wiktor_jerofiejew
19.05.19, 16:35
Jak Polki broniły się przed gwałtami czerwonoarmistów
Oswobodziciele” ze wschodu bez skrępowania wyciągali ręce po wszystko, na co mieli ochotę. Za milczącym przyzwoleniem dowództwa napadali także na kobiety.
Dla Polek wkroczenie radzieckiej armii oznaczało nieraz śmiertelne niebezpieczeństwo.
Co robiły, by nie wpaść w łapy rosyjskich żołnierzy?
Przemarsz Armii Czerwonej przez Polskę zwiastował koniec wojny, ale niektórzy żołnierze pozostawili po sobie wspomnienia niewiele lepsze, niż hitlerowcy. Bywali agresywni i uważali, że jako zwycięzcy mają prawo do wszystkiego. Także do kobiet. Pijani żołdacy gwałcili Polki na masową skalę. Nie oszczędzali nikogo. Zagrożone były małe dziewczynki, ciężarne i zakonnice. Bezpiecznie nie mogły czuć się nawet więźniarki wyzwolone z obozów koncentracyjnych i staruszki.
Do napaści mogło dojść wszędzie. W okolicach dworców kolejowych roiło się od żołnierzy polujących na ofiary.
Masowe gwałty odbywały się na ulicach miast.
Czerwonoarmiści rzucali się na przypadkowe Polki, które akurat przechodziły w pobliżu. Bezpieczeństwa nie gwarantował też własny dom. Żołnierze często kwaterowali w prywatnych gospodarstwach, albo przychodzili tam jeść.
Wiele kobiet zgwałcono więc w ich własnych sypialniach, kuchniach i na podwórzach.
Nierzadko działo się to na oczach ich mężów i dzieci.
Napadnięte przez Rosjan kobiety nie mogły liczyć na niczyją pomoc. Mężczyzna, który stanął w obronie żony, matki, córki lub siostry mógł zostać po prostu zastrzelony. Często, szczególnie w przypadku gwałtów zbiorowych, nawet milicja bała się interweniować. By uchronić się przed strasznym losem, Polki stosowały więc szereg mniej lub bardziej desperackich zabiegów.
Jednym z najczęściej stosowanych sposobów, by nie rzucać się w oczy żołnierzom, było postarzanie się. Polki próbowały też odstraszyć gwałcicieli, udając, że są chore na tyfus. Wiązały chustki na głowie, brudziły sobie twarz sadzą, wcierały w skórę popiół. Nakładały na siebie warstwy ubrań i owijały szalem. Wszystko po to, by wyglądać jak najmniej atrakcyjnie. W miejscowości Rokitno matka ścięła córce długie blond włosy, bo zwracały one uwagę żołnierzy i groził jej gwałt. Dziewczynka miała zaledwie 11 lat!
Oszpecanie się czasami pomagało uchronić się przed atakiem. Większość czerwonoarmistów była jednak tak zdziczała i mało wybredna, że rzucała się na każdą napotkaną kobietę. A jeśli w pobliżu nie było przedstawicielek płci pięknej, to zabierali się za… zwierzęta. Do wyjątkowo odrażającego zdarzenia doszło we wsi Wysoki Małe – czerwonoarmista spółkował tam z kozą miejscowego rolnika – pisze Dariusz Kaliński w książce „Czerwona Zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?”.
„Polki powinny załatwiać potrzeby czerwonoarmistów”
Radzieccy dowódcy ignorowali problem gwałtów na Polkach. Żołnierze już dawno są bez kobiet. A z braku Niemek – Polki powinny załatwiać ich potrzeby – tak ich postawę podsumowują badacze historii wojsk ZSRR w Polsce. Faktycznie, czerwonoarmiści byli zachęcani do stosowania przemocy seksualnej przede wszystkim wobec Niemek. Chciano w ten sposób „łamać dumę rasowej niemieckiej kobiety”. Droga na Berlin prowadziła jednak przez Polskę i już tu pozwalano wojakom prawie na wszystko.
To milczące przyzwolenie na żołnierską samowolę było jednocześnie wyrokiem wydanym na Polki. Kobiety w całym kraju zostały zaszczute. Każde wyjście z domu wiązało się z wielkim zagrożeniem. Należało zachować szczególną ostrożność, by nie natknąć się na zgraję pijanych żołdaków. W niektórych regionach kraju samotny spacer mógł się skończyć tragicznie. Przestrzegano przed tym szczególnie mieszkanki województwa zachodniopomorskiego. Tak czasy przemarszu wspomina Anna Szatkowska, córka Zofii Kossak-Szczuckiej:
Trzeba wychodzić bardzo ostrożnie, zbadawszy najpierw sytuację. Aby pójść do miasta, czy na targ, musimy obchodzić okrężną, ruchliwą ulicą, gdzie jest bezpieczniej.
Gość w dom, wróg w dom
Spotkań z czerwonoarmistami nie zawsze jednak udawało się uniknąć. Wróg trafiał często bezpośrednio do domu ofiary. Polskie rodziny, z własnej woli lub przymusowo, udzielały przecież Sowietom gościny. Gdy pod dachem znajdował się choćby jeden żołnierz, kobiety dla własnego bezpieczeństwa szły spać w pełnym ubraniu.
Strychy pełne zastraszonych kobiet
Wieść o gwałtach niosła się przez całą Polskę. Wiedząc, czego mogą się spodziewać, kobiety na wieść o wkraczającej armii po prostu chowały się i barykadowały. Tak funkcjonowanie domowego schronienia relacjonuje mieszkaniec Bytowa, u którego ukryło się aż pięć dziewcząt:
Zamknęły się w małym pokoiku u góry, do którego wiodły małe drzwiczki. Drzwiczki zastawiono dużą szafą, a moja mama przynosiła panienkom jedzenie i picie.
Pannom spod Bytowa udało się uniknąć gwałtu. Żołnierze nie wykryli ich obecności, chociaż zaglądali nawet do szafy, która kamuflowała wejście do kryjówki.
wiadomosci.onet.pl/kraj/jak-polki-bronily-sie-przed-gwaltami-czerwonoarmistow/8rjlws9