l_zaraza_l
05.04.13, 13:32
Od kilku dni wraz z mediami przygotowujemy się na atak ze strony KRLD. Wczoraj wysłuchałam kilku zdań jakie wypowiedział pan ambasador KRLD w Polsce. Mówi, że nie ma mowy o wojnie, że to są manewry, by udowodnić, że w razie ataku na KRLD będzie odpowiedź. Powiedział: Nie macie pojęcia, co tam się dzieje.". I to jest fakt. Oczywiście wiemy, że jest tam potworna bieda i reżim, że embarga itd. ale w gruncie rzeczy, gdy widzimy panią z ichniejszej TV to nie mamy pojęcia o czym ona mówi. Patrzę na te zdjęcia i filmiki i nie wiem czy one są z dzisiaj czy z jakiejś parady sprzed lat.
20 lutego 2012 roku zakończyły się manewry wojski Korei Południowej w pobliżu spornej granicy pomiędzy Korami na Morzu Żółtym.
"Korea Północna została uprzedzona o manewrach. Od razu ostrzegła, że odpowie "bez litości", jeśli pociski dosięgną wód, do których rości sobie prawo. Przedstawiciele sił zbrojnych w Seulu oznajmili, że są gotowi odpowiedzieć na każdy atak."
Podobne manewry Korea Południowa urządzała także w listopadzie 2010 roku.
11 marca br. Mimo gróźb ataku ze strony Korei Północnej, południowokoreańskie wojsko i siły USA rozpoczęły doroczne manewry. Ćwiczenia o kryptonimie "Kluczowa decyzja" to przygotowania na wypadek regularnej wojny z Koreą Północną.
Chyba każdy naród czułby się niekomfortowy, gdyby rok w rok u jego granic urządzano takie zabawy.
Chile, Argentyna, Iran, Irak, Afganistan, Syria.... Chodzi mi tylko o to, że nie mam pewności, kto tym razem mówi prawdę a kto kłamie.