borrka
02.05.19, 11:27
Jak byłem piękny i młody, a nawet bardzo młody, Ojciec zabral mnie samolotem do ... Bydgoszczy.
Do dziś pamietam!
Potem, dlugo ... lot samolotem byl jakimś wydarzeniem.
Ostatnie dwa dni spędziłem na pokładzie Ryanair, latając miedzy róznymi "destynacjami", jak mawiaja współcześni puryści jezykowi:)
No, tak wyszło, że najlepsze połączenia miałem z Modlina, a to z Wilsona symboliczna odległość.
Do Londynu wszystko, nawet na dziadowskich lotniskach trzeciego sortu było do zniesienia.
Dobiło mnie Stansted, ze swoimi odległościami i źle działającą elektroniką.
No, ale przy okazji miałem okazje obserwowac rodzaj nowej subkultury lotniskowej naszych ludzi i tak ogólnie, życie janusza i grażyny na emigracji.
Czekałem trzy godziny i w międzyczasie przewaliły sie tłumy "naszych" do Szczecin , Krakowa i Bóg wie jeszcze dokąd.
Obserwowalem.
Czysci i ubrani w sposób cywilizowany.
Znający chocby w podstawowym stopniu angielski, natomiast liczne dzieci, o zgrozo, mówiły po polsku.
W samolocie nikt się nie upił, było cicho i nie klaskali przy lądowaniu.
Naprawdę, 30-latki pokolenia Ryanair były ok.
Zawiedli Anglicy, nie będący w Szengem - tak długiej odprawy po obu stronach już nie pamietam.
Wrociłem na Wilsoniak wykonczony.