Gość: stranger
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.11.04, 13:34
Fragmenty książki Richarda C.Lukasa "Zapomniany holocaust - Polacy pod
okupacją niemiecką 1939-1944"
Hitlerowcy pragnęli stworzyć społeczeństwo oparte na kryteriach rasowych.
Spomiędzy Polaków i osób innych narodowości wschodniej Europy wybierali tych,
którzy nadawali się do zniemczenia. Polski naród traktowany był na równi z
Żydami, Cyganami, Białorusinami i Ukraińcami jako rasa obca. Niemniej,
zdaniem hitlerowców, około trzech procent Polaków zamieszkujących anektowane
tereny, stanowiło dobry materiał do germanizacji. Cel był oczywisty; 9 maja
1940 roku Himmler oświadczył: "Ze względów narodowych i politycznych
konieczne jest zabezpieczenie anektowanych terenów wschodniej Europy, a
później Generalnej Guberni dla osób krwi teutońskiej po to, by uczynić ową
zagubioną germańską krew przydatną dla naszego społeczeństwa". Hitlerowcy
planując wzrost "pożądanej rasowo" populacji niemieckiej, hamowali
jednocześnie rozwój polskiej inteligencji, która z niemieckiego punktu
widzenia była ongiś niemiecka, ale z biegiem czasu spolonizowała się.
Istnieje zdumiewająca opinia strony niemieckiej, że przywódcy polskiego ruchu
oporu posiadali znaczny procent krwi nordyckiej, który "pozwala im aktywnie
działać w przeciwieństwie do pogrążonych w fatalizmie elementów
słowiańskich". Rzeczywiście: gdyby osoby te zgermanizować, Polacy pozostaliby
bez dynamicznych przywódców.
Hitlerowcy szczegółowo klasyfikowali ludzi, w których żyłach płynęła
germańska krew i zależnie od kategorii przydzielali im prawa i obowiązki.
Volkslista (Lista Narodowa) dzieliła ludzi na cztery kategorie. Klasę I
stanowili Niemcy, którzy przed wojną popierali hitlerowców. Do klasy II
należeli Niemcy, którzy wprawdzie nie brali udziału w toczonej przez
hitlerowców batalii, ale posiadali narodowość niemiecką. Do klasy III
zaliczani byli ludzie pochodzenia niemieckiego, którzy choć związani w jakiś
sposób z narodem polskim, pragnęli poddać się germanizacji; do tej kategorii
wliczano również Niemców żyjących w związkach mieszanych -kobiety lub
mężczyzn -oraz pochodzące z takich związków dzieci. Klasę IV stanowili ludzie
pochodzenia germańskiego, którzy spolonizowali się i opierali germanizacji".
Osoby mieszczące się w którejś z kategorii Volkslisty, ale wypierające się
związków z Niemcami, traktowane były bardzo surowo. Zazwyczaj kończyło się to
wysyłką do Niemiec lub do obozu koncentracyjnego. Brunhilda Muszyńska, z domu
von Wattman, poślubiona Polakowi, wyparła się swego niemieckiego pochodzenia,
czym wyprowadziła z równowagi przesłuchującego ją hitlerowca. "Skoro daje tak
fatalny przykład narodowi, któremu zawdzięcza swą pozycję i zdolności
umysłowe, proponuję odesłać ją niezwłocznie do Niemiec".
Hitlerowcy czynili wysiłki, by programem germanizacji objąć całe grupy
etniczne, np. mieszkańców Warmii, Mazur i Kaszub. Masowa germanizacja była
dla nich rzeczywiście korzystniejsza, gdyż oszczędzała im poniżających
śledztw, kontroli oraz przesłuchań. W ten właśnie sposób zgermanizowano
większą część Śląska. Akcji tej towarzyszyło tworzenie kartotek personalnych
zawierających odciski palców obywateli. Oznaczało to całkowitą likwidację
polskiego życia kulturalnego na tamtych terenach. Polskie podziemie nie
uważało tych ludzi za zdrajców, ponieważ Volksdeutschami stawali się pod
przymusem. Tych natomiast, którzy z własnej woli rejestrowali się jako
Volksdeutsche -zwłaszcza w Generalnej Guberni, gdzie nie istniał tego rodzaju
przymus -uznawano za renegatów i sądzono zgodnie z prawem podziemnego państw.
W miarę trwania wojny Niemcy starali się powiększać szeregi Volksdeutschów; w
tym celu odrzucano nawet pompatyczne hasła o rasowej czystości. Jeden z
przywódców polskiego podziemia, Stefan Korboński, oświadczył, że w roku 1942
na terenach włączonych do Rzeszy automatycznie wciągano na Volkslistę i
wcielano do armii niemieckiej Polaków w wieku poborowym. Podczas operacji na
Zamojszczyźnie Niemcy przesiedlili jedną trzecią ludności tamtych terenów do
Niemiec celem germanizacji. Ta farsa zniemczania mogłaby nawet być śmieszna,
gdyby nie pociągała za sobą tylu ofiar. Jedno z najnowszych opracowań
historycznych wyjątkowo trafnie opisuje tę sytuację: "Rodziny, które
kwalifikowały się do statusu Volksdeutschów, mogły równolegle ubiegać się o
to, by tylko część rodziny trafiła na tę listę. W ten sposób zyskiwały swych
przedstawicieli w dwóch światach, których losy mogły różnie się potoczyć.
Dawało to z obu stron fałszywe dokumenty, kradzione kartki żywnościowe i
podrobione drzewa rodowe. Od dawna bowiem hitlerowscy urzędnicy rywalizowali
ze sobą. Gauleiter Forster zarejestrował wszystkich mieszkających w Gdańsku
Polaków jako Niemców; po prostu aby dokuczyć SS".
Jak już mówiłem, ważny element niemieckiego programu degradacji biologicznej
narodu polskiego i związanego z tym wzrostu potęgi Niemiec, stanowiło
odbieranie rodzicom i germanizacja polskich dzieci. Program ten realizowano
przede wszystkim na ziemiach anektowanych, ale także z terenów Generalnej
Guberni deportowano do Niemiec i poddano przymusowej germanizacji tysiące
polskich dzieci. Znalazły się tam osoby nie tylko pochodzenia niemieckiego,
ale też dzieci z polskich rodzin, jeśli odpowiadały hitlerowskim kryteriom
rasowym. 18 czerwca 1941 roku Himmler oświadczył: "Uważam za słuszne, aby
odbierać małe dzieci polskim rodzinom o szczególnie dobrych cechach rasowych
i kształcić je później w naszych specjalnych instytucjach i domach dziecka,
które jednak nie powinny być zbyt duże". Operację germanizacji polskich
dzieci Niemcy zapoczątkowali na ziemiach włączonych do Rzeszy. Najpierw
wywożono małych mieszkańców polskich domów dziecka; później akcję rozszerzono
na dzieci adoptowane. W drugiej fazie realizacji programu Niemcy zaczęli
wysyłać dzieci do starej Rzeszy. Na Śląsku, gdzie wszystkich mieszkańców
uważano za Niemców, germanizacja nie pociągała za sobą deportacji, lecz gdy
rodzice lub rodzice przybrani nie chcieli podpisać Volkslisty, odbierano im
dzieci. Podatne na wynarodowienie były dzieci Polek wysłanych do Niemiec na
roboty przymusowe. Jeśli słowiańskie robotnice nie spełniały kryteriów
rasowych, hitlerowcy nakazywali aborcję. Jeśli natomiast ciąża z ich punktu
widzenia rokowała pomyślny wynik, szczególnie gdy ojcem dziecka był Niemiec,
dopuszczano do jego urodzenia, po czym oddawano je Narodowo-Socjalistycznemu
Stowarzyszeniu Opieki Społecznej.
Czasem, gdy rodzice trafili do więzienia, obozu koncentracyjnego lub na
roboty przymusowe do Niemiec, władze siłą odbierały dziecko, nawet jeśli
znalazło się pod opieką krewnych. Ten sam los spotykał dzieci, których
rodzice zginęli w egzekucji. Wspomniałem już, że tysiące dzieci o niebieskich
oczach i jasnych włosach wysłano z Zamojszczyzny do Rzeszy celem
zgermanizowania. Tylko w ramach tej jednej akcji deportowano 30 000 osób;
szacuje się, że spośród nich do Rzeszy trafiło 4 454 dzieci w wieku od dwóch
do czternastu lat. Inną metodą była wysyłka dorastającej młodzieży -chłopców
i dziewcząt -na roboty przymusowe, by eksploatować ją rasowo i ekonomicznie.
Gdy dziecko zostało wysłane do Niemiec, nie oznaczało to jeszcze, że będzie
Niemcem. Hitlerowcy poddawali je eksperymentom medycznym i psychologicznym
dla określenia podatności na wynarodowienie. Specjaliści od rasy preferowali
dzieci nie starsze niż ośmio-dziesięcioletnie, lecz w wielu przypadkach
kryteriom tym odpowiadały nawet nastolatki w wieku siedemnastu i więcej lat.
Podczas selekcji specjaliści klasyfikowali je do jednej z trzech kategorii:
mające cechy pożądane, mieszczące się w granicach normy oraz niepożądane w
punktu widzenia rasy aryjskiej. Celem testu było nie tyle ustalenie
niemieckiego pochodzenia kandydatów, co wybranie dzieci wybitnych pod
względem fizycznym i umysłowym. Dzieci, które zostały przeznaczone do
germanizacji, umieszc