Dodaj do ulubionych

Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak

19.09.20, 10:42
No coz Ojczyzna to wielkie slowo. Ale dla wielu ma znaczenie. I sluzy w jakis sposob do utrzymania rownowagi psychicznej.

Po tym bombastycznym wstepie moze wyjasnie skad te wielkie slowa. Wrocilem wlasnie z Monachium gdzie corka spedzala swoj semestr Erasmusa na MTU. Mieszkala w akademiku i sie zaprzyjaznila z sasiadami. I bylismy przedwczoraj na pozegnalnej kolacji w piwiarni kolo Placu Marii.

Siedzialem kolo przyszlego medyka rodem z Iranu i przyszlego informatyka rodem z Syrii. I z nimi rozmawialem. Pers, o charakterze lidera grupy, byl bardzo krytyczny dla swoich ayatollahow. Ale ma paszport iranski, mimo ze mu on raczej nie sluzy. Jezdzi do rodzicow. I jak sie go zapytalem co dalej z Iranem to mi powiedzial: won z ayatollahami ale sankcjom sie nie damy i nie bedzie Amerykaniec ani Izraelczyk plul nam w twarz. Pers przyjazni sie z Bawarka i pewnie za kilka lat sie z nia ozeni by sie piac po szczeblach kariery medyczno-uniwersyteckiej.

Syryjczyk dostal azyl. Jak go spytalem o Syrie to mi odpowiedzial cos o grze Stanow, Turcji, Iranu i Rosji. Ale go dalej pytalem co by zrobil gdyby dostal wladze nas Syria. Niezbyt wiedzial co odpowiedziec. Turcja mu sie dosc podoba i by z nia wszedl w partnerstwo. Zrozumialem, ze niezbyt lubi swego szefuncia Bashara Assada, ale, tez, niezbyt wie co by zrobil gdyby mial wladze. W jego glowie chyba przyszlosc jest z Niemcami i w Niemczech. A Syria staje sie egzotycznym krajem.

Nietrudno zgadnac do kogo poczulem sie podobny. I przyznam sie trudno mi przyszlo zrozumienie Syryjczyka. Ale moze, jak sie prosi o azyl to sie ma takie nastawienie?

PF
Obserwuj wątek
    • de_oakville Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 19.09.20, 12:15
      Jak juz jestesmy przy "perskim" temacie, a w dodatku w Monachium i tak sie sklada, ze dzis jest sobota, to
      musze rowniez z tej okazji dodac cos od siebie. Sobota to u mnie "dzien niemiecki", czyli w tym dniu wracam do
      tego jezyka oraz utrzymuje z nim kontakt i staram sie poglebic jego znajomosc. Ostatnio czytam miedzy innymi
      ksiazke Karola Maya pt. "Von Bagdad nach Stambul" (1907). Ksiazka rownie ciekawa jak np. "Winnetou" czy "Old Surehand" i autor sam wciela sie w niej w postac glownego bohatera (podobnie jak w "Old Surehand", gdzie jest "Old Shatterhandem"). Jest wiec Niemcem podrozujacym po krajach wschodnich i stoi oczywiscie pod kazdym wzgledem "o wiele wyzej" od tubylcow. Jest od nich madrzejszy, sprawniejszy i zaradnieszy. Jest w tej ksiazce taki fragment, w ktorym jeden z Persow mowi mu, ze zdaje sobie sprawe, z jakiego wspanialego kraju on do nich przybywa, a za to, ze jego wlasny kraj nie jest az tak wspanialy wini ichnie kobiety, ktore u nich, w przeciwienstwie do Niemiec, maja jakoby "dusze niewolnic". Wini za to nawet samego Mahometa. Moim zdanie spojrzenie bardzo uproszczone, ale co zrobic - niektore nacje lubuja sie w uproszczeniach i "plawia sie" w nich
      dla wlasnej przyjemnosci.

      "Emir, ich bin kein gewöhnlicher Perser, aber ich kann mich nicht mit Dir vergleichen. Ich weiss, dass
      in Deinem Lande ein Knabe kenntnissreicher ist, als bei uns ein Mann; dass Ihr in Gütern schwelgt, deren Namen
      wir nicht einmal kennen. Ich weiss, dass unser Land eine Einöde ist gegen das Eurige, und dass der ärmste
      eurer Leute mehr Rechte besitzt, als der Wessir von Farsistan. Ich weiss noch vieles Andere, und ich erkenne
      auch den Grund: Ihr habt Mütter, Ihr habt Frauen; wir aber haben keins von Beiden. Gib uns gute Mütter, so werden
      unsere Kinder sich auch bald mit den Euren messen können. Das Herz der Mutter ist der Boden, in dem der Geist
      des Kindes Wurzel schlägt. O Mohammed, ich hasse dich, denn du hast unseren Frauen die Seele genommen und
      sie zu Sklavinnen der Sinnenlust gemacht; du hast dadurch unsere Kraft gebrochen, unser Herz versteinert,
      unsere Länder verödet und alle Jene, welche Dir folgen, um das wahre Glück betrogen!"

      Er hatte sich erhoben und rief seine Anklage gegen den Propheten mit lauter Stimme aus. Ein Glück, dass keiner
      seiner Leute ihn zu hören vermochte!

      (Karl May, "Von Bagdad nach Stambul")
      • polski_francuz Niemki 19.09.20, 12:38
        "Sobota to u mnie "dzien niemiecki"

        Dla mnie to byl czwartek: corka mnie "przespacerowala" po Monachium. 5 godzin poprzez centrum miasta do stadionu olimpijskiego. Na stadionie bylem za moich studenckich czasow. I widzialem grajacego Gerda Müllera.

        Ale wrocmy do stolu w piwierani i do Niemek. Bylo ich kilka przy stole. Siedzialy cicho i pozwalaly na perski leadership. To przyjazne oko mnie zaciekawilo, ale oceniam je pozytywnie. Niemki byly przyjaznie nastawione do imigrantow z BW.

        Moze jednak, wsrod swoich i poza stolem mowia i zachowuja sie inaczej? Moze odczekajmy troche by ocenic.

        PF
        • de_oakville Re: Niemki 20.09.20, 12:11
          polski_francuz napisał:

          > Moze jednak, wsrod swoich i poza stolem mowia i zachowuja sie inaczej? Moze odc
          > zekajmy troche by ocenic.

          Nie wiem jak jest tam teraz, ale 30 lat temu, bedac w RFN-ie odnioslem wrazenie, ze jest to zupelnie niemozliwe aby traktowali cie "jak swojego" jezeli jestes cudzoziemcem. Bo zawsze beda jakies "bariery". Pewnie co innego, jesli przyjechales "na pochodzenie" albo sam uwazasz sie za Niemca. Odpowiada ci calkowicie miejscowa mentalnosc i uwielbiasz zachowywac sie jak Niemiec. Wpadles w dryl, bierzesz np. udzial w zbiorowych "ach" i "och" na stadionach. Wtedy, po pewnym czasie, mozesz byc uznany za "swego", chociaz znajda sie tacy, ktorzy nawet po 30-tu i wiecej latach przypomna ci, zes "z kresow", czyli "ktoras tam woda po kisielu". Ale jako "Ausländer" nigdy nie bedziesz rowny. Beda cie traktowac w miare przyjaznie, jesli przyjechales z kraju, ktory uwazaja za przyjazny (np. z Polski po roku 1989). Bedziesz wiec traktowany z sympatia podobnie jak "Piętaszek" przez Robinsona Cruzoe. Ale zawsze troche "z gory". Gorzej jesli jestes z kraju anglo-saskiego, np. z Kanady. Wowczas bedziesz nierzadko traktowany wrogo, niejednokrotnie zlosliwie. Nalezysz bowiem do swiata, ktory sobie stworzyl "przestrzen zyciowa" ("Lebensraum"), o ktorej Niemcy w przeszlosci zawsza marzyli, ale nie udalo im sie tego marzenia nigdy spelnic. I maja na tym punkcie pewien kompleks, choc nie jedyny. Inny maja na tym punkcie, ze kultura anglo-saska "rozlala sie" po calym swiecie i jest rownie dobrze przyswajalna w Szwecji jak w Indiach czy w Chinach i na Sri Lance. Nie wiadomo dlaczego sie dziwia, skoro dawno sami uznali, ze inni do ichniej niemieckiej kultury "nie dorosli". Zreszta nie jest ona "lekko przyswajalna" dla kazdego.
          A teraz przyjrzyjmy sie innemu wielkiemu europejskiemu narodowi - Francuzom. Zeby czuc sie "u siebie" musisz sie calkowicie zasymilowac. Przyjac kulture francuska i zachowywac sie jak Francuz. Ale jesli tego dokonasz, gotowi uznac cie za swego bez zadnych zastrzezen i nikt ci raczej nie wypomni, zes przyjechal z Wybrzeza Kosci Sloniowej. Jest zatem "drobna", ale wyczuwalna roznica na korzysc Francji. Oczywiscie, w swoich ocenach moge sie mylic. A ponadto sa wyjatki, jak w kazdym narodzie. Jest wielu rodowitych Niemcow od pokolen, ktorzy zupelnie nie pasuja do powyzszego schematu i z ktorymi mozna sie zaprzyjaznic jak rowny z rownym.
          Sam mam takich przyjaciow w Badenii Wirtembergii, z ktorymi znam sie od ponad 30 lat i ciagle utrzymuje kontakt. Ale odnioslem wrazenie, ze oni sa raczej wyjatkowi. A moze to nie oni sa wyjatkowi, tylko wyjatkowa jest wlasnie ta druga, spora jednak grupa, ktora sprawia, ze cudzoziemiec przy wielu okazjach czuje sie wlasnie tak, a nie inaczej.
          • monalisa2016 Re: Niemki 20.09.20, 15:32
            de_oakville napisał:

            > Sam mam takich przyjaciow w Badenii Wirtembergii, z ktorymi znam sie od ponad 3
            > 0 lat i ciagle utrzymuje kontakt. Ale odnioslem wrazenie, ze oni sa raczej wyja
            > tkowi.
            A moze to nie oni sa wyjatkowi, tylko wyjatkowa jest wlasnie ta druga, s
            > pora jednak grupa, ktora sprawia, ze cudzoziemiec przy wielu okazjach czuje sie
            > wlasnie tak, a nie inaczej.

            Nie są wyjątkowi w Baden Württemberg de_oakville, tak jest wszędzie, jak się zaintergrujesz, nie jesteś kombinatorem, cwaniakiem, nie jesteś przestępcą, dbasz o twój własny dochód (praca) by nie żyć z zapomogi będziesz jednym z nich tym zdobędziesz akceptację której tak szybko nie stracisz.
            Niestety nie wszyscy to potrafią z tego względu rodzą się tak zwane "Parallelgesellschaften" które żyją w swoim świecie narzucając większości swoją polityczno-społeczną kulturę.
          • polski_francuz Gra sie toczy 20.09.20, 18:17
            " Wtedy, po pewnym czasie, mozesz byc uznany za "swego", chociaz znajda sie tacy, ktorzy nawet po 30-tu i wiecej latach przypomna ci, zes "z kresow", czyli "ktoras tam woda po kisielu". Ale jako "Ausländer" nigdy nie bedziesz rowny."

            Dosc sie z Twoimi uwagami zgadzam. Z tym, ze 2 wydarzenia zmienily bardzo "twarz" Niemiec i Niemcow. Pierwsze to Wiedervereingung i przyjecie sasiednich Niemcow tyle, ze bardzo innych. Do dzis co nowi mniej zarabiaja i do dzis emigruja na zachod Niemiec. To ciagle inny kraj, inni ludzie i inna ekonomia. Dla zachodnich Niemiec to byla tez "historyczna wygrana". Z drugiej strony, zakonczyla sie wojna mentalna Niemiec z aliantami 2ws. i Niemcy staly sie znow Niemcami.

            Drugie wydarzenie to przyjecie ponad 1 mln imigrantow w 2015 roku. Granice Niemiec staly sie dziurawe i imigranci weszli jak cudzoziemska armia i sie zachowywali jakby to byl ich kraj. Kontroli nie bylo albo prawie nie bylo. To przyjecie ma ciagle duzo konsekwencji mentalnych. Powstala neofaszystowska partia AfD, ktora z trudnoscia ukrywa swoja parszywo-szkopska twarz. Po drugie pewnosci siebie nabraly poprzednie imigracje: turecka, polska, rosyjska. Te mniejszosci staly sie, o malo co, aryjczykami i zaczynaja sie jak aryjczycy czuc i jak niemieccy okupanci w Polsce zachowywac. Wystarczy poczytac jorla, szwampucha czy vermietera z tego forum. W koncu, Niemcy maja wielka szanse dac innym przyklad: jak integrowac arabska imigracje. Maja dobre idee (nie tworzyc cudzoziemskich gett jak we Francji) i sa na drodze do doskonalosci i prawie ze pukaja do drzwi niebios.:)

            Przyjac kulture francuska i zachowywac sie jak Francuz. Ale jesli tego dokonasz, gotowi uznac cie za swego bez zadnych zastrzezen i nikt ci raczej nie wypomni, zes przyjechal z Wybrzeza Kosci Sloniowej. Jest zatem "drobna", ale wyczuwalna roznica na korzysc Francji. Oczywiscie, w swoich ocenach moge sie mylic.

            Idelizujesz Francje. Jej spoleczenstwo jest, podobnie jak angielskie (chociaz troche mniej) bardzo shierarchizowane. Angielska hierarchia to Oxbridge, Eton i lordowie. Francuska hierarchia to wyzsze szkoly inzynierskie (Ecole Polytechnique czy Ecole Centrale) i szkoly administracji (ENA, Science Po). I jak sie juz na nie zalapales to traktujesz innych jak krolowa Antoinette traktowala wiesniakow. Polska cudzoziemka, pani Sklodowska nie mogla sobie wziac narzeczonego po smierci jej meza, bo jej to caly czas wypominali. Mimo tego, ze byla najwybitniejsza i Polka i Francuzka wszystkich czasow

            PF

      • borrka Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 19.09.20, 13:06
        1907, to apogeum szału wielkości w wersji kajzerskiej.
        Adolf stworzył dyktaturę prostaków z wiadomym skutkiem, ale ta Rzesza wilhelmińska była po prostu arogancka w bardziej wyrafinowany sposób.
        Dziś Niemcy, a szczególnie ci prawdziwi, czyli Prusacy, to mix anglosaskiego drylu w Trizonii i pruskiej prostolinijności, za którą właśnie ich lubię.
        Wiem dobrze, gdzie kończy się wewnętrzne przekonanie, a zaczyna politpoprawność, ale i tak są znośni.
        W czasach Karola Maya, natomiast, pewnie bym był anty-Hakatystą:)
    • vermieter Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 19.09.20, 12:16
      To jest dopiero fake news.
      Jesteś opowiadaczem bajek czy pospolitym kłamczuchem?
      Nazwę uczelni mogłeś przekręcić, nie ma czegoś takiego jak MTU, jest TUM, po polsku Monachijski Uniwersytet Techniczny.
      Semestr letni 2020 był w tym roku z wiadomych względów zakłócony, zakończył się dawno temu a studenci rozjechali.
      Odnośnie świętowania w knajpach obowiązują ścisłe restrykcje.
      Byłeś jedynym dinozaurem w tej wydumanej grupie studenckiej i siedziałeś obok przyszłych medyków i informatyków? Po jednym piwie zwierzyli się ze swoich poglądów politycznych?
      Powiem krótko: Nie myśl, że tutaj wszyscy są tacy głupi jak ty, jeżeli już musisz tak pierdolić, żeby się dowartościować, to wysil się trochę, du Märchenprinz.
    • jorl Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 20.09.20, 17:52
      de_oakville napisał:


      > Nie wiem jak jest tam teraz, ale 30 lat temu, bedac w RFN-ie odnioslem wrazenie
      > , ze jest to zupelnie niemozliwe aby traktowali cie "jak swojego" jezeli jestes
      > cudzoziemcem. Bo zawsze beda jakies "bariery". Pewnie co innego, jesli przyjec
      > hales "na pochodzenie" albo sam uwazasz sie za Niemca. Odpowiada ci calkowicie
      > miejscowa mentalnosc i uwielbiasz zachowywac sie jak Niemiec. Wpadles w dryl, b
      > ierzesz np. udzial w zbiorowych "ach" i "och" na stadionach. Wtedy, po pewnym c
      > zasie, mozesz byc uznany za "swego",

      Przeciez problem polega na czyms innym. Ogolnie emigracje sa z krajow z nizszym PKB/leb do takie z wyzszym. Oczywiste chyba dla wszystkich. Ale po emigracji ci z nizszego PKB/leb kraju maja problem z wyladowaniem w socjalnej drabince na tym miejscu w jakim byli u siebie. Laduja najczesciej nizej nawet jak moga sobie wiecej dobr kupic jak mogli u siebie.
      Kiedys czytalem w naukowo popularnym czaspismie o imigracji do USA. A wiec tacy imigranci w pierwszym pokoleniu ladowali socjalnie duzo nizej w jakim polozeniu byli w swoich krajach. To byla regula. I jest dalej bo te kraje z nizszym PKB/leb sa wlasnie takimi ze produktywnosc jest nizsza tych ludzi. I oni w tych nowych krajach sa najczesciej dalej na "swoim" poziomie produktywnosci.
      Ale imigranci z krajow o podobnym PKB/leb jak z Nemiec ladowali najczesciej prawidlowo. Asymilowali sie szybko bo od razu mieli produktywnosc nic gorsza jak tubylcy, ci np anglosasi.
      A w kapitalistycznych krajach, tak juz jest, ze sie ma uwazanie spoleczne po produktywnosci. W Niemczech to jest wyrazniejsze moze jak w innych. W Niemczech mniejsze ma znaczenie ile kto ma pieniedzy a ile je zarabia. Liczy sie stanowisko w pracy i szacunek spoleczny ma sie jak sie ma dobre stanowisko wlasnie w pracy. To jest niezle podejscie, bandyci, oszuscie ktorzy "maja" tez pieniadze, do czasu jak sie im noga nie powinie, nie sa w spoleczenstwie cenieni.
      Jak rada dla imigrantow, zwlaszcze do Niemiec? Po prostu duzo osiagnac w solidnym zawodzie, wiecej jak tubylec, tzn jak duzy % tubylcow.
      Ja szybko w pracy w Niemczech stalem sie szefem i to inzynierow, nie tylko jakis robotnikow. To w pracy zaskarbialo mi szacunek wszystkich ludzi, w prywatnym zyciu, tez bo kazdy wiedzial ze jak mam stanowisko szef biura konstrukcyjnego to musze byc dobry. Lepszy od duzo jego rodakow. I to bylo akceptowalne, ja bylem akceptowany.
      Nawet dodam ciekawa historie. Firma w ktorej te 35+ lat pracowalem po Zjednoczeniu przejela fabryke w bylym DDRe. Z pracownikami tamtejszymi. Oni, DDRowcy po zjednoczeniu byli czesto wsciekli na Westlerow, z roznych powodow. I jak mnie poznali i zobaczyli ze ja z Polski czyli, jak oni, z Ostblocku tak naprawde, rozkazuje Westlerom, nawet tez inzynierom strasznie mnie polubili. Bo bylem uosobieniem ich zemsty na BRD. Przyznam ze to sporo u nich oslablo ale dlatego ze ja w pracy bylem czesto pskudny, duzo wymagalem, moze za duzo czasem, chociaz zawsze mniej jak od siebie, wiec oni mniej mnie juz lubili.
      Ale szacunek mialem u nich dalej.
      Zreszta mialem szacunek w klientow z wielu fabryk niemieckich, tez i austriackich, nasi klienci. Szacunek za fachowosc.
      A wiec reasumujac taka jest ta tajemnica asymilacji na emigracji, ta najlepsza.
      W koncu i w kraju, kapitalistycznym, zawsze ci co stoja wyzej w drabince socjalnej patrza mniej czy bardziej z gory na tych nizej, w ich oczach to loosery w koncu, to jest ludzkie, kapitalistyczne. Na ile pokazuja to wyraznie to inna sprawa. W Polsce tez po wprowadzeniu 500+ Polacy do tych biedniejszych Polakow ktory za 500+ po raz pierwszy nad morze pojechali patrzyli z obrzydzeniem. Bo pospolstwo, bo pinset, Polak do Polaka, nie trzeba obcokrajowca.
        • jorl Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 21.09.20, 15:35
          vermieter napisał(a):

          > jesteś przykładem prymitywnego polaka w Niemczech, niech ci będzie

          Ja to sie, po przyjechaniu do Niemiec, smialem z tych co germanistyke studiowali w Polsce. Bo w Niemczech to kazdy umie bez studiowania po niemiecku a wiec co maja germanisci z Polski w Niemczech robic? Bez zawodu.
          Ale fakt, jedynym zawodem jest tlumacz dla takiego. Nedzowaty zawod bo studia do tego przeciez niepotrzebne ale OK, lepiej jak na zmywaku bo to ta inna, dosc jedyna po tlumaczem, mozliwosc.
          Oczywiscie tlumacz placony z podatkw czyli komuna.
          U mnie w fabryce jak zaczelem pracowac, jej wlasciciel o mnie powiedzial "nie wazne jak mowi, wazne co mowi".
          Bo moj zawod inzyniera elektronika byl i na emigracji tak samo dobry jak w Polsce. A jezyk? Wazne co mowilem.
            • monalisa2016 Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 22.09.20, 01:59
              boomerang napisał:

              > Język niemiecki potrzebny jest do tego żeby z inteligentną Niemką pogadać, a ja
              > k ładna jest to i do łóżka zaciągnąć, a tam już bardziej francuski się przydaje
              > .

              Opowiadacie takie bajki z nudow (aus jux und dollerei) czy z braku elementarnej wiedzy? :-)
              Czyja technika przewodzi w swiecie? Ano japonska i niemiecka, wiec jakich jezykow musza sie uczyc ludzie pracujac za granica w niemieckich filialach? Polskiego???:-)
              Tak jak powiedziano juz przed laty, ze j. niemiecki jest miedzynarodowym technicznym jezykiem, nawet i w Japonii ucza sie jego.
              • polski_francuz Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 22.09.20, 09:46
                "Czyja technika przewodzi w swiecie? Ano japonska i niemiecka, wiec jakich jezykow musza sie uczyc ludzie pracujac za granica w niemieckich filialach? Polskiego?? "

                Czyja technika? Ano dzis juz pewnie chinska i amerykanska jeszcze tu i owdzie. Jakie jezyki? angielski. A Ty masz sie uczyc polskiego. Egzamin z polskiego na Sawuszkina wkrotce. Pieniedzy zaczyna braknac i bedac wywalac mniej kompetentne infiuencerki:)

                PF
                • monalisa2016 Re: Raport z Monachium: Ojczyzna albo Jej brak 22.09.20, 17:31
                  Södersstan chce przelicytować na siłę Emmanuelsstan. :-)

                  Nie sztuką jest przyswoić sobie jakiś nowy wyraz, sztuką jest rozeznanie w dzisiejszym świecie. Pytasz czyja technika, bez obcej techniki byłoby te państwo niczym i na niczym może spocząć z uwagi na świeżą farbę jak i świeży papier do druku a tym kolosalne zadlużenie, tu sztabki złota mogą nie pomóc.
                  Aufgeschoben ist nicht aufgehoben!!!

                  Jest jedno państwo z nielicznych na świecie które ma najmniejsze zadłużenie a jego waluta jest nieoficjalnie pokryta złotem i ono może być sukcesem przez to zwalcza się je stworzonymi fake news'ami.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka