polski_francuz
30.09.15, 20:28
Na jednej trybunie szachista sie zaprezentowal jako obronca ludu chcacy pokarac niedobrych fanatykow religijnych. W obronie tego ludu szachista wyslal samoloty by zbombardowaly miasto Homs. Moznaby pomyslec, ze w tym miescie jest duzo fanatycznych islamistow?
Otoz nie. W tym miescie jest duzo przeciwnikow kumpla szachisty - dentysty. I szachista, po prostu, pomagal kumplowi strojac sie w szatki lumpenreinen Demokraten. I ta partia szachow polegala na graniu w swoich interesach, ktorych gwarantem jest dentysta, i na udawaniu obroncy ludu przed swiatowa opinia publiczna.
Czy to zle byc szachista i spryciula zapytacie? Pewnie zle nie jest. Przypomina to do zludzenia interwencje w Budapeszcie w 1956 roku czy w Pradze w 1968 roku, ktore faktycznie byly obrona wlasnych interesow a sprzedawano je w prasie jako obrone pokoju swiatowego.
W koncu, slon a sprawa polska. Nowowybrany prezydent Polski zasiadl niedaleko od szachisty przy stole u Amerykancow i nawet sie z nim stuknal kieliszkiem szampana. I ze na to Jarek pozwolil to ja siem bardzo dziwie...
PF