eva15
15.05.12, 12:43
Wbrew temu co plecie feluś, w Grecji aktualny rząd Papademosa nie został wyłoniony przez partie parlamentarne lecz przez Trojkę (i USA) a parlament to przyklepał. O ile można narzucić rząd z zewnątrz, o tyle trudno narzucić z zewnątrz parlament.
W obliczu zradykalizowanych nastrojów społecznych przesunięto więc w ub. roku wybory parlamentarne, no ale bez końca przesuwać się nie da. Na to by całkiem zliwkidować/zawiesić w funkcjach parlament czas jeszcze najwyraźniej nie dojrzał, więc parę dni temu wybory wreszcie się odbyły i zrobiła się sytuacja jak na początku lat 30 w Niemczech.
Tam najwięce głosów zdobyły wówczas partie komunistyczne, SPD oraz NSDAP, wszyscy jednak za mało by stworzyć stabilny rząd. W sytuacji parlamentarnego pata, przedłużającego się kryzyzu gospodarczego i politycznego oraz lęku przed ponowymi wyborami, które wzmocniłoby jeszcze bardziej komunistów wybrano wyjście trzecie. Konstytucja Rep. Weimarskiej pozwalała na desygonowanie kanclerza przez prezydenta, poza wolą parlamentu. I tak to rękoma senilnego staruszka prezydenta von Hindenburga Hitler doszedł w styczniu 21933 r. do władzy.
W Grecji kandydata na Hitlera nie ma, ale reszta jest zadziwiająco podobna. W wyborach największy wzrost odnotowały partie ultra lewicowe i prawicowe, centrum osłabło, rządu stworzyć niesposób. Pozostają albo kolejne wybory, które wzmocnią zapewne skrzydła radykalne albo "metoda niemiecka". Prezydent Grecji (też staruszek) roztrząsa właśnie możliwość stworzenia tzw. technokratycznego rządu, ustanowionego poza parlamentem i przedstawionego później parlamentowi do "przyklepania".
Obecny rząd p0rzejściowy też jest takim technokratycznym rządem specjalistów od Goldmana Sachsa (Papademos). Ciekawe czy do następnego rządu (jeśli powstanie) dokooptują jeszcze wybitnych, zasłużonych specjalistów z J.P. Morgan.
Cazsem wcale nie potrzeba Hitlera, by wszystko szlag trafił. No ale Grecja przyzwyczajona jest do ruin...