Gość: mirmat
IP: *.dialup.eol.ca
22.04.02, 01:53
OSZOLOMY NA ZAMOWIENIE zorganizowaly w Waszyngtonie wiec przeciw wszystkiemu
wiec nie zabraklo okrzykow wymierzonych przeciw obronnej akcji Izraela. I jak
zwykle parada "usual suspects" polaczyla pod sztandarem glupoty i nienawisci:
islamistow i anarchistow, nazistow i komunistow, terorystow i pacyfistow,
pedaly i lyse paly, sadystow i masochistow, lesbijki i zakutane w islamskie
przescieradla muzulmanki.
Policjanci bojac sie, ze moga podlapac AIDS stali z daleka ale napackani
narkotykami lunatycy nie mieli energi na zadyme.
Ci co spedzili ta cholote oczywiscie demonstrowali przed kamerami mediow stare
przeboje na nute z lat 60-siatych o "pokoju", "rozbrojeniu", "enviroment" i
oczywiscie przeciw USA i nowemu obiektowi nienawisci Izraelowi. Zupelnie
wierchuszka hipokrytow zapomniala o dotychczasowym modnym punkcie
zainteresowania marginesu cpajacego trawke: Tybecie. A no despoci Chinskiej
Republiki Ludowej, wytrenowani w masakrach w Tybecie i na "niebianskim" placu w
Pekinie otworzyli wczoraj swoj ryj i "potepili Izrael". To kwalifikowalo ich w
oczach lunatykow jako "good guys" i nie bylo zadnych zadan wycofania sie Chin z
Tybetu (czy kiedykolwiek byly???). No bo szczegolnie wazne jest dla lewakow to,
ze chinska komuna ma stale miejsce w "Radzie Bezpieczenstwa" ONZ a takim wolno
masakrowac do woli.
Po za tym masakry w Tybecie odbywaja sie wysoko w Himalajach a czlonkowie
mediow nie sa zaprawionymi alpinistami. Wygodniej jest dziennikazom siedziec w
konfortowym hotelu w Tel-Awiwie, wpasc do Dzeninu na chwile by nagrac wywiad z
histeryzujacymi muzumankami a Tybet, coz niech ostani konajacy Tybetanczyk
wylaczy swiatlo.