enter2016
21.11.17, 13:09
Sprawa radioaktywnego rutenu 106 coraz bardziej się rozwija. Okazuje się, że źródło skażenia znajdowało się w Rosji na Uralu. Oczywiście Rosja nie poinformowała ani swoich obywateli o zagrożeniu, ani sąsiednich państw, wręcz przeciwnie udawali, że to nie u nich nastąpił wyciek.
Okazało się, że wyciek nastąpił w zakładzie Majak przetwarzającym materiały radioaktywne i wytwarzającym komponenty broni jądrowej.
Skażenie w wiosce Argajasz przekroczyło blisko 1000 razy dopuszczalne normy. Skutki dla mieszkańców wioski zamieszkanej przez 10 tys. osób oraz jej okolic będą objawiać się za około 6 miesięcy. Ocenia się, że nastąpi znaczący wzrost zachorowań na nowotwory.
Dlaczego Rosja zataiła wypadek? Dlaczego naraziła zdrowie i życie swoich obywateli?
Próby pobrane między 25 września a 1 października ze stacji monitorujących Argayash i Novogorny zawierają radioizotop Ru-106 - podał serwis Rosgidromet. Wcześniej Rosjanie stanowczo zaprzeczali, że obłok radioaktywnego izotopu wędrujący nad Europą może mieć coś wspólnego z ich działalnością.
Źródła wycieku i jego przyczyn nie podano, ale zastanawiająca jest jedna informacja. Jak ujawnili Rosjanie największą koncentrację odnotowano w Argayash, wiosce w regionie Czelabińska na południowym Uralu. Tam stężenie izotopu przekroczyło normę o 986 razy.
Рядом с населенными пунктами Аргаяш и Новогорный находится производственное объединение «Маяк». Предприятие занимается хранением ядерных отходов и производством компонентов ядерного оружия.