Brazylijski Zyd broni Polakow

07.03.02, 04:03
Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci

www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html
    • Gość: PULS Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.nas11.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 07.03.02, 05:25
      durango napisał(a):

      > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci
      >
      > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3
      > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a>

      I chwala mu za to.Dolancza juz do pokaznej listy prawych zydow.
    • dwamiecze Re: Brazylijski Zyd broni Polakow 07.03.02, 06:04
      Dziekuje za znalezienie tego artykulu - tego wiecej trzeba. Moze sie uda
      odwinac caly ten balagan gdy wiecej madrych Zydow jak ten w artykule bedzie sie
      moglo wypowiedziec.

      Z jednej strony trzeba sie wciaz starac na to aby nie zaogniac dalej sytuacji.
      Ja oczywiscie jestem winny tego tak jak wielu innych Polakow.

      Moje osobiste powody.

      Od lat obserwowalem sytuacje w USA. Od lat propaganda Zydowska straszyla Zydow
      Polakami. Niewielu Polakow sie tym przejmowalo. Wiedzielismy ze powodem tej
      propagandy bylo przekonanie Zydow ze Zydzi nigdy nie beda bezpieczni chyba ze
      maja wlasny kraj. Nie jest latwe opuszczenie stabilnego, bogatego kraju jak USA
      i bracie ryzyka w stosunkowo niestabilnym Izraelu. Skoro ja osobiscie nic nie
      trace kiedy Zydzi osiagna swoje cele w Izraelu (moze wrecz przeciwnie), nic mi
      na tym nie zalezalo ze Zydzi glupoty o nas sobie opowiadali. Kiedy bylem w
      Polsce, jak wiekszosc Polakow przeciwstawialem sie pomocy militarnej Polski i
      Rosji dla Palestynczykow, gdyz nie uwazalem ze do niczego dobrego to prowadzi.

      Co sie wiec stalo? Grupa "liderow" Zydow sie postanowila na tej propagandzie
      wzbogacic. Pomysl polega na tym aby skarzyc Polske o $100 miliardow dolarow za
      pomaganie Nazistom i Komunistom w mordzie Zydow. Masa pieniedzy jest pakowana w
      produkowanie fikcyjnych ksiazek (typu wypociny pana Grossa) po to aby
      przygotowac propagandowy grunt przed pozwem.

      Masa Zydowskich polglupkow ktorzy nigdy w Zyciu nie czytali ksiazki z historii
      i tylko znaja ta prymitywna propagande Zydowska siedzi dniami na internecie po
      to aby malowac Polakow jako nazistow, komunistow, zbrodniarzy, mordercow, itd.
      Jestesmy malowani jako wieksi Nazisci niz sami Hitlerowcy z Niemiec. Jestem
      dosc pewny ze wiekszosc tych kretynow ma za to placone przez propagandowe
      organizacje Zydowskie. Tego juz wiecej ignorowac nie mozna.

      Ten zydowski pozew jest dosc glupi ale maja szanse go wygrania w Nowym Yorku
      ktory ma masowe skupisko Zydow. Jezeli ten pozew Zydowskie organizacje wygraja,
      Polska bedzie zniszczona ekonomicznie i wepchnieta w rece Rosji. Z jednej
      strony to moze pora na to aby Slowianie sie zjednoczyli gdyz Zachod robi sie
      coraz bardziej zwariowany, z drugiej jezeli bedzie to zrobione w ten sposob,
      Polacy nie beda mieli szansy na zadna dobra pozycje i po prostu beda sie
      musieli zgodzic na calkowite podporzadkowanie Rosjanom albo dac sie wyniszczyc
      w wojnie domowej.

      Na to nikt w Polsce nie powinien pozwolic i dlatego kazdy Zyd w Polsce ktory
      popiera ten pozew przeciwko Polsce powinien byc traktowany jako Zdrajca/agent
      wroga. Jezeli sie rzad w Polsce zmieni, trzeba zdjac biale rekawiczki i
      przekonac Zydow w jakikolwiek mozliwy sposob ze na tym pozwie tylko moga
      stracic. Jeden ze sposobow - dostawa broni dla Palestynczykow i dolewanie oleju
      do ognia w Izraelu w kazdy inny sposob.

      Czyli - wybor dla Zydow - albo przeciwstawicie sie temu pozwowi i swoim
      kretynskimi organizacja albo bedzie wojna na calego i Amerykanie sie dowiedza
      kto i jak na prawde pomagal Nazistom i Komunistom.
    • Gość: Mark Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 06:08
      Wzruszajacy artykul
      Proponuje przeczytanie kazdemu Zydowi aby wyciagnac wnioski jak buduje sie
      przyjazn.
    • Gość: U Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.gis.net 07.03.02, 06:09
      Durango,dziekuje Ci okrutnie za ten watek.Chcialbym napisac cos wiecej,ale to za glebokie.Nie dam
      rady.
    • Gość: vinc Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.o1.com 07.03.02, 06:38
      Bardzo wzruszajace...
      i zapewne dla wielu powinno posluzyc, jako wzorzec do pozbycia sie
      nienawistnych przekonan do Kraju i Narodu, dzieki kturemu jeszcze moga cieszyc
      sie zyciem.
      • Gość: PULS Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.nas11.oakbrook1.il.us.da.qwest.net 07.03.02, 06:46
        Gość portalu: vinc napisał(a):

        > Bardzo wzruszajace...
        > i zapewne dla wielu powinno posluzyc, jako wzorzec do pozbycia sie
        > nienawistnych przekonan do Kraju i Narodu, dzieki kturemu jeszcze moga cieszyc
        > sie zyciem.

        Ale zobaczycie ze go Zydy za to zniszcza,jak Norma Fnkelsteina i innych.
        • Gość: Krzys Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: 195.64.16.* 07.03.02, 08:52
          Ty smierdzacy Polaczku, tylko nie Zydy, to sa Zydzi, tak jak ta bas chcial
          byc nazywany Polakiem.W Ameryca jestes: a Pollack i masz bardzo zle imie,
          bo nalezysz tam do najnizszej sfery spoleczenstwa. Wiec stul pysk, ty
          chamie spity , bo jestes gownem i bedziesz gownem!!!!!!
    • Gość: Mark Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 07.03.02, 07:51
      durango napisał(a):

      > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci
      >
      > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3
      > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a>
      PANIE MICHNIK CO PAN NA TO ?

      • Gość: Czytelni Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.insad.pl 07.03.02, 14:40
        Krzysiu, w USA Polak ma bardzo złe imię ponieważ między innymi przyczyniają się
        do tego własnie podobne do Ciebie "Żydy", którzy zioną tak wielką jak Twoja
        nienawiscią, że chętnie wszystkim Polakom zgotowaliby obozy zagłady. Tak
        przynajmniej się nam tutaj przedstawiasz. Czy chociaż wiesz dokładnie za co tak
        ich nienawidzisz? Proszę opowiedz o faktach, które wzbudziły u Ciebie to
        straszne uczucie. W przeciwnym wypadku pomyślę, ze dałeś się wciągnąc przez
        politycznie rozkręconą machinę.
    • durango Re: Brazylijski Zyd broni Polakow 07.03.02, 20:09
      durango napisał(a):


      JESZCZE RAZ .BYC MOZE NIE KAZDY ZYD ZDAZYL PRZECZYTAC!
      • Gość: RT Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.proxy.aol.com 08.03.02, 07:10
        To prawda czasami wstyd mi sie przyznac ze jestem Zydem.
        • Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 09.03.02, 01:56
          Gość portalu: RT napisał(a):

          > To prawda czasami wstyd mi sie przyznac ze jestem Zydem.

          Uwazam, ze wiekszosc Zydow sie wstydzi! Stad tak nagninne zmienianie nazwiska,
          falszowanie swoich zyciorysow. Czyzby orginalne zydowskie nazwiska byly az tak
          brzydko brzmiace? Uwazam, ze to jest zwykla ucieczka przed odpowiedzialnoscia
          MORALNA. Najstraszliwsze jest obwinianie Tych co najwiecej pomogli w tych
          strasznych chwilach.
          Gross oskarza Polakow o mordowanie Zydow w Jedwabnem poniewaz to Polacy
          strzelali. Niewazne w jakich okolicznosciach.
          Jak okreslic Zydow (wg teorii Grossa), ktorzy puszczali z dymem swoich braci,
          siostry, rodzicow, dzieci, innych Zydow. Czym sie wtedy kierowali, o czy
          mysleli????
          • Gość: sammy Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 09.03.02, 12:49
            Artykuł jest poruszający. To kolejny przyczynek do walki z mającym miejsce
            oczernianiem Polaków jako największych antysemitów i pogromców Żydów. Mam
            nadzieję, że takich świadectw będzie coraz więcej (oby że nie było już za
            późno - co sdo świadomości ludzi i życia świadków). Jednakże, biorąc pod uwagę
            żenujące tytuły niektórych wątków, musimy jednak sporo jeszcze nad nami samymi
            popracować - nie oszukujmy się antysemityzm jest wokół nas, choć jest tez wielu
            ludzi prawych. Ta sztuczna nagonka na Polaków (a także na inne nacje) to próba
            zrzucenia odpowiedzialności za własną niemoc i tchorzowstwo na innych. Trudno
            nie zauważyc kontekstu finansowego działan Żydów amenrykanskich. A kto ma
            pieniądze ten ma wladzę.
            • Gość: mik Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 09.03.02, 14:02
              Brawo Wszystkim!Tylko co jeszcze mozna zrobic,zeby miec kontrargumenty dla tych
              Zydow,ktorzy widzac Polske slaba,wyciagaja po nia lapy.IPN nic nie robi,zeby
              posiasc dowody o przesladowaniu Polakow przez Zydow.Swiadkowie tego odchodza.
              Tutaj nie chodzi o przesladowanie Zydow,ale posiadanie udokumentowanych faktow
              ktore przez wieki beda bronily Polakow jak i Zydow,ale nie psow takich jak
              Gros czy Wajs.
              W watku"Zyd Polski"gdzie podalem adres o dzialalnosci bandy Szebesa,jest zawarty
              apel do IPN.
              Ps.Wszyscy ktorzy chca Dobrej Polski,moga pisac do mnie:romkob@hotmail.com
    • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.augsburg.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:33
      durango napisał(a):

      ) Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci.

      Nastepny ciekawy artykul.



      . PRZYWRACANIE PAMIĘCI LIST Z TEL AWIWU Zdzisław Krasnodębski
      Dzisiaj w Polsce, poszukując nowego ujęcia naszej tożsamości, staramy się
      krytycznie przyjrzeć się swojej historii, mówić także o czasach i czynach , z
      których nie możemy być dumni, mówić o naszych zobowiązaniach płynących także z
      zaniedbań, błędów czy nawet zbrodni przedstawicieli poprzednich generacji. Jest
      to proces trudny, dla niektórych, przyzwyczajonych do laurkowej wizji historii,
      bardzo bolesny, wręcz nie do zniesienia. Nic dziwnego, że budzi wiele emocji Ale
      jest to, jak sądzę, proces niezbędny. Po latach przemilczeń, niedomówień,
      historii zafałszowanej, upiększanej w pewnych aspektach, a przeczernianej w
      innych, musimy ją sami sobie wyjaśnić, aby wiedzieć, kim jesteśmy i kim chcemy
      być. Jeden z najtrudniejszych problemów to kwestia zachowania się Polaków wobec
      dokonanego wśród nas przez Niemców ludobójstwa na Żydach. W demokratycznej Polsce
      wreszcie możliwa jest dyskusja na ten temat i chociaż ten proces refleksji i
      przypomnienia jest bardzo spóźniony, stanowi on również nasz obowiązek wobec
      ofiar zbrodni. Musimy przywrócić Polsce pamięć o nich i uświadomić sobie naszą
      odpowiedzialność, nasze zaniedbania i winy.Ten proces jest trudny także z innego
      powodu. Otóż często okazuje się, że przywrócenie pamięci może być rozumiane jako
      przejęcie już gotowego obrazu tej tragedii, który tymczasem stał się obowiązujący
      w Europie Zachodniej i w Ameryce. Kiedy jednak zaczynamy się zapoznawać z tym
      dominującym w kolektywnej świadomości oświeconej opinii publicznej Zachodu
      obrazem Holokaustu i innych zbrodni hitlerowskich, okazuje się, że pamięć o nich
      jest bardzo selektywna, że staje się coraz bardziej schematyczna. W miarę jak
      odchodzą bezpośredni świadkowie, coraz głębiej zapadają w niepamięć niektóre
      ważne aspekty hitlerowskiego ludobójstwa. Także o niektórych kategoriach ofiar
      niemal już się nie wspomina. Do tych zapomnianych należą przede wszystkim ci,
      których głos nie był do tej pory słyszany, a którzy przy tym nie należą do
      kategorii prześladowanych - a obecnie modnych - mniejszości. Narody Europy
      Wschodniej i Środkowowschodniej, w tym także Polacy, znajdują się właśnie w tej
      sytuacji. Owo zapomnienie sprawia, że zmienia się także ogólny sens tego, co się
      stało, bo nie sposób zrozumieć Holokaustu, nie znając kontekstu, w którym się on
      wydarzył. Powoduje ono również, że zmienia się sens odpowiedzialności Polaków.
      Można odnieść wrażenie, że w tej uproszczonej wersji Polakom przypisana zostaje
      rola główna, czasami wręcz jedyna, a przynajmniej rola skwapliwego pomocnika
      kata. Zapomina się również o tym, że Holokaust rozegrał się w polu starcia dwóch
      totalitaryzmów. Niechęć do zrozumienia komunizmu, ciągle charakterystyczna dla
      środowisk lewicowych, zniekształca także obraz zbrodni narodowego socjalizmu.
      Skandal związany ze słynną wystawą o zbrodniach Wehrmachtu, na której zdjęcia
      pokazujące ofiary zbrodni sowieckiej zostały przedstawione jako ilustracje
      zbrodni hitleryzmu, jest tylko jednym z wielu tego przykładów. Nie jest rzeczą
      przypadku, że to dopiero polski historyk musiał skorygować ten błąd. Nieznana
      jest także tragedia pierwszych lat powojennych w Polsce, mimo że i one wpisywane
      są w historię Holokaustu jako jego epilog. Nazbyt często okazuje się przy tym, że
      ofiary narodowego socjalizmu gotowe są usprawiedliwiać zbrodnie komunizmu. Znane
      też są liczne przypadki, że ofiary same stawały się sprawcami lub milczącymi
      świadkami zbrodni komunizmu. Niewątpliwie zatem zadanie rzetelnego rozliczenia
      się z przeszłością nie stoi tylko przed Polakami.Impulsem do refleksji na te
      tematy stały się dla mnie nie tylko lektury, nie tylko liczne rozmowy i dyskusje
      w Polsce, Niemczech i Ameryce, lecz także podróż do Izraela, państwa, którego
      podwaliny budowali także nasi współobywatele. Zdaję sobie sprawę, że niektóre
      stwierdzenia zawarte w tym, mającym formę listu, tekście mogą spotkać się z
      niezrozumieniem, a nawet nieprzyjazną reakcją. Ale mimo wszystko postanowiłem
      podzielić się swymi uwagami z czytelnikami, bo jestem przekonany, że tylko
      uczciwe spojrzenie wstecz daje nadzieję na przyszłość wolną od ponurych cieni
      przeszłości.O Tel Awiwie słyszałem, że jest to miasto zachodnie, nowoczesna
      metropolia, prawie Nowy Jork, wyspa nowoczesności na Bliskim Wschodzie. Ponieważ
      jednak podobne rzeczy słyszałem również o Moskwie, nastawiony byłem do owych
      opinii dość sceptycznie. Ale, rzeczywiście, nie brak w Tel Awiwie wysp czy całych
      rozległych archipelagów Zachodu, i to przede wszystkim w typie amerykańskim -
      niektóre shoping malls czy hotele są w istocie imponujące. Nie to jednak stanowi
      o wyjątkowości tego miasta, tylko fakt, że ta skopiowana amerykańska nowoczesność
      bezpośrednio styka się z Bliskim Wschodem - oraz z Europą Wschodnią. Bliski
      Wschód jest tuż za rogiem, wystarczy zapuścić się w boczne uliczki, wybucha zaś w
      postaci wielkiego, położonego niedaleko centrum bazaru. Wiele fragmentów i
      elementów miasta, choćby krawężniki i ogólna swobodna niedbałość, przypomina
      miasta europejskiego Wschodu tym natrętniej, że pełno tu rosyjskich napisów.
      Chodząc jego ulicami, nie sposób nie myśleć o tych, którzy tutaj kiedyś przybyli
      z polskich miasteczek. Czy rzeczywiście mogli się czuć tutaj bardziej u siebie? I
      w jakim sensie?Oczywiście, w Jerozolimie zderzenie cywilizacji widać jeszcze
      wyraźniej i nigdzie jaskrawiej nie objawia się fałsz twierdzeń niektórych
      intelektualistów, że świat współczesny jest światem bez religii i Boga. Naocznie
      można się jeszcze raz przekonać, że jest to diagnoza o prowincjonalnym zasięgu,
      trafna tylko w odniesieniu do niektórych regionów Europy Północnej. W tym miejscu
      widać wspólne źródła judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, ale nie sposób także nie
      dostrzec ich głębokiego, a nawet, zdawałoby się, nieusuwalnego i nieuniknionego
      konfliktu. Patrząc na modlących się przy Ścianie Płaczu i w meczecie Al-Aksa, na
      zamurowaną Złotą Bramę i nagrobki na Górze Oliwnej, można dojść do przekonania,
      że właśnie tylko ateizacja, tylko ostudzenie uczuć religijnych, tylko "śmierć
      Boga" mogłyby sprawić, żeby znikły napięcie i wrogość, żeby zapanował duch
      wzajemnej tolerancji, obojętności. Ale wystarczy sobie przypomnieć miliony ofiar
      całkiem świeckiego totalitaryzmu, by wiedzieć, że jest to złudzenie, za które
      drogo przyszło zapłacić. Wydaje się, że konflikt judaizmu z islamem, konflikt
      żydowsko-arabski, sprawia, iż coraz bardziej zaciera się w pamięci Izraelczyków i
      Arabów dawny spór z chrześcijaństwem. Antychrześcijański uraz i resentyment żywią
      się głównie pamięcią, dostrzegłem to w muzeach, lecz nie zauważyłem w kontaktach
      z ludźmi. Na różnice religijne nakładają się różnice cywilizacyjne, strona
      arabska i żydowska żyją w innym czasie. Gdy z arabskim taksówkarzem, który miał
      mnie zawieźć do Betlejem, szukałem w Jerozolimie automatu bankowego, okazało się,
      że istnieją one tylko po stronie żydowskiej. Ale przecież i po tej stronie jest
      dzielnica ludzi żyjących ściśle według wskazań swej religii, odrzucających
      cywilizację współczesną - najczęściej jest to jednak świadomy wybór. Tak więc
      religijna prenowoczesność, sceptyczna nowoczesność i żarliwie religijna
      ponowoczesność przenikają się tutaj i mieszają. W nocy po szabacie centrum
      Jerozolimy zaroiło się ogromnym tłumem młodych Izraelczyków oraz Amerykanów.
      Niezwykły tłum, uderzający swoją młodością - tym bardziej wtedy, gdy przyjeżdża
      się z Bremy, gdzie średnia wieku mieszkańców sięga prawie 40 lat (a i to tylko
      dzięki temu, że mieszka w niej trochę cudzoziemców, młodszych od Niemców i
      mających więcej dzieci, a raczej w ogóle mających dzieci) - łączy globalną
      kulturę młodzieżową w najnowszym wydaniu z religijnością,
      • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:45
        Dalszy ciag...




        W nocy po szabacie centrum Jerozolimy zaroiło się ogromnym tłumem młodych
        Izraelczyków oraz Amerykanów. Niezwykły tłum, uderzający swoją młodością - tym
        bardziej wtedy, gdy przyjeżdża się z Bremy, gdzie średnia wieku mieszkańców
        sięga prawie 40 lat (a i to tylko dzięki temu, że mieszka w niej trochę
        cudzoziemców, młodszych od Niemców i mających więcej dzieci, a raczej w ogóle
        mających dzieci) - łączy globalną kulturę młodzieżową w najnowszym wydaniu z
        religijnością, jarmułkę z dżinsami, przywiązanie do narodu z kosmopolityzmem,
        obycie w świecie z obyciem z własną tradycją. Duża część kongresu socjologów, w
        którym uczestniczyłem, poświęcona była problemom Izraela i społeczności
        żydowskiej, co było bardzo pouczające, choć jeszcze ciekawsze niż referaty były
        spacery i "wagary" w muzeach, na przykład w Muzeum Diaspory. Centralną postacią
        był Shmul Eisenstadt, wielki izraelski socjolog urodzony w Warszawie. Jego
        książki powinny zostać wreszcie zauważone przez polskich wydawców.Sesja, w
        której wziąłem udział, dotyczyła znaczenia Holokaustu dla Żydów. Jak zwykle
        okazało się, że brak właściwego języka, żeby mówić o Shoah, przypominać
        cierpienia i ofiary, a jednocześnie nie popadać w fałszywy ton. Mówić o
        zbrodni, nie mówiąc o sobie, potępiać bierność świadków, współudział
        kolaborantów, nie upraszczając i nie uderzając w tony wygodnego moralizatorstwa
        kogoś, kto korzysta z "łaski późniejszego urodzenia" i kto sam nie został
        poddany próbie. Najciekawszy referat został wygłoszony przez prof. Gulie Ne-
        eman-Arad z uniwersytetu w Beer Sheva i dotyczył stosunku Amerykanów do
        Holokaustu. Jak wiadomo, jeszcze w późnych latach 60. i 70. nikt w Stanach
        Zjednoczonych tym się nie interesował. Inny z referatów analizował filmy
        Hollywoodu, pokazując, jak długo pomijano w nich milczeniem wszelkie
        odniesienia do żydowskiej tożsamości i losu, chociaż znaczna część producentów,
        reżyserów i nawet aktorów była pochodzenia żydowskiego. Po prostu nie było to
        wtedy ani interesujące, ani wskazane. Zmiana nastąpiła dopiero całkiem
        niedawno, czego przykładem może być Lista Schindlera. Dzisiaj więcej też
        ukazuje się publikacji poświęconych Holokaustowi niż w pierwszych latach po
        wojnie, kiedy odkryto tę zbrodnię. Jak zauważył niedawno recenzent "The
        Economist", omawiając ostatnio wydane książki na ten temat: "W latach
        dziewięćdziesiątych nazistowska próba destrukcji narodu żydowskiego stała się
        głównym przedmiotem zainteresowania nie tylko Żydów amerykańskich, ale i
        Amerykanów w ogóle". Dla społeczności żydowskiej w Ameryce, wtapiającej się już
        w amerykańskie społeczeństwo, pamięć Holokaustu stała się najważniejszym
        elementem integrującym ją jako odrębną wspólnotę, wzmacniającym słabnącą
        tożsamość. Natomiast Amerykanie mogą się wreszcie utożsamiać z rolą ofiary. A z
        drugiej strony potwierdzają mit Ameryki, przygarniającej wszystkich cierpiących
        i prześladowanych. Holokaust stał się częścią amerykańskiej tradycji, wręcz
        częścią amerykańskiej historii, a lekcja, jaka z niego płynie, jest dość
        oczywista: "God bless America". Oczywiście, nikt postronny nie mógłby mówić z
        taką ironią o amerykanizacji Shoah, jak prof. Ne-eman-Arad. Pokazywała ona, jak
        bieżące interesy polityczne wpłynęły na decyzję zbudowania Muzeum Holokaustu w
        Waszyngtonie. Przytaczała zabawne cytaty, między innymi Spielberga, który
        porównał swój ciężki los w Hollywood do losu ofiar nazistowskich prześladowań.
        Zastanawiała się nad funkcjami, jakie dzisiaj spełniają rytuały pamięci.Trzeba
        przy tym dodać, że także w Izraelu długo nie mówiono o Holokauście. Teraz stał
        się - jak wiadomo - jednym z podstawowych elementów państwowej ideologii. W
        świetnej książce Siódmy milion. Izraelczycy i Holokaust Tom Segev analizował
        zawiłe i trudne dzieje stosunku Izraela do żydowskiej kultury w Europie oraz do
        Holokaustu. Opowiadając się stanowczo za utrzymaniem pamięci o Holokauście,
        stwierdził też, że pamięć ta ma i może mieć skutki negatywne. Wszystko zależy
        od wniosków, jakie się wyciąga: "Rzeczywiście ťdziedzictwo HolokaustuŤ, w tej
        formie, w jakiej uczy się o nim w szkołach i w jakiej przypominane jest w
        czasie rocznicowych uroczystości narodowych, ma wątpliwe konsekwencje. Z jednej
        strony wspiera ciasny szowinizm, a z drugiej poczucie, że eksterminacja Żydów
        przez nazistów usprawiedliwia każdy akt, który wydaje się zwiększać
        bezpieczeństwo Izraela - także ucisk ludności na okupowanych terenach"1 . Jeśli
        tak jest, to trudno się dziwić, że edukowana w tym duchu młodzież izraelska ma
        bardzo zideologizowany i jednostronny obraz tej tragedii, że rzadko
        zainteresowana jest dialogiem i że jej nastawienie do Polski jest bardzo
        niechętne. Niedawno na jednym z moich seminariów wystąpił z interesującym
        referatem student z Bielefeldu, dzieląc się uwagami na temat międzynarodowego
        spotkania uczniów polskich, niemieckich i izraelskich, które zorganizował.
        Jedna część tego spotkania odbyła się w Polsce, druga w Izraelu. Pod koniec
        pobytu w Polsce był u kresu sił i bliski załamania nerwowego z powodu trudności
        porozumienia się między uczniami izraelskimi a polskimi, wynikających - jak
        twierdził - głównie z niechętnego czy wręcz wrogiego stosunku młodzieży
        izraelskiej do Polaków. Młodzież izraelska wychowana pod hasłem "nigdy więcej
        nie stać się ofiarą" chciała jedynie odwiedzić miejsce męczeństwa Żydów, a nie
        wdawać się w dywagacje historyczne czy etyczne lub poznawać odmienny punkt
        widzenia, szukać porozumienia. To, że Polacy ponoszą współodpowiedzialność za
        eksterminację, było dla nich oczywiste. Z drugiej strony stosunki między
        młodzieżą izraelską i niemiecką ułożyły się w czasie tego spotkania bardzo
        dobrze. Młodych ludzi łączyła nie tylko wspólna zachodnia, "globalna" kultura
        młodzieżowa, ale i fakt, że młodzi Niemcy na ogół bez żadnych zastrzeżeń uznają
        winę swych dziadków, podczas gdy młodzi Polacy także czują się spadkobiercami
        ofiar i prześladowanych oraz najczęściej odrzucają sugestie współwiny czy
        utożsamiania odpowiedzialności Niemców i Polaków. Paradoks polegał również na
        tym, że - jak opowiadał ów student - izraelscy uczestnicy spotkania pochodzili
        z rodzin osiadłych przedtem w krajach Maghrebu, ich rodziny, w przeciwieństwie
        do rodzin niektórych polskich uczestników spotkania, bezpośrednio nie
        ucierpiały więc w czasie wojny. Wielokrotnie mogłem obserwować podobne sytuacje
        w trialogu polsko-niemiecko-żydowskim, w którym niemieccy rozmówcy pełnili rolę
        pełnego dobrej woli arbitra, kogoś, kto już swoje winy odpokutował i stał się
        nowym człowiekiem, a teraz nakłania innych do wyznania win, natomiast polscy
        dyskutanci nagle znajdowali się w roli zatwardziałego podsądnego, który wbrew
        oczywistym faktom upiera się przy swojej niewinności lub wylicza okoliczności
        łagodzące, nikczemnie wykręcając się od odpowiedzialności. Można nawet rzec, że
        istnieje w umysłach dziwna zależność: im bardziej "odpuszczone" czy "okupione"
        są winy Niemców, tym bardziej winni stają się Polacy (a także Litwini,
        Białorusini, Ukraińcy). W ogóle z perspektywy dzisiejszej bardziej logiczne i
        łatwiejsze do zrozumienia byłoby, gdyby właściwymi sprawcami okazali się ci
        wschodni, niecywilizowani, biedni, antysemiccy, katoliccy i nacjonalistyczni
        Polacy niż zachodni, zamożni, cywilizowani, liberalni, zsekularyzowani i
        proeuropejscy Niemcy. Fakt, że było inaczej, zdaje się - szczególnie młodym
        ludziom - jakimś ponurym żartem historii, niezrozumiałym zbiegiem
        okoliczności.Nieufność co do intencji powoduje, że każde wskazanie na kontekst
        tragedii, wszelkie krytyczne argumenty przeciwko obiegowym poglądom traktowane
        są jako próby relatywizacji i pomniejszania tragedii. Sam kiedyś tego
        doświadczyłem, gdy w czasie kolacji w Ameryce w związku ze sprawą Kazimierza
        Świtonia pojawił się temat Oświęcimia. Wspomniałem w tej rozmowie, korygując
        gospodar
        • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:56
          aaa


          Wspomniałem w tej rozmowie, korygując gospodarza, o nowych ustaleniach w
          kwestii liczby ofiar zamordowanych w tym obozie. Natychmiast spojrzał on na
          mnie surowo i stwierdził podejrzliwie: "Nigdy nie słyszałem o tak niskich
          liczbach". Nie wiedział, że w Muzeum Holokaustu oczywiście podane są liczby
          zgodne z najnowszymi ustaleniami. Oczywiście trudności porozumienia z
          Izraelczykami czy w ogóle z Żydami mają swoje głębokie przyczyny także po
          polskiej stronie. Nie chodzi tylko o to, co się kłębi w podświadomości
          znacznego odłamu polskiego społeczeństwa, ulegającego dawnym obsesjom i
          kompleksom, lecz o to, czego brak w świadomości zbiorowej. Hanna Świda-Ziemba
          słusznie pisała przed dwoma laty w "Gazecie Wyborczej" o "hańbie obojętności",
          o tym, że "większość Polaków do dziś nie przyswoiła w swej świadomości istoty
          Holokaustu" i że "zjawisko to nie stało się traumatycznym wstrząsem
          skłaniającym do refleksji, kształtującym postawy i zachowania"2 . Oczywiście
          wiele możemy nauczyć się od Niemców w kwestii "przezwyciężania przeszłości" -
          choć nikt nie może się zgodzić, że chodzi tu o tę samą przeszłość, o podobną
          odpowiedzialność. Trzeba także podkreślić, że różnica między Niemcami a Polską
          nie polega na tym, że w Niemczech nie ma antysemityzmu, a w Polsce szerzy się
          jak zaraza (przeczą temu poglądowi wyniki badań socjologicznych), lecz na tym,
          że w Niemczech w sferze publicznej są potępiane i de facto zakazane wszelkie
          wypowiedzi mogące obrażać pamięć ofiar czy relatywizować zbrodnię i że pamięć o
          Holokauście stała się częścią tradycji państwowej. Różnica między Polską a
          Niemcami jest także różnicą między krajem od dawna demokratycznym i liberalnym,
          w którym można było swobodnie dyskutować, a krajem, w którym dyskusje takie
          stały się możliwe dopiero od niedawna. Porównywać trzeba by zatem Trzecią
          Rzeczpospolitą nie z obecną Republiką Federalną, lecz z Republiką Federalną w
          dziesięć lat po jej ustanowieniu. Choć jestem pełen uznania dla tego, co Niemcy
          uczynili w kwestii "przezwyciężania przeszłości", wcale nie mam pewności, czy
          porównanie to wypadłoby na niekorzyść Polski, gdyby nie udział aliantów. A przy
          tym przypadek niemiecki jest w pewnym sensie łatwiejszy - wina niewątpliwego
          sprawcy łatwiejsza jest do zaakceptowania niż wina świadka zbrodni. O tym, że w
          Polsce wiele się zmienia, świadczy choćby ostatnia dyskusja wokół książki Jana
          Tomasza Grossa - w zasadzie dalszy ciąg dyskusji niekończącej się od czasu
          artykułu Jana Błońskiego w "Tygodniku Powszechnym" z 1986 roku. Po latach
          przemilczenia dyskusje siłą rzeczy muszą być czasem gwałtowne i bolesne. Im
          więcej i konkretniej się mówi, tym lepiej. Przypomnienie o tych, którzy żyli i
          zostali zamordowani pośród nas, często zostawiając swoje domy i inne mienie,
          skwapliwie potem zajęte, przejęte i - co tu dużo mówić - rozkradzione przez
          miejscową ludność, a potem komunistyczne władze, powinno odbywać się także na
          poziomie regionów i miast. I odbywa się, o czym świadczy przykład Płońska. Nie
          sądzę jednak, aby problemem moralnym byli dla nas Polacy, którzy - jak ci,
          opisani w pamiętniku dr. Klukowskiego, cytowanym przez Jana Tomasza Grossa w
          Upiornej dekadzie - wzięli czynny udział w mordowaniu Żydów lub wydawali ich
          Niemcom. W ich potępieniu jesteśmy zgodni wszyscy. Jedyny moralny problem, jaki
          możemy mieć w odniesieniu do tych uczynków, wynika stąd, że niestety nie
          wszystkich - że zbyt niewielu z nich - dosięgły wyroki śmierci wydawane przez
          polskie państwo podziemne. Ale jest jeszcze druga strona problemu pamięci o
          Holokauście. Brak pamięci w Polsce może być rozumiany jako brak owego elementu
          globalnej kultury masowej, owej zrytualizowanej pamięci, tego niemal
          mechanicznego aktu ekspiacji, współczucia, ujętego w ramy historycznej
          interpretacji, która może wydawać się dostatecznie szczegółowa i wiarygodna
          Teksańczykowi, ale nie komuś urodzonemu i wychowanemu w Europie Środkowej, jako
          brak wersji zestandaryzowanej, "zmacdonaldyzowanej", hollywoodzkiej, a także
          zestandaryzowanej reakcji moralnej i uczuciowej, czegoś, co dziennikarka Cora
          Stefan nazwała "Betroffenheitskult". A przecież nawet jeśli się stanie to, co
          postuluje Hanna Świda--Ziemba, polska pamięć o Holokauście musi być i będzie
          inna niż owa wersja hollywoodzka. Nie tylko dlatego, że nie możemy wpisać
          Holokaustu po prostu w ciąg prześladowań Żydów przez chrześcijan lub widzieć w
          nim kulminację etnicznych i politycznych konfliktów II Rzeczypospolitej, lecz
          także dlatego, że pamiętając o jednych zamordowanych, nie możemy i przecież nie
          powinniśmy zapomnieć o innych, którzy z punktu widzenia dzisiejszych potrzeb
          politycznych na Zachodzie zmieniają się w ofiary drugiej kategorii, mniej
          ważne, mniej niewinne. Stąd na przykład często zadawane pełne zdziwienia
          pytanie, czy rzeczywiście w Oświęcimiu ginęli jacyś Polacy. Obecnie można
          czasami odnieść wrażenie, że II wojna światowa rozpoczęła się dopiero w roku
          1941 (przynajmniej wojna totalna i ludobójcza, ta "prawdziwa"), a kampania 1939
          to tylko jeden z wielu konfliktów polsko-niemieckich, zawiniony zresztą przez
          Polaków uciskających mniejszości narodowe. W ogóle istnieje coraz wyraźniejsza
          tendencja, aby niemieckie poczynania wobec Polaków wpisywać już nie w historię
          totalitaryzmu, rasizmu i ludobójstwa, lecz w historię narodowych,
          nacjonalistycznych konfliktów, godnych pożałowania, ale w jakimś
          sensie "normalnych". Niemcy popełniali wprawdzie zbrodnie wobec Polaków, ale
          także i Polacy mają wiele na sumieniu, najpierw sprawiali wiele problemów, a
          potem, wypędzając Niemców z ziem zachodnich, w dużej mierze wyrównali rachunki.
          (Hrabia Lambsdorf, twierdząc, że nie ma potrzeby płacić odszkodowań polskim
          przymusowym robotnikom rolnym, bo przecież Polacy zawsze pracowali na roli w
          Niemczech, zastosował tę rozpowszechnioną, choć rzadko wypowiadaną
          interpretację do konkretnego przypadku. Stosując tę samą linię argumentacji,
          można by też na przykład twierdzić, że nie ma żadnego powodu organizować nauki
          polskiego dla dzieci niemieckiej Polonii, skoro tradycyjnie Polacy w Niemczech
          zawsze uczyli się w szkole tylko niemieckiego. Może udałoby się też powołać na
          inne tradycje, na przykład "Ansiedlungkommission" czy na rugi pruskie. Wydawało
          się, że Niemcy nie chcieli już nigdy do tych tradycji nawiązywać).Oczywiście
          wojna była przez różne grupy przeżywana odmiennie. Jak pokazują badania
          biograficzne przeprowadzone przez socjologa z Uniwersytetu Łódzkiego Kaję
          Kaźmierską i przedstawione na konferencji w Berlinie na temat biografii w
          podzielonej Europie, Polakom na Kresach wydawało się, że Wehrmacht przynosi im
          wybawienie. Z drugiej strony dla części ludności Kresów, zwłaszcza mniejszości,
          wojna rozpoczęła się dopiero w 1941. Potwierdził to na wspomnianej konferencji,
          opierając się na swoich odczuciach i przeżyciach, urodzony w Brzeżanach
          historyk izraelski Szimon Redlich, który prowadzi niezmiernie interesujące i
          poruszające badania porównujące doświadczenia Polaków, Żydów i Ukraińców. Dla
          różnych grup, narodów i społeczności wojna także skończyła się w innym
          momencie. Jak wiadomo, dla Polaków skończyła się na dobrą sprawę dopiero w
          roku1989. Ten fakt z trudem przebija się do świadomości zachodnioeuropejskiej,
          zwłaszcza niemieckiej. Ostatnie lata wojny i pierwsze lata powojenne toną w
          mrokach europejskiej niepamięci. Dlatego uderzają wyjątki. Jeden z tych
          wyjątków ma ogromne znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich i w ogóle obrazu
          Polski w świecie: pogrom w Kielcach. Został on wpisany w historię Holokaustu.
          Jest przedstawiany - na przykład w Muzeum w Waszyngtonie - jako końcowy akt tej
          tragedii, kropka nad "i", ostatni zbrodniczy czyn, zamykający historię Żydów w
          Polsce, w ogóle w Europie - potem zaczyna się historia Izraela. Jest to
          interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że histori
        • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 15:59
          aaa


          Wspomniałem w tej rozmowie, korygując gospodarza, o nowych ustaleniach w
          kwestii liczby ofiar zamordowanych w tym obozie. Natychmiast spojrzał on na
          mnie surowo i stwierdził podejrzliwie: "Nigdy nie słyszałem o tak niskich
          liczbach". Nie wiedział, że w Muzeum Holokaustu oczywiście podane są liczby
          zgodne z najnowszymi ustaleniami. Oczywiście trudności porozumienia z
          Izraelczykami czy w ogóle z Żydami mają swoje głębokie przyczyny także po
          polskiej stronie. Nie chodzi tylko o to, co się kłębi w podświadomości
          znacznego odłamu polskiego społeczeństwa, ulegającego dawnym obsesjom i
          kompleksom, lecz o to, czego brak w świadomości zbiorowej. Hanna Świda-Ziemba
          słusznie pisała przed dwoma laty w "Gazecie Wyborczej" o "hańbie obojętności",
          o tym, że "większość Polaków do dziś nie przyswoiła w swej świadomości istoty
          Holokaustu" i że "zjawisko to nie stało się traumatycznym wstrząsem
          skłaniającym do refleksji, kształtującym postawy i zachowania"2 . Oczywiście
          wiele możemy nauczyć się od Niemców w kwestii "przezwyciężania przeszłości" -
          choć nikt nie może się zgodzić, że chodzi tu o tę samą przeszłość, o podobną
          odpowiedzialność. Trzeba także podkreślić, że różnica między Niemcami a Polską
          nie polega na tym, że w Niemczech nie ma antysemityzmu, a w Polsce szerzy się
          jak zaraza (przeczą temu poglądowi wyniki badań socjologicznych), lecz na tym,
          że w Niemczech w sferze publicznej są potępiane i de facto zakazane wszelkie
          wypowiedzi mogące obrażać pamięć ofiar czy relatywizować zbrodnię i że pamięć o
          Holokauście stała się częścią tradycji państwowej. Różnica między Polską a
          Niemcami jest także różnicą między krajem od dawna demokratycznym i liberalnym,
          w którym można było swobodnie dyskutować, a krajem, w którym dyskusje takie
          stały się możliwe dopiero od niedawna. Porównywać trzeba by zatem Trzecią
          Rzeczpospolitą nie z obecną Republiką Federalną, lecz z Republiką Federalną w
          dziesięć lat po jej ustanowieniu. Choć jestem pełen uznania dla tego, co Niemcy
          uczynili w kwestii "przezwyciężania przeszłości", wcale nie mam pewności, czy
          porównanie to wypadłoby na niekorzyść Polski, gdyby nie udział aliantów. A przy
          tym przypadek niemiecki jest w pewnym sensie łatwiejszy - wina niewątpliwego
          sprawcy łatwiejsza jest do zaakceptowania niż wina świadka zbrodni. O tym, że w
          Polsce wiele się zmienia, świadczy choćby ostatnia dyskusja wokół książki Jana
          Tomasza Grossa - w zasadzie dalszy ciąg dyskusji niekończącej się od czasu
          artykułu Jana Błońskiego w "Tygodniku Powszechnym" z 1986 roku. Po latach
          przemilczenia dyskusje siłą rzeczy muszą być czasem gwałtowne i bolesne. Im
          więcej i konkretniej się mówi, tym lepiej. Przypomnienie o tych, którzy żyli i
          zostali zamordowani pośród nas, często zostawiając swoje domy i inne mienie,
          skwapliwie potem zajęte, przejęte i - co tu dużo mówić - rozkradzione przez
          miejscową ludność, a potem komunistyczne władze, powinno odbywać się także na
          poziomie regionów i miast. I odbywa się, o czym świadczy przykład Płońska. Nie
          sądzę jednak, aby problemem moralnym byli dla nas Polacy, którzy - jak ci,
          opisani w pamiętniku dr. Klukowskiego, cytowanym przez Jana Tomasza Grossa w
          Upiornej dekadzie - wzięli czynny udział w mordowaniu Żydów lub wydawali ich
          Niemcom. W ich potępieniu jesteśmy zgodni wszyscy. Jedyny moralny problem, jaki
          możemy mieć w odniesieniu do tych uczynków, wynika stąd, że niestety nie
          wszystkich - że zbyt niewielu z nich - dosięgły wyroki śmierci wydawane przez
          polskie państwo podziemne. Ale jest jeszcze druga strona problemu pamięci o
          Holokauście. Brak pamięci w Polsce może być rozumiany jako brak owego elementu
          globalnej kultury masowej, owej zrytualizowanej pamięci, tego niemal
          mechanicznego aktu ekspiacji, współczucia, ujętego w ramy historycznej
          interpretacji, która może wydawać się dostatecznie szczegółowa i wiarygodna
          Teksańczykowi, ale nie komuś urodzonemu i wychowanemu w Europie Środkowej, jako
          brak wersji zestandaryzowanej, "zmacdonaldyzowanej", hollywoodzkiej, a także
          zestandaryzowanej reakcji moralnej i uczuciowej, czegoś, co dziennikarka Cora
          Stefan nazwała "Betroffenheitskult". A przecież nawet jeśli się stanie to, co
          postuluje Hanna Świda--Ziemba, polska pamięć o Holokauście musi być i będzie
          inna niż owa wersja hollywoodzka. Nie tylko dlatego, że nie możemy wpisać
          Holokaustu po prostu w ciąg prześladowań Żydów przez chrześcijan lub widzieć w
          nim kulminację etnicznych i politycznych konfliktów II Rzeczypospolitej, lecz
          także dlatego, że pamiętając o jednych zamordowanych, nie możemy i przecież nie
          powinniśmy zapomnieć o innych, którzy z punktu widzenia dzisiejszych potrzeb
          politycznych na Zachodzie zmieniają się w ofiary drugiej kategorii, mniej
          ważne, mniej niewinne. Stąd na przykład często zadawane pełne zdziwienia
          pytanie, czy rzeczywiście w Oświęcimiu ginęli jacyś Polacy. Obecnie można
          czasami odnieść wrażenie, że II wojna światowa rozpoczęła się dopiero w roku
          1941 (przynajmniej wojna totalna i ludobójcza, ta "prawdziwa"), a kampania 1939
          to tylko jeden z wielu konfliktów polsko-niemieckich, zawiniony zresztą przez
          Polaków uciskających mniejszości narodowe. W ogóle istnieje coraz wyraźniejsza
          tendencja, aby niemieckie poczynania wobec Polaków wpisywać już nie w historię
          totalitaryzmu, rasizmu i ludobójstwa, lecz w historię narodowych,
          nacjonalistycznych konfliktów, godnych pożałowania, ale w jakimś
          sensie "normalnych". Niemcy popełniali wprawdzie zbrodnie wobec Polaków, ale
          także i Polacy mają wiele na sumieniu, najpierw sprawiali wiele problemów, a
          potem, wypędzając Niemców z ziem zachodnich, w dużej mierze wyrównali rachunki.
          (Hrabia Lambsdorf, twierdząc, że nie ma potrzeby płacić odszkodowań polskim
          przymusowym robotnikom rolnym, bo przecież Polacy zawsze pracowali na roli w
          Niemczech, zastosował tę rozpowszechnioną, choć rzadko wypowiadaną
          interpretację do konkretnego przypadku. Stosując tę samą linię argumentacji,
          można by też na przykład twierdzić, że nie ma żadnego powodu organizować nauki
          polskiego dla dzieci niemieckiej Polonii, skoro tradycyjnie Polacy w Niemczech
          zawsze uczyli się w szkole tylko niemieckiego. Może udałoby się też powołać na
          inne tradycje, na przykład "Ansiedlungkommission" czy na rugi pruskie. Wydawało
          się, że Niemcy nie chcieli już nigdy do tych tradycji nawiązywać).Oczywiście
          wojna była przez różne grupy przeżywana odmiennie. Jak pokazują badania
          biograficzne przeprowadzone przez socjologa z Uniwersytetu Łódzkiego Kaję
          Kaźmierską i przedstawione na konferencji w Berlinie na temat biografii w
          podzielonej Europie, Polakom na Kresach wydawało się, że Wehrmacht przynosi im
          wybawienie. Z drugiej strony dla części ludności Kresów, zwłaszcza mniejszości,
          wojna rozpoczęła się dopiero w 1941. Potwierdził to na wspomnianej konferencji,
          opierając się na swoich odczuciach i przeżyciach, urodzony w Brzeżanach
          historyk izraelski Szimon Redlich, który prowadzi niezmiernie interesujące i
          poruszające badania porównujące doświadczenia Polaków, Żydów i Ukraińców. Dla
          różnych grup, narodów i społeczności wojna także skończyła się w innym
          momencie. Jak wiadomo, dla Polaków skończyła się na dobrą sprawę dopiero w
          roku1989. Ten fakt z trudem przebija się do świadomości zachodnioeuropejskiej,
          zwłaszcza niemieckiej. Ostatnie lata wojny i pierwsze lata powojenne toną w
          mrokach europejskiej niepamięci. Dlatego uderzają wyjątki. Jeden z tych
          wyjątków ma ogromne znaczenie dla stosunków polsko-żydowskich i w ogóle obrazu
          Polski w świecie: pogrom w Kielcach. Został on wpisany w historię Holokaustu.
          Jest przedstawiany - na przykład w Muzeum w Waszyngtonie - jako końcowy akt tej
          tragedii, kropka nad "i", ostatni zbrodniczy czyn, zamykający historię Żydów w
          Polsce, w ogóle w Europie - potem zaczyna się historia Izraela. Jest to
          interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że histori
          • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.essen.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 16:07
            aaa


            Jest to interpretacja, z którą trudno się pogodzić nie tylko dlatego, że
            historia się oczywiście nie skończyła, o czym świadczy nie tylko fakt, że w
            Niemczech powstaje na nowo wspólnota żydowska i że odradza się ona także w
            Polsce, ale dlatego, że trudno jest uznać, aby Kielce były dalszym ciągiem
            Holokaustu, aby "Polacy kończyli dzieło Hitlera".Zupełnie nie mieści się w
            wersji hollywoodzkiej fakt, że Holokaust zdarzył się w sytuacji dramatycznego i
            morderczego konfliktu dwóch totalitaryzmów (a także ich współpracy do 1941
            roku) oraz że Polska po 1944 roku była krajem okupowanym. Z punktu widzenia tej
            uproszczonej wersji sowiecki totalitaryzm w ogóle znika z pola widzenia. Można
            zrozumieć, że Armia Czerwona była dla większości ocalałych Żydów armią
            wyzwoleńczą. Dziwne jest jednak, że dla wielu taką pozostała. W Muzeum Diaspory
            w Tel Awiwie widziałem wystawę zdjęć fotografa rejestrującego drogę Armii
            Czerwonej do Berlina, w zasadzie bez komentarza, co oznaczał marsz tej armii
            dla narodów Europy Środkowowschodniej.Ale zdarzają się też komentarze
            poruszające do głębi, pełne resentymentu, jednostronne aż do granic
            zaślepienia. Jedną z najbardziej wstrząsających książek, jakie ostatnio
            przeczytałem, jest książka Yaffy Eliach There Once Was a World. Książka ta była
            finalistką National Award w 1998 roku, można ją kupić wszędzie, nawet na
            lotniskach, była przedstawiana w programach radiowych etc. Yaffa Eliach jest
            znaną osobą, profesorem Brooklyn College, założycielką pierwszego w USA Centrum
            Dokumentacji i Badań nad Holokaustem, członkiem komisji do spraw upamiętnienia
            Holokaustu powołanej przez prezydenta Cartera, jest też twórczynią "the Tower
            of Life" w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, stałej ekspozycji zdjęciowej
            ukazującej życie wspólnoty żydowskiej w Ejszyszkach. W swej książce przedstawia
            z pieczołowitością i miłością życie tej wspólnoty na przestrzeni wieku.
            Ostatnia część książki poświęcona jest okresowi wojennemu. W 1996 autorka
            opublikowała na łamach "New York Times" artykuł (przedrukowany potem w "Gazecie
            Wyborczej"), w którym opisywała mord popełniony przez żołnierzy AK na jej matce
            i bracie niemowlęciu; ona sama, jej ojciec i drugi, starszy brat ocaleli tylko
            dzięki temu, że nie odkryto ich kryjówki. Polemizowali wówczas z tym artykułem
            Adam Michnik, a także Jarosław Wołkonowski, który badał dzieje Okręgu
            Wileńskiego AK ("GW" 8 VIII 1996). Wskazano, że w akcji AK chodziło o walkę z
            NKWD, a rodzina prof. Eliach ucierpiała przypadkowo, gdyż mieszkał w ich domu
            radziecki kapitan, którego pojmanie było celem akcji. W "Zeszytach Literackich"
            w 1997 ukazały się też wspomnienia mieszkańca Ejszyszek, który opisuje
            zdarzenia zupełnie inaczej. Być może to autorka, a nie jej polscy polemiści, ma
            rację, i żołnierze AK popełnili czyn, który im przypisuje. Ale nawet w tym
            wypadku trudno zrozumieć, jak ktoś, kto jest profesorem w Nowym Jorku, może
            pisać o NKWD jako o organizacji niosącej sprawiedliwość, używać
            określenia "biali Polacy", twierdzić, że AK walczyła przede wszystkim o "Polskę
            bez Żydów". Yaffa Eliach jest bowiem przekonana, że "mimo lojalności wielu
            Żydów w stosunku do Polski, to oni - a nie Niemcy czy Rosjanie - stali się
            głównym przedmiotem ataków AK jako wrogowie Polski"3 ; tak też właśnie opisuje
            w swej książce jej akcje: AK zajmowała się głównie mordowaniem ukrywających się
            Żydów. Eliach przedstawia w swej książce straszne cierpienia Żydów z Ejszyszek.
            Opisuje też zemstę na Niemcach oraz - przede wszystkim - na AK. To, co stało
            się po wkroczeniu armii radzieckiej, mogłoby potwierdzać najgorsze uprzedzenia.
            Autorka pisze: "Żydzi zabijali Białych Polaków, gdy ich złapali". Przedstawia
            nie bez satysfakcji efekty akcji oczyszczania okolicy, w której bierze udział
            jej ojciec, według wspomnień opublikowanych w "Zeszytach Historycznych" starszy
            lejtnant NKWD4 ."Martwe ciała akowców, większość z nich ubranych w co najmniej
            jeden lub dwa strzępki dawnych polskich mundurów, były wystawione na widok
            publiczny na rynku. Rzędy zamarzniętych ciał pozostawały tam przez tygodnie,
            rosnąc w miarę, jak dodawano nowe ładunki ciał przywiezionych ciężarówkami.
            Wkrótce szeregi rozciągały się aż do ulicy Raduńskiej i Wileńskiej" (s. 672).
            Autorka zaczyna krytycznie oceniać NKWD i sowiecką sprawiedliwość dopiero
            wtedy, gdy jej ojciec zostaje aresztowany za rabunek, a następnie skazany na
            syberyjski obóz. Dopiero gdy polityka władz radzieckich zaczyna się zmieniać i
            staje się mniej przychylna żydowskiej społeczności, Eliach zaczyna pisać o
            stalinizmie: "Na wiosnę 1945 Żydzi stali się nieistotni dla ogólnej strategii
            Rosjan", "miejscowi Żydzi zostali wyeliminowani z ich centralnych pozycji w
            NKWD" (s. 673). Proces jej ojca był "pokazowy", ale nie był pokazowy proces
            akowców, w którym czterech z nich zostało skazanych na karę śmierci. Autorce
            trudno jest tylko wyjaśnić, dlaczego w ramach repatriacji, gdy pojawiła się
            możliwość wyboru, 200 tys. Żydów (w tym wielu współpracowników nowej władzy)
            opuściło Wilno i udało się do Polski, skoro nic dobrego ich nigdy od Polaków
            nie spotkało, a od Związku Radzieckiego zaznali tyle dobra. Podkreśla, że
            chodziło tylko o stację pośrednią w drodze do Izraela.Pracownicy Muzeum
            Holokaustu w Waszyngtonie, z którymi rozmawiałem na temat tej książki,
            dystansowali się od autorki. Wspomnieli, że także jej starszy brat inaczej
            przypomina sobie rodzinną tragedię. Mimo to książka jest czytana przez tysiące
            czytelników, a autorka pracuje obecnie nad filmem o Ejszyszkach. Jej
            sugestywnie przedstawiona wizja historii jest zapewne szeroko podzielana.Inny -
            choć oczywiście nie tak drastyczny - przykład stanowi autobiografia Marcela
            Reich-Ranickiego, niemiecki bestseller ubiegłego roku. Jak refren powtarza się
            w tej książce, że autor nigdy nie czuł się związany z Polską, w której się
            urodził i w której mieszkał po wojnie do 1958 roku, lecz z Niemcami. Miłość do
            literatury niemieckiej i gest Willy Brandta sprawiły, że mimo przeżyć w getcie
            warszawskim i śmierci rodziny w obozach zagłady więź ta nie została przerwana;
            nic jednak - jak się zdaje - nie osłabiło niechętnego stosunku Autora do
            Polski. Do partii wstąpił w 1945 dlatego, że - jak pisze - zawdzięczał swe
            życie Armii Czerwonej. Wspomina o swojej działalności w komunistycznej cenzurze
            i tajnych służbach (także w roli konsula w Londynie, zajmującego się
            inwigilacją środowisk emigracyjnych), ale zupełnie ją bagatelizuje. Fakt, że
            wielu oficerów, którzy powrócili do Polski, znalazło się na ławach oskarżonych,
            umknął chyba jego uwagi. W ogóle, czytając opis życia w Polsce lat 40. i 50.,
            można dowiedzieć się o osobistych kłopotach Reicha-Ranickiego, a nie o terrorze
            stalinowskim, o tym, że długo trwała wojna domowa, że ginęli ludzie, że
            odbywały się procesy. Dla niego wojsko, do którego wstąpił, to po prostu
            polskie wojsko (i składało się prawie z samych analfabetów, z wyjątkiem
            Stanisława Jerzego Leca i samego Marcelego Reicha), nowe państwo to nowa,
            lepsza Polska. Opis swojej emigracji opatruje następującym
            komentarzem: "Wszyscy wiązali z komunizmem wielkie nadzieje. Po przezwyciężeniu
            wielu początkowych trudności może powstanie w Polsce sprawiedliwe państwo,
            społeczeństwo, w którym byłoby miejsce również dla Żydów. O tym byli
            przekonani. Ale gorzko się rozczarowali. W pierwszych latach powojennych
            potrzebowano ich gwałtownie. Ale teraz nie byli już potrzebni, cieszono się, że
            opuszczają Polskę. Jeszcze ich nie wypędzano - to dopiero nastąpiło później, w
            1968 roku, gdy Żydzi, wśród nich wielu członków partii i także starzy
            komuniści, uchodzili za wrogów nowej Polski i byli napiętnowani jako
            ťsyjoniściŤ. Mieli szczęście, że istniało na ziemi państwo, które zawsze gotowe
            było ich przyjąć - Izrael"5 . Jest to opis sytuacji odzwierciedlający raczej
            osobiste losy i postawę autora niż
            • Gość: as Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.augsburg.ipdial.viaginterkom.de 09.03.02, 16:12
              aaa


              Jest to opis sytuacji odzwierciedlający raczej osobiste losy i postawę autora
              niż całej zbiorowości, do której odnoszą się jego słowa. Uderza, że Reich-
              Ranicki, który udał się nie do Izraela, lecz do Niemiec, sam nigdy nie czuje
              się w żadnej mierze odpowiedzialny za swój udział w tym, co
              nazywa "pokonywaniem początkowych trudności". I nawet nie przyjdzie mu do
              głowy, że ktoś mógłby go oceniać inaczej. W licznych omówieniach i komentarzach
              tej książki nikt nawet się nie zająknął o polskim okresie działalności "papieża
              niemieckiej krytyki literackiej", jak nazywa się w Niemczech Reicha-Ranickiego.
              Autor jest powszechnie chwalony i niedawno otrzymał prestiżową nagrodę. Być
              może niedługo stanie się autorytetem moralnym.Problem nie sprowadza się do
              przemilczeń ludzi takich jak Reich-Ranicki czy resentymentu osób myślących
              podobnie jak Yaffa Eliach. Krystyna Kersten pisała w swoich fascynujących i
              pełnych mądrości esejach (niestety, o ile mi wiadomo, nie przełożonych na
              niemiecki czy angielski): Polscy i żydowscy historycy, nie wyzwoliwszy się w
              pełni z ciążenia wciąż żywotnych szablonów myślenia i reagowania, nastawieni
              obronnie, nie potrafili dogłębnie wyjaśnić owego splotu przyczyn, które
              sprawiły, że w polskim społeczeństwie antysemityzm przetrwał zagładę Żydów, a
              niemała część żydowskiej społeczności tak bezrefleksyjnie, rzec można by,
              opowiedziała się za władzą komunistów, jakby jej własny dramat uczynił ją ślepą
              na to, że nowy porządek jest wprowadzany przy użyciu przemocy, z pogwałceniem
              wolności i suwerenności Polski, wbrew polskiemu społeczeństwu6 .Wydaje się, że
              dopiero uznanie tych dwóch faktów - przetrwania antysemityzmu oraz owej
              ślepoty - pomogłoby pokonać barierę niezrozumienia i uprzedzeń. Krystyna
              Kersten pisała też, że wzajemne stosunki Polaków i Żydów zostały po wojnie
              zdominowane przez fantomy żydokomuny i reakcji. Te fantomy w jakiejś innej
              formie ciągle nas nawiedzają, nazwy się zmieniły, obsesje pozostały. To one -
              oraz obawa przed nimi - sprawiają, że tak trudno jest otwarcie i uczciwie mówić
              o tamtych czasach. Potępienie stalinizmu i komunizmu nie ma i nie może mieć nic
              wspólnego z odgrzewaniem dawnych etnicznych konfliktów. Ale też przeżycia
              wojenne, fakt, że ktoś był ofiarą hitleryzmu, nie może być usprawiedliwieniem
              jego działań w czasach stalinowskich. Naturalnie można zrozumieć, dlaczego
              ktoś, kto nie czuł się dobrze w II Rzeczypospolitej, skłonny był przyłączyć się
              do tych, którzy ustanawiali nowy ustrój, oraz że tych, którzy przeżyli
              Holokaust, zwłaszcza jeśli zaznali zła od Polaków, ból i rozgoryczenie mogły
              pchnąć w ręce Sowietów. Ale to, co robił ojciec Yaffy Eliach, nie jest niczym
              innym jak uczestnictwem w zbrodniach; także działalność Marcela Reich-
              Ranickiego w UB podlegać musi jednoznacznej ocenie. Jedno jest też przy tym
              pewne: autentyczna pamięć Holokaustu jest możliwa, jeśli w ogóle nie zatracimy
              pamięci zbiorowej. Dzieje Izraela przekonują nas właśnie o wielkiej sile i
              potrzebie pamięci. Czasami jednak spotyka się w Polsce dążenie - do złudzenia
              przypominającą postawę lewicy niemieckiej przed zjednoczeniem - aby z jednej
              strony całkowicie oderwać się od przeszłości i oddać ją w ręce historyków - co
              znaczy w tym wypadku "sprywatyzować", zamknąć w archiwach, pozbawić
              politycznego znaczenia - z drugiej zaś - wyrobić w Polakach poczucie
              odpowiedzialności za złe czyny i zaniechania. Ale bez poczucia ciągłości
              narodowej nie można mówić o poczuciu odpowiedzialności za to, co robiło i
              wyrządziło poprzednie pokolenie. Nie można też postulować, aby pamięć ta
              dotyczyła tylko jakichś odcinków historii, jakichś wydarzeń, natomiast milczeć
              o innych, nie narażając się na zarzut dowolności czy wręcz manipulacji. Nie
              chodzi także - moim zdaniem - o dekonstrukcję "mitów narodowych", lecz o lepsze
              ich rozumienie, o osadzanie w kontekście, a także o poszerzenie naszego kanonu.
              Dziś nie musimy bowiem przeciwstawiać bohaterów getta bohaterom powstania
              warszawskiego. Do naszej tradycji należą i jedni, i drudzy. Obok uniwersalnego
              znaczenia Holokaustu jest też sens specyficznie polski. II Rzeczpospolita
              poniosła moralną i polityczną porażkę, gdyż nie udało się stworzyć więzi
              narodowej i lojalności państwowej ponad podziałami etnicznymi i religijnymi.
              Polscy Żydzi nie stali się w swej większości Polakami, tak jak Żydzi
              amerykańscy stali się Amerykanami. Być może nie było wtedy na to szans, dzisiaj
              zdaje się, że jest za późno. Nie sposób nie myśleć o tym, chodząc po ulicach
              Tel Awiwu. Nie sposób nie myśleć, że losy Izraela, tego odległego kraju, są
              powiązane z naszymi losami. Z tego powiązania można uczynić podstawę
              porozumienia, a z tamtej naszej obojętności (bo nie ulega wątpliwości, że
              uczyniliśmy zbyt mało) powinniśmy wyciągnąć konsekwencje dla Rzeczypospolitej -
              jak Niemcy w Republice wyciągnęli konsekwencje ze zbrodni III Rzeszy -
              mianowicie powinniśmy bronić i strzec jako podstawy naszego politycznego
              porządku, "źrenicy naszej wolności", zasady, że III Rzeczpospolita nie
              różnicuje swych obywateli według ich narodowości, że mają oni równe prawa i
              równe obowiązki oraz że o byciu Polakiem nie stanowi pochodzenie etniczne. Taka
              jest zresztą nasza tradycja - tradycja I Rzeczypospolitej. Ta republikańska
              tradycja stanowi o naszej - jednej z nielicznych - wyższości nad naszymi
              niemieckimi sąsiadami. Może być ona jednym z najważniejszych wkładów Polski do
              nowej Europy. ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI, ur. 1953, prof. dr hab., socjolog i
              filozof, wykładowca socjologii oraz historii kultury Europy Wschodniej i
              Środkowowschodniej na uniwersytecie w Bremie. Wydał m.in.: Rozumienie ludzkiego
              zachowania (1986), Upadek idei postępu (1991), Postmodernistyczne rozterki
              kultury (1996), Max Weber (w druku). Przypisy:1 Cytuję z przekładu
              niemieckiego: Tom Segev, Die siebte Million. Der Holokaust und Israels Politik
              der Erinnerung, Reibek 1995, s. 673.2 Hanna Świda-Ziemba, Hańba
              obojętności, "Gazeta Wyborcza", 17 VIII 1998.3 Yaffa Eliach, There Once Was a
              World, Boston/New York/London 1998, s. 612.4 Witold Andruszkiewicz, Holokaust w
              Ejszyszkach, "Zeszyty Historyczne" 120 (1997), s. 83-96.5 Marcel Reich-Ranicki,
              Mein Leben, Stuttgart 1999, s. 381.6 Krystyna Kersten, Polacy Żydzi, komunizm.
              Anatomia półprawd 1939-68, Warszawa 1992, s. 112.

              1998-2000 Verbanet s.c.
              A
              • Gość: mik Re: as IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 09.03.02, 17:52
                Rozumiem Twoj wklad do tematu,lecz ta droga do porozumienia,jest odlegla.
                Polacy jak i Zydzi,sa narodami o zmniejszonym ilorazie inteligencji.Wszelkie
                wywody,opracowania naukowe,zostana obalone przykladami.Dowodow na to,mamy
                az za duzo.Tym narodom,chcac wytlumaczyc fakty,trzeba to zrobic brutalnie.
                Wskazac i wytlumaczyc fakt i wskazac droge.Opisanie jakiegos mordu z motywacja
                antsemicka,to jest sposob,wszelkich szumowin zydowskich,dazacych do kariery i
                pieniedzy.To im trzeba podstawiac pod nos zwiezle fakty,celem eleminacji ich
                teorii do wszczepiania antagonizmow.
                Z pozdrowieniami mik
                ps.przyklad Urbana.Znizyl sie intelektualnie do wiekszosci i wygral wybory dla
                SLD.
                • schone Re: as / RE; MIK 09.03.02, 19:54
                  Hm, piszesz cyt; ' Polacy i Zydzi to ludzie o zmniejszonym ilorazie
                  intelignecji'. Co za podle podsumowanie. A kim ty jestes? znasz polski,
                  mieszkasz w Belgii, hm to zastanawiajace.
                  Ciekawe jaki wskaznik jest u ciebie, chyba niezbyt wysoki bo tylko kompletny
                  cham moze napisac cos takiego.
                  Are you an arab swine?
                  Bist du eine Deutsche Schweine?
                  A mozet ty russko-ukrainskaja svinja?
                  A moze taka polska swinia, co ja stac na prowokacyjne posty.
                  Bo chyba zyd tak by nisko nie ocenil swoich braci.
                  Tylko prostak, glupi i cham o kompletynym braku osobistej kultury moze
                  traktowac tak drugiego.
                  Hm, przydaloby sie zeby ktorys z Polaczkow kiedys cie nauczyl rozumu.
                  • Gość: mik Re: as / RE; MIK vice IP: *.turboline.skynet.be 09.03.02, 20:16
                    schone napisał(a):

                    > Hm, piszesz cyt; ' Polacy i Zydzi to ludzie o zmniejszonym ilorazie
                    > intelignecji'. Co za podle podsumowanie. A kim ty jestes? znasz polski,
                    > mieszkasz w Belgii, hm to zastanawiajace.
                    > Ciekawe jaki wskaznik jest u ciebie, chyba niezbyt wysoki bo tylko kompletny
                    > cham moze napisac cos takiego.
                    > Are you an arab swine?
                    > Bist du eine Deutsche Schweine?
                    > A mozet ty russko-ukrainskaja svinja?
                    > A moze taka polska swinia, co ja stac na prowokacyjne posty.
                    > Bo chyba zyd tak by nisko nie ocenil swoich braci.
                    > Tylko prostak, glupi i cham o kompletynym braku osobistej kultury moze
                    > traktowac tak drugiego.
                    > Hm, przydaloby sie zeby ktorys z Polaczkow kiedys cie nauczyl rozumu.

                    m Przykladem jestes w moim wywodzie.Ludzie cywilizowani nie zachowuja sie w ten
                    sposob.Prawda jest taka,jak napisalem.Znam ja z dwoch stron.
                    Tobie biedna kreaturo odp.za wysokie progi takim jak ty,do mojego domu.
                    • schone Re: as / RE; MIK vice 10.03.02, 10:36
                      A czy ty go masz ten dom?, moze dorabiasz na ktoryms ze szrotow w Belgii, aby
                      jakiegos grata przyciagnac na Ukraine.
                      Jak bedziesz szczekal tak na Polakow, to kiedys napewno cie ktorys nauczy.
                      Moze wbije troche oleju do pustego lba, i zaczniesz troche wyzej cenic
                      blizniego, GLUPCZE!
                      • Gość: mik Re: Schone IP: *.adsl.powered-by.skynet.be 10.03.02, 11:43
                        schone napisał(a):

                        > A czy ty go masz ten dom?, moze dorabiasz na ktoryms ze szrotow w Belgii, aby
                        > jakiegos grata przyciagnac na Ukraine.
                        > Jak bedziesz szczekal tak na Polakow, to kiedys napewno cie ktorys nauczy.
                        > Moze wbije troche oleju do pustego lba, i zaczniesz troche wyzej cenic
                        > blizniego, GLUPCZE!

                        m ty ograniczony bojowniku zydowski.O ile trudno ci zrozumiec prawde,ktora
                        glosi Zyd z Brazyli i wielu innych Zydow,to szukaj tematu wsrod przyglupow jakim
                        jestes.Mnie jest obojetne,czy to bedzie Polak,czy Zyd.Takich jak ty,zwe gownem.
                        Roznica pomiedzy nami jest zasadnicza,dla mnie co ludzkie,nie jest obce,tobie
                        KNOCIE,nawet Zyd przeszkadza.Zobacz jak duzo czasu zmarnowalem przyglupowi.
                        • schone Re: Schone /Mik 10.03.02, 13:23
                          Nie jestem bojownikiem, jestem bojowniczka. Z nikim nie mam zamiaru tu bojowac.
                          Ale zlosc przychodzi jak taki parch, unosi sie zbyt wysoko, a innych poniza.
                          Widocznie cos ci sie pogmatwalo w tej twojej lepetynie z tym ilorazem, moze
                          zapomniales co to jest iloraz, albo niedouczony.
                          A co straciles czas bo za malo srubek odkreciles na zlomie?
                          Zaprzeczasz samemu sobie, bo wszystko co ludzkie jest ci bardzo obce, ty
                          porzebujesz pomocy, masz tak zwany; kompleks nizszosci, i w takim schorzeniu
                          czlowiek zawsze musi sobie wmawiac ze jest lepszy niz inni.
                          Powinienes poszukac dobrej poradni, poki nie za pozno.
                          Spiesz sie!
    • Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 10.03.02, 13:28
      Nie sadze aby byl to artykul broniacy Polakow. Jest to artykol bardzo cenny dla
      nas jako zrodlo informacji jak moze byc postrzegana rzeczywistosc II wojny
      swiatowej i Holocaustu przez Zyda. Nie watpie w jego szczerosc. Jest to jednak
      tylko jeden z mozliwych do zaprezentowania punktow widzenia. Nalezy ucziwie
      stwierdzic, ze zdania odmienne wyrazane przez ludzi, ktorzy przezyli Holocaust
      jest rownie szczere i uczciwe. Ich doswiadczenie zyciowe daje im prawo do
      wyrazania swojego zdania. A inni niech sluchaja (czytaja) i milcza uczac sie jak
      uniknac tragedii po raz kolejny.
      Glos Autora jest bardzo cenny bo prawda wypowiedziana przez niego moze go
      kosztowac ostracyzm w jego wlasnym srodowisku.
      Greckie slowo "swiadek" ma rdzen wspolny ze slowem "cierpienie" - martyros.
      Swiadek staje sie wiarygodny gdy gotow jest cierpiec za skladanie swojego
      swiadectwa.
      W podobnej sytuacji znalezli sie ci nieliczni z Jedwabnego, ktorzy badz to
      przechowali Zydow w czasie wojny, badz tez dzisiaj (bedac Polakami) sa w stanie
      powiedziec "ja widzialam jak bylo".
      Prawda zazwyczaj bywa gorzka. Spijanie wygodnej dla nas slodyczy ze swiadectwa
      Zyda nie przybliza nas do tej prawdy, ktora powinnismy o sobie przyswoic. Ta
      prawda zas wyglada tak, ze oprocz postaci wielkiej ofiarnosci, sa wsrod nas
      ludzie mali, zapyziali o sercach i umyslach znieolonych potrzebą docenienia przez
      innych bo w sobie znajduja tylko pustke.
      Problemem wiec nie jest to jak docenic tych wielkich, lecz to jak wydzwignac z
      marazmu tych malych, skoncentrowanych na sobie.
      Brak mi ksiazki lub chocby artykulu Polaka, ktory powiedzialby z rowna
      szczeroscia o naszych przywarach i winach jak ten mowi o Zydach. Ksiazka prof.
      Grossa o Jedwabnem jest wszakze glosem Zyda. Choc mowi prawde, to jednak jest to
      glos Zyda o nas, nie jednego z nas o nas.
      Dopoki zas nie pojawia sie glosy wlasne oceniajace surowo i szczerze nas samych,
      nie mozemy sie spodziewac, ze ci z Zydow, ktorzy doznali cierpien posrod nas beda
      w stanie powiedziec: "cierpielismy wspolnie choc nam przypadla gorsza czesc tych
      cierpien". Teraz wciaz Zydzi mowia raczej: "cierpielismy posrod was a wy nam tam
      malo pomogliscie". I beda mieli racje tak dlugo, jak dlugo nie bedziemy w stanie
      powiedziec, ze moglismy zrobic wiecej a po wojnie nie musialo dojsc do tragedii,
      do jakich dochodzilo.

      Przed nami raczej dluga droga. Wymiana postow pomiedzy mik'iem i schone'm dobrze
      ilustruje stan umyslow ludzi wzglednie wyksztalconych. Wszak do internetu tzw.
      margines dostepu nie ma.
      (Chce zaznaczyc, ze daleki jestem od pogardzania ludzmi prostymi, czy nie
      wyksztalconymi. Ludzie prosci bywaja szlachetniejsi od wyksztalconych prostakow.
      Powyzsza uwaga nasunela mi sie jako smutan refleksja stanu rzeczy.)
      Pozdrawiam
      BRO
      durango napisał(a):

      > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci
      >
      > <a href="http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html">www.3w3
      > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a>

      • Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 12.03.02, 00:51
        Gość portalu: BRO napisał(a):

        > Nie sadze aby byl to artykul broniacy Polakow. Jest to artykol bardzo cenny dla
        >
        > nas jako zrodlo informacji jak moze byc postrzegana rzeczywistosc II wojny
        > swiatowej i Holocaustu przez Zyda. Nie watpie w jego szczerosc. Jest to jednak
        > tylko jeden z mozliwych do zaprezentowania punktow widzenia. Nalezy ucziwie
        > stwierdzic, ze zdania odmienne wyrazane przez ludzi, ktorzy przezyli Holocaust
        > jest rownie szczere i uczciwe. Ich doswiadczenie zyciowe daje im prawo do
        > wyrazania swojego zdania. A inni niech sluchaja (czytaja) i milcza uczac sie ja
        > k
        > uniknac tragedii po raz kolejny.
        > Glos Autora jest bardzo cenny bo prawda wypowiedziana przez niego moze go
        > kosztowac ostracyzm w jego wlasnym srodowisku.
        > Greckie slowo "swiadek" ma rdzen wspolny ze slowem "cierpienie" - martyros.
        > Swiadek staje sie wiarygodny gdy gotow jest cierpiec za skladanie swojego
        > swiadectwa.
        > W podobnej sytuacji znalezli sie ci nieliczni z Jedwabnego, ktorzy badz to
        > przechowali Zydow w czasie wojny, badz tez dzisiaj (bedac Polakami) sa w stanie
        >
        > powiedziec "ja widzialam jak bylo".
        > Prawda zazwyczaj bywa gorzka. Spijanie wygodnej dla nas slodyczy ze swiadectwa
        > Zyda nie przybliza nas do tej prawdy, ktora powinnismy o sobie przyswoic. Ta
        > prawda zas wyglada tak, ze oprocz postaci wielkiej ofiarnosci, sa wsrod nas
        > ludzie mali, zapyziali o sercach i umyslach znieolonych potrzebą docenienia prz
        > ez
        > innych bo w sobie znajduja tylko pustke.
        > Problemem wiec nie jest to jak docenic tych wielkich, lecz to jak wydzwignac z
        > marazmu tych malych, skoncentrowanych na sobie.
        > Brak mi ksiazki lub chocby artykulu Polaka, ktory powiedzialby z rowna
        > szczeroscia o naszych przywarach i winach jak ten mowi o Zydach. Ksiazka prof.
        > Grossa o Jedwabnem jest wszakze glosem Zyda. Choc mowi prawde, to jednak jest t
        > o
        > glos Zyda o nas, nie jednego z nas o nas.
        > Dopoki zas nie pojawia sie glosy wlasne oceniajace surowo i szczerze nas samych
        > ,
        > nie mozemy sie spodziewac, ze ci z Zydow, ktorzy doznali cierpien posrod nas be
        > da
        > w stanie powiedziec: "cierpielismy wspolnie choc nam przypadla gorsza czesc tyc
        > h
        > cierpien". Teraz wciaz Zydzi mowia raczej: "cierpielismy posrod was a wy nam ta
        > m
        > malo pomogliscie". I beda mieli racje tak dlugo, jak dlugo nie bedziemy w stani
        > e
        > powiedziec, ze moglismy zrobic wiecej a po wojnie nie musialo dojsc do tragedii
        > ,
        > do jakich dochodzilo.
        >
        > Przed nami raczej dluga droga. Wymiana postow pomiedzy mik'iem i schone'm dobrz
        > e
        > ilustruje stan umyslow ludzi wzglednie wyksztalconych. Wszak do internetu tzw.
        > margines dostepu nie ma.
        > (Chce zaznaczyc, ze daleki jestem od pogardzania ludzmi prostymi, czy nie
        > wyksztalconymi. Ludzie prosci bywaja szlachetniejsi od wyksztalconych prostakow
        > .
        > Powyzsza uwaga nasunela mi sie jako smutan refleksja stanu rzeczy.)
        > Pozdrawiam
        > BRO
        > durango napisał(a):
        >
        > > Brazylijski Zyd broni Polakow przed oszczercza kampania nienawisci
        > >
        > > <a href="www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html"
        > >www.3w3
        > > .net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html</a>
        >

        Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie prawdy o
        Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bardziej
        wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwiecej w
        ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna. W tym artykule znajdujemy odpowiedz
        na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWOJEGO
        NARODU??????
        • Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 12.03.02, 22:45

          Gość portalu: Karol napisał(a):
          > Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie prawdy
          > o
          > Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bardziej
          > wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwiecej
          > w ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna.
          Niepodwazalna prawda jest, ze niektórzy Polacy zrobili wiecej dla ratowania Zydow
          niz ninne norodowosci. Jednoczesnie niepodwazalna prawda jest, ze istnieje
          zachowana korespondencja pomiedzy niektórymi polskimi soltysami i niektorymi
          polskimi proboszczami rzymskokatolickimi a wladzami niemieckimi na temat
          ustalania szczegolow o deportacji Zydów do obozow zaglady. To tez jest prawda
          historyczna, z ktora nam Polakom trzeba sie zmierzyc z rowna odwaga jak zrobil to
          brazylijski Zyd z historia swojego narodu.

          >W tym artykule znajdujemy odpowiedz
          > na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWOJEGO
          > NARODU??????

          Tak, to prawda. W tym artykule Autor napisal sporo gorzkich slow pod adresem
          swojego narodu. Dzielny czlowiek.
          Ale Tobie Karolu na dzielnosci i bezstronnosci raczej nie zbywa.
          Pozdrawiam
          BRO
          • Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 14.03.02, 00:11
            Gość portalu: BRO napisał(a):

            >
            > Gość portalu: Karol napisał(a):
            > > Artykol o ktorym mowa w tym watku ma na celu przede wszystkim ujawnienie p
            > rawdy
            > > o
            > > Zydach, prawdy o Holocaustcie. Podane sa tutaj okolicznosci, ktore sa bard
            > ziej
            > > wazne od liczb. To, ze Polacy w porownaniu do innych narodow zrobili najwi
            > ecej
            > > w ratowaniu Zydow jest sprawa nie podwazalna.
            > Niepodwazalna prawda jest, ze niektórzy Polacy zrobili wiecej dla ratowania
            Zyd
            > ow
            > niz ninne norodowosci. Jednoczesnie niepodwazalna prawda jest, ze istnieje
            > zachowana korespondencja pomiedzy niektórymi polskimi soltysami i niektorymi
            > polskimi proboszczami rzymskokatolickimi a wladzami niemieckimi na temat
            > ustalania szczegolow o deportacji Zydów do obozow zaglady. To tez jest prawda
            > historyczna, z ktora nam Polakom trzeba sie zmierzyc z rowna odwaga jak
            zrobil
            > to
            > brazylijski Zyd z historia swojego narodu.

            To wszystko prawda. Tylko, ze niektorzy - to znaczy ilu? 5, 10....? Ktorych
            bylo wiecejw spolpracujacych z Niemcami- Polakow czy Zydow? To nie jest powod
            aby posadzac o nazizm. Gdyby tak naprawde bylo, to zaden Zyd by tego okresu
            nie przezyl. Ja nie bronie tych niektorych, ja bronie Polakow jako narod.
            >
            > >W tym artykule znajdujemy odpowiedz
            > > na pytanie - CO ZYDZI ZROBILI DLA SAMYCH SIEBIE ABY POMNIEJSZYC ZGLADE SWO
            > JEGO
            > > NARODU??????
            >
            > Tak, to prawda. W tym artykule Autor napisal sporo gorzkich slow pod adresem
            > swojego narodu. Dzielny czlowiek.
            > Ale Tobie Karolu na dzielnosci i bezstronnosci raczej nie zbywa.
            > Pozdrawiam
            > BRO
            Do tchorzy to raczej nie naleze, ale dzielnoscia w ratowaniu Zydow sie wykazac
            nie moge, a to z prostego powodu - mnie jeszcze w tym czsie na swiecie nie bylo.
            Bezstronnosc, to sprawiedliwa ocena obu narodow. O Polakach napisano juz
            wszystko wraz z nieprawdziwymi oszczerstwami. Dla bezstronnosci dialogu
            potrzebna jest ocena i ta krytyczna drugiego narodu.
            Pozdrowienia
            Karol
            • Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 16.03.02, 14:41
              Gość portalu: Karol napisał(a):

              > To wszystko prawda. Tylko, ze niektorzy - to znaczy ilu? 5, 10....? Ktorych
              > bylo wiecejw wspolpracujacych z Niemcami- Polakow czy Zydow? To nie jest powod
              > aby posadzac o nazizm. Gdyby tak naprawde bylo, to zaden Zyd by tego okresu
              > nie przezyl. Ja nie bronie tych niektorych, ja bronie Polakow jako narod.

              BRO: A jak myslisz, ilu?
              W sytuacjach ekstremalnych zwykle jest tak, ze nieliczni sa odwazni a cala reszta
              pozostaje milczaca, skamieniala wiekszoscia.
              Rowniez niewielka grupa szmalcownikow potrafila wydac nie tylko Zydow ale i tych,
              ktorzy ich chronili.
              Jednak w ekstremalnych warunkach rownowaga wplywu na milczaca wiekszosc ze strony
              odwaznych i ze strony zdegenerowanego marginesu jest bardzo krucha. W takich
              warunkach bardzo latwo przejsc od przyzwoitosci do zdegenerowania. Jesli korzysci
              sa znaczne (uluda zachowania zycia, latwe pozyskanie majatku) a zlo powszechne
              zanik podstawowych wartosci nastepuje szybko i latwo.
              Tak wiec byli odwazni Polacy i byli odwazni Zydzi, byli tez zdegenerowani Zydzi i
              byli zdegenerowani Polacy. Po obu stronach byla takze milczaca, pasywna wiekszosc.
              Pasywna wiekszosc Zydow ulegla zagladzie, pasywna wiekszosc Polakow byla przejeta
              strachem o los wlasny i swoich rodzin.
              Problem nie w tym, ze nikt nie wie jak bylo. Problem w tym, ze tacy jak Ty Karolu
              dzis chetnie staja w szeregu z odwaznymi i dziarsko wypinaja piers z haslem na
              ustach: "My Polacy jestesmy dzielnym narodem, ktory nie splamil sie wspolpraca z
              Niemcami w dziele zaglady Zydow."
              Otoz smiem twierdzic, ze to haslo jest nieprawdziwe. Bylo wsrod nas wielu
              odwaznych ludzi, ktorzy narazali wlasne zycie ratujac innych, nie tylko Zydow z
              reszta. Niektorzy z nich zgineli.
              Prawda jest tez, ze nie powstal oficjalny polski rzad ani zaden oficjalny oddzial
              wojska wspolpracujacy z hitlerowcami. Ale prawda jest tez, ze w wielu miejscach
              dochodzilo do takiego obnizenia zasad moralnych lokalnych wspolnot, ze
              szmalcownictwo nie jawilo czyms bardzo nagannym. Z pewnoscia nie bylo sie czym
              chwalic, ale jak pod przykrywka niemieckich dzialan mozna bylo cos uszczknac dla
              siebie, to dlaczego tego nie zrobic.
              Wspomnialem juz o zachowanej korespondencji polskich soltysow (i nie tylko
              soltysow) z wladzami niemieckimi, ktora dotyczyla kwot jakie wies powinna zebrac
              aby wladze niemieckie podstawily transport do deportacji Zydow.
              Jak myslisz dlaczego wladze hitlerowskie nie podstawialy transportu do deportacji
              Zydow tak dlugo az soltysi zaplacili? A przeciez soltys to nie jakis tam
              margines, nie pojedynczy szmalcownik. Byly w to zaangazowane cale wsie i gminy.
              Czy wszyscy bez wyjatku w tych wsiach popierali ten proceder? Z pewnoscia nie.
              Ale rej przejmowala wystarczajaco znaczaca grupa, ktora narzucala swoje normy
              postepowania calej reszcie.
              Jesli wiec Karolu chcesz rzeczywiscie bronic dobrego imienia naszego narodu to
              okaz sie odwazny i poszperaj w archiwach, literaturze i mow prwade.
              Ci co przezyli czas wojny maja swoje doswiadczenia i ich przezycia uprawniaja ich
              do wypowiadania się. Bywa to doswiadczenie bardzo indywidualne, nie pokrywajace
              sie z doswiadczeniem wielu innych ludzi tamtych czasow ale jest prawdziwe, bo
              rzeczywiscie mialo miejsce.
              Jesli osobiscie nie przezyles tamtych czasow, to nie wypowiadaj sie w sprawach, o
              ktorych niewiele wiesz.
              Na dzis musze konczyc.
              Pozdrawiam
              BRO
    • Gość: Ed Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 00:51
      Pytanie bardzo przewrotne. Ilu prawdziwych Polaków katolików bronilo by żydów.
      Słuchając takich autorytetów jak Ojciec Dyrektor Radia Maryja czy ks. Jankowski
      widzę stosunkowo niewielkie szanse.
      • Gość: Karol Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.tor.aei.net 14.03.02, 04:11
        Tutaj mniej chodzi o obrone a bardziej o prawde o tamtych czasach. Brazyliski
        Zyd obala cala idee antysemityzmu na czym oparta jest cala polityka Zydow.
        Polske i Polakow w ostatnim czasie zalewa fala parszywych oszczerstw (chodzi o
        stosunki polsko - zydowskie z okresu wojny) przed ktorymi mamay prawo sie
        bronic. Na GW, michnika i nasz rzad raczej nie ma co liczyc w tych akurat
        kwestiach.
        A co dotyczy Ks. Jankowskiego i RM to ich uwagi niczym nie odbiegaja od
        wystapien przedstawicieli religijnych organizacji zydowskich oraz mediow tutaj
        na kontynecie amerykanskim.
        Mam do ciebie jedno pytanie. Jaka jest Twoja ocena antysemityzmu po zapoznaniu
        sie z wywiadem ktory zapoczatkowal ten watek?
        Pozdrowienia dla Olsztyna w ktorym spedzilem 10 lat.
        Karol
        • Gość: Ed Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 18:30
          Przyznam się Karolu, że artykuł przeczytałem dopiero po Twoim poście. Z reguły
          zagadnienia stosunków żydowsko-polskich budzą tak wiele różnego rodzaju
          uprzedzeń i zabarwianych animozji, że niejednokrotnie - mówiąc bardzo
          delikatnie - odczuwam niesmak. Osobiście mam zbyt "młode wąsy", by móc się
          wypowiadać na temat zjawisk tamtego okresu. Szacunku dla faktów nauczyła mnie
          swego czasu przemożna chęć wyjaśnienia bardzo rozbieżnych opinii o byłym ZSRR w
          latach 70-tych. Efekt - cóż za ironia - każdemu z opiniodawców można było
          później przyznać rację w zależności od tego, gdzie bywał. Rozbieżności wręcz
          historyczne. Stąd też chcę podziękować Ci za wskazanie tego artykułu.
          Przeczytałem go z zadumą. Autorowi tego artykułu należą się duże słowa uznania
          za osobisty wątek opierający się na suchych faktach z własnych przeżyć. Jest to
          pierwsza próba - jaką znam - wyważonej odpowiedzi na temat antysemityzmu w
          Polsce w tym okresie godna zapoznania się przez obydwie wadzące się strony.
          Co do Olsztyna. Za pozdrowienia dziękuję i zaraz przekażę je na forum.
          Pozdrawiam
        • Gość: BRO Re: Brazylijski Zyd broni Polakow IP: *.acn.waw.pl 17.03.02, 19:40
          Gość portalu: Karol napisał(a):

          > Tutaj mniej chodzi o obrone a bardziej o prawde o tamtych czasach. Brazyliski
          > Zyd obala cala idee antysemityzmu na czym oparta jest cala polityka Zydow.
          > Polske i Polakow w ostatnim czasie zalewa fala parszywych oszczerstw (chodzi o
          > stosunki polsko - zydowskie z okresu wojny) przed ktorymi mamay prawo sie
          > bronic. Na GW, michnika i nasz rzad raczej nie ma co liczyc w tych akurat
          > kwestiach.
          > A co dotyczy Ks. Jankowskiego i RM to ich uwagi niczym nie odbiegaja od
          > wystapien przedstawicieli religijnych organizacji zydowskich oraz mediow tutaj
          > na kontynecie amerykanskim.
          > Mam do ciebie jedno pytanie. Jaka jest Twoja ocena antysemityzmu po zapoznaniu
          > sie z wywiadem ktory zapoczatkowal ten watek?
          > Pozdrowienia dla Olsztyna w ktorym spedzilem 10 lat.
          > Karol

          Wlasnie, jesli nie chodzi o obrone Polakow, to o co chodzi?
          Ja mysle, ze nas nie trzeba bronic. Wystarczy prawda, tylko jaka prawda. Prawda
          przezywana przez roznych ludzi w czasie wojny byla roznorodna. Wszyscy, ktorzy
          przezyli wojne maja prawo wypowiadac sie o tym co przezyli. Inni niech milcza
          albo zetelnie badaja dokumenty.
          Twoja "prawda" to nieskazitelnosc Polakow. Ale to jest nieprawda. Powtorze to co
          juz napisalem wczesniej.
          W sytuacjach ekstremalnych zwykle jest tak, ze nieliczni sa odwazni a cala reszta
          pozostaje milczaca wiekszoscia.
          Rowniez niewielka grupa szmalcownikow potrafila wydac nie tylko Zydow ale i tych,
          ktorzy ich chronili.
          Jednak w ekstremalnych warunkach rownowaga wplywu na milczaca wiekszosc ze strony
          odwaznych i ze strony zdegenerowanego marginesu jest bardzo krucha. W takich
          warunkach bardzo latwo przejsc od przyzwoitosci do zdegenerowania. Jesli korzysci
          sa znaczne (uluda zachowania zycia, latwe pozyskanie majatku) a zlo powszechne
          zanik podstawowych wartosci nastepuje szybko i latwo.
          Tak wiec byli odwazni Polacy i byli odwazni Zydzi, byli tez zdegenerowani Zydzi i
          byli zdegenerowani Polacy. Po obu stronach byla takze milczaca, pasywna wiekszosc.
          Pasywna wiekszosc Zydow ulegla zagladzie, pasywna wiekszosc Polakow byla przejeta
          strachem o los wlasny i swoich rodzin.
          Problem nie w tym, ze nikt nie wie jak bylo. Problem w tym, ze tacy jak Ty Karolu
          dzis chetnie staja w szeregu z odwaznymi i dziarsko wypinaja piers z haslem na
          ustach: "My Polacy jestesmy dzielnym narodem, ktory nie splamil sie wspolpraca z
          Niemcami w dziele zaglady Zydow."
          Otoz smiem twierdzic, ze to haslo jest nieprawdziwe. Bylo wsrod nas wielu
          odwaznych ludzi, ktorzy narazali wlasne zycie ratujac innych, nie tylko Zydow z
          reszta. Niektorzy z nich zgineli.
          Prawda jest tez, ze nie powstal oficjalny polski rzad ani zaden oficjalny oddzial
          wojska wspolpracujacy z hitlerowcami. Ale prawda jest tez, ze w wielu miejscach
          dochodzilo do takiego obnizenia zasad moralnych lokalnych wspolnot, ze
          szmalcownictwo nie jawilo czyms bardzo nagannym. Z pewnoscia nie bylo sie czym
          chwalic i przez lata o tym milczano. Bywalo jednak tak, ze jak pod przykrywka
          niemieckich dzialan mozna bylo cos uszczknac dla siebie, to bylo sporo
          przypadkow, ze tego korzystano.
          Wspomnialem juz o zachowanej korespondencji polskich soltysow (i nie tylko
          soltysow) z wladzami niemieckimi, ktora dotyczyla kwot jakie wies powinna zebrac
          aby wladze niemieckie podstawily transport do deportacji Zydow.
          Jak myslisz dlaczego wladze hitlerowskie nie podstawialy transportu do deportacji
          Zydow tak dlugo az soltysi zaplacili? A przeciez soltys to nie jakis tam
          margines, nie pojedynczy szmalcownik. Byly w to zaangazowane cale wsie i gminy.
          Czy wszyscy bez wyjatku w tych wsiach popierali ten proceder? Z pewnoscia nie.
          Ale rej przejmowala wystarczajaco znaczaca grupa, ktora narzucala swoje normy
          postepowania calej reszcie.
          Jesli wiec Karolu chcesz rzeczywiscie bronic dobrego imienia naszego narodu to
          okaz sie odwazny, troche poczytaj i mow prwade. Czytanie naprawde nie boli.
          Ci co przezyli czas wojny maja swoje doswiadczenia i ich przezycia uprawniaja ich
          do wypowiadania się. Bywa to doswiadczenie bardzo indywidualne, nie pokrywajace
          sie z doswiadczeniem wielu innych ludzi tamtych czasow ale jest prawdziwe, bo
          rzeczywiscie mialo miejsce.
          Do takich unikalnych doswiadczen naleza wszystkie zyciorysy Zydow europejskich
          ktorzy przezyli wojne. Przeciez norma bylo, ze byli eksterminowani (jak sam z
          reszta to konstatujesz).
          Wspomnialem o soltysach.
          Nieco z innej beczki. Jak moze czuc sie czlowiek, ktory po nieszczesciach wojny
          wraca do domu i poszukuje rodziny. Dowiaduje sie, ze rodzina zginela a w jego
          wlasnym domu mieszka rodzina sasiada. Z niechecia opuszczaja dom ale w nocy
          wracaja i wybijaja przyjaciol, ktorych przyjal na noc. Ratujac zycie nie upomina
          sie juz o dom, emigruje.
          Znam takich Zydow, ktorzy podobnie jak Ty mieszkaja za granica. Oni chca
          zapomniec o Polsce i o tym co tu przezyli, rowniez po wojnie. Oni nie potrzebuja
          czytac o wojnie oni ja przezyli.
          Prawda Karolu ma rozne oblicza. Zamiast wiec mowic o "parszywych oszczerstwach"
          moze raczej warto pochylic sie nad ludzkim nieszczesciem?
          Jak to bylo bolesne gdy przez dziesiatki lat rodziny pomordowanych w Katyniu nie
          mogly nawet wspomniec, ze ich bliscy tam zgineli. Jak bywa to bolesne gdy ze
          strony rosyjskiej padaja butne slowa, ze ta zbrodnia to wymysl Polaczkow?
          Jesli osobiscie nie przezyles tamtych czasow, to nie wypowiadaj sie w sprawach, o
          ktorych niewiele wiesz.
          Pozdrawiam
          BRO
Pełna wersja