pijatyka
09.10.18, 02:44
Szykuje się nowy Duterte
Brazylijczycy za trzy tygodnie zdecydują, czy będzie nimi rządził wróg demokracji i rasista, który gardzi kobietami. Jair Bolsonaro wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich; dostał aż 46 proc. głosów, a jego bezpośredni rywal Fernando Haddad z lewicowej Partii Pracujących tylko 29 proc.
Poseł, który przez 28 lat nie wyróżnił się niczym poza uwielbieniem dla wojska i dyktatury wojskowej, od kilku miesięcy nie ukrywał swoich poglądów. Na fali głębokiego kryzysu gospodarczego, szalejącej przestępczości i obnażonej korupcji elit wystąpił jako przeciwnik rządzących od prawa do lewa oraz całego dotychczasowego ładu politycznego.
Otoczył się wojskowymi, którzy wychwalali dyktaturę i rządy silnej ręki. Otwarcie nawoływał do powszechnego prawa do noszenia broni i do tego, by policja zabijała przestępców bez pardonu i nie zawracała sobie głowy aresztowaniami. Publicznie wyrażał pogardę dla czarnych, Metysów i Mulatów, twierdząc, że są balastem dla rozwoju Brazylii. Poniewierał kobietami, obnosił się z nienawiścią do homoseksualistów.
Swoją kampanię przeciw status quo przedstawił jako walkę dobra ze złem, obnosząc się ze swoją religijnością. Poparł go w wyborach neoewangelicki biskup Emir Macedo, przywódca Kościoła powszechnego, który z przywiązania do religii i wiary uczynił maszynę do transferowania do rajów podatkowych gigantycznych pieniędzy z datków wiernych.
wyborcza.pl/7,75399,24016711,brazylia-skrajny-prawicowiec-jair-bolsonaro-o-krok-od-wladzy.html