przechrztaimason
09.09.15, 13:21
Po konkursowym zjeździe w dół bolivar chyba się ustabilizował. Obecnie czarnorynkowy kurs dolara krąży wokół 700 "bolos" za Waszyngtona. Rok temu było to około 100 VEF za USD i już taki kurs przerażał miejscowych. Oczywiście oficjalny kurs ani drgnie i wynosi 6,30 VEF za dolara. Problemem jest też dostanie się do Wenezueli. Do Caracas lata już mało która linia ze względu na sięgające 3,5 mld $ zaległości boliwariańskiego rządu wobec linii lotniczych. Można tez samochodem z Kolumbii lub Brazylii, ale przed wjazdem trzeba zatankować pod korek i wziąć pełen kanister. W nader szeroko pojętej strefie przygranicznej cudzoziemiec nie zatankuje pod żadnym pozorem. Potem oczywiście lać do baku można do upojenia. Cena jest taka, że właściwie nikt nie patrzy na wskazania dystrybutora. Wsadza się łapy obsługującemu co tam z portfela wypadło i w drogę. I tak wszyscy dają więcej niż potrzeba. Zaopatrzenie. Krótko pisząc żadne. Dostanie czegokolwiek w sklepach graniczy z cudem, zjedzenia czegoś w knajpach też loteria. Mimo, ze właściciele stają na głowie, żeby coś zdobyć najczęściej króluje danie dnia zrobione według technologii bigosu na winie, czyli co się nawinie to do gara. Dobrze jest wziąć ze sobą srajtaśmę, mydło i szampon. To szalenie deficytowe towary. oczywiście coś niecoś można kupić na bazarach, ale często zapłatę przyjmują tylko w dolcach, i właściwie tylko w dolcach, euro są mało popularne i słabo z wymianą. Bezpieczeństwo. Nie istnieje. Jeśli nie musicie to omijajcie Caracas. Najlepiej tak się zorganizować by po przylocie nie opuszczać lotniska. Nie chroni to przed okradzeniem przez policję czy Gwardię Narodową, ale przynajmniej oszczędza kulki w głowie. Widok zastrzelonych nie jest niczym niezwykłym. Nie jeździć po zmroku, najlepiej poruszać się samochodem z przyciemnionymi szybami. Jeśli zobaczysz na poboczu wypadek i zrozpaczoną dziewoję dającą rozpaczliwe znaki to gaz w podłogę i chodu. Jeśli złapiecie gumę na odludziu jechać dalej nawet kosztem zmasakrowania felgi. Zatrzymywać się tylko w solidnych hotelach ze strzeżonymi parkingami. Sama Wenezuela przepiękna, ale widząc co chavistowska hołota z niej zrobiła nóż się w kieszeni otwiera.