eva15
28.12.11, 01:49
Dziś zmarł w Niemczech w wieku ponad 100 lat W. Otto - twórca powojennego OTTO - Versand, systemu sprzedaży wysyłkowej, który (obok niemieckiej Quelle) podbił całą powojenną E. Zachodnią. Ten temat zmarłego starca -patriarchy w wieku staroestamentowym byłby może i niczym, gdyby nie fakt, że zmarł kolejny i jeden już ostatnich (współ)twórców niemieckiego powojennego "Wirtschaftswunder" ("cudu gospodarczego") I Gdyby nie uwaga mediów i i wpisy pod artykułami o jego śmierci niemieckich internautów może byłoby to faktycznie niczym. Ale - wniosek z tych artykułów i zwłaszcza wpisów jest jeden:
potęgę państwa/narodu tworzą wybiitni ludzie, którzy sami, personalnie ponoszą odpowiedzalność za swoje działania. Tylko oni mogą coś stworzyć, bo tylko oni ryzykują wszystkim. Dawni pracownicy OTTO-Versand pisali dziś w prasie o swoim głębokim emocjonalnym związku z firmą, bo firma/właściciel dawała im poczucie współodpowiedzialności za jej rozwój. Właściciel - W. Otto- szedł wraz z rodziną do ludzi zatrudnionych w swej firmie na Swięta, razem z nimi świętował i dziękował im za ich pracę, dbał zresztą o nich i na codzień.. Ci odwzajemniali mu się lojalnością i zaufaniem, że ich interesy będą szanowane. I były. Rozwój był obliczony na lata, nikt nie śledził w tamtym czasie kwartalnych słupków/wyników na giełdzie i nie martwił się tym. co powiedzą rynki. Czegoś takiego NIE było.
Kilku niemieckich forumowiczów znających firmę OTTO napisało, że nigdy w życiu nie pracowało im się tak dobrze, jak pod konkretnym właścicielem firmy i nigdy później tak źle, jak pod właścicielem, który jest bezimiennym akcjonariuszem/bankiem/funduszem.
W tych dawnych zamierzchłych czasch właściciel przedsiębiorstwa identykiwał się w sensie celów z pracownikami, chodziło o to, by RAZEM osiągnąć dobre, długofalowe wyniki. Dziś chodzi to, by mieć giełdowe wyniki kwartalne kosztem tych, którzy je tworzą.