wojo1111
26.11.04, 07:12
Narkotyki , bron , seks , szmugiel..............do EU to jest Kosowo
pod "ochrona" UNI.
Kartel Kosowo
Tygodnik "Wprost", Nr 1148 (28 listopada 2004)
70 proc. europejskiego rynku heroiny pozostaje w rękach kosowsko-albańskich
klanów
Dominika Ćosić
z Kosovskiej Mitrovicy i Pristiny
Kraj opierający się na strukturze klanowej, w którym nie ma regularnej
policji, jest rajem dla zorganizowanej przestępczości. Kosowo to europejski
Medellin, w którym jedyną realną władzą są mafijni bossowie - mówi Marko
Nicović, wiceszef Międzynarodowego Policyjnego Stowarzyszenia ds. Walki z
Narkotykami. Aż 70 proc. europejskiego rynku heroinowego pozostaje w rękach
kosowsko-albańskich klanów. Drugą gałęzią gospodarki kosowskiej jest
prostytucja. Wszystko to odbywa się pod okiem ONZ i KFOR.
Heroinowy szlak
Do Kosowa najprościej i bez zbędnych formalności można dojechać z Serbii.
Wystarczy dotrzeć do Kosovskiej Mitrovicy, a stamtąd przedostać się na stronę
albańską. Nie jest to najbezpieczniejsza podróż, ale przynajmniej omija się
procedurę wizową. Z Kosowa następnie jedzie się do Czarnogóry, a stamtąd już
krok do Włoch. Mając albański paszport, można pojechać z Albanii przez Kosowo
do Czarnogóry lub wprost do Czarnogóry. To dwa z popularniejszych heroinowych
szlaków. Blokada policyjna tuż przed wjazdem do Czarnogóry robi wrażenie
jedynie na turystach. Mafijni dostawcy, przemieszczający się w samochodach
bez tablic rejestracyjnych, mają sposoby na uniknięcie kontroli - łapówka,
znajomości lub zastraszenie. Jak straszak działa zła sława mafii kosowsko-
albańskiej.
- O mafii zaczęło być głośno w latach 80. Kosowscy Albańczycy, korzystając z
jugosłowiańskich paszportów, które były wówczas przepustką na cały świat,
zaczęli się osiedlać na Zachodzie - mówi Vojislav Tufegdzić, ekspert
telewizji
B 92, specjalizujący się w problematyce zorganizowanej przestępczości. - Tam
weszli w układy z miejscowymi przemytnikami i szybko zrobili karierę. Do
sukcesu mafii albańskiej przyczynia się klanowa struktura społeczeństwa i
tradycja - obowiązek absolutnej lojalności i prawo zemsty rodowej. Poza tym
mało kto na świecie posługuje się językiem albańskim, co czyni tę grupę
hermetyczną. Pod koniec lat 80. Rudolph Giuliani, wówczas prokurator,
postanowił wypowiedzieć wojnę mafii albańskiej, już wtedy zakorzenionej w
USA. Europa zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa za późno, kiedy pozycja
klanów albańskich była utrwalona.
W Europie Zachodniej - głównie w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i krajach
skandynawskich - mieszka dziś kilka milionów rdzennych Albańczyków. Samopomoc
klanowa sprawia, że diaspory wciąż się powiększają o przybywających z
południa kolejnych krewnych; solidarność zmusza także każdego Albańczyka
mieszkającego za granicą do płacenia haraczu "na ojczyznę". W związku z
kryzysem kosowskim w połowie lat 90. wielu Albańczyków, kierując
się "obowiązkiem patriotycznym", zdecydowało się wrócić do Kosowa. Tylko
jeden z działających w Niemczech funduszy albańskich - Ojczyzna Woła -
dysponował w 1998 r.
10 mln marek. Pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży narkotyków przeznaczano na
zakup broni dla Wyzwoleńczej Armii Kosowa (WAK), uznanej w latach 90. przez
rząd USA za organizację terrorystyczną. Znane są bliskie powiązania WAK z Al-
Kaidą - Osama bin Laden kilka lat temu wizytował jednostki kosowskie.
Luksus na śmietnisku
Kosowo sprawia dziwne wrażenie: wzdłuż wyboistych dróg i ulic piętrzą się
sterty śmieci, gruzu, skorodowanych resztek aut; na ulicach pałętają się
obdarte dzieci, co krok można się natknąć na rozpadające się baraki, w
których jednak ktoś mieszka. Między tym wszystkim jak grzyby po deszczu
wyrastają kilkupiętrowe, bogate wille. Przed nowiutką czteropiętrową willą na
drodze z Kosovskiej Mitrovicy do Pristiny siedzi bezzębna staruszka.
Gratuluję jej pięknego domu. Zakrywając usta, mówi, że to syn wybudował. Syn
mieszka w Niemczech. Ma piekarnię.
Wiele aut na kosowskich drogach to mercedesy z przyciemnionymi szybami, bez
tablic rejestracyjnych. - Po nalotach w 1999 r. przyjechał do mnie taki jeden
podobnym autem. Zaproponował, żebym z powrotem otworzył kawiarnię. Nie bardzo
chciałem, ale nie miałem wyjścia - opowiada Mustafa, właściciel jednego z
pris˙tińskich lokali. I ucina rozmowę. Haracze, zastraszanie, pobicia,
morderstwa są w Kosowie na porządku dziennym. Nikt się jednak nie skarży - na
palcach jednej ręki można policzyć działające fabryki i duże zakłady pracy, a
biznes mafijny zmniejsza bezrobocie. Dziwić może nadmierna liczba stacji
benzynowych i pozbawionych klientów drogich sklepów oraz restauracji.
Nietrudno się domyślić, że to pralnie brudnych pieniędzy. Tak jak kilka lat
temu w Albanii, tak teraz w Kosowie mnożą się laboratoria, w których
produkuje się z półproduktów narkotyki. Kosowo to ziemia niczyja -
teoretycznie administratorem jest ONZ, w praktyce władzę sprawują mafijni
bossowie rekrutujący się z najpotężniejszych rodów, m.in. Kulów, Brokajów i
Abazich. Żołnierze KFOR nie tylko nie potrafią zapewnić ochrony nielicznym
pozostałym w Kosowie Serbom i Romom, ale i sami obawiają się o własne
bezpieczeństwo. Część oficerów bierze łapówki, większość po prostu się boi.
Własną "policję" mają za to mafiosi - cudzoziemców wdających się w rozmowy z
miejscowymi otacza grupka mężczyzn, którzy później podążają śladem obcego.
Większość kosowskich polityków ma niejasne powiązania. Hashim Tha÷i, lider
Demokratycznej Partii Kosowa, która zdobyła najwięcej mandatów w parlamencie,
nim został namaszczony przez świat na męża stanu, był watażką WAK. To tylko
jeden, najbardziej jaskrawy przykład. Ostatnie wybory w Kosowie utrwaliły
przestępczy status quo prowincji. Efekt jest taki, że miesięcznie w Serbii
(Kosowo formalnie wciąż jest jej częścią) handluje się nie 4 tonami heroiny,
lecz 10 tonami.
Seksbiznes w koszarach
Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy i pracowników organizacji międzynarodowych
przyczynia się do prostytucji. Również tym biznesem zarządza mafia albańsko-
kosowska. Według danych Interpolu, rocznie przez terytorium Kosowa jest
przerzucanych ponad 150 tys. kobiet pochodzących głównie z Mołdawii, Ukrainy
i Rosji. - Kontrole to kpina, kiedy przyjeżdżamy do burdeli, panie
oświadczają, że pracują jako tancerki i są tu dobrowolnie. Nic nie możemy
zrobić - mówi policjant sił międzynarodowych.
Nad jedną z pristińskich ulic wznosi się olbrzymi billboard przedstawiający
honorowego obywatela Kosowa - Billa Clintona. - Dzięki niemu NATO zdecydowało
się na interwencję, a my dostaliśmy Kosowo. To on dał nam wolność i obiecał
niezależność - mówią Albańczycy. Nieliczni ironizują, że klany mafijne też
powinny uczcić eksprezydenta, nadając jego imię domowi publicznemu lub pralni
brudnych pieniędzy.