Dodaj do ulubionych

Wrazenia Polki z Kanady

02.08.20, 14:42
Przeczytalem z zainteresowaniem artykul w "Gazecie" na temat wrazen Polki z pobytu w Kanadzie. Z wiekszoscia tych wrazen sie calkowicie zgadzam, poza jednym. 10 dni urlopu w pracy ma sie tylko na poczatku zatrudnienia. Po przepracowanych latach ta ilosc rosnie. Ja mam na przyklad miesiac urlopu po czasie liczonym juz nie na pojedyncze lata, tylko na dziesiatki lat (ponad 20). Nie jest to moze zbyt duzo, ale sie nie skarze. Podoba mi sie, tak jak autorce, ze Kanadyjczycy nie przywiazuja zupelnie wagi do stroju - moge sobie wyjsc na ulice "w pizamie" i nikogo to nie bedzie obchodzic czy szokowac. Brak potrzeby "szpanowania" strojem, bogactwem to rowniez piekna cecha, podobnie jak mnostwo innych opisanych w tym artykule. Oczywiscie, nie kazdemu to sie moze podobac, bo sa tacy, ktorzy lubia i cenia cechy przeciwne. Sa rowniez i tacy, ktorzy kiedys cenili te przeciwne, zanim poznali te i przekonali sie do nich.


weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,26136848,polka-w-kanadzie-zeby-wyjechac-z-prowincji-ontario-w-ktorej.html
Obserwuj wątek
    • dunajec1 Re: Wrazenia Polki z Kanady 02.08.20, 15:41
      Tak , zgoda, mozesz wyjsc byle jak ubrany ale...nie wyjdziesz. Popatrz na ludzi jak bedziesz w Starskym w np. "misianodze" i tam prawie bezblednie rozpoznasz kto kanadyjczyk a kto polak czy raczej polka, ot co.
    • wtop.ek Re: Wrazenia Polki z Kanady 02.08.20, 19:34
      Między szpanowaniem ubraniem i bogactwem, a wyjściem rozmemłanym na ulicę i wyglądaniem jak flejtuch, jest cały wachlarz rozsądnych możliwości. Mogę wyjść z domu w szlafroku, aby wyrzucić śmieci, ale w tym szlafroku już nie pójdę do lokalnej piekarni po pieczywo, tylko ubiorę dres.
      • boavista4 Re: Wrazenia Polki z Kanady 03.08.20, 04:08
        co tam. ludzie ubieraja sie stosownie, a wiec w eleganckim biurze obowiazuje styl, w byle jaki , mozesz sie ubierac byle jak. Np w departamencie Budownictwa Brooklyna w recepcji byla kiedys szacowna staruszka , umalowana, ufarbowana, ubrana jak gwiazda z Broadwayu. Uprzejmoscia nie grzeszyla, miala przed soba telewizor na ktorym ogladala bez przerwy hollywodzkie soap opera. Kiedy pytalem sie o jakas sprawe , slyszalem jej odpowiedz - przeciez jestem zajeta!
        Wzywam wszystkic o popieranie Ameryki i jej prezydenta Trumpa!
        • magna200 Re: Wrazenia Polki z Kanady 03.08.20, 05:45
          2 tygodnie urlopu musza ci dac, reszta zalezy jak cie zwolnia to zaczynasz od nowa od 2 tygodni.Czesto jak dobijesz do miesiaca to cie zwolnia i przyjma nowego co zaczyna od 2 tygodni. Jednym slowem syf....
          • boavista4 Re: Magna , ty nie szkaluj! 03.08.20, 06:40
            To nie jest 2 tygodnie ale 10 dni plus chorobowe. Chorobe nie mozna zamienic na urlop, a jezeli bierzesz chorobowe to cie zwolnia za lenistwo. To dotyczy do zatrudnienia kontraktu, czyli employment at will, czyli cala odpowiedzialnosc jest po stronie zatrudnionego, bo tak sobie zyczy.
            Jednego razu zatrudniono mnie po warunkiem ze bede pracowal nadgodziny a wiec nie 8 godzin ale 12 kazdego dnia. Obiecano nam ze zaplata bedzie w formie bonusa na Boze narodzenie. Zostalismy zwolnieni przed bonusem pod pretekstem ze nasza praca nie byla warta nic. Prawnik powiedzial nam ze nie mozemy skarzyc wlasciciela, poniewaz zatrudnil nas jako profesionalistow (20 pracownikow). Wkrotce po tym wlasciciel zwolnil swojego partnera (mojego przyjaciela) i dal mu odszkodowanie w wysokosci 25 000 dolarow. Partner mial kontrakt , wzial prawnikow i okazalo sie ze wlasciciel zostal zaplacony przez klienta za kazda godzine naszej pracy i zarobil na projekcie po oplaceniu podatkow - 25 milionow dolarow. Partner wygral 2 miliony, ale adwokaci wzieli 90 procent. Sprawa wlokla sie w arbitracji przez kilka lat i w tym czasie moj przyjaciel nie mogl znalezc pracy poniewaz cale miasto znalo ta sprawe.
            20 dniowy urlop otrzymuje sie po 7 latach, co zdarza sie bardzo rzadko, chyba ze ma sie wlasciwe pochodzenie, albo ktos ptrzymuje kontrakt poniewaz posiada dobre zdolnosci polityczne i wplywy wsrod klientow.
            • de_oakville Raz na wozie, raz pod wozem 03.08.20, 09:47
              Na poczatku pobytu w Kanadzie bylem zatrudniony u Polaka, ktory mial wlasna firme. Bylem zachwycony, ze dostalem prace w swoim zawodzie. Pelen entuzjazmu. Jednak bardzo szybko mina mi zrzedla. Niepisane prawo tej firmy nakazywalo pracowac w nadgodzinach, w soboty i w niedziele, a szef, zawsze oczywiscie "najmadrzejszy" jeszcze sie dasal i wybrzydzal, kiedy np. w niedzielne popoludnie opuszczalismy firme po pracy, a slonce wtedy "chylilo sie juz ku zachodowi". Ten Polak to byl elegancki gosc, dowcipny, zawsze swietnie ubrany i przyjemnie pachnacy drogimi plynami po goleniu oraz papierosami. Przez te papierosy pewnie zyl krocej
              niz powinien (przeczytalem na internecie po latach, ze odszedl juz do wiecznosci), czesc jego pamieci, w sumie bardzo interesujacy czlowiek, ale nie jako szef. Szybko porzucilem wiec te prace, niemal trzaskajac drzwiami na pozegnanie i znalazlem sobie cos spokojniejszego i bardziej godnego - sprzatanie i czyszczenie w biurowcu. Samo slowo "szef" przyprawialo mnie wtedy od dreszcze, na szczescie w tej nowej pracy, szefem byl Kanadyjczyk z Quebecu, ktory powiedzial - "Ja jestem szefem tylko pierwszego dnia, mowie co kazdy ma robic, a potem to juz kazdy sam jest swoim szefem". Nawet nie wiedzial jak mnie wtedy pocieszyl i ukoil. Ale "madrzy" polscy znajomi pouczali mnie, ze kto raz porzucil taka prace, jaka ja mialem wczesniej, to juz nigdy takiej ani lepszej nie dostanie. Dostalem pozniej jednak inna w swoim zawodzie, z tym ze "ponizej swoich kwalifikacji", na 3 zmiany, stojaca i na kontrakt, ktory w kazdej chwili mogl zostac przerwany. Wielu podobnych do mnie wyrzucono po miesiacu czy dwoch, mnie jakos ciagle trzymano, a boss powiedzial mi, ze pracuje dobrze, tylko zbyt wolno. Kiedy po dwoch, trzech latach, udalo mi sie dostac wreszcie inna prace, taka, o jakiej prawie wczesniej nie marzylem i w ktorej przetrwalem po dzis dzien, to z tamtej poprzedniej nie chciano mnie wypuscic, mowiono, ze zle robie, ze odchodze itd. Kiedy im w koncu wytlumaczylem, ze przechodze do pracy w 100% zgodnej z moim wyksztalceniem i kwalifikacjami, zrobili mi uroczyste pozegnanie, ktore po dzis dzien bardzo mile wspominam.
              Dostalem nawet dlugopisy ze swoim imieniem i nazwiskiem. Tak wiec te wszystkie wczesniejsze prace to byla dla mnie tylko "uwertura do koncertu", czasem zabawna, czasem przykra, ale w sumie dobra, bo nauczyla mnie doceniac pewne rzeczy i na co trzeba polozyc nacisk. I wydaje mi sie, ze kazdemu rowniez sie w koncu powiedzie
              jesli twardo i uparcie dazy do celu. Moze sie jednak myle. Trzeba miec pewnie rowniez przynajmniej troche szczescia. Mialem kolege w tej wczesniejszej pracy sprzatacza, pochodzacego z jakiegos kraju arabskiego (nie mialem zadnych uprzedzen, to bylo grubo przed 9/11). Na pytanie "How are you?", na ktore tu sie odpowiada, ze "excellent!", nawet jesli jestes umierajacy, tamten zawsze odpowiadal "Oh, I'm terrible!". I tlumaczyl, ze zycie to nie tylko praca. Chcialby na przyklad pojsc do kina, czasem do restauracji, a nie mogl sobie na to pozwolic. Ciekawe jak odpowiedzialby dzisiaj, po prawie 30 latach na pytanie "How are you?".
              • polski_francuz Outsider look 03.08.20, 10:11
                "Dostalem nawet dlugopisy ze swoim imieniem i nazwiskiem. Tak wiec te wszystkie wczesniejsze prace to byla dla mnie tylko "uwertura do koncertu", czasem zabawna, czasem przykra, ale w sumie dobra, bo nauczyla mnie doceniac pewne rzeczy i na co trzeba polozyc nacisk"

                Spojrze i ja na Kanade swoimi oczyma. Jak bylem na postdoku we Francji w latach 80-tych proponowano mi wyjazd do Sherbrooke. Ale jakos sie nie zlozylo. Pracowal tam (juz chyba na emeryturze) moj kolega z instytutu z Wroclawia i jeszcze pracuje jeden moj dyplomant z Francji. Jakie sa ich osiagniecia? Ano byli u zrodel nowej, interesujacej technologii. Opatentowali ja ale, jakos niezbyt umieli sie z nia przebic. Chyba byli zbytnio spolegliwi wobec ich szefa rodem z Egiptu. Moze tez troche za duzo "hierarchicznej wizji" pracy uniwersyteckiej rodem z Francji, ktora widze w Quebeku.

                Za to musze pochwalic kolegow z UBC w Vancouver. Jeden z nich zrobil dyplom w 1990 i mial pomysl na nowa technologie, ktora sie dobrze sprzedaje i jest dobrym postepem technicznym. W latach 80-tych byl tez jeden Wegier, ktory byl na postdoku we Francji w tym samym laboratorium co i moje, ktory mial podobny temat badawczy. Ale jakos nie wpadl na ten pomysl co trzeba i na ktory wpadli Kanadyjczycy. Mozna i trzeba ich i docenic i pochwalic.

                Pozdro

                PF
                • wtop.ek Re: Outsider look 03.08.20, 10:51
                  Artykuł trochę naciągany jeśli chodzi podróżowanie. Jeśli się mieszka w najgęściej zaludnionym rejonie Ontario, czy Toronto i okolice i w pasie po Montreal, to wycieczka samochodem do Stanów - N. Jork, Boston , Waszyngton oznacza kilkaset km czyli podobnie jak w Europie z Polski na Węgry czy do Bawarii.

                  Gorzej jeśli się mieszka gdzieś w Winnipeg albo Edmonton, bo stamtąd rzeczywiście trzeba się ujechać, aby dotrzeć do bardziej zaludnionych miejsc.
                    • boavista4 Re: Outsider look 03.08.20, 20:06
                      gdziekolwiek jestem za granica to widze duzo Niemcow, europejczykow, w ty Polakow. Amerynaow, nie widac, sa tylko w drogich hotelach i zwykle sa to starsi ludzie. Europa jest mloda i w tanich hotelach.
                      • boavista4 Re: Outsider look 03.08.20, 20:21
                        zoabczcie na wakacyjne ogloszenia w Polsce, wycieczki objazdowe po Europie za tysiac , a moze pare tysiecy zlotych. W NYC - ogloszenie 3 dni w Montrealu - 3000 dolarow, tygodniowa wycieczka do marocco w namiocie 2 osobowym - 82 tysiace dolarow, za jednoosobowy namiot - dodatkowo 9 tysiecy dolarow. Stad Amerykanie jada do Atlantic City:
                          • wtop.ek Re: Outsider look 04.08.20, 12:01
                            Nie są realne. Wyjazd organizowany przez tematyczne biuro podroży zawsze będzie droższy. Trekking w Himalajach albo w Andach albo safari w RPA z własnym przewodnikiem i logistyką zapewniona przez bp to wszędzie są spore pieniądze. Jak się ma trochę doświadczenia w podróżach można to zrobić bez pośrednictwa bp, samemu, za bardzo umiarkowane pieniądze czy to jadąc z Polski czy z USA.

                            Z Polski lata się masowo na wakacjach do Grecji/Turcji/Hiszpanii/Egiptu i w sezonie taki wyjazd to kilkaset dolarów za np. 10 dni, z USA/Kanady lata się na Karaiby albo do do Meksyk i ceny za takie wczasy są porównywalne.
                        • malkontent6 Re: Outsider look 04.08.20, 18:25
                          boavista4 napisał(a):

                          > W NYC - ogloszenie 3 dni w Montrealu - 3000 dolarow, tygodniowa wycieczka do marocco w namiocie 2
                          > osobowym - 82 tysiace dolarow, za jednoosobowy namiot


                          Podaj linki do tych ogłoszeń.
              • engine8 Re: Raz na wozie, raz pod wozem 03.08.20, 21:10
                No wlasnie .. Pytanie - co to znaczy ze sie dostawalo na zachodzie i za kaluza "prace w swoim zawodzie" ??
                No bo to czego nas nauczono na Studiach to nie zawodu ale mozliwosci adaptacji do zawodu.
                W zasadzie do wielu zawodow bo nikt nie wiedzial co bedzie robil.
                A po studiach pracowalem w Polsc ekilkja dobrych lat w przemysle i mialem "zawod" Tyle ze do tego nie za bardzo mozna bylo sie tu przyznac bo ten zawod i doswiadczenia zawodowe - tzn techniczne byla tak archaiczne w stosunku do tego co zachod uzywal ze lepiej bylo sie nie przyznawac i zamiast tego wykrzesac ze swojej przeszloaci cos co lokalni mogli zrozumiec i jeszcze jak sie znalazlo cos czym mzona ich bylo zaiteresowac ba, zaoferowwac cos czego tu brakowalo to byl sukces....
                I ja wlasnie i to niechcaco ich zaiteresowalem tym..
                A bylo to to co jak studiowalem to sobie obiecywalem ze nigdy w zycie tego sie nie dotkne - zalicze i zapomne.... a potem to sie stalo moim zawodem i kariera na reszte lat...
                Byly to sprawy zwiazane z magnetyzm..
                I to bylo bardzo komiczne nawet.. Pierwsza prace mialem fajna bo w dziedxzinie telkomunikacji ale szybko sie okazalo ze tam trzeba mice licencje FCC a aby ja miec musialo sie miec obywatlestwo (o czym wlascicle nie wiedzial jak mnie przyjmowal...) No wiec pomimo faajnej prrtacy musialem sobie szukac cos innego zeby nie byc zawsze w ukryciu i wypelniac funkcje pomocnicze.
                W sumie to praca mnie znalazla a nie ja ja.. Zadzwonil headhunter ze ma oferte...OK. Zawolali mnie na rozmowe do startupu.. Przedstawili firme pieknie, moja droge do sukcesu.... i w kocu mi powiedzieli co to ja bede robil.... Projektowal kanal zapisujaco - odczytujacy do urzdzen pamieci magnetycznych... Fuj.
                I to mnie zaszkokowalo.... I po chwili , pieknie im podziekowalem i mowie ze wszytko ladnie wyglada ale ja sie sprawami magnetyzmu zajmwac po prostu nie chce - Troche wiem ale mam wstret do tego....
                Rozesmaili sie i mowia ...."ale ty ciagle jest najlepszym kandydatem na to funkcje bo ty sie na tym przynajmniej troche znasz a tylko tego nie chcesz robic - albo cie sie tak wydaje bo wg nas takich glupich powodow chyba najwyzszy czas sie pozbyc. ...
                Bo inni to chca to robic ale pojeci ao tym nie maja...
                No wiec jeden wpadl na pomysl i mowi.
                "Ty mowiles ze twoja specjializacja to telekomunikacja??.... No tak... A wiec wiesz jak wysylac sygnal w kabel?
                No wiem.. I jak z tego kable sygnal odbierac?
                No wiem.
                No to jak Ty ten sygnal wysylasz to musi byc najlepszej jakosci jaka mozna osignac bo musi leciec jak najdalej?
                No tak.
                A jak odbierasz to to co tobie ktos wyslaw dociera nic tylko szumy i zaklocenia a tym musisz wsrod tego odtworzyc sygmal, oczyscic go i odczytac prawidlowo?
                No tak.....
                Wiec SUPER. Zapomnij ze bedziesz projektowal cokolwiek do systemow magnetycznych i wyobraz sobie ze to nic innego tylko kabel telkomunikacyjny.. Wysylasz dobry sygla a dostaaje z powrotem smieci?
                Mozesz to robic?
                No TO to moge. :)))
                I tym glosnym smiechem dogadalismy sie.....
                A krotko potem okazalo sie magnetyzm jednak nie tylko odpycha ale i przyciaga. .
                I trafilem na fale magnetyczna....na ktorej bez obrazen D przelecialem przez 30+ lat bardzo ciekawej, wrecz fascynuajcej pracy...
                Czyli potwierdzila sie stara zasada "NEVER say Never!" .
                • denirus Re: Raz na wozie, raz pod wozem 04.08.20, 07:16
                  Bardzo ciekawe.
                  Pewnie dlatego ze tez mam wyksztalcenie z tej dziedziny :-)
                  Moj kolega z klasy (w Polsce) zrobil doktorat z tej dziedziny.
                  Pytam go, czy nie mysli o habilitacji. Odpowiedzial ze doktorat - to wynik wiedzy, a habilitacja - to polityka. I ona go nie interesuje.
                  Ciekaw jestem czy w USA, we Fracji tez tak jest?
                  • polski_francuz Re: Raz na wozie, raz pod wozem 04.08.20, 09:38
                    "Pytam go, czy nie mysli o habilitacji. Odpowiedzial ze doktorat - to wynik wiedzy, a habilitacja - to polityka. I ona go nie interesuje. Ciekaw jestem czy w USA, we Fracji tez tak jest?"

                    W Stanach nie ma habilitacji. W Polsce, Francji i Niemczech sa. Czy to jest polityka? Doktorat jest praca samodzielna doktoranta. Habilitacja jest zwiazana ze wspolpraca: z doktorantami, dyplomantami, kolegami...a to juz jest bardziej polityczne. Upraszczajac, i z mojego doswiadczenia to doktorat jest poswiecony jednemu tematowi a habilitacja powinna wiazac kilka tematow i byc nieco ogolniejsza naukowo.

                    W koncu habilitacja otwiera w Polsce, Niemczech i we Francji droge do profesury i to tez moze miec charakter polityczny.

                    PF
                    • de_oakville Nowy, "egzotyczny" kraj 04.08.20, 11:47
                      Kiedy przylecialem po raz 1-szy do Kanady bylem troche zaszokowany "egzotyka" tego kraju. Nie tak go sobie wczesniej wyobrazalem. Drewniane domy, kable elektryczne na wysokich drewnianych slupach, druciane wieszaki w pokoju w motelu itp. Upal w lecie, szalony mroz w zimie. Prawie brak pieszych na ulicach w miasteczku
                      do ktorego mnie na poczatku wyslano. Tak wlasnie mniej wiecej wyobrazalem sobie w Polsce jakas Brazylie, moze Chile, ale nie Kanade. Wspominalem Europe (RFN) jako "raj" - ksiegarnie, zwarte zabytkowe miasta itd. Tutaj wszystko rozwlekle i rozrzucone na duzej przestrzeni. Kiedy po kilku latach dostalem wreszcie te dobra prace i pojechalem w swoj 1-szy wyjazd sluzbowy poza Kanade (do Szwajcarii - nie do wiary!) to poczulem sie jakbym ponownie wrocil na chwile do "raju". Zadzwonilem od razu do rodziny w Polsce i powiedzialem wtedy: "Nareszcie ponownie w Europie". Witalem Europe w Bernie - stolicy Szwajcarii, miescie lezacym bardzo blisko i bardzo podobnym do Freiburga w RFN-ie, z ktorego przed paru laty Europe opuszczalem. Kanada mnie jednak mimo wszystko interesowala i chcialem ja poznac i zwiedzic. Nawet gdybym byl na Syberii to rowniez by mnie ona interesowala i chcialbym "zaliczyc" jakis Irkuck czy Nowosybirsk, zobaczyc jak wygladaja. W Kanadzie, przed ewentualnym powrotem do "ukochanej Europy" chcialem tylko "zaliczyc" jeszcze miasto London w Ontario, o ktorym slyszalem, ze ma rzeke Tamize, Hyde Park i Oxford Street. "Prawdziwy" London w UK poznalem w czasach studenckich. Fascynowalo mnie to, ze tutejsze kanadyjskie "Londony" tak bardzo roznia sie od Europy, chociaz mowi sie w nich tym samym jezykiem co tam (tzn. w UK). Chcialem tez zaliczyc miasto Quebec, zeby miec rowniez pojecie jak tam jest. Ottawe juz poznalem, bo mieszkalem w niej kilka lat. Bylem kawalerem, mialem wlasny samochod, dobra prace i dlugie weekendy do dyspozycji. Czulem sie wiec jak "krol kanadyjskich szos".
                      Przejezdzalem w dni wolne od pracy przez rozmaite "egzotyczne" miasteczka o nieznanych mi wczesniej nazwach, wstepujac w nich czasem do chinskich czy innych restauracji. Poniewaz London lezy, patrzac ode mie, za Toronto, musialem przejechac przez to wielkie miasto, ktorego aglomeracja ciagnie sie ponad 100 km wzdluz jeziora Ontario. Zatrzymalem sie tam, zeby przy okazji zobaczyc "Ronceswólke", czyli "polska dzielnice" polozona przy Roncesvalles Avenue w zachodniej czesci Toronto. Znalazlem sie tam po raz 1-szy i rowniez nie tak sobie te ulice wyobrazalem. Stara ulica, o architekturze cos ja Zabkowska albo Targowa na warszawskiej Pradze.
                      Z szynami tramwajowymi i tramwajami jezdzacymi wzdluz niej. Pelno "egzotycznych" sklepow i sklepikow, polskich restauracji. Polska ksiegarnia "Gazety" (juz tam dzis nie istniejaca), gdzie mozna bylo kupic polskie ksiazki, polskie czasopisma. Patrzylem przez szybe z ulicy zanim wszedlem do srodka i zobaczylem bardzo
                      ladna dziewczyne, siedzaca przy kasie. Wtedy doznalem "olsnienia". Pomyslalem - mieszkam teraz gdzies w kanadyjskim "interiorze", jestem kawalerem, mam swoje lata. Przeciez ciagle tak nie mozna. A tu w Toronto roi sie od ladnych Polek i nie tylko Polek. I od tej pory moj jedynie turystyczny cel jednej czy dwoch podrozy do London i do Quebec City (Ville de Quebec) zostal "przycmiony" przez nowy cel, polegajacy na czestych wyjazdach
                      do Toronto - najwiekszego miasta Kanady, celem zakonczenia zycia w samotnosci. Ale to juz jest inna historia, prywatna i nie do opowiadania na forum. W kazdym razie na skutek tego wszystkiego, po latach, "wroslem" tak bardzo w Kanade, ze stala sie ona dla mnie bardziej swojska i bliska. Tu sie ozenilem i tu przezylem najlepsze i najciekawsze lata w zyciu. "Zapomnialem" o Europie. A inne kraje (rowniez RFN i Szwajcaria) stawaly sie po latach coraz bardziej odlegle i obce.
                        • de_oakville Re: Nowy, "egzotyczny" kraj 05.08.20, 11:58
                          dunajec1 napisał:

                          > A nie mieszkasz przypadkiem teraz tam jak Twoj nik to wskazuje?

                          Nie. Chcialem tam raz zamieszkac, ale nie wyszlo. Oakville to bardziej moja "ojczyzna duchowa" w Kanadzie niz rzeczywista, ze sie tak wyraze. W Polsce moja "ojczyzna duchowa" bylo Trojmiasto. Kiedy przyjechalem do Kanady i poznalem Toronto oraz cala jego aglomeracje, wtedy jezioro Ontario i jego brzegi "zastepowaly mi" niejako Baltyk. Myslalem sobie wtedy, ze za "komuny" miejscowosci nad Baltykiem podupadly, ale mam za to teraz "w zastepstwie" te wszystkie miasteczka nad wielkim jeziorem. Moglem sie nawet doszukiwac jakiegos podobientwa, przy jeszcze wiekszej (wtedy) atrakcyjnosci. Zawsze lubilem miasteczka nadmorskie, a w Oakville albo w Port Credit czy w Cobourg byly rowniez male porty nad wielkim jeziorem, gdzie nie widac drugiego brzegu, jachty, zeglarze itd. To mnie rowniez zachwycilo, a ponadto piekny widok z oddali na downtown Toronto. Upatrzylem sobie nawet w Oakville blok mieszkalny, w ktorym chcialbym kiedys w na starosc zamieszkac. Ale okazalo sie, ze nie dla mnie - cena apartamentu ponad 1 milion dolarow (w poblizu portu jachtowego). Ta nazwa miasta (Oakville) ma jednak jeszcze dla mnie "podwojne dno", co sobie dopiero niedawno uswiadomilem. Chodzi o "dąb" w jego nazwie. Otoz w Polsce mieszkalem w dziecinstwie w miescie, ktorego nazwe moznaby "od biedy" przetlumaczyc na angielski jako "Oakville". Mniejsza o szczegoly. A wiec jednak w wiekszym stopniu "nick moj" niz myslalem wtedy, kiedy go sobie obieralem. I nawet bardziej "polski" niz mi sie wydawalo. Podobnie pewnie jak ja sam.
                      • engine8 Re: Nowy, "egzotyczny" kraj 04.08.20, 18:14
                        Interesujace ze mnie tez pierwsze co zaszokowalo to kablr telefoniczne wiszace jak sznurki do bielizny i czesto podwieszone na slupach elektrycznnych..
                        U nas po pierwsze nie wolno bylo wieszac kabli na slupach elktrycznych ale te nasze wiszace na specjalnych slupach telfoncznych kable byly w wiekszosci powodem probemow telekomunikacji - jaosc fatalna.
                        Kultura i przepisy nakazywaly wkopanie kabla do ziemi..... No i to ze nasze super kable byly w ziemi ale telefon byl luksusem a jakosc komunikacji pod psem.. Jak sie ktos zapisal na telefon to dostawal orientacyjna date instalacji - 99 lat. Byly komisje prxydxialow i jak ktos wyjechal za granice to mu tefon wylacano i odbierano. To byl luksus na skale samochodu
                        Tu jakos to wszystko ledwo wisial ale pracowalo nenagannie....
                        I "wniosek" o telefon polegal na zadzwonieniu do firmy i poproszeniu o instalacjie. Zadzwonilem przed poludniem i oni mi mowia ze jest im bardzo przykro ale dzis tego nie zrobia ale jutro prze poludniem bedzie podlaczony...
                    • engine8 Re: Raz na wozie, raz pod wozem 04.08.20, 18:04
                      U nas jest cos takiego jak "postdoc" -post doctoral co czesto rodzi pytania. To nie tytul naukowy chociaz uwazany jako nastepny krok w gore po uzyskaniu doktoraty.
                      Ja to oceniam jak praktyke po doktoracie...albo zajecie w czasie oczekiwania na prawdziwa prace....bo to raczej praca/zajecie - wsparte finansami i duzo doza niezaleznosci a nie tyltul ktorej celem jest przygotowanie do niezaleznje pracy badawczej... Cos jak residency w medycynie...??? .
                      • nopalaks Re: Raz na wozie, raz pod wozem 21.08.20, 09:10
                        Wszedzie na swiecie jest cos takiego jak postdoc. Dwa-trzy lata w zespole naukowym, oplacane ze stypendium, czyli de facto bez umowy w instytucie. Jest duzo doktorow i malo miejsc pracy, postdoc to weryfikuje.
                  • engine8 Re: Raz na wozie, raz pod wozem 04.08.20, 17:55
                    W USA to ludzie pracujacy we przymysle moga ale niekonicznie zawsze na doktoratach "zarabiaja" ale zwykle sa pierwsi do awansu i pierwsi do prowadzenia badan/analiz...
                    U na sie mowi ze ci z PhD to sa "Placed higher and Deeper"
    • aksiegowy3 Re: Wrazenia Polki z Kanady 05.08.20, 15:21
      tak jak powiedzial Lenin:
      punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia
      jest roznie:
      - sa tacy co robia dobre/ciekawe kariery w Kanadzie/USA
      - ale sa i tacy co zostaja na przyslowiowym zmywaku do konca zycia
      mysle ze ci robiacy kariere, zrobiliby ja niezaleznie od tego gdzie mieszkaja - ot maja taka predyspozycje.
      A ze Kanada/USA sa wielkie - to mozna znalesc tam wszystkie mozliwe warianty zycia - od zycia w "slumsach" do zycia w luksusowych dzielnicach
      Individualne historie sa ciekawe, ale tylko pokazuja indiwidualne spojrzenie.

      a co do wakacji to tez jest roznie :-). Od lat mam 5 tygodni (4 tygodnie bylo na start), nielimitowane chorobowe, jakies tam dni personalne, plus 12 swiat w roku - a jak chce sie urwac z pracy to robie to wiedzac ze nastepnego dnia dogonie zaleglosci. szefa nie interesuje jak dlugo pracuje - ale co zrobilem.
        • de_oakville Não compreendo nada disto 06.08.20, 10:51
          Slaskie miasteczka, powiadasz. Miasteczka estonskie. No coz, byc moze sa ladne i czyste, z tym ze ja nie mam z nimi kompletnie nic wspolnego. W kazdym razie nie wiecej niz np. z Riviera francuska, ktora mi sie, nawiasem mowiac, jeszcze bardziej od tych miasteczek podoba. Bo ta ich schludnosc i czystosc to niby dobra cecha, ale wzbudza w mieszkancach glownie pyche, co nie jest wcale dobra cecha ludzkiego charakteru. Polska byla pod zaborami i wiekszosc tego co u nas w Polsce jest, szczegolnie na tzw. Ziemiach Zachodnich, to budownictwo i kultura bylych zaborcow, a nie nasza i nie moja. Dlaczego mialbym sie wiec "podczepiac" pod te wlasnie kulture i uznawac ja za swoja? A nie na przyklad pod turecka czy meksykanska? W "rdzennej Polsce" moge sie najwyzej "podczepiac" pod Mońki, Garwolin, Biłgoraj, Ryczywół i Łysobyki. W podstawowce uczono mnie przeciez spiewac, żem jest "ze spalonych wsi", a nie z palacu krolewskiego. Ale nawet gdyby te slaskie miasteczka budowali moi przodkowie, to dla mnie bylby to raczej ciezar niz powod do radosci. Bo dlaczego miejsce urodzenia ma mnie definiowac i okreslac na cala reszte mojego zycia? Dlaczego mam "niesc na plecach" wszystkie te starocie wybudowane przez moich dziadow i pradziadow? To jest ich dzielo, a nie moje. Dlatego wielu ludzi czuje sie dobrze w "nowym swiecie". W Ameryce Polnocnej jest rowniez bardzo wiele pieknych miejsc, a ich zaleta jest takze to, ze sa bardziej "świeże" niz najpopularniejsze miejsca w Europie. San Francisco na przyklad jest bardzo piekne, a przy tym robi wrazenie bardziej "świeże" od takiego np. Rzymu. Tam nic juz od siebie wiecej nie dodam, a tu jeszcze moge. A zatem Kanada i jej zabudowa wydaje mi sie obecnie bardziej swojska od slaskich miasteczek. A dodatkowa jej zaleta jest to, ze nie wzbudza pychy. Komfort psychiczny za to wzbudza.
      • engine8 Re: Wrazenia Polki z Kanady 06.08.20, 01:33
        No wlasnie... Dlaczego wiec sie sugerowac statystyka ogromnego i zroznicowanego kraju a nie konkretnej lokalizacji?
        Bo skoro jest miejsce gdzie latwo znelezc dobra prace w swoim zawodzie, gdzie mozna ladnie i bezpiecznie mieszkac, gdzie ma sie dostep to wszytkiego czego sie pragnie..... to dlaczego tego nie robic i nie postwic sobie tego za cel zamiast narzekac i mowic ze przeciez nie w calym kraju tak jest?
        A i W USA i Kandzie mozna sobiew wlasnie znalezc miejsce gdzie bedzie sie mialo optymalne uklady i warunki.. i jakie zaczeni ema dla mnie to ze w NY czy LA sa slumsy, ze wChicago sie strzelaja a w Luizjanie sa caarni i tornada.... Mnie to moze zupenie nie dotyczyc poniewaz lokalizacje i jakosc zycia jest w naszyc h rekach i jedyna rzecza co je laczy to polityka federalna kraju ...
        Tak ze wlasnie o to chodzi ze mozna miec 1000 indywidualnych i pozytywnych spojrzen pomimo ze nie wszytko w kazdym zakatku jest tak samo...
        Ja w kilku ostatnich firm mialem NIOGRANICZONY urlop.... Tak nieograniczony.. Moglem brac tyle ile chcialem, ile potrzebowalem i oczywscie ile szef mogl przelknac...
        A przed tem moalem roznie - ofocjlanie zaczynalem od 2 tygodni ale zawsze bralem wiecej.... i to legalnie czy pol legalnie ... Nigdy nie narzeklaem na to ze mialem za malo urlopu...
    • drizzlys Re: Wrazenia Polki z Kanady 06.08.20, 06:58
      We wczesnych latach 80-tych razem z rodziną wybrałem się z Ottawy do Vancouver Greyhoundem. Autobus zatrzymał się o świcie gdzieś w Saskatchewan na „papierosa”. Wokół, gdzie wzrokiem sięgnąć, żółte pola dojrzewającej pszenicy, wschód zaróżowiony wschodzącym słońcem i cisza przerywana śpiewaniem skowronka. Ale największe wrażenie to przenikający zapach dojrzewającego zboża! Uczucie błogości które śni mi się coraz częściej
      • boavista4 Re: Pycha Oakvilla 06.08.20, 18:09
        TYCH PIĘKNYCH PAŁACÓW W Europie jest cala masa, ludzie o nie dbają, są to teraz muzea, hotele rzadko prywatne rezydencje, ale je widać , są dostępne, są położone wśród ludzi rożnych klas, którzy ze swoich okien mogą spoglądać na te piękne dzieła architektury , które staja się także ich kultura, podnoszą ich cywilizacje, zrozumienie sztuki, chęć poznania podobnych, podróżowania, poznawania innych kultur. Ta sztuka nie jest dorobkiem jednego narodu, ona zaczęła się od Mezopotamii, Egiptu, Grecji, a dalej rozwinął ja każdy naród, w nawiązaniu do środowiska, histori, obcych cywilizacji Azji i Ameryki Łacińskiej. Kapitalizm podzielił ludzi podatkiem od nieruchomości, tak ze w zasięgu oka bogacza jest tylko bogactwo, a w zasięgu spojrzenia biedaka jest tylko nędza. Piękna architektura nowoczesna w większości jest mniej dostępna od pięknej architektury klasycznej. Jedyne dostępne budynki to wiezienia i sady. Tymczasowość współczesnego budownictwa , otoczona propaganda ekologi, jest jednym wielkim kłamstwem . Ameryka przoduje zakłamaniem i pycha, dla zysku kapitału i polityki burzy się piękne pałace i na ich miejsce buduje się ohydne wieżowce, albo parkingi samochodowe. miasta rosną do monstrualnych rozmiarów, a dodatkowego zniszczenia dokonuje tak zwana mobilność obywateli i wojny o demokracje. Gdziekolwiek jestem, wszystko należy do narodu w mniejszym lub większym zakresie. Jako jednostka nikt nie byłbym w stanie wybudować więcej niż szałas, to nasze elity budowały place , fontanny, kościoły, palące i to wszystko należy do nas. Dzisiejsze elity budują tylko dla siebie. Pycha i duma pana Oakvilla ma wytłumaczenie tylko w braku zdrowego rozsądku, a albo propagandowym celu.
    • sol4000 Re: Wrazenia Polki z Kanady 06.08.20, 19:54
      Nigdy nie bylem w Kanadzie. Raz bedac w USA mialem taka mozliwosc, ale jakos ta wizyta przeszla obok.
      Natomiast jakis czs temu przeczytalem kilka ksiazek kanadyjskiej pisarki. Ksiazki jej to glownie kryminaly, moze piszi inne ale ja czytalem tylko te.
      Czytajac jej ksiazki, "zakochalem" sie w Kanadzie. Przede wszystkim dlatego, ze w wielu jej opisach Kanada przypomina mi Danie.
      Przeczytalem wszystkie jej ksiazki, jakie byly dostepne w naszej lokalnej bibliotece.

      Tu jest cytat z jej ksiazki (niestety nie pamietan z jakiej):
      „Celem życia nie jest bycie po stronie większości, a w tym, by nie być w szeregach szaleńców.” (Louise Penny)
      Wydaje mi sie, ze jest dosc aktualne :-)

      Sol


    • zeitgeist2010 Re: Wrazenia Polki z Kanady 19.08.20, 15:47
      de_oakville napisał:

      > Przeczytalem z zainteresowaniem artykul w "Gazecie" na temat wrazen Polki z pob> ytu w Kanadzie.

      <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

      Z zainteresowaniem przyczytalem zalinkowany przez ciebie artykul. Wrazenia tej polskiej fotografki wydaja sie bardzo autentyczne. Spotkalem kilku Kanadyjczykow I odnioslem wrazenie, ze ich mentalnosc przypomina mi Szwedow.

      Ponizej wklejam cytaty opisujace Kanadyjczykow, ktore jak ulal moglyby opisywac Szwedow.

      "Amerykanin prędzej powie, co myśli, zajmie stanowisko. Kanadyjczyk będzie długo myślał, zanim wyrazi opinię, a być może nigdy nie poznasz jego zdania na dany temat.

      Myślę, że się da, ale potrzeba na to dużo czasu. Kanadyjczycy nie będą nas chcieli od razu zapraszać do domu. Kilka lat minęło, zanim zaczęli w rozmowach poruszać tematy, które na początku są wręcz uważane za nie na miejscu.

      Jak się jednak przyjeżdża do Kanady, to czuć wzajemny szacunek i harmonię w koegzystencji ludzi. W dużych miastach w szkole i przedszkolu masz wszystkie kolory skóry, dzieci o różnych wyznaniach i korzeniach. Kanadyjczycy uczą się więc tolerancji w praktyce, od dziecka. "



      Dla kontrastu podaje Cytat, ktory na pewno nie pasuje do Szwecji. Masy POlakow przyjezdzaly do tego kraju, aby zarobic. Bez znajomosci jezyka, bez gotowosci I potencjalu do nauczenia sie nowych rzeczy I wartosci.

      "Kanada nie jest krajem zarobkowym - tutaj nie przyjeżdża się po to, żeby odłożyć dolary i posłać je do Polski na remont mieszkania czy wrócić po kilku latach i wybudować za nie dom. Koszty życia są tak wysokie, że to się nie uda. Można odłożyć coś na ekstrawydatki w Kanadzie. Młoda emigracja przyjeżdża tutaj, żeby się rozwinąć, przeżyć coś innego, pożyć w liberalnym, otwartym kraju. "


      Gastarbeiter moze w Szwecji dosyc dobrze zarobic w robociarskim swiecie bez wyksztalcenia np. na budowie albo w rzemiosle.

      Polka slusznie zwraca uwage na unikalna ceche Kanady: ogrom terytorium I odleglosci dla nieduzej populacji. W takim miejscu trudno o wyksztalcenie sie jakiejs charakterystycznej mentalnosci dla calego , mlodego przeciez kraju.

      Jezeli istnieja, to juz lokalne mentalnosci. Inaczej niz w Szwecji czy Rosji, ktore przy rzadkim zaludnieniu wyksztalcily wlasne mentalnosci ze wzgledu na dluga historie.

      W przypadku Rosji tez konsekwencje autorytarnych rzadow. Rosjanin musi miec pana, ktory go leje po mordzie. Z kolei Kanadyjczyk I Szwed jest uksztaltowany z dziada pradziada w liberalnej I otwartej kulturze.

      Z kolei Polacy sa bardziej roznorodni. Widac to teraz na podziale na Pislam I anty-pislam. Pislam to tacy rosyjskopodobni a anty-pislam to kanadyjskopodobni.

    • de_oakville Swiat z perspektywy Boavisty 20.08.20, 11:44
      Mieszkamy w roznych krajach swiata, wielu z nas poza Polska. Tak jak nie ma ludzi bez wad, tak nie ma rowniez krajow bez wad. Przeciez kraje i ich charakter tworza glownie ludzie. Naleze do osob, ktore chetniej widza zalety u innych i chca przymykac oczy na wady. Przeciez na tym wlasnie polega tworzenie spokojnego i bezkonfliktowego wspolzycia w spoleczenstwie. Boavista, przeciez nikt ciebie nie zmusza do zamieszkania w USA, jezeli kraj ten ci sie nie podoba. Przedstawiasz mi tu jakies francuskie albo niemieckie budowle, ktore ja tez bardzo dobrze znam. Chcesz mnie zmusic, zebym je "pokochal" na sile i uznal za "swoje"? Bo Stalin przylaczyl do Polski kiedys te ziemie? Powtarzam ci jeszcze raz - one nie sa moje i nie mam z nimi nic wspolnego, poza tym ze je widzialem, bylem w srodku i wysoko je ocenilem. Ale wysoko ocenilem rowniez Marylin Monroe, i co z tego?
      Kochaj je sobie sam, jesli chcesz. Nic dobrego ci one nie daly, zepsuly ci tylko charakter. Ja obecnie wiekszosc zycia spedzilem w Kanadzie i teraz to jest wlasnie moj kraj. Nie wyobrazam sobie, ze mozna mieszkac np. w Brazylii, a duchem byc ciagle w Europie. To podobnie jak ktos nieszczesliwie ozeniony - jest z wlasna zona, ale bez przerwy mysli o innej kobiecie (ktora zreszta ma go gdzies). Nigdy nie chcialem mieszkac w jakims
      kraju tylko dlatego, ze jest on "najwazniejszy". W Europie "upatrzylem sobie" wlasnie Danie jako kraj, w ktorym chcialbym ewentualnie zamieszkac, chetniej niz np. w Niemczech. Albo wlasnie Szwecje. Ale sa ludzie w Polsce, ktorzy tez chca tylko widziec tylko "wady" tych krajow, a nie chca widziec ich wielkich zalet. Zamiast krytykowac moj obecny kraj, napisz cos dobrego i ciekawego o swoim wlasnym. Tylko nie mysl, ze twoja mentalnosc udzieli sie innym i zepsuje im charakter. Popsuje im najwyzej nieco humor. Na krotko.
        • boavista4 Re: Swiat z perspektywy Boavisty 21.08.20, 05:13
          wicie, a to pytanie, gdzie najlepi? Canada to takie wielkie ze trudno tam na rowerze dojechac a to do Yukonu, a to na Labrador, czysto, szczurof na ulicy ni ma, ale tak zimno przez niemal caly roczek, ze chlowiekowi podobo sie Floryda. A na ty Florydzie to znowu za goronco i nudnie, n'est-ce pas?
          No to jedziem do Brazyli, a tu trza jechac setki kilometrow z jednej dziury do drugiej dziury. Taki dziki zachod.
          No to Jewropa, wszystko pienkne, blisko , mozna isc san Giminiano do Parmy na piechote, a potem do Lucci. W Szwajcari troche obco i drogo, w Niemcach ludzie czasu ni majom zeby sie pobawic, w Polsce pienknie ale ludziom sie wydaje wszendzie som wrogi i nie takie dobre jedzenie. Wienc jedziemy do Jugoslawi (niby ni ma , ale jest, jak tylko USA ich opusci to zaraz sie polaczom s Wengrami i bendziemy miec wielkie krolestwo wengierskie)). Wiec kocham te kraje, Montenego, Chorwacje, Slowenie, Serbie, Macedoonie, Bosnie, a Budapeszt to prawdziwa stolica! Przepiekna! Trzeba popierac Orbana, niech sie wegry odrodza razem z Austria, jako Cesarstwo Austro-Wegier od Adriatyku po Gdansk, od Liublany po Bukareszt i Konstantynopol! Nikt by nam nie dorownal! Zadne USA, zadne Chiny, zadne Niemcy. A pierwszym cesarzem powinien byc Sebastian Kurz!! A Oakville niech se siedzi w lodowatej Kanadzie z tymi banderowcami!!
          • de_oakville Nikt ci nie zabrania kochac Europy 26.08.20, 11:31
            Jezeli Europa jest dla Ciebie taka wspaniala, to sobie ja kochaj. Dziwie sie, ze mieszkasz w Brazylii.
            Pozwol kochac Brazylie tym, co kochaja ja bardziej od Europy i nie udowadniaj im, ze nie maja racji "Milosc jest slepa". Pozwol tez kochac USA czy Kanade tym, ktorzy cenia zalety tych krajow, mentalnosc ich mieszkancow i krajobrazy ponad wszystkie inne na swiecie. Kazdy czlowiek ma wlasna i niepowtarzalna historie swojego zycia. Nie staraj sie udowodnic ludziom, ze ratusz w Hamburgu jest piekniejszy niz ratusz w Berlinie ("Rotes Rathaus"), bo ci ktorzy spedzili zycie "w cieniu" teg ostatniego beda zawsze uwazac odwrotnie, to chyba calkiem zrozumiale.
            Niektorzy ludzie, nie za bardzo lubiacy Europe mogliby napisac, ze jest ona za bardzo "zagracona" roznymi starociami, ktore odciagaja tylko uwage i nie pozwalaja sie czlowiekowi skoncentrowac na sprawach najwazniejszych w zyciu - wlasnym rozwoju i wlasnej rodzinie.
            • boavista4 Re: Nikt ci nie zabrania kochac Europy 26.08.20, 14:19
              ale ci sie pieprzy oakville. nie moze byc rozwoju samego siebie bez oparcia sie o spoleczenstwo i otoczenie. dlego szuksmy lepszych uniwersytetow, mieszkamy w lepszych dzielnicach, krajach, podruzojemy, a nawet siedzimy na internecie, Ameryka wyrosla z lichwy, cudzych wojen, teraz stracila rozum i upada, o kanadzie lepi nis nie gadac , bo to lodowata pustka, bez zadnej kultury, cywylizacyjne barbarzynstwo, pustynia, smietnisko, wylegarnia Covida, cmentarzysko degrengolady, rzadzone przez imbecyla Trudeau.
              • de_oakville Re: Nikt ci nie zabrania kochac Europy 27.08.20, 11:49
                No coz, meu caro amigo. Ameryka ma najlepsze uczelnie na swiecie, dzieki Ameryce mamy internet. W Europie natomiast najslynniejsze uczelnie to Oxford i Cambridge w Wielkiej Brytanii. Ci co az tak daleko nie zaszli, ani pod wzgledem posiadanego terytorium, ani pod wzgledem intelektu mieli i maja nadal jak widac ogromne kompleksy.
                Ujawniasz je, jak na dloni. Lepiej milcz, gdyz jak mowi slynne powiedzenie:

                "Jestes niewolnikiem tego, co powiedziales / napisales. Jestes panem tego, co zachowales dla siebie".

                "Hitler's megalomania was a veneer for his insecurity and feelings of inferiority."

                ("1100 Words You Need to Know")

                "Jezeli sposrod wielu prawd wybierzesz tylko jedna i bedziesz slepo za nia podazac, stanie sie ona klamstwem, a ty staniesz sie fanatykiem".

                (Ryszard Kapuscinski, "Lapidarium")
                • boavista4 Re: Oakvilla trafilo! 27.08.20, 23:43
                  i coz ci z tego internetu?
                  tylko COVID i syf!
                  Biletu na samolot nie zamowisz, bo linie nie lataja, a nawet jakby lataly to cie wsadza do wiezienia.
                  Wynalezli COVID to tera nie ma opery, sportu. jestes zmkniet z kagance na pysku w domu i wszystko musisz kupic przez services on line. Twoj maly sklepik na rogu bedzie zamkniety, twoj bank moze przejac cala twoja fortune bez twojej wiedzy, rzad bedzie wiedzial jaki kupujesz papier toaletowy i gdzie jestes, z kim rozmawiasz, wszczepia ci czipa do zatka i beda wiedziec ile razy chodzisz do taoalety, Komputery i ta cala nowoczesnosc zniszczy cala ludzkosc. W Kanadzie bylo jak bylo, a teraz zabiora was Chinczyki, i zrobia z was robotami komuny, Jedyna technika ktora pomoze cywilizacji jest zniszczyc cala technike i budowac piekne miasta tak ja to robili w renesansie i gotyku.

                  • engine8 Re: Oakvilla trafilo! 28.08.20, 02:05
                    Czyzbys byl nastepna ofiara - COVID?

                    Przez internet dowiaduje sie jak bedzie pogoda :) chociaz codziennie jest tak sama. :)
                    I zamawiam co sie da z Amazona - czy mi potrzebne czy nie ale dostarcza pod drzwi i jest tanie... A pozniej pomysle jak sie tego pozbyc :)
                    Sklepik na rogu dawno przestal byc rentowny - niestety, wiec czeka go koniec.
                    Bank? Ja chyba z 5 lat nie bylem osobiscie w banku - a one jeszcze funkcjonuja? bo juz wtedy nie bylo ani jednego klienta tylko 3 osoby przy okienkach i 2 kierownikow przy biurkach ktorzy probowali mnie przekonac ze jednak lepiej zostawic ta kase u nich na zero % pomimo ze inny bank - interentowy oferowal 3%... No bo oni uferuje "personalny serwis". jakos mnie nie przekonali ze ich bycie tam bylo warte - dla mnie, $3 tys rocznie.

                    Jak government bedzie wiedzial jaki i jak czesto kupuje papier to mi moze i ulatwi bo sami mi dostarcza taki jaki lubie i wtedy kiedy poprzedni zuzyje.
                    A jaj uzywam bardzo malo poniewaz na mazonie kupilem tak D myjke co myje i suszy wiec paier niepotrzebny :)
                    A zeby nie zniszczyc relacji miedzyludzkich to wystarczy zatkac media splecznosciowe - takiejak to Faorum np i ludzie znow wyjda na ulice aby z sasiadamai pogadac - tymi prawdziwymi bo tych wrtulalnych juz nie bedzie.
                    Jak widac po Tobie juz zaczynaj tesknic. Czyli cos sie zaczyn dziac :)
                    Bo jakby tego Forum nie bylo - to myslsisz ze ktokolwiek by cokolwiek na tym stracil?
                    absolutnie nie.....
                    Technika jest dobra jak wszytko inne w zyciu - uzywane z umiarem.
                    Ale jak juz moja 8 letnie wnuczka to zauwazyla bo kiedys mowi do ojca
                    "Tata, czy my nie mam juz wystarczajaco tej nowoczesnosci? Co my jeszcze potrzebujemy??.. a po chwili "Hm, moze samo- jezdzace auta?"
                    A ja sie wtracilem i mowie "dziecinko ale te samojezdzace nie beda miec kierowcow i jak dorosniesz to juz nie bedzie prowadzic".
                    Ona sie usmiechnela i mowi.. "To w takim razie Dziadku, my juz nawet tych samojezdzacych aut nie potrzebujemy no ja chce prowadzic sama" :)

                    A teraz recepta na twoje depresyjne wpisy.... Zastosuj na sobie wszytko to co proponujesz zaczynajc od tych rzeczy bez ktorych spokojnie mozesz sie obyc bez szwanku na ciele i duszy.. Wyjdz na spacer i pogadaj z ludzmi - wierz mi ze jeszcze duzo ich tam jest i wielu mysli calkiem podobnie.
                    Najsmutniejsze - a moze nie takievsmutne, jest to ze tu nawet nikt tego nie zauwazy jak nagle ktos z nas zniknie... czyli nasz wartosc tutaj jest zerowa..
                    Good luck - glowa do gory....
                    A pocieszajace jest to ze jak sie nam wydaje ze zycie nas polozylo zupelnie na plecy to jedynie gdzie mozemy patrzec to w gore :)
                    • engine8 Re: Oakvilla trafilo! 28.08.20, 02:09
                      A ja wlasnie osobiscie kupilem sobie w sklepie skrzynke piwa i bez tego - jak bez internetu sie obyc nie moge....
                      I efekt podobny - kac jak za duzo sie tego skonsumuje.
                • nopalaks Re: Nikt ci nie zabrania kochac Europy 28.08.20, 00:02
                  Nie maja najlepszych uczelni na swiecie. Nie mozna oceniac uczelni jako calokszaltu, trzeba patrzec na wyniki w poszczegolnych dziedzinach naukowych i tutaj juz pojawiaja sie o wiele lepsze uczelnie.
                  Ameryka ma najlepsze uczelnie na swiecie wedlug amerykanskich statystyk, maja duzo uczniow, duzo pieniedzy i duzo publikacji, ale prestiz to nie wszystko, bo wiekszosc tych prestizowych uczelni to nie sa jednostki badawcze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka