polski_francuz
21.05.19, 07:58
Vincent Lambert mial wypadek drogowy w 2008 roku. Od tej pory nie odzyskal swiadomosci i zyje w stanie wegetatywnym w szpitalu w Reims. Po 10 latach walk prawnych szpital zdecydowal by odlaczyc wczoraj pacjenta od pomocy zewnetrznej i pozwolic mu umrzec. Kilka godzin pozniej, decyzja prawna zmusial szpital do dalszego podjecia opieki i na przedluzenie zycia Vincenta.
No coz, obserwowalem to wszystko z daleka bo trudno mi zajac stanowisko. Ale wiadomosci z Reims wrocily na pierwsza strone mediow a wiec trzeba dac kilka komentarzy.
Jakie sa strony konfliktu? Ano zona Vincenta chce by go odlaczyc od aparatury i dac mu umrzec. W domysle, chce przejsc przez zalobe i zaczac nowe zycie. Rodzice Vincenta chca kontynuacji jego zycia. To tez mozna zrozumiec. Ich zycie sie konczy i Vincent jest ich dzielem. Nikt nie chce by jego dzielo umieralo.
Najbardziej widoczne sa emocje spoleczne. Ludzie sa podzieleni i wychodza na ulice. Pokazuje to emocjonalnosc lacinskiego ludu. Nikt sie nie podnieca dlugami niedosplacenia, problemami spolecznymi ktore trzeba rozwiazac (przedmiescia, umieranie mialych miasteczek, przerosnieta administracja...) ale problem malzenstw jednoplciowych czy problem "odlaczyc/nie odlaczyc" Vincenta wzbudza wielkie emocje.
Co dalej? Ano mysle, ze kraj bardzo potrzebuje "zycia emocjonalnego" bo zycie realne jest coraz trudniejsze.
PF