Dodaj do ulubionych

Gdyby nie wojna, nie byliby tu

29.11.20, 11:56
Poznalem kilka miesiecy temu, juz w czasie pandemii 2020, nowego sasiada. Wlasciwie to znalem go juz od dluzszego czasu. Tylko z widzenia. Wygladal na mniej wiecej 70 lat. Kiedy szedlem w naszym miasteczku, stosunkowo niewielkim, na popoludniowy spacer, on siedzial czasem przed swoim domem i mowilismy sobie "Hi". Patrzyl na mnie troche badawczym wzrokiem jakby zastanawial sie z jakiego kraju moge pochodzic. Nie mialem pojecia dlaczego i jakie to moze miec dla niego znaczenie. Nieznani tu ludzie, ktorzy nie wiedzieli jeszcze skad jestem, umiejscowiali mnie geograficznie dosyc dobrze i chociaz rzadko trafiali "w dziesiatke" (Polska) to "rozrzut" mieli bardzo dobry (Rosja, zwlaszcza po uslyszeniu niezrozumialego dla nich slowianskiego jezyka, albo Niemcy, miej wiecej "fifty fifty" co po "podzieleniu przez dwa" daje Polske). Znajomosc z owym sasiadem nigdy nie wyszlaby poza owo "Hi" gdyby nie kolorowe "krasnale ogrodowe", ktore pojawily sie pewnego dnia w jego ogrodku. Caly ich rzad, roznej wielkosci, pomalowane na najrozmaitsze zabawne kolory i o zabawnych minach. Zatrzymalem sie wtedy, pochwalilem te jego krasnale, zapytalem gdzie mozna takie krasnale dostac. W ten sposob wywiazala sie dluzsza rozmowa, ktora odkryla sporo interesujacych rzeczy. Zapytal nas (bylem z zona)
skad jestesmy. Z Polski. "- A ja mam 92 lata i przybylem do Kanady z Holandii w latach 50-tych", powiedzial. Oprocz krasnali pomalowal rowniez kilka niewielkich kamieni, krore polozyl na przedsionku z napisem "Odwroc mnie" ("Turn me over"). Po odwroceniu mozna bylo przeczytac jakis dowcip. Na jednym z tych kamieni napisal "stary chleb" ("old bread"). Zagadniety na temat starego chleba powiedzial, ze wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, co to znaczy glod. A on przezyl w Holandii tzw. "glodowa zime" (1944/45), po ktorej nie widywalo sie w okolicy tam przez jakis czas ani psow ani kotow.

pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82odowa_zima
Powiedzial mi rowniez, ze tuz po wojnie przebywal przez jakis czas w Indonezji, gdzie zostal wyslany odbywajac sluzbe wojskowa. Indonezja - przedwojenna kolonia Holandii (ze stosunkowo dobrze rozbudowana przez kolonizatorow siecia kolejowa), nastepnie okupowana przez Japonczykow, nie odzyskala jeszcze wtedy pelnej
niezaleznosci od Holandii. "Spadl mi wiec z nieba" trafiajac prawie w sedno moich historyczno-geograficznych zainteresowan.
Obserwuj wątek
    • de_oakville Re: Gdyby nie wojna, nie byliby tu 29.11.20, 11:57
      Dal mi rowniez do przeczytania artykul na swoj temat ("Beginning a new life"), ktory ukazal sie w lokalnej prasie jakies 20 lat temu. Wynikalo z niego, ze jako mlody 17-letni chlopak postanowil wraz ze swoja dziewczyna, z ktora zamierzali sie wkrotce pobrac, wyemigrowac do Kanady w poszukiwaniu lepszego zycia. Mieli juz dosyc Europy, ktora tak dala im "popalic" jako nastolatkom - w wieku, ktory dla mlodych ludzi powinien byc jednym z najszczesliwszych. Europa zaoferowala im wtedy obca okupacje, glod, mewy jako pozywienie.

      "Although his memories of the entire war are still very clear, his memories of the last year is especially vivid.
      '- There was no heat or electricity. My family stayed alive by eating seagulls. You could be guaranteed there were no cats or dogs running on the streets either.'"
      (...)
      Having come face to face with German soldiers on countless occasions, J. insists they were 'bad'. However, he admits, the older German soldiers were better. It was the younger ones who were brainwashed and cruel."


      Dlaczego do Kanady? Ich miejscowosc w Holandii - obecnie dzielnica Hagi, zostala wyzwolona przez Kanadyjczykow, ktorzy w zwiazku z tym wydawali sie im pochodzic z jakiegos "lepszego swiata".

      "- Nie wiedzialam dokladnie gdzie to jest, ani jak tam wszystko wyglada" - powiedziala jego zona autorowi artykulu w tym wywiadzie.
      "- Wiedzialam tylko, ze to gdzies za Anglia"

      Do Kanady plyneli statkiem, do Halifaxu, stolicy Nowej Szkocji. Stamtad jechali dlugo pociagiem do naszej miejscowoci odleglej mniej wiecej o 1000 km. Nie znali wtedy angielskiego, wiec nad ich miejscami w pociagu byla przyczepiona kartka z informacja dla konduktora, gdzie ma ich wysadzic. Zaczynali od zera, wkrotce mieli juz dom i potomstwo. Po kilku latach cala rodzina pojechala do Holandii na pogrzeb jego rodzicow. Kiedy tam przebywali, tu w Kanadzie splonal ich dom i stracili caly majatek. Jednak wrocili, poniewaz doszli do wniosku, ze w Holandii rowniez niczego nie maja. Znowu zaczynali od zera. Moj znajomy sam postawil nowy dom, z materialow, ktore udalo mu sie gdzies taniej kupic, glownie drewno. Po takich doswiadczeniach zalozyl wlasna firme stawiajaca domy. Podobno sporo ich tutaj postawil zanim przeszedl na zasluzona emeryture. Jest juz teraz
      sam. O nic go wiecej nie pytalem. Powiedzial mi jeszcze, ze z okresu okupacji przechowuje w domu swoj stary "ausweis" wydany przez okupanta. Jego brata chcieli wziac na roboty do Niemiec, ale sprytnie sie ukryl. Okupant wchodzil wtedy ludziom "z butami" do prywatnych domow i rzadzil sie "jak szara ges", jak wszedzie zreszta.

      Ja rowniez pamietam jak tuz przed "stanem wojennym" w Polsce, pewien redaktor (Wojna - dobre nazwisko na taka okazje) tlumaczyl ludziom, ze musimy pogodzic sie "na wieki" z tym co jest, poniewaz "Polska lezy w strefie bezpieczenstwa wielkiego mocarstwa swiatowego - ZSRR", a zatem (w mysli) musimy byc ich "podnozkiem" dla ich wygody. No coz, taki widac los malych krajow i malych (badz slabych) narodow.
      • borrka Re: Gdyby nie wojna, nie byliby tu 29.11.20, 13:41
        W moim systemie wartości emigracja jest bardzo, bardzo nisko.
        To ucieczka i tylko duże zagrożenie ją usprawiedliwia.
        Ta "za chlebem" nie ma usprawiedliwienia, już szybciej z ciekawości.
        Jeszcze względy rodzinne.

        Wyjazdu z powojennej Europy (Zachodniej) nie usprawiedliwiało nic (no, poza Żydami do siebie, do Izraela).
        Dla mnie wartością absolutnie nadrzędną jest wlasnie bycie "u siebie", gdzie nikt mi nie powie, że znowu zaparkowałem pod prąd.
        A tacy Holendrzy - niby dlaczego rezygnować z setek lat własnej, wielkiej kultury na rzecz anglosaskiego rezerwatu socjalnego?

        Gwoli sprawiedliwości dodam, że nie zawsze byłem taki mądry:)
          • de_oakville Wolnosc wyboru!!! 03.12.20, 13:18
            Czlowiek wolny sam wybiera sobie zone, a nie tak, jak dawniej, swataja go rodzice. Dawniej mielismy rowniez okreslenie "przywiazanie chlopa do ziemi" i o losie chlopa rozstrzygal dziedzic, albo jakis inny "pan".
            Dlaczego wiec kraj i miejsce urodzenia maja mnie okreslac do konca zycia? Ja nie chce zeby mnie okreslaly. Ja sam sobie wybieram swoje miejsce na ziemi i swoja "oaze". Kraju urodzenia czlowiek sam sobie nie wybiera, podobnie jak rodzicow. Powinnismy ich kochac, to oczywiste. Ale wspolmalzonka wybieramy juz sobie sami, takiego, ktory nam odpowiada pod wzledem charakteru i innych kompatybilnych cech. I jego kochamy rowniez. Jedno drugiego nie wyklucza. Polacy, owszem, maja niepowtarzalna kulture duchowa, ale nie dostrzeglem mieszkajac w Polsce jakiejs charakterystycznej dla naszego narodu kultury materialnej. Pomorze, Mazury i Slask materialnie stworzyli Niemcy, ogromne polacie "kresow" zabrali nam Rosjanie, a to co pozostalo (przedwojenna Warszawa) zostalo zrownane z ziemia podczas powstania. Czesciowo inni, a czesciowo my sami poprzez brak rozsadku, doprowadzilismy do tego. I na tym pustkowiu ruin Rosja postawila rowniez swoj "wykrzyknik" (PKiN). Nie kazdy potrafi sie czuc komfortowo w takiej atmosferze, w takim "scisku" sasiadow i ich najrozmaitszej mentalnosci, nie zawsze przyjaznej, na obcowanie z ktora jest bez przerwy "skazany". To odbija sie rowniez na jego wlasnej psychice i tozsamosci, owszem, w wielu aspektach korzystnie, ale w bardzo wielu niekorzytnie. To jest zycie jak w radzieckiej "komunalce", albo w przedwojennym niemieckim "familioku", ze wspolnym WC na polpietrze. Kazdy czuje na swoich plecach oddech sasiada. Zeby zaspokoic swoja ciekawosc, jak czlowiek moze sie czuc bez tego, nalezalo wyjechac, a "stan wojenny" Jaruzelskiego pomogl w tym wielu osobom znakomicie.
            Pobiezne obserwacje i wrazenia bywaja najczesciej mylace - Toronto, po dluzszym i blizszym poznaniu okazuje sie dokladnie przeciwnym biegunem w stosunku do osobnika przedstawionego na fotografii. Taki ograniczony typ to "stereotyp" Rosji i nawet znacznie blizej mu do zachodniej "Euroazji" (patrz ostatnie wyczyny narodowcow i "kiboli") niz do Kanady. Mam kilka swoich ulubionych miast na swiecie, w ktorych dane mi bylo przezyc piekne chwile: Toronto, Warszawa, Gdansk. Czulem sie zawsze niezwykle komfortowo "ocierajac sie" o kulture europejska i poznajac ja, ale nigdy sie pod nia specjalnie nie "podczepialem". W przedwojennej Polsce moglem urodzic sie w jakiejs miejscowosci polozonej w "bagnach Prypeci", wiec gdzie mi tam np. do Rzymianina.
            Europa jest gdzies wokol mnie "na zewnatrz" jak Slonce albo Ksiezyc. Ale nie czuje jej wewnatrz i jest mi z tym bardzo dobrze, jak po dobrym
            "plukaniu kiszek".

          • de_oakville Holendrzy w Kanadzie 04.12.20, 11:08
            Pisalem juz o tym nie raz na forum. Kanadyjczykow pochodzenia holenderskiego jest prawie dokladnie tyle samo ilu Kanadyjczykow pochodzenia polskiego (ponad milion), chociaz Polska ma conajmniej 2 razy wiecej ludnosci od Holandii. Skad ten fenomen? Otoz Holandia jest krajem malym powierzchniowo i bardzo gesto zaludnionym, w ktorym prawie "nie ma miejsca". Kanada jest tego przeciwienstwem - krajem bardzo rozleglym, gdzie mozna bylo kupic duzo ziemi i na niej gospodarowac. Wielu holenderskim rolnikom to bardzo odpowiadalo, tetez wyemigrowali do Kanady i tak bylo jeszcze nawet w latach 90-tych. Nie wiem czy pozniej, bo jako "swiezy" imigrant czesciej spotykalem sie wtedy z imigrantami z innych krajow. Ponadto stosunki kanadyjsko-holenderskie sa szczegolne i niezwykle przyjazne. W czasie wojny na emigracji w Kanadzie przebywala holenderska nastepczyni tronu (krolowa w Anglii) i tu, w szpitalu w Ottawie, urodzila sie jej corka. Co roku, na wiosne mozna ogladac w stolicy Kanady wystawe dziesiatek tulipanow, rosnacych w poblizu kanalu Rideau, ktory biegnie przez miasto. Zaraz po wojnie, Holandia podarowala Kanadzie te tulipany w dowod wdziecznosci i od tej pory sytuacja powtarza sie co roku. W drodze z mojej miejscowosci do Toronto (kiedy jade nie autostrada, tylko bocznymi drogami) widzi sie po drodze wiele farm, gdzie przy domach stoja niewielkie modele wiatrakow - oznaka, ze wlasciciel jest Holendrem z pochodzenia, czasem nawet na maszcie przed domem wisi trojkolorowa flaga tego kraju, obok flagi kanadyjskiej. Ale nawet w naszej miejscowosci, odleglej o cztery setki kilometrow, rpoboszczem w kosciele katolickim przez wiele lat byl Holender z pochodzenia, a organizacja dostaw komputerow do naszej firmy oraz ich naprawa zajmuje sie wlasciciel niewielkiego przedsiebiorstwa, ktory rowniez sie kiedys pochwalil, ze jego rodzice przybyli z Holandii. Najblizszy sklep "europejski", po drodze w kierunku Ottawy, gdzie mozna rowniez kupic i polskie towary spozywcze, afiszuje sie rowniez jako przede wszystkim holenderski (wiatrak i drewniane chodaki w szyldzie). Mozna w nim tez dostac nagrania holenderskich wykonawcow, odpowiednie koszulki i czapki w kolorze pomaranczowym, ksiazki do nauki jezyka holenderskiego. Kiedys, przed dzwiami sklepu wystawiono pudlo ze starymi ksiazkami po holenderku z napisem "free", czyli gratis. A zatem nie tylko emigracja "wojenna" po wyzwoleniu znacznej czesci tego kraju przez Kanadyjczykow, co zaowocowalo wieloma
            kanadyjsko-holenderskimi malzenstwami oraz przyjazniami trwajacymi po dzis dzien i spotkaniami weteranow i kombatantow co roku, w rocznice wyzwolenia. Holandia ma atrakcyjna i niepowtarzalna kulture, to prawda. Ale kultura ta nie "spadla im z nieba", tylko stworzyli ja ludzie. I ci sami ludzie, przynajmniej spora ich czesc, "rozniesli" ta swoja kulture pozniej po swiecie. Przyjezdzajac np. do Kanady wzbogacili rowniez kulture tego kraju o swoja. I to zrobili i robia rowniez przedstawiciele innych narodow. To nie jakas stereotypowa kultura kanadyjska urabia i zmienia mnie po swojemu, tylko odwrotnie - to ja rowniez, jako jednostka z "mozaiki" setek tysiecy imigrantow wzbogacam i ksztaltuje kulture kanadyjska. Mialem kiesys swoja ulubiona restauracje w calej aglomeracji Toronto, obecnie 6-cio milionowego miasta. Holenderska (o nazwie "Dutch Kitchen") polozona niedaleko
            brzegu jeziora Ontario, ktore to jezioro wyobrazalem sobie jako jakis "nowy Baltyk". Budynek restauracji mial "holenderskie ksztalty" (schodkowy fronton jak wiele domow w Amsterdamie, czy rowniez w Gdansku), wnetrze bylo lekko przyciemnione stwarzajac bardzo mila kameralna atmosfere, a na scianach wisialy obrazy przedstawiajace holenderskie pejzaze. Byly tam rowniez bardzo charakterystyczne niebieskie porcelanowe kafelki. To byly lata 90-te. Lubilem tam czasem wpadac na piwo, rowniez spotykac sie ze znajomymi. Pozniej zmienil sie wlasciciel, ktory zmienil tez nazwe restauracji na "Van Go", ale nic nie pozostawil z dawnej niepowtarzalnej atmosfery. Wrecz przeciwnie - urzadzil wnetrza jak w "Mac Donaldsie". Po pewnym czasie lokal ten stal sie wloska restauracja. A obecnie z dawnego "holenderskiego" ksztaltu budynku nie pozostalo juz ani sladu. Przebudowali go na "obiekt kwadratowy" czyli dom jak pudlo. Wielka szkoda i strata. Dzis moge odnawiac te dawne wspomnienia tylko w mysli a nie odwiedzajac i kontemplujac. Na szczescie niektore z dawnych miejsc przetrwaly do dzis, przede wszystkim szczegolna i niepowtarzalna atmosfera miasta. Przyjazn do innych narodow i ich kultury to jeden z podstawowych "motorow" w pelnym rozwoju czlowieka. Holendrzy to, najogolniej mowiac i abstrachujac od wyjatkow, przyjaciele. Przez te wszystkie lata nie zdawalem sobie zupelnie sprawy, ze sa tacy,
            np. wielu Niemcow, ktorzy wybrali do nas wrogosc. Byli wrogiem podczas II Wojny Swiatowej i te wrogosc chca pielegnowac po dzis dzien. "Akcja" na forum "rowna sie reakcji", nie z naszej czy mojej winy.

            • tuttifrutti1234 Re: Holendrzy w Kanadzie 04.12.20, 12:26
              de_oakville napisał:

              Holendrzy to, najogolniej mowiac i abstrachujac od wyjatkow, przyjaciele. Przez te wszystkie
              > lata nie zdawalem sobie zupelnie sprawy, ze sa tacy,
              > np. wielu Niemcow, ktorzy wybrali do nas wrogosc. Byli wrogiem podczas II Wojny
              > Swiatowej i te wrogosc chca pielegnowac po dzis dzien. "Akcja" na forum "rowna
              > sie reakcji", nie z naszej czy mojej winy.
              >

              nie abstraHuj chuju
              • de_oakville Eine gute Bescherung 04.12.20, 12:43
                tuttifrutti1234 napisał(a):

                > nie abstraHuj chuju

                Danke, danke. Ich kann mich zum Tod lachen. Das ist eine gute Bescherung für den Anfang von Dezember ("barbórka").

                "Es geht alles vorüber,
                es geht alles vorbei,
                Nach jedem Dezember,
                Kommt wieder ein Mai"

    • de_oakville Anna Frank i Anita Mayer 29.11.20, 12:01
      Ktoregos dnia zapytal mnie, czy znam historie Anny Frank. Oczywiscie, ze slyszalem. Zydowska nastolatka, ktorej cala rodzina ukrywala sie podczas wojny w Amsterdamie, w domu niedaleko Westerkerk ("Kosciol Zachodni", z najwyzsza wieza w miescie), nad kanalem Prinsengracht. Pisala swoj pamietnik, ktory po opublikowniu stal sie bestsellerem. Wojna juz sie niemal konczyla, kiedy ktos zdradzil miejsce ich kryjowki okupantom. Zostali wywiezieni do obozu, ktory przezyl jedynie ojciec nastolatki Otto Frank. Podobny los do Anny Frank spotkal mnostwo innych, miedzy innymi rodzine Anity Mayer, ktora moj znajomy poznal osobiscie, juz w Kanadzie, poniewaz po wojnie przybyla tu z Holandii podobnie jak on. Swoje wojenne przezycia opisala w ksiazce pt.
      "One who came back", o stosunkowo niewielkim nakladzie, ktora pozyczyl mi rowniez do przeczytania.
      Rodzina autorki mieszkala w niewielkim holenderskim miescie (Tilburg, o ile pamietam). Gestapo "zwinelo" ich przez przypadek. Przyjechalo poznym wieczorem do tego samego domu, w ktorym sie ukrywali, zeby zabrac kogos innego. Nie mieli czasu, zeby zejsc do kryjowki pod podloga. Cala rodzina trafila zatem do wiezienia, jeszcze na terenie Holandii, w ktorym byla traktowana "normalnie", tzn. jak kazdy wiezien, choc ich jedyna wina bylo to, ze byli Zydami. W kazdym razie nie traktowano ich jakos szczegolnie okrutnie. "Pieklo" zaczelo sie dopiero po przybyciu do Oswiecimia. Transportowano ich w tym samym "bydlecym" wagonie, w ktorym jechala rowniez rodzina Anny Frank. Po przybyciu do "piekla" odbyla sie selekcja - jedne kobiety skierowano prosto "do gazu", a innym wytatuowano na rekach numery, co podobno oznaczalo, ze "maja szczescie", bo jeszcze troche pozyja. Kazano im sie rozebrac do naga, a ubrania wrzucono do kotlow, przy ktorych stali mezczyzni z "obslugi" i rzucali swoje komentarze. Wkrotce inni przybyli z brzytwami i zaczeli golic owlosienie ofiar, rowniez w miejscach intymnych, zupelnie nie zwracajac uwagi na to, zeby nie zranic. To jest najbardziej "mocny" fragment tej ksiazki:

      "In a very large room, being enough to hold 500 or more people, we were ordered to take off all our clothing except our shoes. We didn't wake up from this bad dream. It was real. Some women took too long to undress, and SS men came and tore the clothes off their bodies. The clothing was thrown into big open kettles of steaming hot water. The men operating these boilers stood around looking over the naked women and giving their opinions
      while some of the male guards were cutting the women's hair. Others were busy with long sharp razors to cut the hair from the women's underarms and pubic areas, not caring whether the knife cut into the skin. As I tried to cope with the physical pain and the pain of nakedness, I was thinking about my mother and my grandmother, wondering where they were, and about my Dad, Hans and Bernd. Hoping and praying."


      Anicie Mayer udalo sie cudem przezyc - z Oswiecimia przewieziono ja potem do obozu pracy w malym miasteczku na Dolnym Slasku. Kiedy jej zycie juz "wisialo na wlosku" z wycienczenia, skonczyla sie wojna i wyzwolili ich Rosjanie. Wieksza czesc ksiazki nie jest jednak az tak tragiczna jak powyzszy fragment, a nawet napisana jest, jesli tak mozna powiedziec, z pewnym poczuciem humoru jak na owe straszne warunki.
      Nawet bez nienawisci do oprawcow, bo trudno zywic nienawisc do wilkow za to, ze sa wilkami, a sarna lub owca jest zdana na ich laske i nielaske. (od razu kojarzy mi sie to z tytulem ksiazki Bruno Apitza, "Nadzy wsrod wilkow" - "Nackt unter Wölfen"). Nie sadze jednak, ze te "wilki" mialy jakies "wilcze geny". Nie, oni rowniez urodzili sie ludzmi, ale zostali wychowani (czy moze raczej "wytresowani") na "wilkow". Nie zdawali sobie wtedy
      byc moze sprawy, ze upadlajac w taki sposob innych ludzi najbardziej upodlili samych siebie, upodlili swoje wlasne czlowieczenstwo. Nie sadze rowniez, ze to "Traktat Wersalski" byl winny za uksztaltowanie ich charakteru, ktory nagle "wyskoczyl jak szydlo z worka" w 20-to leciu miedzywojennym. Traktatu Wersalskiego by nie bylo, gdyby ten charakter, nazwijmy go "pruski", nie ujawnil sie duzo wczesniej - i w roku 1870, i przed I-sza Wojna Swiatowa i podczas samej wojny. Traltat Wersalski byl tylko proba "utemperowania" tego charakteru przez "cywilizowane narody", stosujac nierzadko jego wlasne metody. Traktat mial na celu zadzialac jako "poprawczak", okazal sie jednak "pogarszakiem". Anita Mayer pisze, ze hitlerowska zaloga obozu wykonywala swoje "obowiazki"
      do ostatniej chwili w 100% i nawet wiadomosc o smierci Hitlera tego nie zmienila. Zawsze poranny "apel" a po nim wycienczajaca praca wiezniow. Do oprawczyn nalezalo sie zwracac uprzejmie i z usmiechem per "Frau Aufseherin", natomiast przedstawiciele "rasy panow" nazywali nierzadko swoich "podopiecznych" "Hölländer" (moze "slusznie", trafili przeciez do "piekla" - Hölle). Dopiero ostatniego dnia w obozie, tuz przed ucieczka straznikow w gory, poranny apel byl nietypowy. "Frau Aufseherin" powiedziala grupie wycienczonych wiezniarek - "Idzcie do baraku, polozcie sie, odpoczywajcie". "- Nie wierzylam wlasnym uszom, napisala w ksiazce autorka". Kiedy wreszcie po dlugiej wojennej tulaczce (przez Prage czeska), juz jako wolny czlowiek, dotarla
      do swojego miasta w Holandii i zapukala do domu znajomych, tamci ucieszyli sie i przywitali ja tak, jakby ostatni raz widzieli sie wczoraj. Znajoma jednak zapytala:

      "-Tylko ty wrocilas?"
      "-Na to wyglada" - odpowiedziala

      Anita Mayer wyemigrowala po wojnie do Kanady i zyla jeszcze przez wiele lat. Jest pochowana w miescie Ogdensburg, w stanie Nowy Jork, lezacym nad rzeka Swietego Wawrzynca, ktora stanowi tu granice z Kanada. Blisko stamtad do Ottawy, stolicy Kanady. Zaledwie 100 km. Have a nice day.



      • polski_francuz Nowe zycie 29.11.20, 12:48
        Zyjesz w Kanadzie nowe zycie. Wsrod emigrantow jak Ty sam i w kraju z korzeniami troche francuskimi i troche brytyjskimi. Kraj, ktory moich oczach przynajmniej, jest dosyc kompromisowy. Przyjmuje Amerykancow, ktorzy nie chca mordowac Wietnamczykow ale utrzymuje dobre relacji z sasiadem bez wzgledu na ego ichniego prezydenta.

        Mam kolege z Wroclawia i mego francuskiego dyplomanta (i juz profesora) na uniwersytecie w Sherbrooku. Bylem u nich i mi sie dosc podobalo. Tyle, ze Europa jest inna. Francja, ktorej stalem sie obywatelem, Niemcy, ktorych gluptaki tu wyladowuja swoje kompleksy, nieuka z Zoliborza z Polski, ktory sie bierze za Pilsudskiego...to pokazuje poczatek europejskiego problemu: kedy isc w przyszlosc.

        Kanada jest troche na uboczu i wnosi troche spokoju w swiat. Tak jak i Ty na to forum.

        No i chwalic Pana!

        PF
        • caesar_pl Re: Nowe zycie 29.11.20, 16:10
          Ta swixxxnsxxxki hxxxuxxxju,niemalo ponizyles Niemcy ,narod niemiecki i slaski slowami prymitywa Chadziajskiego.Nie mam czasu,chlystku Gorolski,sledzic twoich wypowiedzi i notowac niewybrednych wpisow antyniemieckich i antyslaskich,bos nie wart tego,glupcze.
          • boavista4 Re: Nowa tworczosc Oakvilla 29.11.20, 17:05
            Wzrusza mnie do lez, trzeba go mianowac do nastepnego nobla !
            . - Karl Silberbauer – ówczesny oficer policji, który dokonał aresztowania wraz z innymi oficerami, zeznał, iż w domu, w którym ukrywała się rodzina Franków, nie było żadnego pamiętnika ani żadnych kartek leżących na ziemi. Podobno do tego mieszkania policja powracała aż trzy razy. Karl Silberbauer stwierdził, że pamiętnik nie jest autentyczny.
            - Ekspertyza Biura Śledczego w Niemczech wykazała, że część dziennika, konkretnie IV tom, została napisana długopisem. A długopis wynaleziono dopiero po 1951 r.
            - Ojciec Anny przyznał, że sam pamiętnik jest taśmoskryptem, a więc w formie papierowej nigdy nie istniał.
            - W dzienniku Anny można wyróżnić kilka stylów pisania, które znacznie różnią się między sobą.
            - Mieszkanie, w którym ukrywali się Anna i jej rodzina, jest widoczne z 200 okien. Czy udało im się pozostać niewidocznymi przez tyle miesięcy?
            - Wskazuje się wiele sytuacji opisanych w pamiętniku, które wydają się ze sobą sprzeczne i niezgodne z rzeczywistością.

            To tylko nieliczne zastrzeżenia, jakie udało mi się odnaleźć. Nie mam zdania na ten temat, gdyż musiałabym poświęcić wiele czasu na głębszą analizę tematu. Z pewnością istotne jest to, że holenderski sąd zabronił kwestionowania prawdziwości zapisków Anny Frank. I trzymajmy się tego wyroku.
            • caesar_pl Re: Nowa tworczosc Oakvilla 29.11.20, 17:20
              Niemcy sie na to godza.Bo sa wyrozumiali.Podobnie jest z pania
              Johanna Langefeld (ur. 5 marca 1900, zm. 26 stycznia 1974) – niemiecka nadzorczyni w nazistowskich obozach koncentracyjnych, w Lichtenburgu, Ravensbrücku i Auschwitz-Birkenau.

              Po II wojnie światowej uniknęła osądzenia uciekając z krakowskiego więzienia, z pomocą byłych polskich więźniarek Ravensbrück[1], które pamiętały ją jako wyróżniającą się pozytywnie na tle pozostałej części personelu obozowego. Z uwagi na nastroje społeczne, uniemożliwiające jej zwolnienie, została uwolniona potajemnie przez przekupiony personel więzienny, który otworzył jej bramę do wyjścia.
              Czy pani Margarete Ilse Koch, z domu Köhler (ur. 22 września 1906 w Dreźnie, zm. 2 września 1967 w Aichach) – niemiecka nadzorczyni SS (SS-Aufseherin) w niemieckich obozach koncentracyjnych, od 1936 żona Karla Otto Kocha, komendanta obozu w Buchenwaldzie, zbrodniarka wojenna, w powojennych Niemczech zwana „Komandorową z Buchenwaldu”Przez więźniów była nazywana „Suką z Buchenwaldu” lub „Wiedźmą z Buchenwaldu”. Więźniowie zeznawali po wojnie, iż Ilse Koch osobiście wybierała więźniów z „ciekawymi” tatuażami, po czym nakazywała wyrabianie rękawiczek, torebek, opraw książek i abażurów z ludzkiej skóry (z tego względu zyskała także przydomek „Ilsa-Abażur”). Stół, przy którym Kochowie spożywali obiady, udekorowany był specjalnie spreparowanymi ludzkimi czaszkami. W związku z licznymi protestami pod koniec 1949 została oskarżona przed państwowym trybunałem bawarskim o mordy i znęcanie się nad niemieckimi więźniami. Zarzut zlecania przez nią wyrobu „dzieł sztuki” z ludzkich szczątków nie został dostatecznie udowodniony.
              Po wykonaniu testow DNA w latach 90 tych okazalo sie ze abazury sa z koziej skory (petronela koziadupa)a czaszki to od plemion gdzies zza Antypodow.Muzeum w Buchenwaldzie(byle NRD)usunelo te "pamiatki"z wystawy dla publicznosci.
              Zapytaj psioka kwakwa o pania Ilse Koch - powie ze abazury z tatuowanych wiezniow..he,he...Zapytaj psioka co ma z Unii?Powie ze nic dobrego tylo szwule ,lezby i paredziesiat innych plci.
              Typowa Zaba i Koza...he,he...
    • caesar_pl Re: Gdyby nie wojna, nie byliby tu 05.12.20, 17:05
      Szkoda ze wybuchly 1 i 2 wojna.Angielskia nazwa Holendra - dutch pochodzi od deutsch.W hymnie Holandii pierwsze slowa tak brzmia:
      Jam Wilhelm z Nassau
      z niemieckiej krwi;
      wierny Ojczyźnie
      pozostanę do śmierci.
      Jam Książę Orański,
      wolny i nieulękniony.
      Królowi Hiszpanii
      zawsze oddawałem cześć.
      Po 1 wojnie swiatowej Holandia dala azyl niemieckiemu cesarzowi Wilchelmowi,ktory mial byc sadzony przez trybunal miedzynarodowy,po 2 wojnie Holendrzy byli pierwsi ktorzy domagali sie pomocy gospodarczej dla Niemiec,przydzielone im czesci Niemiec,tak,tak,Holendrzy otrzymali pare niemieckich miejscowosci,je ignorowali,czyli nie chcieli,o czym mowia Niemcy tam zamieszkujacy,pokrewienstwo holenderskiej rodziny krolewskiej z niemieckimi rodzinami szlacheckimi itd.moglo by byc przykladem dwoch narodow,ktore sie po prostu kochaja.
      • de_oakville Holandia byla dawniej czescia Niemiec 10.12.20, 12:26
        Holendrzy to "cielesnie" Niemcy, tylo zupelnie inaczej wychowani. Inna historia, inna mentalnosc. Pod wieloma wzgledami bardziej przypominaja Anglikow, ktorych pra-przodkowie rowniez przybyli na wyspy z polnocnych Niemiec. Ludzi i narody ksztaltuje ich historia, polozenie geograficzne, sasiedzi. Mentalnosc holenderska podobna do niemieckiej uwidocznila sie tylko w RPA, ktorej wiekszosc bialych mieszkancow (tzw. "Afrykanerzy"), pochodzenia holenderskiego, wykazywali podobny stosunek do Murzynow jak Niemcy podczas II WS do Slowian (oddzielne lawki, "tylko dla bialych"). Dowodzi to tylko jednego - w kazdym czlowieku drzemie jakis "diabel". Chodzi tylko o to, zeby go nie budzic ale sie starac, zeby ciagle spal twardym snem. Uznanie Chrzescijanstwa (nie jakiegos fanatyzmu katolickiego a la Pologne) za najwyzsza wartosc jest na to najskuteczniejszym lekiem.
      • de_oakville Potrzebna nowa "gruba kreska" 10.12.20, 12:29
        Przez pierwsza polowe mojego zycia mieszkalem w Polsce i uwazalem, ze czasy wojny dawno oddzielilismy juz "gruba kreska". A zatem nie wracamy do tamtych czasow. Teraz sa inni Niemcy i inni Polacy. Niemcy kojarzyly mi sie jako nastolatkowi przede wszystkim z "Zwingerem" w Dreznie i z zoltymi tramwajami w wielu ich schludnych miastach (choc w Monachium niebieskimi), ktorych liczne widokowki widnialy w gablocie naszej szkoly, w pracowni nauki jezyka niemieckiego. Ja osobiscie, nigdy nie wracalem do przeszlosci w kontaktach ani z Niemcami ani z Rosjanami. Draznilo mnie nawet, ze "komunisci" ciagle wracaja do wojny i chca, zeby Niemiec kojarzyl sie ludziom w Polsce przede wszystkim z hitlerowskim helmem. Mnie kojaszyl sie z pieknymi zabytkami Starego Gdanska i innymi przyjemnymi rzeczami, przeciez zamilowania do niemieckiego nikt mi sila nie narzucil.
        Problem w tym, ze niektorzy z Niemcow wracali do przeszlosci i uwazali sie za pokrzywdzonych. Bardzo nieliczni wprawdzie, ale potrafili skutecznie zatruc dobra atmosfere. Wyrazali swoja wrogosc, odpowiadajac w dziwny sposob na brak wrogosci z drugiej strony. Moze uprzejmosc bez kompleksow uwazali za "chamstwo" wobec siebie, moze oczekiwali chodzenia na podkulonych nogach jak na francuskim filmie "Mania Wielkosci" (gdzie Ives Montand chodzil na podkulonych nogach przy swoim "panu", ktorego gral Luis de Funes). Nie wiem. Podkreslam, nieliczni bo wiekszosc byla uprzejma a nawet super-uprzejma. A teraz forumowi "Niemcy" (a moze prawdziwi Niemcy?) ciagle wracaja do przeszlosci. Uwazaja sie za pokrzywdzonych przez Anglikow, Amerykanow,
        Polakow i wszystkich innych. Nie tylko ze wracaja ale jeszcze "rozdrapuja" tu jakies dawne rany, tlumaczac wszystko na swoja korzysc. Czyniac to budza we mnie "diabla" i pewnie w wielu innych piszacych na forum rowniez. A moze to jednak nie sa Niemcy tylko jacys "putinowcy" pragnacy przez to osiagnac swoj cel,
        jak zwykle destrukcyjny. Mamy tu pewnie i takich i takich. Nie dajmy sie im wodzic za nos. A jesli trzeba, robmy sobie dluzszy "urlop od forum", zeby "diabel w nas" znow zasnal twardym snem, z nadzieja, ze sie nigdy nie obudzi. Wiekszosc przeciez tu piszacych nie jest zalezna od "nalogu" forum niczym jakis pijak od wodki. Ja w kazdym razie nie jestem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka