lubat
07.06.12, 20:16
To może stać się dosyć dochodową branżą na granicy turystyki i usług protestowalnictwa. Sami mamy w tym niezłe doświadczenia, szczególnie Solidarność, więc czemu się tym nie podzielić z obcokrajowcami, zarabiając przy tym.
Pierwsi - o zgrozo - wystąpili z inicjatywą Rosjanie. W związku ze zeuropeizowaniem w Rosji prawa do demonstracji, kaliningradzcy opozycjoniści doszli do wniosku, że taniej niż zapłacenie kary (nota bene: z góry zakładają naruszenie prawa) będzie przyjechać na demo do Polski.
lenta.ru/news/2012/06/07/vpolshe/
Jakież tu się otwiera pole do współpracy Polaków z cudzoziemcami. Możemy zapewnić nie tylko miejsca do demonstracji i pochodów, ale zatrudnić do ich obsługi (transparenty, wykrzykiwanie poparcia lub dezaprobaty itd.) dziesiątki tysięcy bezrobotnych.
Dotyczyło by to nie tylko strefy przygranicznej z obwodem kaliningradzkim. Można by to robić na terenie całej Polski i dla klientów z całej Europy - z naciskiem na Niemcy. Po co mają w Berlinie czy Frankfurcie pałować czy to lewaków, czy prawaków, kiedy w naszej pięknej i miodem płynącej ojczyźnie - za niewygórowaną opłatą - mogą spokojnie sobie podemonstrować, lub według uznania, dawać sobie po mordzie, z doskonałą obsługą medialną, przy wsparciu opłaconych polskich klakierów lub (znowu według uznania) wygwizdywaczy.
Gra jest naprawdę warta świeczki, a przynajmniej ogarka, bo Euro-2012 szybko minie, a co potem?