cumentator
29.03.14, 11:27
Najpierw Krym: "wrogie sily Putina" witane radosnie przez populacje. Ponad polowa armii ukrainskiej lacznie z dowodcami przechodzi do sluzby we "wrogich silach" nie mowiac nawet o administracji ktora w calosci przechodzi. Ci wojskowi co nie chca byc w armii rosyjskiej wraz ze sprzetem wracaja pociagami do Ukrainy. Nikomu wlos z glowy nie spada.
Teraz obecna reszta Ukrainy: Obama i Parubij na wyscigi krzycza o "Putinie" gotowym do ataku licytujac sie w liczbie dywizji. Putin dzwoni do Obamy z planem pokojowym, Lawrow zapewnia ze nie bedzie zadnego ataku. Kompletna klapa propagandowa. A tymczasem wschodnie i poludniowe regiony Ukrainy po ostatnich odcinkach serialu o wyczynach bandziorow z prawego sektora maja jeszcze wieksza ochote na spokojne zycie w Rosji.
Powstaje pytanie: Ilu ludzi w Ukrainie, nie tylko ze wschodu i poludnia ale z calej Ukrainy, *NIE* bedzie chcialo sie przylaczyc do Rosji gdy zobacza jakie sa podwyzki cen i spadek poziomu zycia w najblizszym czasie, w najblizszych latach? Ilu bedzie mialo ochote na kilkadziesiat lat kuracji szokowej?
A nawet sposrod tych ktorzy nie beda chcieli przylaczenia ilu bedzie chcialo wyjechac do "wrogiej" Rosji do roboty zeby zwiazac koniec z koncem, w dodatku do tych 5 mln ktorzy juz obecnie pracuja na terytorium "wroga"?
Dodajmy ze gdyby Rosja chciala przejac Ukraine to wprowadzilaby natychmiast wizy i pozwolenia na prace dla Ukraincow. Miliony powracajacych bezrobotnych zrobiloby porzadek z majdanem w Kijowie.