gambit_smolenski
06.09.12, 21:44
A raczej "stolica" tego państwa, Jerozolima...
Widzieliście relację na żywo lub powtórki z tej kompletnie kompromitującej amerykańską politykę, establishment i Stany jako supermocarstwo, konwencji Partii Demokratycznej, podczas której, bez liczenia osobowych głosów, "licząc" tylko hałas okrzyków, wycia i tupania, głosowano niczym na jakimś nazi czy bolszewickim wiecu, "program" partyjny na wybory prezydenckie, uznający Jerozolimę za stolicę Izraela...
Łomatko, aż mnie zatkało.. To USA, lider "wolnego świata", jedyne supermocarstwo na globie, czy jakaś republika bananowa, Bantustan? Równie dobrze można by tak przegłosowywać grawitację, teorię względności, monetarystyczne prawo Kopernika-Grishama czy istnienie Bozonu Higgsa...
Nie chcę się zastanawiać, kto się bardziej tam w Ameryce ześwinił, Republikanie uznający stołeczność Jerozolimy od dawna (mają przynajmniej jakiś honor i twarde przekonania), czy Demokraci tak po bolszewicku głosujący (brakowało tylko korpusu Marines z karabinami z bagnetami, hehe), ale to, że w ogóle taka kwestia jest własnie kluczową KWESTIĄ... Kto tu jest czyją kolonią czy stanem? Izrael zamorskim stanem USA, czy Ameryka kolonią Izraela?
W każdym bądz razie, jedno, co zauważalne, to naprawdę duże oburzenie masy "głosujących", których zakrzyczano. Rośnie jak na drożdżach w Stanach opór przeciwko proizraelskiemu lobby i jawne oburzenie, niezgoda, są już faktem. Pokazywanym w mainstreamowych mediach...