borrka
06.01.21, 12:25
I całkowicie off-topicowa dyskusja o prawie emigracji do angażowania sie w politykę kraju pochodzenia.
To jest jakiś problem - z własnych doznań pamiętam, jak po zaledwie 8 latach pobytu w Rajchu Federalnym wróciłem do szarpanej reformami Balcerowicza Bolandy.
Dobrzy ludzie płci pięknej szybko uświadomili mi, jak dalece błądzę, oceniając polskie realia wg kanonu ARD i ZDF.
Mieli powalającą rację.
Emigrant, nawet taki zza miedzy, traci realną ocenę wydarzeń w Kraju.
I tu wracamy do istoty sprawy.
Czyli roli diaspory w życiu politycznym Kraju.
Bo z jednej strony Wielka Emigracja, Latarnik i Giedroyć, ale z drugiej bidna Irena Anders, czysto instrumentalnie wykorzystywana przez cynicznych (pisich) polityków i potencjał intelektualny Kapeli małego Władka z Chicago.
Strona trzecia, to ojciec Rydzyk tumaniący Jackowo i Green Point.
Czy emigracja winna zachowywać prawo wyborcze?
Z góry mówię, że nie mam jasności:)