e.va15
03.05.13, 22:54
Parę dni temu prasa podawała, że w USA ginie rocznie ca 30 tys. niewinnych, zwykłych ludzi skutkiem celnego odstrzelenia ich przez sfrustrowanych współbraci..
Dziś GW podała, że:
"Liczba samobójstw wśród Amerykanów w średnim wieku wzrosła w ciągu ostatniej dekady o prawie 30 procent - wynika z raportu Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC). Samobójstwa są obecnie częstszą przyczyną śmierci niż wypadki samochodowe.
W 2010 roku w wypadkach na drogach zginęło w USA ponad 33 tys. osób, a życie odebrało sobie ponad 38 tys. Najbardziej zaskakujące są dane o wzroście samobójstw wśród osób w średnim wieku. Samobójstwa tradycyjnie postrzega się bowiem jako problem nastolatków i ludzi najstarszych. Według CDC, wśród dorosłych w wieku od 35 do 64 lat liczba samobójstw wzrosła w latach 1999-2010 aż o 28 proc. Oznacza to wzrost z 13,7 do 17,6 samobójstwa na 100 tys. osób. w tej grupie wiekowej."
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,13847330,USA__Znaczny_wzrost_liczby_samobojstw_wsrod_ludzi.html
Tak się właśnie zastanawiam, czy jest jakiś inny kraj rozwinięty, który przeganiałby USA pod tymi obydwoma względami, czy też Stany są i w tym aspekcie, podobnie jak w militarnym, niezaprzeczalną potęgą nr. 1 w świecie?
Wygląda na to, że po tym, jak wybito prawie wszystkich Indian, Amis skierowali agresję na swych braci i/lub siebie samych, zupełnie zrsztą nieprawidłowo, ale bardzo po amerykańsku rpzoznając zagrożenia i winnych. Zamiast - typowo po europejsku (Marx się tu szeroko i słusznie kłania!) szukać winnych w systemie i w rządzących, Amis masochistycznie szukają winy w sobie i siebie samych (i/łub swych współbraci) karzą za niepowodzenia.