marek-zakrzewski
12.02.12, 14:46
Tajemnicą poliszynela było, że od kilkunastu miesięcy Whitney Houston była spłukana. Zapożyczała się u znajomych na spore kwoty aby przeżyć. W międzyczasie straciła dom, wpływy z tantiem, została również oszukana na ogromne pieniądze. Cały majątek roztrwoniła na narkotyki oraz późniejsze leczenie z narkomanii.
Amerykańska prasa kolorowa zaczęła się rozpisywać o jej upokorzeniu życiowym. Nie było dnia aby na stronach brukowców nie pojawiały się kolejne doniesienia o dramatach biednej Houston. W końcu postanowiono się jej pozbyć, ponieważ przynosiła wstyd branży. Była żywym i namacalnym dowodem na człowieczeństwo co w "gwiazdorstwie" jest nie do przyjęcia. Gwiazdor nie może być biedny. Gwiazdor ma lśnić, być nieprzeciętny, być zawsze kimś wyjątkowym i pięknym. Ma zwracać na siebie uwagę swoim blichtrem, swoim przepychem. Ma być uosobieniem wszystkiego tego, czego nie mają "zwykli" ludzie. Jeżeli gwiazdor jest "zwykłym" człowiekiem, to nie jest gwiazdą. Spada wówczas szacunek do niego samego oraz przy okazji do wszystkich innych gwiazdorów z których "wyrasta".
Dlatego Whitney musiała odejść abyście mieli w co wierzyć.