wiktor_jerofiejew
22.01.19, 17:47
Chińczycy ukradli Rosjanom tajgę. Zarabiają miliardy na wycince lasów Syberii
Chińskie firmy działające na Syberii nielegalnie wywiozły do Chin drewno warte 5 bilionów rubli (ok. 75 mld dolarów) - twierdzi kremlowska telewizja. W Moskwie od dawna mówi się, że "bracia na wieki" bezlitośnie grabią rosyjską tajgę.
O rabunku stulecia podległy administracji prezydenta kanał Rossija 1 opowiedział w zeszłym tygodniu w głównym programie informacyjnym. W obwodzie irkuckim, jak usłyszeli telewidzowie, powstała "cała korporacja spółek skupujących drewno". Działały półlegalnie, oficjalnie bowiem dzierżawiły działki leśne, gdzie państwo zezwoliło im prowadzić wyręby.
U siebie jednak nie cięły, za to na ogromną skalę skupowały za grosze drewno od "czarnych drwali", nielegalnych brygad, które kradną drewno w tajdze. "Korporacja" opatrywała surowiec dokumentami poświadczającymi, że rzekomo pochodzi z wydzierżawionych przez nią działek i z tymi papierami wysyłała drewno za pobliską chińską granicę.
Taki proceder od dawna kwitnie w syberyjskiej tajdze, którą Rosjanie uważają za "bezkresną", a jej zasoby za "niewyczerpane". Las tam tną także brygady Koreańczyków z północy, specjalnie ściągniętych do pracy w niewolniczych warunkach.
Nielegalni drwale mają swoje technologie - np. podpalają szczególnie cenny, chroniony drzewostan, tak by ogień przeszedł tylko koronami drzew. Drewno pozostaje nienaruszone, a pozostałe pnie trzeba wyciąć ze względów sanitarnych. Proceder jest znany, ekolodzy od lat starają się zwrócić uwagę władz na niszczenie tajgi.
Tym razem jednak skala rabunku dokonanego przez Chińczyków okazała się naprawdę niesamowita. Jak poinformowała telewizja Rossija 1, przez półtora roku chińska "korporacja" wywiozła do Chin sosny i modrzewie warte 5 bln rubli (ok. 75 mld dolarów).
Trudno sobie nawet wyobrazić taką ilość ukradzionego drewna. Jeśli podaną przez telewizję sumę podzielić przez obowiązującą na Syberii cenę surowca, to wychodzi, że z tajgi irkuckiej i z sąsiednich obwodów pojechało do Chin mniej więcej tyle drewna, ile w Polsce mamy go we wszystkich lasach województw podlaskiego, warmińsko-mazurskiego i pomorskiego.
A to przecież nie pierwszy skok na tajgę na skalę kosmiczną, czyli taką, którą można dostrzec z kosmosu.
Jeszcze w 2000 r. firmy z Chin wydzierżawiły na 49 lat prawie 2 mln ha tajgi (to powierzchnia odpowiadająca jednej piątej ogólnego areału lasów Polski) w okolicach miasta Mogocza w Kraju Zabajkalskim, bo miały tam uruchomić kombinat celulozowy. Niczego nie uruchomiły, a tylko rąbią las i wywożą do Chin dłużycę. Ostatnio dzierżawcy zgłosili, że chcą zrezygnować z 700 tys. ha wyeksploatowanej tajgi i proszą o przydzielenie im kolejnego miliona na potrzeby przyszłego kombinatu celulozowego.
Władimir Putin na każdym spotkaniu z przedstawicielami rosyjskiej branży drzewnej gromi ich za to, że ślą "dłużycę za granicę", zamiast przerabiać surowiec w ojczyźnie na meble, konstrukcje budowlane, papier. Ten refren słychać już od wielu lat.
Natomiast władze w Pekinie mają do sprawy podejście przeciwne - domagają się od swoich przedsiębiorców, by z zagranicy sprowadzali surowiec i przerabiali go na miejscu, zapewniając obywatelom miejsca pracy, a chińskiemu biznesowi zyski znacznie wyższe, niż daje sprzedaż nieobrobionego drewna.
Ostatnio rosyjska władza zrobiła pokazową akcję przeciw leśnym złodziejom - we wtorek policyjne siły szybkiego reagowania przeprowadziły w tajdze rajd, łowiąc "czarnych drwali".
Trzy lata temu silny desant złożony z funkcjonariuszy policyjnego specnazu, agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa, a nawet żołnierzy antyterrorystycznego oddziału Alfa wylądował helikopterami w tajdze Żydowskiego Okręgu Autonomicznego. Funkcjonariusze złapali rąbiących nielegalnie las robotników i ogłosili sukces.
Teraz zasługę zdemaskowania leśnych paserów z Irkucka telewizja Rossija 1 przypisała Ogólnorosyjskiemu Frontowi Narodowemu, proputinowskiej organizacji politycznej, który w imieniu mas ma zaprowadzać porządek w kraju.
Działacze ONF występując przed kamerami, mówili, że pora patrzeć na ręce nieuczciwym biznesmenom, zaostrzać przepisy. Milczeli jednak o tym, że drzew z milionów hektarów tajgi nie da się wyciąć i przewieźć przez granicę bez zgody i pomocy przekupionych funkcjonariuszy państwowych.