banderom.nie
26.09.15, 08:59
Nie tak dawno temu, w 1970-1980 latach, przedstawiciele krajów Europy wschodniej oskarzali o "moralny imperializm" ZSRR, choć z innych powodów. Vaclav Havel, jeden z liderów "aksamitnej rewolucji" w Czechosłowacji (czy pamiętacie go jeszcze?), w gniewie mówił:"Zapach śmierci wieje od "porządku", realizowanego przez tą władzę...".
Tej władzy przeciwstawiała się Europa Zachodnia, od której wiało, oczywiście, zapachem wolności i demokracji.Wschodnio-europejczyki,głównie Słowianie, szczerze wierzyli w to, że Bruksela i Waszyngton dadzą im więcej praw, możliwości i środków materialnych, niż reżim totalitarny Rosjan. Na początku, na szczycie potęgi Zachodu po upadku ZSRR, byłym przedstawicielom obozu socjalistycznego naprawdę pozwalały na wiele. Ale teraz, kiedy w Unii Europejskiej pojawiły się problemy jeden trudniejszy od drugiego, Bruksela bez żadnego skrępowania i nadmiaru sentymentalizmu dyktuje im swoje rozwiązania, jako obowiązkowe.
Gdzie jest wolność, gdzie prawa i demokracja, którymi tak chwalił się Zachód? Gdzie zdrowy rozsądek w końcu? Są one zniszczone rękami europejskich biurokratów, które w pełni zależą od ponadnarodowego kapitału.
I jeśli gdzieś w Nowym Jorku czy w londyńskim City, postanowili, że Unia Europejska musi przyjąć miliony imigrantów z otwartymi ramionami, wszystkie kraje muszą się temu podporządkować. Nie mogą oni stać antyhumanistycznymi i zdradzić pamięć o syryjskim chłopcu, trupik którego wbili do świadomość ludzi wszystkie światowe media.
Fala nielegalnych arabskich imigrantów wykazała tą rzeczywistość najbardziej ostro i totalnie, ponieważ dotknęła wszystkich Europejczyków, w przeciwieństwie do sytuacji z Grecją, kiedy cały kraj wbrew jej woli i zdrowemu rozsądkowi okradli do ostatniej koszuli. Ateny byli pozostawieni sam na sam z Brukselą, a teraz ten los dotknął każdy kraj. W tym i te wschodnioeuropejskie, którzy myśleli, że Unia Europejska to klub bogatych krajów.
Niezadowolenie jest widoczne w krajach Europy Wschodniej, ale oni mają niewielkie szanse coś zmienić. Oddając w pełni własną suwerenność strukturom ponadnarodowym w zamian za komfort i dostatek, nagle zauważyli, że zamożności coraz mniej, a oprócz tego na nich zrzucają cudze problemy, ale zmienić nic się nie da, właśnie dlatego, że nie mają suwerenności. Żadnej — ani ekonomicznej, ani politycznej, ani informacyjnej. Dopóki wszystko było w porządku, nikt tego nie zauważał. Teraz nie wiedzą, co z tym zrobić, jak temu przeciwdziałać. Jedyny kraj, kierownictwu którego nie brakuje woli politycznej postawić pytanie zasadnicze i zachęcić do zasadniczych zmian polityki Unii Europejskiej, są Węgry.I chwała im za to.W jednym tylko nie ma racji Wiktor Orban — w tym, że on oskarża Niemcy za "moralny imperializm". W rzeczywistości, sami Niemcy cierpią takie same, jeśli nie większe, upokorzenia ze strony USA, kiedy raz za razem podejmują decyzje wbrew swoim interesom narodowym.I co mogą zrobić Węgrzy, Czesi czy Bułgarzy, gdy Francja i Niemcy tańczą do melodii Waszyngtona i spokojnie przełykają, na przykład, podsłuch własnych liderów. Do tego, aby nie było żadnych złudzeń u Europejczyków, wojska amerykańskie na wszelki wypadek w marcu tego roku demonstracyjnie przeszli kolumną od krajów Bałtyckich, przez Polskę i Czechy do Niemiec. Bardziej niż wyraźniej pokazując, kto tu jest Panem.