aby
30.11.18, 02:44
Wczoraj w Bundestagu odbyła się debata nad projektem ustawy o depolityzacji sądownictwa. Najkrócej mówiac, istotą projektu jest wprowadzenie takiego sposobu wybierania sedziów sądu najwyższego i sądów apelacyjnych jaki panował w Polsce do reform PiS-owskich, t.j. środowisko sędziowskie samodzielnie wybiera kandydatów (jak w nagłówku ze strony Bundesatgu: „Wahl aus den Reihen der Justiz“).
Wniosek został oczywiście odrzucony, ale intrygująca była debata. Dr Volker Ullrich z CDU/CSU nie posiadając się z oburzenia stwierdził, że jest to zamach na demokratyczno-liberalny ustrój, na ład konstytucyjny, praworządność i wszystkie świętości. Wtórowali mu kolejni mówcy, rozwijając te tezy w ten sposób,
że wymiar sprawiedliwości i prokuratura wymagają kontroli przez parlament, t.j. demokratycznie wybraną większość,
że nie może dojść do sytuacji, że sędziowie będą wybierali się sami a prokuratorzy bedą robić co zechcą;
że o wyborze na stanowiska w wymiarze sprawiedliwości nie może decydować wyłącznie kompetencja (juristische Brillianz), bo równie ważna jest postawa (Haltung), która musi być oceniona/oceniana przez 'demokratyczne organy'.
W kontekście sporu o praworządność RFN (EU) vs. PL nie trzeba chyba tego tłumaczyć czy komentować tych scenek z Bundestagu, rozrywających się w atmosferze śmiertelnej powagi i bolszewickich rytuałów zdrowego oburzenia, czujności i zdzierania masek wrogom ustroju.