asmall4
02.05.13, 22:10
Narody, które znalazły się pod carską niewolą i jeszcze gorszą bolszewicką, mogą czasy I Rzeczypospolitej wspominać z głęboką nostalgią.
Nie chodzi o odbudowę I Rzeczypospolitej ani o próby zawiązania nawet nowej unii na terenach Polski i byłego ZSRR. Chodzi przede wszystkim o unikatowy sojusz państw wywodzących się z kilku tradycji, przede wszystkim łacińskiej i bizantyjskiej, które przez kilkaset lat tworzyły w tym regionie własną kulturę, normy cywilizacyjne i promieniowały nową jakością na całą Europę. Ta tradycja odrzucała despotyzm, dawała obywatelom ogromny zakres tolerancji, pomagała wykorzystać wspaniałe cechy różnych kultur do rozwoju społeczeństw i poszczególnych jednostek. Przede wszystkim politycznie opierała się zakusom podboju ze Wschodu.
Nie ma jednej granicy Europy Jagiellońskiej. Jej prekursorem była unia polsko-węgierska, która chociaż ostatecznie w całości nigdy w ramach państwa Jagiellonów nie została skonsumowana, istniała jako potencjalnie przyjazny sojusz, a po podziale Węgier zaowocowała rządami Stefana Batorego z Siedmiogrodu. Trudno też wyznaczyć wschodnią i południową granicę. Ta przesuwała się nie tylko na tereny dzisiejszych Bałtów, Ukrainy, Białorusi, lecz także i kawałków dzisiejszej Rosji. Państwo Jagiellonów nie powstało w wyniku podboju, lecz udanych i zaakceptowanych przez rządzących porozumień. To był klucz do zrozumienia sukcesu tej idei. Trzeba było się dogadywać, przyjmując partnera z całą jego różnorodnością i bogactwem, ale też i jego problemami. Ogromne przestrzenie, żyzne ziemie, szlaki handlowe do Azji i Afryki powodowały, że przez kilkaset lat Rzeczpospolita była prawdziwym tyglem kultur. Tutaj chronili się przed prześladowaniami Żydzi, osiedlali Niemcy, zamieszkiwali Ormianie, a nawet Tatarzy – po latach niepokojów dano im szlachectwo.
www.panstwo.net/2588-czy-wroci-europa-jagiellonow