Gość: stranger
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.11.04, 14:01
Wiele ostatnio słyszymy o "idei europejskiej", "obywatelstwie
europejskim", "tożsamości europejskiej" itd. Są tacy – jak zmarły kilka dni
temu Jacques Derrida – którzy głoszą załamanie się tradycyjnej tożsamości
narodowej i powstanie "europejskiej". Czy coś takiego jak "tożsamość
europejska" jest realne?
I tak i nie. Jeśli spojrzymy dookoła, to właściwie nikt, poza "uw-oidalnymi"
środowiskami polityczno-kulturowymi nie uważa się w Polsce za "Europejczyka".
W wyniku złożonych procesów historycznych ukradziono nam świadomość
regionalną i mieszkając w Warszawie mam słabe poczucie
tożsamości "mazowieckiej". Uważamy się tylko za Polaków i za nikogo więcej.
Można więc rzec, że "z natury" nikt, czy prawie nikt, nie jest w Polsce
narodowości "europejskiej". Myślę, że w innych krajach jest podobnie.
Czy jednak istnieje możliwość wyhodowania „Europejczyka”? Tak. Nacisk mediów,
wszechobecna propaganda euro-aktywistów, którzy opanowali ośrodki kierownicze
daje możliwość sztucznej kreacji świadomości europejskiej. Jeśli nawet 95%
ludności Unii nie uważa się za Europejczyków, ale pozostałe 5% to elita
rządząca i aktywna, która trzyma władzę, gospodarkę i media, to taki proces
jest do urzeczywistnienia. Jak mawiał stary Marks, "świadomość klasy
rządzącej, staje się świadomością mas". Historia zna zresztą
przykłady "wyhodowania" narodów z niczego. Weźmy przykład czeski. Na którymś
z zebrań spotkało się 4 nacjonalistów i jeden z nich rzekł żartem, że "jeśli,
przez przypadek, sufit spadnie nam na głowę, to będzie to koniec czeskiego
narodu". I stworzyli naród, wymyślając mu język (na podstawie regionalnych
dialektów i starych ksiąg), napisali mu historię. W 1919 roku narodowość
słowacką deklarowało zaledwie 600 osób, a w kilkanaście lat później słowacki
nacjonalizm już kwitł. We Francji w 1789 roku mieszkańcy Bretanii czy
Prowansji uważali się "miejscowych" a nie za Francuzów. Czy w 1800 roku ktoś
czuł się "Niemcem"? Owszem, byli Prusacy, Bawarczycy, Skasończycy.
Ale "Niemcami" było kilku nacjonalistów. Jeszcze w 1850 roku uznanie się
chłopa spod Skierniewic za Polaka było rzadkością, 30 lat później, regułą.
Czy wszystkie te procesy były samoistne? Można oczywiście powiedzieć, że
ludziom tym "rozbudzono" świadomość narodową, wykorzystując wspólnotę
językową, kultury, obyczaju czy religii. Ale można to nazwać równie dobrze
inaczej: wmówiono im, że nie są "tutejsi", tylko są Czechami, Słowakami,
Francuzami, Niemcami, Polakami. Właśnie dlatego utraciliśmy świadomość
regionalną – ta przeważała przed pojawieniem się świadomości narodowej i
zanikła nie wiadomo kiedy, gdy pojawiła się nowa grupa, wspólnota z którą
nasi przodkowie zaczęli się utożsamiać: naród.
Narody stworzyli pisarze, publicyści, filozofowie, aktorzy – ci, którzy
wymyślili i rozpropagowali tę ideę. Jeden z historyków nacjonalizmu nazywa
proces powstawania narodów "żakierią filologów" i coś w tym jest, skoro
stworzono narody wedle kryterium językowego, w wyniku czego okazało się, że
mieszkający pod Kijowem szlachcic, ledwo mówiący po polsku, przestał być
uważany za Polaka, podczas gdy "tutejszy" przez wieki chłop Polakiem się
nagle poczuł. Był to bez wątpienia proces sztuczny, tym niemniej się dokonał
i dziś identyfikacja narodowa stała się naturalną. Jako konserwatysta – mimo
że jestem świadomy genezy zjawiska – będę więc tej zasady bronił do upadłego,
gdyż stanowi ona istotę tożsamości nas wszystkich. Ten, kto chciałby mi
dzisiaj zabrać moją polskość, byłby, dla mnie, jedynie złodziejem mojej
duszy. To ktoś, kto pluje na groby ojców i dziadków, którzy zginęli w
powstaniach i wojnach o Polskę.
Tym niemniej ludzie tacy istnieją. Próbują teraz wydrzeć nam naszą świadomość
polskości i sztucznie zaszczepić w nas świadomość europejską. "Europejskość"
nie jest u nikogo uczuciem naturalnym. To ideologia – sztuczny twór
człowieka, którego celem jest dokonanie gwałtu na naturze
rzeczy, "wykorzenienie" nas z naszego naturalnego środowiska na rzecz
ideologicznego ideału. "Europejczyk" nie istnieje z natury. Nie poznałem
nigdy żadnego, spotykając zawsze przedstawicieli poszczególnych narodów.
Istnieje tylko siłą medialnego obrazu. "Europejczyk" nie począł się z łona
żadnej "Europejki". Jego ojcem jest ideolog, jego matką – martwa litera z
książek.
Adam Wielomski (kwartalnik "Pro Fide Rege et Lege")