ciotka_ltd
26.08.12, 14:31
Tak przynajmniej donosi gazeta.pl:
www.gazeta.pl/0,0.html?rnd=28995778678622172451064
Bo jej taka informacje dostarczyla jakas Polka z East Mindlas bez znajomosci Anglii i jezyka angielskiego, pomijajac najistotniejsza informacje: ze Polaka nie 'aresztowano', ale zatrzymano (zabrano z ulicy pod opieke;slowo 'custody' ma i takie znaczenie) na mocy Mental Health Act z pazdziernika 2000, co automatycznie oznacza szczegolne obowiazki policji wobec obywatela z zaburzeniami psychicznymi, ktorego owa policja ma szczegolnie ochraniac. I po to wlasnie jej owe prawo, prawo do tzw. compulsory assessment, dano.
To zupelnie zmienia postac rzeczy, i takiej informacji nie wolno , gazeto.pl, sprzedawac czytelnikom jak info o ulicznym awanturniku, ktorego 'przymknieto', bo porzadek naruszyl.
A prosilam Redakcje: informacje od tzw. czytelnikow z UK trzykrotnie sprawdzac!!! System 'Piano' systemem, ale ja wam za tego typu dezinformacje zlamanego grosza nie mam zamiaru placic.:)))
W istocie chlopak, Rafal Delezuch, zachowywal sie dziwnie na ulicy (a moze nie psychoza, ale wylew? cukrzyca?) i ludzie powiadomili policje, ktora go na mocy wspomnianego Mental Act (sama to sobie wpisala w raporcie!) zatrzymala dla jego wlasnego bezpieczenstwa, a ow fakt warunkuje okreslone regulaminowe postepowanie z takim delikwentem - w zadnych okolicznosciach nie wolno go traktowac jak przestepcy.
I dobrze - podobne regulacje tez by sie i w Polsce przydaly, bo jedni psychiczni morduja ludzi na ulicy, inni zas padaja ofiara przestepcow, chocby oszustow czy gwalcicieli.
Do tego momentu wszystko jest w zupelnym porzadku, ale potem powstaja pytania: czy policja musiala uzyc gazu w stosunku do osoby z zaburzeniami psychicznymi (przeciez chlopak nie latal po ulicy z siekiera); czy nie mogla - jak to zwykle robi w podobnych przypadkach - odwiezc go do najblizszego szpitala na oddzial psychiatryczny, nie zas na posterunek; czy nie zbyt pozno zauwazyla, ze z zatrzymanym cos zlego sie dzieje (regulamin policyjny w przypadku zatrzymania na posterunku osoby z Mental Act stanowi, ze policja ma obowiazek monitorowac chorego personalnie w celi co najmniej co pol godziny), by go w pore do szpitala odstawic etc, etc.
I nie dziwie sie, ze nawet komendant zauwazyl tu w pracy funkcjonariuszy i posterunku nieprawidlowosci i zainicjowal wewnetrzne dochodzenie, bo tumiwisizmu i braku kompetencji jest tu wyraznie sporo.
Sama nie wiaze smierci tego chlopaka z uzyciem owego gazu i to na swiezym powietrzu, calkowicie takze wykluczam pobicie, bo osoba zatrzymana z Mental Act jeszcze tego samego dnia ma kontakt z psychiatrami i pracownikami socjalnymi (prawo tego wymaga), a wiec przemocy ukryc by sie nie dalo, a policja calego swiata dobrze dba o wlasna dupe. Niemniej pozostaje tesser, i choc jego uzycie w brytyjskiej policji jest limitowane, to jednak nie mozna go wykluczyc, choc najprawdopodobniejsza jest tu jednak smierc naturalna, co jednak policji nie wybiela.
Stanowczo uwazam, ze sekcja zwlok powinna byc powtorzona i powtarzana az do skutku, bo dalabym glowe sobie uciac, ze chlopak nie byl szalony, tylko chory, ze - przykladowo - wylew (rzadko, ale sie zdarza nawet u tak mlodej osoby, ale patolog mogl to sobie z gory wykluczyc, bez sprawdzania), czy inne schorzenie , nie zas choroba psychiczna, spowodowala to jego dziwne zachowanie na ulicy, a - przy braku pomocy - i smierc.
Przechodnie uczynili wszystko (prawie, w podobnych przypadkach sama wzywam jednoczesnie policje i ambulans) , by chlopakowi pomoc; sprawe pomocy medycznej totalnie spieprzyla policja. Od momentu jego zatrzymania do zgonu w szpitalu uplynely 4 godziny.
Jak mowie wyzej: byl bialy dzien, sroda, 8.30 rano i psim obowiazkiem policji bylo odwiezienie domniemanego 'czuba' do najblizszego psychiatryka czy miejscowej emergency(osoby mieszkajace w UK napewno wiele razy widzialy ludzi, odstawianych na pogotowie przez policje, zwykle z bojek, ale nie tylko), a - byc moze - chlopaka udaloby sie uratowac, bo i psychiatra ma podstawowe wyksztalcenie medyczne i problem ze zdrowiem fizycznym zauwazy.
Nie wierze takze, ze sekcja nic nie wykazala. I nie mysle tu o celowym ukrywaniu czegokolwiek, ale o przegapieniu przyczyny zgonu chlopaka, o odwaleniu roboty przez patologow. A tych akurat w Leicester maja, nawet b. dobrych (to tam zaczeto w UK robic badania DNA), a i zawsze moga ich sciagnac z miejscowego uniwersytetu.
I zaraz, w imieniu mojej charity (bo to wchodzi w zakres jej zainteresowan) wysylam maila do komendanta Somala na papierku firmowym, by sprobowali zrobic te sekcje przyzwoicie, bo i tak na ekshumacji - i to zagranicznej - sie pewnie skonczy.
Tej sekcji trzeba pilnowac, bo zaniedbanie sprawy wybieli policje i oszczedzi jej odszkodowan za zaniedbania wiodace do zbyt poznej pomocy medycznej, i to w stosunku do 'vulnerable' (osoby bezbronnej, uposledzonej); moze jakis Konsulat by tez na tym oko trzymal?
Rodzina chlopaka ma wszelkie podstawy do procesu odszkodowawczego i polecam jej tu duze kancelarie prawne z pobliskiego Nottingham, poczynajac od Bhatia-Best :
www.bhatiabest.co.uk/
specjalizujacej sie min, w sprawach przeciwko policji wg. zasady no win-no fee (pobieraja swoje honorarium z ubezpieczenia policji, niezaleznie od odszkodowania dla klienta, co zreszta w UK jest norma). To duza kancelaria, i wysoko w brytyjskiej palestrze notowana. Sprawa jest tzw. wysokiego profilu, oplacalna dla kancelarii, dlatego radze kontaktowac sie wprost z jednym z partnerow.
Przyjaciele Rafala (ew.rodzina) z Leicester powinni to zrobic juz jutro, a mail czy telefon wykonac jeszcze dzisiaj. A tu link do listy prawnikow, co sie reklamuja jako specjalisci w sprawach przeciwko policji w tym regionie, ale 1) ich nie znam; 2) wiekszosc z nich jest ulokowana badz w Londynie, badz na poludniu Anglii, a wiec dosc daleko od Leicester:
www.insidetime.org/info-solicitors-results.asp?svID=8&rID=8&c=solicitors_in_east_midlands%20offering%20CIVIL%20ACTION%20AGAINST%20POLICE