Polaków skończyła się na dobrą sprawę dopiero w roku1989. Ten fakt z trudem przebija się do świadomości zachodnioeuropejskiej, zwłaszcza niemieckiej. Ostatnie lata wojny i pierwsze lata powojenne toną w mrokach europejskiej niepamięci. Dlatego uderzają wyjątki. Jeden z tych wyjątków ma ogromne znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich i w ogóle obrazu Polski w świecie: pogrom w Kielcach. Został on wpisany w historię Holokaustu. Jest przedstawiany - na przykład w Muzeum w Waszyngtonie - jako końcowy akt tej tragedii, kropka nad "i", ostatni zbrodniczy czyn, zamykający historię Żydów w Polsce, w ogóle w Europie - potem zaczyna się historia Izraela. Jest to interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że histori Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 16:07 aaa Jest to interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że historia się oczywiście nie skończyła, o czym świadczy nie tylko fakt, że w Niemczech powstaje na nowo wspólnota żydowska i że odradza się ona także w Polsce, ale dlatego, że trudno jest uznać, aby Kielce były dalszym ciągiem Holokaustu, aby "Polacy kończyli dzieło Hitlera".Zupełnie nie mieści się w wersji hollywoodzkiej fakt, że Holokaust zdarzył się w sytuacji dramatycznego i morderczego konfliktu dwóch totalitaryzmów (a także ich współpracy do 1941 roku) oraz że Polska po 1944 roku była krajem okupowanym. Z punktu widzenia tej uproszczonej wersji sowiecki totalitaryzm w ogóle znika z pola widzenia. Można zrozumieć, że Armia Czerwona była dla większości ocalałych Żydów armią wyzwoleńczą. Dziwne jest jednak, że dla wielu taką pozostała. W Muzeum Diaspory w Tel Awiwie widziałem wystawę zdjęć fotografa rejestrującego drogę Armii Czerwonej do Berlina, w zasadzie bez komentarza, co oznaczał marsz tej armii dla narodów Europy Środkowowschodniej.Ale zdarzają się też komentarze poruszające do głębi, pełne resentymentu, jednostronne aż do granic zaślepienia. Jedną z najbardziej wstrząsających książek, jakie ostatnio przeczytałem, jest książka Yaffy Eliach There Once Was a World. Książka ta była finalistką National Award w 1998 roku, można ją kupić wszędzie, nawet na lotniskach, była przedstawiana w programach radiowych etc. Yaffa Eliach jest znaną osobą, profesorem Brooklyn College, założycielką pierwszego w USA Centrum Dokumentacji i Badań nad Holokaustem, członkiem komisji do spraw upamiętnienia Holokaustu powołanej przez prezydenta Cartera, jest też twórczynią "the Tower of Life" w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, stałej ekspozycji zdjęciowej ukazującej życie wspólnoty żydowskiej w Ejszyszkach. W swej książce przedstawia z pieczołowitością i miłością życie tej wspólnoty na przestrzeni wieku. Ostatnia część książki poświęcona jest okresowi wojennemu. W 1996 autorka opublikowała na łamach "New York Times" artykuł (przedrukowany potem w "Gazecie Wyborczej"), w którym opisywała mord popełniony przez żołnierzy AK na jej matce i bracie niemowlęciu; ona sama, jej ojciec i drugi, starszy brat ocaleli tylko dzięki temu, że nie odkryto ich kryjówki. Polemizowali wówczas z tym artykułem Adam Michnik, a także Jarosław Wołkonowski, który badał dzieje Okręgu Wileńskiego AK ("GW" 8 VIII 1996). Wskazano, że w akcji AK chodziło o walkę z NKWD, a rodzina prof. Eliach ucierpiała przypadkowo, gdyż mieszkał w ich domu radziecki kapitan, którego pojmanie było celem akcji. W "Zeszytach Literackich" w 1997 ukazały się też wspomnienia mieszkańca Ejszyszek, który opisuje zdarzenia zupełnie inaczej. Być może to autorka, a nie jej polscy polemiści, ma rację, i żołnierze AK popełnili czyn, który im przypisuje. Ale nawet w tym wypadku trudno zrozumieć, jak ktoś, kto jest profesorem w Nowym Jorku, może pisać o NKWD jako o organizacji niosącej sprawiedliwość, używać określenia "biali Polacy", twierdzić, że AK walczyła przede wszystkim o "Polskę bez Żydów". Yaffa Eliach jest bowiem przekonana, że "mimo lojalności wielu Żydów w stosunku do Polski, to oni - a nie Niemcy czy Rosjanie - stali się głównym przedmiotem ataków AK jako wrogowie Polski"3 ; tak też właśnie opisuje w swej książce jej akcje: AK zajmowała się głównie mordowaniem ukrywających się Żydów. Eliach przedstawia w swej książce straszne cierpienia Żydów z Ejszyszek. Opisuje też zemstę na Niemcach oraz - przede wszystkim - na AK. To, co stało się po wkroczeniu armii radzieckiej, mogłoby potwierdzać najgorsze uprzedzenia. Autorka pisze: "Żydzi zabijali Białych Polaków, gdy ich złapali". Przedstawia nie bez satysfakcji efekty akcji oczyszczania okolicy, w której bierze udział jej ojciec, według wspomnień opublikowanych w "Zeszytach Historycznych" starszy lejtnant NKWD4 ."Martwe ciała akowców, większość z nich ubranych w co najmniej jeden lub dwa strzępki dawnych polskich mundurów, były wystawione na widok publiczny na rynku. Rzędy zamarzniętych ciał pozostawały tam przez tygodnie, rosnąc w miarę, jak dodawano nowe ładunki ciał przywiezionych ciężarówkami. Wkrótce szeregi rozciągały się aż do ulicy Raduńskiej i Wileńskiej" (s. 672). Autorka zaczyna krytycznie oceniać NKWD i sowiecką sprawiedliwość dopiero wtedy, gdy jej ojciec zostaje aresztowany za rabunek, a następnie skazany na syberyjski obóz. Dopiero gdy polityka władz radzieckich zaczyna się zmieniać i staje się mniej przychylna żydowskiej społeczności, Eliach zaczyna pisać o stalinizmie: "Na wiosnę 1945 Żydzi stali się nieistotni dla ogólnej strategii Rosjan", "miejscowi Żydzi zostali wyeliminowani z ich centralnych pozycji w NKWD" (s. 673). Proces jej ojca był "pokazowy", ale nie był pokazowy proces akowców, w którym czterech z nich zostało skazanych na karę śmierci. Autorce trudno jest tylko wyjaśnić, dlaczego w ramach repatriacji, gdy pojawiła się możliwość wyboru, 200 tys. Żydów (w tym wielu współpracowników nowej władzy) opuściło Wilno i udało się do Polski, skoro nic dobrego ich nigdy od Polaków nie spotkało, a od Związku Radzieckiego zaznali tyle dobra. Podkreśla, że chodziło tylko o stację pośrednią w drodze do Izraela.Pracownicy Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, z którymi rozmawiałem na temat tej książki, dystansowali się od autorki. Wspomnieli, że także jej starszy brat inaczej przypomina sobie rodzinną tragedię. Mimo to książka jest czytana przez tysiące czytelników, a autorka pracuje obecnie nad filmem o Ejszyszkach. Jej sugestywnie przedstawiona wizja historii jest zapewne szeroko podzielana.Inny - choć oczywiście nie tak drastyczny - przykład stanowi autobiografia Marcela Reich-Ranickiego, niemiecki bestseller ubiegłego roku. Jak refren powtarza się w tej książce, że autor nigdy nie czuł się związany z Polską, w której się urodził i w której mieszkał po wojnie do 1958 roku, lecz z Niemcami. Miłość do literatury niemieckiej i gest Willy Brandta sprawiły, że mimo przeżyć w getcie warszawskim i śmierci rodziny w obozach zagłady więź ta nie została przerwana; nic jednak - jak się zdaje - nie osłabiło niechętnego stosunku Autora do Polski. Do partii wstąpił w 1945 dlatego, że - jak pisze - zawdzięczał swe życie Armii Czerwonej. Wspomina o swojej działalności w komunistycznej cenzurze i tajnych służbach (także w roli konsula w Londynie, zajmującego się inwigilacją środowisk emigracyjnych), ale zupełnie ją bagatelizuje. Fakt, że wielu oficerów, którzy powrócili do Polski, znalazło się na ławach oskarżonych, umknął chyba jego uwagi. W ogóle, czytając opis życia w Polsce lat 40. i 50., można dowiedzieć się o osobistych kłopotach Reicha-Ranickiego, a nie o terrorze stalinowskim, o tym, że długo trwała wojna domowa, że ginęli ludzie, że odbywały się procesy. Dla niego wojsko, do którego wstąpił, to po prostu polskie wojsko (i składało się prawie z samych analfabetów, z wyjątkiem Stanisława Jerzego Leca i samego Marcelego Reicha), nowe państwo to nowa, lepsza Polska. Opis swojej emigracji opatruje następującym komentarzem: "Wszyscy wiązali z komunizmem wielkie nadzieje. Po przezwyciężeniu wielu początkowych trudności może powstanie w Polsce sprawiedliwe państwo, społeczeństwo, w którym byłoby miejsce również dla Żydów. O tym byli przekonani. Ale gorzko się rozczarowali. W pierwszych latach powojennych potrzebowano ich gwałtownie. Ale teraz nie byli już potrzebni, cieszono się, że opuszczają Polskę. Jeszcze ich nie wypędzano - to dopiero nastąpiło później, w 1968 roku, gdy Żydzi, wśród nich wielu członków partii i także starzy komuniści, uchodzili za wrogów nowej Polski i byli napiętnowani jako ťsyjoniściŤ. Mieli szczęście, że istniało na ziemi państwo, które zawsze gotowe było ich przyjąć - Izrael"5 . Jest to opis sytuacji odzwierciedlający raczej osobiste losy i postawę autora niż Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.augsburg.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 16:12 aaa Jest to opis sytuacji odzwierciedlający raczej osobiste losy i postawę autora niż całej zbiorowości, do której odnoszą się jego słowa. Uderza, że Reich- Ranicki, który udał się nie do Izraela, lecz do Niemiec, sam nigdy nie czuje się w żadnej mierze odpowiedzialny za swój udział w tym, co nazywa "pokonywaniem początkowych trudności". I nawet nie przyjdzie mu do głowy, że ktoś mógłby go oceniać inaczej. W licznych omówieniach i komentarzach tej książki nikt nawet się nie zająknął o polskim okresie działalności "papieża niemieckiej krytyki literackiej", jak nazywa się w Niemczech Reicha-Ranickiego. Autor jest powszechnie chwalony i niedawno otrzymał prestiżową nagrodę. Być może niedługo stanie się autorytetem moralnym.Problem nie sprowadza się do przemilczeń ludzi takich jak Reich-Ranicki czy resentymentu osób myślących podobnie jak Yaffa Eliach. Krystyna Kersten pisała w swoich fascynujących i pełnych mądrości esejach (niestety, o ile mi wiadomo, nie przełożonych na niemiecki czy angielski): Polscy i żydowscy historycy, nie wyzwoliwszy się w pełni z ciążenia wciąż żywotnych szablonów myślenia i reagowania, nastawieni obronnie, nie potrafili dogłębnie wyjaśnić owego splotu przyczyn, które sprawiły, że w polskim społeczeństwie antysemityzm przetrwał zagładę Żydów, a niemała część żydowskiej społeczności tak bezrefleksyjnie, rzec można by, opowiedziała się za władzą komunistów, jakby jej własny dramat uczynił ją ślepą na to, że nowy porządek jest wprowadzany przy użyciu przemocy, z pogwałceniem wolności i suwerenności Polski, wbrew polskiemu społeczeństwu6 .Wydaje się, że dopiero uznanie tych dwóch faktów - przetrwania antysemityzmu oraz owej ślepoty - pomogłoby pokonać barierę niezrozumienia i uprzedzeń. Krystyna Kersten pisała też, że wzajemne stosunki Polaków i Żydów zostały po wojnie zdominowane przez fantomy żydokomuny i reakcji. Te fantomy w jakiejś innej formie ciągle nas nawiedzają, nazwy się zmieniły, obsesje pozostały. To one - oraz obawa przed nimi - sprawiają, że tak trudno jest otwarcie i uczciwie mówić o tamtych czasach. Potępienie stalinizmu i komunizmu nie ma i nie może mieć nic wspólnego z odgrzewaniem dawnych etnicznych konfliktów. Ale też przeżycia wojenne, fakt, że ktoś był ofiarą hitleryzmu, nie może być usprawiedliwieniem jego działań w czasach stalinowskich. Naturalnie można zrozumieć, dlaczego ktoś, kto nie czuł się dobrze w II Rzeczypospolitej, skłonny był przyłączyć się do tych, którzy ustanawiali nowy ustrój, oraz że tych, którzy przeżyli Holokaust, zwłaszcza jeśli zaznali zła od Polaków, ból i rozgoryczenie mogły pchnąć w ręce Sowietów. Ale to, co robił ojciec Yaffy Eliach, nie jest niczym innym jak uczestnictwem w zbrodniach; także działalność Marcela Reich- Ranickiego w UB podlegać musi jednoznacznej ocenie. Jedno jest też przy tym pewne: autentyczna pamięć Holokaustu jest możliwa, jeśli w ogóle nie zatracimy pamięci zbiorowej. Dzieje Izraela przekonują nas właśnie o wielkiej sile i potrzebie pamięci. Czasami jednak spotyka się w Polsce dążenie - do złudzenia przypominającą postawę lewicy niemieckiej przed zjednoczeniem - aby z jednej strony całkowicie oderwać się od przeszłości i oddać ją w ręce historyków - co znaczy w tym wypadku "sprywatyzować", zamknąć w archiwach, pozbawić politycznego znaczenia - z drugiej zaś - wyrobić w Polakach poczucie odpowiedzialności za złe czyny i zaniechania. Ale bez poczucia ciągłości narodowej nie można mówić o poczuciu odpowiedzialności za to, co robiło i wyrządziło poprzednie pokolenie. Nie można też postulować, aby pamięć ta dotyczyła tylko jakichś odcinków historii, jakichś wydarzeń, natomiast milczeć o innych, nie narażając się na zarzut dowolności czy wręcz manipulacji. Nie chodzi także - moim zdaniem - o dekonstrukcję "mitów narodowych", lecz o lepsze ich rozumienie, o osadzanie w kontekście, a także o poszerzenie naszego kanonu. Dziś nie musimy bowiem przeciwstawiać bohaterów getta bohaterom powstania warszawskiego. Do naszej tradycji należą i jedni, i drudzy. Obok uniwersalnego znaczenia Holokaustu jest też sens specyficznie polski. II Rzeczpospolita poniosła moralną i polityczną porażkę, gdyż nie udało się stworzyć więzi narodowej i lojalności państwowej ponad podziałami etnicznymi i religijnymi. Polscy Żydzi nie stali się w swej większości Polakami, tak jak Żydzi amerykańscy stali się Amerykanami. Być może nie było wtedy na to szans, dzisiaj zdaje się, że jest za późno. Nie sposób nie myśleć o tym, chodząc po ulicach Tel Awiwu. Nie sposób nie myśleć, że losy Izraela, tego odległego kraju, są powiązane z naszymi losami. Z tego powiązania można uczynić podstawę porozumienia, a z tamtej naszej obojętności (bo nie ulega wątpliwości, że uczyniliśmy zbyt mało) powinniśmy wyciągnąć konsekwencje dla Rzeczypospolitej - jak Niemcy w Republice wyciągnęli konsekwencje ze zbrodni III Rzeszy - mianowicie powinniśmy bronić i strzec jako podstawy naszego politycznego porządku, "źrenicy naszej wolności", zasady, że III Rzeczpospolita nie różnicuje swych obywateli według ich narodowości, że mają oni równe prawa i równe obowiązki oraz że o byciu Polakiem nie stanowi pochodzenie etniczne. Taka jest zresztą nasza tradycja - tradycja I Rzeczypospolitej. Ta republikańska tradycja stanowi o naszej - jednej z nielicznych - wyższości nad naszymi niemieckimi sąsiadami. Może być ona jednym z najważniejszych wkładów Polski do nowej Europy. ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI, ur. 1953, prof. dr hab., socjolog i filozof, wykładowca socjologii oraz historii kultury Europy Wschodniej i Środkowowschodniej na uniwersytecie w Bremie. Wydał m.in.: Rozumienie ludzkiego zachowania (1986), Upadek idei postępu (1991), Postmodernistyczne rozterki kultury (1996), Max Weber (w druku). Przypisy:1 Cytuję z przekładu niemieckiego: Tom Segev, Die siebte Million. Der Holokaust und Israels Politik der Erinnerung, Reibek 1995, s. 673.2 Hanna Świda-Ziemba, Hańba obojętności, "Gazeta Wyborcza", 17 VIII 1998.3 Yaffa Eliach, There Once Was a World, Boston/New York/London 1998, s. 612.4 Witold Andruszkiewicz, Holokaust w Ejszyszkach, "Zeszyty Historyczne" 120 (1997), s. 83-96.5 Marcel Reich-Ranicki, Mein Leben, Stuttgart 1999, s. 381.6 Krystyna Kersten, Polacy Żydzi, komunizm. Anatomia półprawd 1939-68, Warszawa 1992, s. 112. 1998-2000 Verbanet s.c. A Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mik Re: as IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 09.03.02, 17:52 Rozumiem Twoj wklad do tematu,lecz ta droga do porozumienia,jest odlegla. Polacy jak i Zydzi,sa narodami o zmniejszonym ilorazie inteligencji.Wszelkie wywody,opracowania naukowe,zostana obalone przykladami.Dowodow na to,mamy az za duzo.Tym narodom,chcac wytlumaczyc fakty,trzeba to zrobic brutalnie. Wskazac i wytlumaczyc fakt i wskazac droge.Opisanie jakiegos mordu z motywacja antsemicka,to jest sposob,wszelkich szumowin zydowskich,dazacych do kariery i pieniedzy.To im trzeba podstawiac pod nos zwiezle fakty,celem eleminacji ich teorii do wszczepiania antagonizmow. Z pozdrowieniami mik ps.przyklad Urbana.Znizyl sie intelektualnie do wiekszosci i wygral wybory dla SLD. Odpowiedz Link Zgłoś
schone Re: as / RE; MIK 09.03.02, 19:54 Hm, piszesz cyt; ' Polacy i Zydzi to ludzie o zmniejszonym ilorazie intelignecji'. Co za podle podsumowanie. A kim ty jestes? znasz polski, mieszkasz w Belgii, hm to zastanawiajace. Ciekawe jaki wskaznik jest u ciebie, chyba niezbyt wysoki bo tylko kompletny cham moze napisac cos takiego. Are you an arab swine? Bist du eine Deutsche Schweine? A mozet ty russko-ukrainskaja svinja? A moze taka polska swinia, co ja stac na prowokacyjne posty. Bo chyba zyd tak by nisko nie ocenil swoich braci. Tylko prostak, glupi i cham o kompletynym braku osobistej kultury moze traktowac tak drugiego. Hm, przydaloby sie zeby ktorys z Polaczkow kiedys cie nauczyl rozumu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mik Re: as / RE; MIK vice IP: *.turboline.skynet.be 09.03.02, 20:16 schone napisał(a): > Hm, piszesz cyt; ' Polacy i Zydzi to ludzie o zmniejszonym ilorazie > intelignecji'. Co za podle podsumowanie. A kim ty jestes? znasz polski, > mieszkasz w Belgii, hm to zastanawiajace. > Ciekawe jaki wskaznik jest u ciebie, chyba niezbyt wysoki bo tylko kompletny > cham moze napisac cos takiego. > Are you an arab swine? > Bist du eine Deutsche Schweine? > A mozet ty russko-ukrainskaja svinja? > A moze taka polska swinia, co ja stac na prowokacyjne posty. > Bo chyba zyd tak by nisko nie ocenil swoich braci. > Tylko prostak, glupi i cham o kompletynym braku osobistej kultury moze > traktowac tak drugiego. > Hm, przydaloby sie zeby ktorys z Polaczkow kiedys cie nauczyl rozumu. m Przykladem jestes w moim wywodzie.Ludzie cywilizowani nie zachowuja sie w ten sposob.Prawda jest taka,jak napisalem.Znam ja z dwoch stron. Tobie biedna kreaturo odp.za wysokie progi takim jak ty,do mojego domu. Odpowiedz Link Zgłoś
schone Re: as / RE; MIK vice 10.03.02, 10:36 A czy ty go masz ten dom?, moze dorabiasz na ktoryms ze szrotow w Belgii, aby jakiegos grata przyciagnac na Ukraine. Jak bedziesz szczekal tak na Polakow, to kiedys napewno cie ktorys nauczy. Moze wbije troche oleju do pustego lba, i zaczniesz troche wyzej cenic blizniego, GLUPCZE! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mik Re: Schone IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 10.03.02, 11:43 schone napisał(a): > A czy ty go masz ten dom?, moze dorabiasz na ktoryms ze szrotow w Belgii, aby > jakiegos grata przyciagnac na Ukraine. > Jak bedziesz szczekal tak na Polakow, to kiedys napewno cie ktorys nauczy. > Moze wbije troche oleju do pustego lba, i zaczniesz troche wyzej cenic > blizniego, GLUPCZE! m ty ograniczony bojowniku zydowski.O ile trudno ci zrozumiec prawde,ktora glosi Zyd z Brazyli i wielu innych Zydow,to szukaj tematu wsrod przyglupow jakim jestes.Mnie jest obojetne,czy to bedzie Polak,czy Zyd.Takich jak ty,zwe gownem. Roznica pomiedzy nami jest zasadnicza,dla mnie co ludzkie,nie jest obce,tobie KNOCIE,nawet Zyd przeszkadza.Zobacz jak duzo czasu zmarnowalem przyglupowi. Odpowiedz Link Zgłoś
schone Re: Schone /Mik 10.03.02, 13:23 Nie jestem bojownikiem, jestem bojowniczka. Z nikim nie mam zamiaru tu bojowac. Ale zlosc przychodzi jak taki parch, unosi sie zbyt wysoko, a innych poniza. Widocznie cos ci sie pogmatwalo w tej twojej lepetynie z tym ilorazem, moze zapomniales co to jest iloraz, albo niedouczony. A co straciles czas bo za malo srubek odkreciles na zlomie? Zaprzeczasz samemu sobie, bo wszystko co ludzkie jest ci bardzo obce, ty porzebujesz pomocy, masz tak zwany; kompleks nizszosci, i w takim schorzeniu czlowiek zawsze musi sobie wmawiac ze jest lepszy niz inni. Powinienes poszukac dobrej poradni, poki nie za pozno. Spiesz sie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 10.03.02, 13:28 Nie sadze aby byl to artykul broniacy Polakow. Jest to artykol bardzo cenny dla nas jako zrodlo informacji jak moze byc postrzegana rzeczywistosc II wojny swiatowej i Holocaustu przez Zyda. Nie watpie w jego szczerosc. Jest to jednak tylko jeden z mozliwych do zaprezentowania punktow widzenia. Nalezy ucziwie stwierdzic, ze zdania odmienne wyrazane przez ludzi, ktorzy przezyli Holocaust jest rownie szczere i uczciwe. Ich doswiadczenie zyciowe daje im prawo do wyrazania swojego zdania. A inni niech sluchaja (czytaja) i milcza uczac sie jak uniknac tragedii po raz kolejny. Glos Autora jest bardzo cenny bo prawda wypowiedziana przez niego moze go kosztowac ostracyzm w jego wlasnym srodowisku. Greckie slowo "swiadek" ma rdzen wspolny ze slowem "cierpienie" - martyros. Swiadek staje sie wiarygodny gdy gotow jest cierpiec za skladanie swojego swiadectwa. W podobnej sytuacji znalezli sie ci nieliczni z Jedwabnego, ktorzy badz to przechowali Zydow w czasie wojny, badz tez dzisiaj (bedac Polakami) sa w stanie powiedziec "ja widzialam jak bylo". Prawda zazwyczaj bywa gorzka. Spijanie wygodnej dla nas slodyczy ze swiadectwa Zyda nie przybliza nas do tej prawdy, ktora powinnismy o sobie przyswoic. Ta prawda zas wyglada tak, ze oprocz postaci wielkiej ofiarnosci, sa wsrod nas ludzie mali, zapyziali o sercach i umyslach znieolonych potrzebą docenienia przez innych bo w sobie znajduja tylko pustke. Problemem wiec nie jest to jak docenic tych wielkich, lecz to jak wydzwignac z marazmu tych malych, skoncentrowanych na sobie. Brak mi ksiazki lub chocby artykulu Polaka, ktory powiedzialby z rowna szczeroscia o naszych przywarach i winach jak ten mowi o Zydach. Ksiazka prof. Grossa o Jedwabnem jest wszakze glosem Zyda. Choc mowi prawde, to jednak jest to glos Zyda o nas, nie jednego z nas o nas. Dopoki zas nie pojawia sie glosy wlasne oceniajace surowo i szczerze nas samych, nie mozemy sie spodziewac, ze ci z Zydow, ktorzy doznali cierpien posrod nas beda w stanie powiedziec: "cierpielismy wspolnie choc nam przypadla gorsza czesc tych cierpien". Teraz wciaz Zydzi mowia raczej: "cierpielismy posrod was a wy nam tam malo pomogliscie". I beda mieli racje tak dlugo, jak dlugo nie bedziemy w stanie powiedziec, ze moglismy zrobic wiecej a po wojnie nie musialo dojsc do tragedii, do jakich dochodzilo. Przed nami raczej dluga droga. Wymiana postow pomiedzy mik'iem i schone'm dobrze ilustruje stan umyslow ludzi wzglednie wyksztalconych. Wszak do internetu tzw. margines dostepu nie ma. (Chce zaznaczyc, ze daleki jestem od pogardzania ludzmi prostymi, czy nie wyksztalconymi. Ludzie prosci bywaja szlachetniejsi od wyksztalconych prostakow. Powyzsza uwaga nasunela mi sie jako smutan refleksja stanu rzeczy.) Pozdrawiam BRO durango napisał(a): > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci > > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3 > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 12.03.02, 00:51 Gość portalu: BRO napisał(a): > Nie sadze aby byl to artykul broniacy Polakow. Jest to artykol bardzo cenny dla > > nas jako zrodlo informacji jak moze byc postrzegana rzeczywistosc II wojny > swiatowej i Holocaustu przez Zyda. Nie watpie w jego szczerosc. Jest to jednak > tylko jeden z mozliwych do zaprezentowania punktow widzenia. Nalezy ucziwie > stwierdzic, ze zdania odmienne wyrazane przez ludzi, ktorzy przezyli Holocaust > jest rownie szczere i uczciwe. Ich doswiadczenie zyciowe daje im prawo do > wyrazania swojego zdania. A inni niech sluchaja (czytaja) i milcza uczac sie ja > k > uniknac tragedii po raz kolejny. > Glos Autora jest bardzo cenny bo prawda wypowiedziana przez niego moze go > kosztowac ostracyzm w jego wlasnym srodowisku. > Greckie slowo "swiadek" ma rdzen wspolny ze slowem "cierpienie" - martyros. > Swiadek staje sie wiarygodny gdy gotow jest cierpiec za skladanie swojego > swiadectwa. > W podobnej sytuacji znalezli sie ci nieliczni z Jedwabnego, ktorzy badz to > przechowali Zydow w czasie wojny, badz tez dzisiaj (bedac Polakami) sa w stanie > > powiedziec "ja widzialam jak bylo". > Prawda zazwyczaj bywa gorzka. Spijanie wygodnej dla nas slodyczy ze swiadectwa > Zyda nie przybliza nas do tej prawdy, ktora powinnismy o sobie przyswoic. Ta > prawda zas wyglada tak, ze oprocz postaci wielkiej ofiarnosci, sa wsrod nas > ludzie mali, zapyziali o sercach i umyslach znieolonych potrzebą docenienia prz > ez > innych bo w sobie znajduja tylko pustke. > Problemem wiec nie jest to jak docenic tych wielkich, lecz to jak wydzwignac z > marazmu tych malych, skoncentrowanych na sobie. > Brak mi ksiazki lub chocby artykulu Polaka, ktory powiedzialby z rowna > szczeroscia o naszych przywarach i winach jak ten mowi o Zydach. Ksiazka prof. > Grossa o Jedwabnem jest wszakze glosem Zyda. Choc mowi prawde, to jednak jest t > o > glos Zyda o nas, nie jednego z nas o nas. > Dopoki zas nie pojawia sie glosy wlasne oceniajace surowo i szczerze nas samych > , > nie mozemy sie spodziewac, ze ci z Zydow, ktorzy doznali cierpien posrod nas be > da > w stanie powiedziec: "cierpielismy wspolnie choc nam przypadla gorsza czesc tyc > h > cierpien". Teraz wciaz Zydzi mowia raczej: "cierpielismy posrod was a wy nam ta > m > malo pomogliscie". I beda mieli racje tak dlugo, jak dlugo nie bedziemy w stani > e > powiedziec, ze moglismy zrobic wiecej a po wojnie nie musialo dojsc do tragedii > , > do jakich dochodzilo. > > Przed nami raczej dluga droga. Wymiana postow pomiedzy mik'iem i schone'm dobrz > e > ilustruje stan umyslow ludzi wzglednie wyksztalconych. Wszak do internetu tzw. > margines dostepu nie ma. > (Chce zaznaczyc, ze daleki jestem od pogardzania ludzmi prostymi, czy nie > wyksztalconymi. Ludzie prosci bywaja szlachetniejsi od wyksztalconych prostakow > . > Powyzsza uwaga nasunela mi sie jako smutan refleksja stanu rzeczy.) > Pozdrawiam > BRO > durango napisał(a): > > > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci > > > > <a href="www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html" > >www.3w3 > > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a> > Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie prawdy o Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bardziej wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwiecej w ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna. W tym artykule znajdujemy odpowiedz na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWOJEGO NARODU?????? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 12.03.02, 22:45 Gość portalu: Karol napisał(a): > Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie prawdy > o > Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bardziej > wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwiecej > w ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna. Niepodwazalna prawda jest, ze niektórzy Polacy zrobili wiecej dla ratowania Zydow niz ninne norodowosci. Jednoczesnie niepodwazalna prawda jest, ze istnieje zachowana korespondencja pomiedzy niektórymi polskimi soltysami i niektorymi polskimi proboszczami rzymskokatolickimi a wladzami niemieckimi na temat ustalania szczegolow o deportacji Zydów do obozow zaglady. To tez jest prawda historyczna, z ktora nam Polakom trzeba sie zmierzyc z rowna odwaga jak zrobil to brazylijski Zyd z historia swojego narodu. >W tym artykule znajdujemy odpowiedz > na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWOJEGO > NARODU?????? Tak, to prawda. W tym artykule Autor napisal sporo gorzkich slow pod adresem swojego narodu. Dzielny czlowiek. Ale Tobie Karolu na dzielnosci i bezstronnosci raczej nie zbywa. Pozdrawiam BRO Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 14.03.02, 00:11 Gość portalu: BRO napisał(a): > > Gość portalu: Karol napisał(a): > > Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie p > rawdy > > o > > Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bard > ziej > > wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwi > ecej > > w ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna. > Niepodwazalna prawda jest, ze niektórzy Polacy zrobili wiecej dla ratowania Zyd > ow > niz ninne norodowosci. Jednoczesnie niepodwazalna prawda jest, ze istnieje > zachowana korespondencja pomiedzy niektórymi polskimi soltysami i niektorymi > polskimi proboszczami rzymskokatolickimi a wladzami niemieckimi na temat > ustalania szczegolow o deportacji Zydów do obozow zaglady. To tez jest prawda > historyczna, z ktora nam Polakom trzeba sie zmierzyc z rowna odwaga jak zrobil > to > brazylijski Zyd z historia swojego narodu. To wszystko prawda. Tylko, ze niektorzy - to znaczy ilu? 5, 10....? Ktorych bylo wiecejw spolpracujacych z Niemcami- Polakow czy Zydow? To nie jest powod aby posadzac o nazizm. Gdyby tak naprawde bylo, to zaden Zyd by tego okresu nie przezyl. Ja nie bronie tych niektorych, ja bronie Polakow jako narod. > > >W tym artykule znajdujemy odpowiedz > > na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWO > JEGO > > NARODU?????? > > Tak, to prawda. W tym artykule Autor napisal sporo gorzkich slow pod adresem > swojego narodu. Dzielny czlowiek. > Ale Tobie Karolu na dzielnosci i bezstronnosci raczej nie zbywa. > Pozdrawiam > BRO Do tchorzy to raczej nie naleze, ale dzielnoscia w ratowaniu Zydow sie wykazac nie moge, a to z prostego powodu - mnie jeszcze w tym czsie na swiecie nie bylo. Bezstronnosc, to sprawiedliwa ocena obu narodow. O Polakach napisano juz wszystko wraz z nieprawdziwymi oszczerstwami. Dla bezstronnosci dialogu potrzebna jest ocena i ta krytyczna drugiego narodu. Pozdrowienia Karol Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 16.03.02, 14:41 Gość portalu: Karol napisał(a): > To wszystko prawda. Tylko, ze niektorzy - to znaczy ilu? 5, 10....? Ktorych > bylo wiecejw wspolpracujacych z Niemcami- Polakow czy Zydow? To nie jest powod > aby posadzac o nazizm. Gdyby tak naprawde bylo, to zaden Zyd by tego okresu > nie przezyl. Ja nie bronie tych niektorych, ja bronie Polakow jako narod. BRO: A jak myslisz, ilu? W sytuacjach ekstremalnych zwykle jest tak, ze nieliczni sa odwazni a cala reszta pozostaje milczaca, skamieniala wiekszoscia. Rowniez niewielka grupa szmalcownikow potrafila wydac nie tylko Zydow ale i tych, ktorzy ich chronili. Jednak w ekstremalnych warunkach rownowaga wplywu na milczaca wiekszosc ze strony odwaznych i ze strony zdegenerowanego marginesu jest bardzo krucha. W takich warunkach bardzo latwo przejsc od przyzwoitosci do zdegenerowania. Jesli korzysci sa znaczne (uluda zachowania zycia, latwe pozyskanie majatku) a zlo powszechne zanik podstawowych wartosci nastepuje szybko i latwo. Tak wiec byli odwazni Polacy i byli odwazni Zydzi, byli tez zdegenerowani Zydzi i byli zdegenerowani Polacy. Po obu stronach byla takze milczaca, pasywna wiekszosc. Pasywna wiekszosc Zydow ulegla zagladzie, pasywna wiekszosc Polakow byla przejeta strachem o los wlasny i swoich rodzin. Problem nie w tym, ze nikt nie wie jak bylo. Problem w tym, ze tacy jak Ty Karolu dzis chetnie staja w szeregu z odwaznymi i dziarsko wypinaja piers z haslem na ustach: "My Polacy jestesmy dzielnym narodem, ktory nie splamil sie wspolpraca z Niemcami w dziele zaglady Zydow." Otoz smiem twierdzic, ze to haslo jest nieprawdziwe. Bylo wsrod nas wielu odwaznych ludzi, ktorzy narazali wlasne zycie ratujac innych, nie tylko Zydow z reszta. Niektorzy z nich zgineli. Prawda jest tez, ze nie powstal oficjalny polski rzad ani zaden oficjalny oddzial wojska wspolpracujacy z hitlerowcami. Ale prawda jest tez, ze w wielu miejscach dochodzilo do takiego obnizenia zasad moralnych lokalnych wspolnot, ze szmalcownictwo nie jawilo czyms bardzo nagannym. Z pewnoscia nie bylo sie czym chwalic, ale jak pod przykrywka niemieckich dzialan mozna bylo cos uszczknac dla siebie, to dlaczego tego nie zrobic. Wspomnialem juz o zachowanej korespondencji polskich soltysow (i nie tylko soltysow) z wladzami niemieckimi, ktora dotyczyla kwot jakie wies powinna zebrac aby wladze niemieckie podstawily transport do deportacji Zydow. Jak myslisz dlaczego wladze hitlerowskie nie podstawialy transportu do deportacji Zydow tak dlugo az soltysi zaplacili? A przeciez soltys to nie jakis tam margines, nie pojedynczy szmalcownik. Byly w to zaangazowane cale wsie i gminy. Czy wszyscy bez wyjatku w tych wsiach popierali ten proceder? Z pewnoscia nie. Ale rej przejmowala wystarczajaco znaczaca grupa, ktora narzucala swoje normy postepowania calej reszcie. Jesli wiec Karolu chcesz rzeczywiscie bronic dobrego imienia naszego narodu to okaz sie odwazny i poszperaj w archiwach, literaturze i mow prwade. Ci co przezyli czas wojny maja swoje doswiadczenia i ich przezycia uprawniaja ich do wypowiadania się. Bywa to doswiadczenie bardzo indywidualne, nie pokrywajace sie z doswiadczeniem wielu innych ludzi tamtych czasow ale jest prawdziwe, bo rzeczywiscie mialo miejsce. Jesli osobiscie nie przezyles tamtych czasow, to nie wypowiadaj sie w sprawach, o ktorych niewiele wiesz. Na dzis musze konczyc. Pozdrawiam BRO Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 00:51 Pytanie bardzo przewrotne. Ilu prawdziwych Polaków katolików bronilo by żydów. Słuchając takich autorytetów jak Ojciec Dyrektor Radia Maryja czy ks. Jankowski widzę stosunkowo niewielkie szanse. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 14.03.02, 04:11 Tutaj mniej chodzi o obrone a bardziej o prawde o tamtych czasach. Brazyliski Zyd obala cala idee antysemityzmu na czym oparta jest cala polityka Zydow. Polske i Polakow w ostatnim czasie zalewa fala parszywych oszczerstw (chodzi o stosunki polsko - zydowskie z okresu wojny) przed ktorymi mamay prawo sie bronic. Na GW, michnika i nasz rzad raczej nie ma co liczyc w tych akurat kwestiach. A co dotyczy Ks. Jankowskiego i RM to ich uwagi niczym nie odbiegaja od wystapien przedstawicieli religijnych organizacji zydowskich oraz mediow tutaj na kontynecie amerykanskim. Mam do ciebie jedno pytanie. Jaka jest Twoja ocena antysemityzmu po zapoznaniu sie z wywiadem ktory zapoczatkowal ten watek? Pozdrowienia dla Olsztyna w ktorym spedzilem 10 lat. Karol Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 18:30 Przyznam się Karolu, że artykuł przeczytałem dopiero po Twoim poście. Z reguły zagadnienia stosunków żydowsko-polskich budzą tak wiele różnego rodzaju uprzedzeń i zabarwianych animozji, że niejednokrotnie - mówiąc bardzo delikatnie - odczuwam niesmak. Osobiście mam zbyt "młode wąsy", by móc się wypowiadać na temat zjawisk tamtego okresu. Szacunku dla faktów nauczyła mnie swego czasu przemożna chęć wyjaśnienia bardzo rozbieżnych opinii o byłym ZSRR w latach 70-tych. Efekt - cóż za ironia - każdemu z opiniodawców można było później przyznać rację w zależności od tego, gdzie bywał. Rozbieżności wręcz historyczne. Stąd też chcę podziękować Ci za wskazanie tego artykułu. Przeczytałem go z zadumą. Autorowi tego artykułu należą się duże słowa uznania za osobisty wątek opierający się na suchych faktach z własnych przeżyć. Jest to pierwsza próba - jaką znam - wyważonej odpowiedzi na temat antysemityzmu w Polsce w tym okresie godna zapoznania się przez obydwie wadzące się strony. Co do Olsztyna. Za pozdrowienia dziękuję i zaraz przekażę je na forum. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 17.03.02, 19:40 Gość portalu: Karol napisał(a): > Tutaj mniej chodzi o obrone a bardziej o prawde o tamtych czasach. Brazyliski > Zyd obala cala idee antysemityzmu na czym oparta jest cala polityka Zydow. > Polske i Polakow w ostatnim czasie zalewa fala parszywych oszczerstw (chodzi o > stosunki polsko - zydowskie z okresu wojny) przed ktorymi mamay prawo sie > bronic. Na GW, michnika i nasz rzad raczej nie ma co liczyc w tych akurat > kwestiach. > A co dotyczy Ks. Jankowskiego i RM to ich uwagi niczym nie odbiegaja od > wystapien przedstawicieli religijnych organizacji zydowskich oraz mediow tutaj > na kontynecie amerykanskim. > Mam do ciebie jedno pytanie. Jaka jest Twoja ocena antysemityzmu po zapoznaniu > sie z wywiadem ktory zapoczatkowal ten watek? > Pozdrowienia dla Olsztyna w ktorym spedzilem 10 lat. > Karol Wlasnie, jesli nie chodzi o obrone Polakow, to o co chodzi? Ja mysle, ze nas nie trzeba bronic. Wystarczy prawda, tylko jaka prawda. Prawda przezywana przez roznych ludzi w czasie wojny byla roznorodna. Wszyscy, ktorzy przezyli wojne maja prawo wypowiadac sie o tym co przezyli. Inni niech milcza albo zetelnie badaja dokumenty. Twoja "prawda" to nieskazitelnosc Polakow. Ale to jest nieprawda. Powtorze to co juz napisalem wczesniej. W sytuacjach ekstremalnych zwykle jest tak, ze nieliczni sa odwazni a cala reszta pozostaje milczaca wiekszoscia. Rowniez niewielka grupa szmalcownikow potrafila wydac nie tylko Zydow ale i tych, ktorzy ich chronili. Jednak w ekstremalnych warunkach rownowaga wplywu na milczaca wiekszosc ze strony odwaznych i ze strony zdegenerowanego marginesu jest bardzo krucha. W takich warunkach bardzo latwo przejsc od przyzwoitosci do zdegenerowania. Jesli korzysci sa znaczne (uluda zachowania zycia, latwe pozyskanie majatku) a zlo powszechne zanik podstawowych wartosci nastepuje szybko i latwo. Tak wiec byli odwazni Polacy i byli odwazni Zydzi, byli tez zdegenerowani Zydzi i byli zdegenerowani Polacy. Po obu stronach byla takze milczaca, pasywna wiekszosc. Pasywna wiekszosc Zydow ulegla zagladzie, pasywna wiekszosc Polakow byla przejeta strachem o los wlasny i swoich rodzin. Problem nie w tym, ze nikt nie wie jak bylo. Problem w tym, ze tacy jak Ty Karolu dzis chetnie staja w szeregu z odwaznymi i dziarsko wypinaja piers z haslem na ustach: "My Polacy jestesmy dzielnym narodem, ktory nie splamil sie wspolpraca z Niemcami w dziele zaglady Zydow." Otoz smiem twierdzic, ze to haslo jest nieprawdziwe. Bylo wsrod nas wielu odwaznych ludzi, ktorzy narazali wlasne zycie ratujac innych, nie tylko Zydow z reszta. Niektorzy z nich zgineli. Prawda jest tez, ze nie powstal oficjalny polski rzad ani zaden oficjalny oddzial wojska wspolpracujacy z hitlerowcami. Ale prawda jest tez, ze w wielu miejscach dochodzilo do takiego obnizenia zasad moralnych lokalnych wspolnot, ze szmalcownictwo nie jawilo czyms bardzo nagannym. Z pewnoscia nie bylo sie czym chwalic i przez lata o tym milczano. Bywalo jednak tak, ze jak pod przykrywka niemieckich dzialan mozna bylo cos uszczknac dla siebie, to bylo sporo przypadkow, ze tego korzystano. Wspomnialem juz o zachowanej korespondencji polskich soltysow (i nie tylko soltysow) z wladzami niemieckimi, ktora dotyczyla kwot jakie wies powinna zebrac aby wladze niemieckie podstawily transport do deportacji Zydow. Jak myslisz dlaczego wladze hitlerowskie nie podstawialy transportu do deportacji Zydow tak dlugo az soltysi zaplacili? A przeciez soltys to nie jakis tam margines, nie pojedynczy szmalcownik. Byly w to zaangazowane cale wsie i gminy. Czy wszyscy bez wyjatku w tych wsiach popierali ten proceder? Z pewnoscia nie. Ale rej przejmowala wystarczajaco znaczaca grupa, ktora narzucala swoje normy postepowania calej reszcie. Jesli wiec Karolu chcesz rzeczywiscie bronic dobrego imienia naszego narodu to okaz sie odwazny, troche poczytaj i mow prwade. Czytanie naprawde nie boli. Ci co przezyli czas wojny maja swoje doswiadczenia i ich przezycia uprawniaja ich do wypowiadania się. Bywa to doswiadczenie bardzo indywidualne, nie pokrywajace sie z doswiadczeniem wielu innych ludzi tamtych czasow ale jest prawdziwe, bo rzeczywiscie mialo miejsce. Do takich unikalnych doswiadczen naleza wszystkie zyciorysy Zydow europejskich ktorzy przezyli wojne. Przeciez norma bylo, ze byli eksterminowani (jak sam z reszta to konstatujesz). Wspomnialem o soltysach. Nieco z innej beczki. Jak moze czuc sie czlowiek, ktory po nieszczesciach wojny wraca do domu i poszukuje rodziny. Dowiaduje sie, ze rodzina zginela a w jego wlasnym domu mieszka rodzina sasiada. Z niechecia opuszczaja dom ale w nocy wracaja i wybijaja przyjaciol, ktorych przyjal na noc. Ratujac zycie nie upomina sie juz o dom, emigruje. Znam takich Zydow, ktorzy podobnie jak Ty mieszkaja za granica. Oni chca zapomniec o Polsce i o tym co tu przezyli, rowniez po wojnie. Oni nie potrzebuja czytac o wojnie oni ja przezyli. Prawda Karolu ma rozne oblicza. Zamiast wiec mowic o "parszywych oszczerstwach" moze raczej warto pochylic sie nad ludzkim nieszczesciem? Jak to bylo bolesne gdy przez dziesiatki lat rodziny pomordowanych w Katyniu nie mogly nawet wspomniec, ze ich bliscy tam zgineli. Jak bywa to bolesne gdy ze strony rosyjskiej padaja butne slowa, ze ta zbrodnia to wymysl Polaczkow? Jesli osobiscie nie przezyles tamtych czasow, to nie wypowiadaj sie w sprawach, o ktorych niewiele wiesz. Pozdrawiam BRO Odpowiedz Link Zgłoś