asmall4
21.03.12, 12:42
Czasami rozpaczliwa niechęć do nazywania faktów po
imieniu przybiera charakter zupełnej farsy. Na przykład
rosyjski portal internetowy Infox.ru 12 stycznia 2009 roku
zamieścił informację, że w dawnym pruskim mieście Marienburg
(obecnie Malbork) podczas prac budowlanych odkryto
masowy grób. Około 1800 osób, w tym kobiety i dzieci,
zostało pochowanych nago, bez ubrań, butów, pasków, okularów
i koronek. Ponad 100 czaszek nosiło widoczne ślady
po kulach. Źródłowy artykuł w brytyjskim dzienniku „The
Guardian" nosił tytuł Remains of 1,800 German civilians
found in wartime mass grave. W podtytule do artykułu
wyrażono przypuszczenie, że men, women and children
(mężczyźni, kobiety i dzieci) have been killed as Red Army
captured town (zostali zamordowani, gdy Armia Czerwona
zajęła miasto). Trudno uwierzyć, że w stołecznej Moskwie
nie można było znaleźć tłumacza, który poradziłby sobie ze
zwrotem German civilians (niemieccy cywile). Jednak artykuł
w rosyjskim wydaniu internetowym uzyskał nagłówek
„W Polsce znaleziono masowy grób żołnierzy niemieckich",
a poniżej podano jeszcze ciekawiej: „Eksperci podejrzewają,
że są to Polacy, którzy zginęli od radzieckiej broni..."