eva15
13.03.12, 13:32
Oficjalna wersja, że jeden pomylony żołnierz zastrzelił 16 osóbw różnych miejscach nie za bardzo trzyma się kupy i nawet maisntreamowe media niemieckie mają trudności, by ją bezkrytycznie łykać. Wczoraj w radio przyznano, że to mocno niemożliwe, by żołnierz mógł w POJEDYNKE opuścić mocno strzeżone koszary i pójść sobie trochę postrzelać. Przeprowadzono wywiad z oficerem, który służył w Afganistanie i ten powiedział, że takiej opcji nie ma. Koszary można opuścić tylko w grupie i to po pokazaniu odpowiedncih dokumentów/uprawnień. Koszary są tak strzeżone wielokrotnymi bramkami, kontrolami, że mysz się nie przeciśnie aco dopiero ześwirowany i/lub nawalony żołnierz.
Austriacka gazeta (link poniżej) zastanawia się jak to możliwe, by jeden żołnierz strzelał w tym samym czasie w domach oddalonych od siebie o 2 km?
derstandard.at/1331207124455/Amoklauf-Immer-mehr-Zweifel-an-Einzeltaeter-Theorie
Naoczni świadkowie afgańscy twierdzą z uporem, że żołnierzy było więcej i że wykonywali swe zadania z radosnym rechotem. Wersja większej ilości żołnierzy wydaje się być bardziej prawdopodobna, była zresztą 1. wersją w Spieglu, z której później się wycofano.
Ale jeśli tak - to o co chodziło? Czyżby ktoś podrzucił US-army jakieś fałszywki o pobycie talibów w danych wsiach i domach, no i dowódca wypuścił swoich "kowboi" do akcji?