e.va15
04.05.13, 11:17
W ramach zacieśniania więzi w systemie eurlandu powstaje nowy słownik rozmówek francusko-niemieckich:
partia Hollanda, zwana dla niepoznaki "socjalistyczną" kilka dni temu zaatakowała otwarcie Niemcy twierdząc, że to one są przyczyną francuskiej niedoli/złej sytuacjo gospodarczej. Naubliżano przy okazji Merklowej robiąc z niej, co prawda bez użycia aż tak dosadnych słów, wstrętną egoistkę, która zmusza biednych Francuzów do oszczędzania. Najwyraźniej Francja nie wie jeszcze, czy porównywać Merklową z Bismarckiem, czy już doprawiać jej wąsik, jak robią to Grecy.
Ze strony niemieckiej odezwał się na to jeden z ważnych polityków FDP - Bruderle i stwierdził, że Hollande rujnuje Francję, i że ona (ta zrujnowana Francja) nie jest dla Niemiec partnerem na tym samym poziomie.
www.faz.net/aktuell/politik/inland/frustration-ueber-paris-parameter-einer-deutsch-franzoesischen-krise-12171605.html
Teraz piłka jest p stronie Paryża, czakamy na dalszy jej wykop w kierunku niemieckiej bramki.
(problem w tym, że Niemcy mają ostatnio farta na boiskach piłkarskich).
I tak to genialny projekt euro mający, jak obiecywano, nieść "dobrobyt , pokój i radosną integrację" między narodami, po problemach z PIGSami dosięgnął teraz swego podstawowego fundamentu: osi Berlin-Paryż.