herr7
16.03.14, 14:35
Korespondowałem niedawno ze znajomym, którego cenię, choćby dlatego że udało mu się przewidzieć rozkład systemu emerytalnego jeszcze w czasach, kiedy "charyzmatyczny premier Buzek" ogłaszał nam, że obudzimy się w nowej rzeczywistości (miało się rozumieć lepszej, niż ta która wówczas była). To były czasy, kiedy wielu z nas wierzyło, że naszą starość będziemy spędzać "pod palmami", co dla wielu oznaczało nie wiedzieć czemu Hawaje, a nie własną palmę w pokoju. Jak wiemy rząd praktycznie wycofał się z reformy emerytalnej, ale jej los zależy jeszcze od Sądu Konstytucyjnego, który ma orzec, czy zakusy Tuska na "nasze" emerytury są zgodne z prawem, czy też nie. Jedno wydaje się w tej sytuacji pewne, że albo przyszłe pokolenia będą musiały zadowolić się emeryturą "obywatelską", inaczej mówiąc "śmieciową", albo państwo po prostu umyje ręce i powie obywatelom "róbta, co chceta". Pewnym wsparciem rządu w tej "ślepej uliczce" są działania ministra zdrowia, który w ramach naprawy służby zdrowia tak ją reformuje, że przeżyją jedynie najwytrwalsi.
Otóż mój znajomy dostał parę dni temu maila od syna mieszkającego w Brazylii, w Porto Alegre, który zaniepokojony wydarzeniami na Ukrainie zaproponował mu przeprowadzkę na jakieś pół roku do siebie, póki sytuacja się nie wyjaśni. Syn znajomego jest geologiem szukającym ropy na brazylijskim szelfie i znaczną część swojego czasu pływa statkiem, a resztę ślęczy nad wykresami i analizuje struktury geologiczne. Praca ciekawa i dobrze płatna. I co najważniejsze za krajem nie tęskni, gdyż widzi co się tu dzieje.