Ani Polacke, ani Portoryk - ja z Warszawki

18.02.21, 15:18
Jakoś przypadkiem obejrzałem ostatni fragment ciut zapleśniałego hitu "Westside Story".
I mimo pisiego terroru i obciachu po raz n-ty błogosławię swą decyzję sprzed 30 lat, czyli powrót do wolnej Bolandy.

Środowisko emigranckie stanowi moją antytezę życiowego sukcesu.
Wręcz zaprzeczenie normalnego życia.
Wiem, że to uproszczenie i po 50 latach "aklimatyzowałbym się" na dolnosaksońskiei wiosce.
Ale nie - ja zdecydowanie nie chcę być ani Portorykiem, ani Polacke, ani z Ostblocku.

Ja za swój osobisty sukces uważam pewną integrację z Poznaniem, gdzie spędzam tak z 50% danego mi czasu.
Ale jednak Wilsoniak to jest to!
    • borrka PS. Dla jasności 18.02.21, 15:52
      Wnioski dotyczą wyłącznie mnie - jestem "antyintegracyjny".
      Jeżdżąc rowerem przez tzw. Heide słuchałem Kabaretu Starszych Panów, a na A2, którą dojeżdzałem do roboty 120 km, CKM, albo Cyrku w Budowie.
      I to w bliskiej kulturowo bratniej Germanii.
      W Ameryce zostałbym pewnie Una Bomberem :)
      • szwampuch58 Re: PS. Dla jasności 18.02.21, 16:34
        Inwalida patriotyczny???
    • polski_francuz Catch as catch you can 18.02.21, 19:23
      borrka napisał:

      "Jakoś przypadkiem obejrzałem ostatni fragment ciut zapleśniałego hitu "Westside Story". I mimo pisiego terroru i obciachu po raz n-ty błogosławię swą decyzję sprzed 30 lat, czyli powrót do wolnej Bolandy."

      "West Side Story" to historia amerykanska i z troche innej beczki. Bo "prawie" kazdy z Amerykancow to w wiekszym czy mniejszym stopniu emigrant. Ty byles w Niemczech. I emigracja a wlasciwie integracja tam, wymaga zmiany stosunku do Polski. Bo Niemcy Polakow nie lubia.

      Ale, grajac na bardziej osobistej strunie. Ja tez wrocilem do Polski z Australii w 1991 roku. I szukalem pracy. Ale nie znalazlem takiej, ktora mi lezala. Moglem zostac prywaciarzem w Warszawie, zainwestowac oszczednosci w start-up we Wroclawiu albo zostac tam dyrektorem Elwra. Ale te mozliwosci, z tego czy innego powodu, mi niezbyt lezaly. I ruszylem znow za granice. Wpierw do Wloch a potem do Francji.

      Czy zaluje? Ano ma sie zycie jakie sie ma i szanse jakie zycie oferuje trzeba umiec wykorzystac. Z tym, ze wie sie dopiero à posteriori czy decyzja byla dobra czy nie.

      PF
      • borrka Prawo do refleksji 18.02.21, 21:09
        W pewnym wieku można dokonywać oceny, bo radykalne zmiany już nie nastąpią.
        I z czystym sumieniem moge powiedzieć - fun był niebywały.

        A Niemcom specjalnie nie mam nic do zarzucenia.
        Pasują do mojej prusackiej natury importowanego z Bolandy Piefke:)
        Nie denerwowali mnie bardziej, niż Rodacy.
        Może mniej.

        To ja nie pasuję do emigracji
    • de_oakville Emigrant od urodzenia 19.02.21, 13:04
      W zwiazku z pandemia, podrozuje obecnie glownie "palcem po mapach". Dzieki udogodnieniom "google maps" i mozliwoscia przelaczenia na tzw. "street view" moge sobie rowniez "pospacerowac" ulicami roznych miast, znanymi mi juz od czasow wczesnego dziecinstwa. Jednym z takich miast, gdzie po wojnie zamieszkala wieksza czesc mojej rodziny ze strony obojga rodzicow jest miasto na "ziemiach zachodnich", skad jest blizej do Berlina niz do Poznania. Rodziny rodzicow przybyly tam badz z dawnej austriackiej Wschodniej Galicji (via Syberia), ktora zabrali Sowjeci, badz z obecnego wojewodztwa kujawsko-pomorskiego w poszukiwaniu lepszych warunkow mieszkaniowych. W Polsce nazwano te tereny "Ziemia Lubuska", natomiast w Niemczech nazywano je przed wojna Wschodnia Brandenburgia ("Ostbrandenburg"). W niemieckim albumie "Wschodnia Brandenburgia w 144 obrazkach" jest napisane, ze "Odra nigdy w dotychczasowej historii nie byla rzeka graniczna". Tak czy owak, kiedy bylem dzieckiem i rodzice czesto wozili mnie do tego miasta, nie zdawalem sobie zupelnie z tego wszystkiego sprawy. Na przedwojennym "Stadtplan" mozna zobaczyc, ze dzisiejsza ulica Chrobrego nazywala sie w roku 1940 Hindenburgstrasse, ulica Łokietka to byla Bismarckstrasse, natomiast dzisiejsza ulica Kosynierow Gdynskich nazywala sie Hitlerstrasse. W dziecinstwie tak "wroslem w mury" tego miasta i takie to wszystko wydawalo mi sie swojskie i "nasze", ze dopiero po latach dotarlo do mnie, ze niemal wszyscy powojenni mieszkancy
      byli "imigrantami" na te ziemie oraz ze te budynki, parki i mosty wcale nie byly dla nas "swojskie" tylko poczatkowo calkowicie obce. Kiedy przybylem do Kanady, to tutaj rowniez na poczatku wszystko wydalo mi sie calkowicie obce, egzotyczne i nieznane. Tym niemniej ciekawe. I teraz, po latach, kiedy wiekszosc zycia spedzilem juz tutaj, wszystko wydaje mi sie calkowicie swojskie. Ale jest pewna roznica. Obecny kraj zamieszkania mnie chcial i przybylem tutaj nie majac zadnej rodziny, a jedynie poszukiwany zawod, ktory umozliwil mi emigracje. Przeszedlem "interview", po ktorym zostalem zaakceptowany. Na polskie "ziemie zachodnie" nikt nas nie zapraszal, obce wojska radzieckie wtargnely tam gwaltem, wyrzucono dawnych mieszkancow, a my Polacy na skutek ukladow miedzy "wielkimi tego swiata" dostalismy ten "kawalek tortu" jako rodzaj wynagrodzenia za wlasne cierpienia wojenne oraz, w szerszym swietle, w zwiazku z checia oslabienia
      i ukarania "zarlocznego agresora", ktory sam chcial przedtem zabierac ziemie innym narodom, przekonany, ze mu sie to wszystko zupelnie slusznie nalezy. Towarzyszylo temu wszytkiemu mnostwo ludzkiego cierpienia. Bo przeciez takze nie wszyscy Niemcy byli zli. Ale wysiedlono niemal wszystkich. Musieli zostawic nie tylko swoje domy - to jeszcze jako tako mozna przezyc. Ale musieli zostawic rowniez groby swoich najblizszych, pochowanych na cmentarzach, ktorych nie mogli ze soba zabrac. Nikt sie tymi grobami pozniej nie opiekowal, wrecz przeciwnie. Lepiej nawet o tym nie pisac. Ostatecznie wiele cmentarzy zamieniono na parki.
      To wszystko bylo przyczyna "slepej nienawisci" do nas u niejednego, ktora po czesci mozna zrozumiec. Ale trudno jest zyc w takiej chorej atmosferze. Bo zlo rodzi zlo. Dzis na tamtejszym, polskim juz cmentarzu pochowani sa moi najblizsi i mam nadzieje, ze nigdy ich mogil nie spotka taki okrutny los jak dawnych mieszkancow
      tych ziem sprzed roku 1945. Bardzo duzo ludzi powojennego pokolenia Polakow urodzilo sie na "ziemiach zachodnich", sporo sie nie urodzilo, ale pewnie zostalo tylko poczetych. Byc moze niejeden w bylym lozku
      jakiegos "sturmführera". Znajac dobrze w moldosci tylko trzy mentalnosci - polska oraz dwie oscienne, rosyjska i niemiecka, ciekawilo mnie jak wyglada zycie w innym kraju, gdzie ludzie maja zupelnie inna - czwarta mentalnosc. Spojrzenie z duzej odleglosci jest czesto bardziej obiektywne i przejrzyste niz spojrzenie z bliska. Z tym, ze na bardzo stare lata, byc moze, warto jest wrocic na "stare smieci". Bo tamte mury mimo wszystko wydaja mi sie swojskie. I nadal je lubie. "Czym skorupka...".

      Przez miasto, o ktorym pisze, kursowal przed I-sza Wojna Swiatowa miedzynarodowy ekspress Paryz - Petersburg, przejezdzajacy po drodze przez Berlin. Przed II-ga Wojna byla to jedna z glownych linii kolejowych Niemiec laczaca Berlin z Königsbergiem. Dla powojennej Polski byla to juz jednak boczna, niewiele znaczaca linia prowadzaca gdzies "na kresy zachodnie" z Piły do Kostrzyna nad Odra. I nie zostala zelektryfikowana chyba po dzis dzien. To, co dla jednych jest wazne, dla innych jest zupelnie niewazne. Tak to juz jest.
      • polski_francuz Re: Emigrant od urodzenia 19.02.21, 14:06
        de_oakville napisał:

        " Jednym z takich miast, gdzie po wojnie zamieszkala wieksza czesc mojej rodziny ze strony obojga rodzicow jest miasto na "ziemiach zachodnich", skad jest blizej do Berlina niz do Poznania. "

        Wyszlo mi Gorzow Wielkopolski. Niestety nie znam. Ziemie Lubuskie znam, bo moi Rodzice, wilniucy szukali lasow i jezior na wakacje. I znalezli tam wlasnie w okolicach Kargowej. Tam spedzilismy chyba 3 czy 4 razy wakacje letnie.

        Uwagi trafne co co grobow. Szacunek zmarlym trzeba okazac. Liczmy na rozsadek niemieckich i polskich (tu emocje nad rozsadkiem niestety przewazaja) by sie odnalezc w dzisiejszej Europie.

        PF
      • borrka Od razu widoczna różnicę 19.02.21, 14:43
        Ja raczej z Bolandy wyjeżdżać nigdy nie chciałem.
        Kongresówka i Warszawka to mój hajmat.
        Pewnie też uważałem, że mnie nikt nie chce w Alemanii.
        Chyba tak.
        Może dlatego po wyjeździe zero integracji.
        Aż się dziwię :)
    • czizus Re: Ani Polacke, ani Portoryk - ja z Warszawki 19.02.21, 17:25
      Ja miałem okazję zostać na zachodzie, byłem wręcz namawiany w Holandii przez Holendrów, gdzie jezdziłem na saksy(1978 i 1979) oraz w 1985 r. Pracowałem przy sortowaniu, suszeniu, pakowaniu i wysyłaniu w świat cebulek kwiatowych. Z dyskusji na FŚ okazało się niedawno, że w tych samych okolicach w Holandii i w takiej samej pracy pracował w tamtych latach malkontent. To były czasy, kiedy Polacy byli niezwykle szanowani i lubiani w Holandii a wielu pamiętało dobrze polski wkład w wyzwalaniu Holandii w czasie II w.ś. Dzisiaj wylało się tam to polskie goowno, nie tylko ale zbyt dużo tego goo, . . . . , i obecnie bardzo nie lubi się Polaków w Holandii. Takim to jesteśmy wielkim narodem!!!!!

      Nie zostałem ale jestem z tego bardzo zadowolony bo nie wiadomo ja potoczyłaby się tam moja "kariera" a w Polsce udało mi się zbudować dobrą firmę w okresie transformacji(24 osoby zatrudnione), zarobiłem sporo pieniędzy, zainwestowałem w nieruchomości(również w Wa-wie) i obecnie już na emeryturze mam dobrą sytuację finansową. Zaliczam się do klasy średniej i mając znajomych w Niemczech i w Holandii nie widzę żadnej różnicy w poziomie mojego życia i moich zagranicznych znajomych.
      Jestem zadowolony, że zostałem w kraju! Tym bardziej, że akurat ja nie widzę już zbyt dużych różnic pomiędzy np. Niemcami a Polską. Nawet PIS specjalnie dużo nie zepsuł, . . . . . ale można by już wywalić go na śmietnik historii. Już czas!
      • borrka Wiele czynników się liczy 20.02.21, 16:06
        Mam znajomych, którzy zrobili dość oszałamiającą karierę finansową w wolnej Bolandzie, ale nie o to mi chodzi.
        Idzie mi o poczucie obcości, którego paradoksalnie nie mam jedynie w bratnim Sowku.
        No i chciałoby się spytać Kolegów emigrantów, w jakim narzeczu rozmawiają ... no, nie z dziećmi, ale z wnukami.
    • 1.melord ...ja z Warszawki 20.02.21, 10:02
      borrka napisał:

      > błogosławię swą decyzję sprzed 30 lat, czyli powrót do wolnej Bolandy.
      >
      > Środowisko emigranckie stanowi moją antytezę życiowego sukcesu.
      > Wręcz zaprzeczenie normalnego życia.

      >Polacke.........

      Od paru dni wertuje tej post i szlag mnie trafia czytajac belkot czlowieka z Zoliborza...nie dalem rady milczec a powinienem chyba?
      Zacznimy od dzielnicy W-wy - Zoliborza
      To jedna z dzielnic W-wy ,ktora czesciowo ocalala po Powstaniu W. i niemieckim wyburzaniu po nim.
      Po lewej stronie Wisly ocalalo troche domow na Mokotowie i Zoliborzu tzw oficerskim,na prawym troche wiecej w tym Saska Kepa-najbardziej ekskluzywna przez wiele lat.
      Ocalaly dlatego,ze do konca(styczen 1945) byly zamieszkane przez niemieckich oficerow.

      Po wojnie wiec, nowe wladze przydzielaly te nieliczne istniejace budynki W-wy swoim ludziom , w nadwyzkach wypychano tyle ludzi ile sie dalo byle mieli dach nad glowa....takie czasy.
      (sam urodzilem sie i mieszkalem przez pare lat w suterynie 3x4 zniszczonego domu w PW na Ul.Koszykowej wraz z moimi dziadkami....na Zoliborz moi rodzice nie zaslugiwali choc Tata jako inzynier odbudowywal W-we)

      Do takiego lokum trafiaja mame i tate autora watku przesiedleni z..... ale autor jest juz z Warszawki

      Pochodzi wiec niby z dobrej dzielnicy ale jakos dziwnie strasznie zakompleksialy...powod emigracja i nie tylko?
      Chcial,probowal i nie wyszlo.
      Gdyby chlopina mial dzieci kiedy ruszyl do Niemca,inaczej by zeznawal....z dziecmi ktore zaczely szkole nie bylo latwo podjac decyzje wracac ,czy nie.
      Opisywac belkot,ze 30 lat temu postanowil wrocic do "wolnej"???? BO.......to nawet wnuczki jesli takowe posiada,nie przetrawia tego.

      btw.autor watku zapewne sympatyczny siwiejaco-lysawy starszy czlowiek z widocznym brzuszkiem do ktorego nie mam zadnej osobistej urazy bo goscia nie znam,krzywdy zadnej mi nie uczynil.
      Gdybym znal pewnie jakas wodeczke bysmy zaliczyli,rozmawiajac o grzybach,rybach czy nawet kobietach z przeszlosci...byle nie o polityce o jego wynaturzeniach w ktorych plyna kaskady metnej wody.....

      • borrka Nie przeżywaj, Melord 20.02.21, 10:58
        Igorek dawno mnie rozgryzł, jak banderowca deportowanego w ramach Akcji Wisła z Закерзоння na Żoliborz.
        Nie musisz wyważać otwartych drzwi :)
        • 1.melord spoko borrka.. 20.02.21, 11:11
          borrka napisał:

          > Igorek dawno mnie rozgryzł, jak banderowca deportowanego w ramach Akcji Wisła

          nie jest moja intencja dochodzic zkad byles deportowany....jednynie co na ten temat piszesz
          wiec ...mniej bullshitu i bedzie OK
Pełna wersja