__Diabły w Darfurze------arabskie,islamskie_diably

14.03.05, 21:47
www.wprost.pl/ar/?O=63896
Diabły w Darfurze
Tygodnik "Wprost", Nr 1131 (01 sierpnia 2004)

Masowe gwałty sudańscy żołnierze nazywają rozjaśnianiem czarnych dzieci

Agata Jabłońska
z Sudanu

350 tys. ludzi wymordowano, a ponad milion musiało uciekać z domów w ostatnich
miesiącach w sudańskiej prowincji Darfur. "To dramat porównywalny do tego,
jaki przed dekadą rozegrał się w Ruandzie" - tak opisała sytuację specjalna
wysłanniczka ONZ Asma Jahangir. To, co zastała w obozach uchodźców na granicy
między Sudanem a Czadem, gdzie w przerażających warunkach wegetuje 800 tys.
ludzi, nazwała "największym kryzysem humanitarnym na ziemi".
To może być jednak prolog tragedii, jaka się rozegra. Podczas pory deszczowej,
która zaczęła się niedawno, drogi staną się nieprzejezdne. Międzynarodowym
agencjom humanitarnym, których i tak w Darfurze nie ma zbyt wiele, udawało się
dotychczas przynajmniej w niewielkim stopniu pomagać uchodźcom. Teraz deszcz
może całkowicie uniemożliwić dostawy żywności i leków. W odciętych od świata
obozach z powodu chorób i głodu może umrzeć do pół miliona ludzi.

Sudańskie piekło
- W ostatnich miesiącach to miejsce przypominało piekło - opowiada 41-letni
Mohammed Hilal. Jest reporterem. Doskonale zna drogi między stolicą Etiopii,
gdzie teraz mieszka, a Darfurem, skąd pochodzi. Jeżdżąc nimi ostatnio, nauczył
się omijać posterunki wojska i partyzantów. - Poruszający się konno Arabowie,
nazywani tutaj janjaweed, co znaczy diabły na koniach, napadali na wioski i je
palili, a mieszkańców mordowali. Ludzi, których oszczędzili, pędzono jak
zwierzęta od wsi do wsi, by rozstrzelać kilka kilometrów dalej. Amnesty
International gromadzi dowody zbrodni popełnionych w prowincji, powierzchnią
dorównującej Francji i zamieszkanej do niedawna przez sześć milionów ludzi.
Organizacja skompletowała m.in. listę zeznań 400 kobiet z miasteczka Rokero
zgwałconych jednej nocy przez oddział janjaweed. Wcześniej ich mężów i dzieci
zamordowano.
- Tym bandytom pomaga armia. Ludzie opowiadali mi, że często razem z
"diabłami" zjawiali się żołnierze. Poza tym partyzanci najczęściej są
uzbrojeni jedynie w karabiny, więc to armia musiała prowadzić bombardowania i
ostrzał z ciężkiej artylerii - mówi Mohammed. Janjaweed - jak wynika z relacji
uchodźców - nie tylko mordują mężczyzn i gwałcą kobiety. Wydaje się, że
postawiono im jeszcze jeden cel - by ci, którym udało się uciec, nigdy nie
wrócili do domów. Dlatego janjaweed zostawiają za sobą spaloną ziemię - burzą
domy, niszczą drogi i linie kolejowe.
Mimo że władze w Chartumie stanowczo odpierają zarzuty, pojawia się coraz
więcej dowodów na to, że współpracują z islamską partyzantką. Ostatnio
dostarczyła je m.in. NASA, która wykonała zdjęcia satelitarne 56 tys.
doszczętnie zniszczonych domów prawie w 400 wioskach w Darfurze. - Sudańskiemu
rządowi długo udawało się ukrywać przed światem to, co się tu działo. Nie
wpuszczano cudzoziemców, a informacje o zbrodniach dementowano - twierdzi
Mohammed. - Zbrodnie wyszły na jaw, gdy nie dało się już powstrzymać
uciekających do Czadu dziesiątek tysięcy ludzi.

Ameryka interweniuje
Kiedy Darfur było niepodległym islamskim królestwem, arabscy nomadowie
spierali się z afrykańskimi rolnikami. Mimo że trudno było się pogodzić prawie
80 plemionom, panowała między nimi równowaga. Dla układu sił przełomowy był
rok 1983, gdy władze w Chartumie - mimo sprzeciwu chrześcijańskiej ludności z
południa - wprowadziły w całym kraju szarijat, czyli prawo koraniczne
(rozpoczęło to wojnę domową, w której zginęło ponad 2 mln ludzi, a 5 mln
zostało uchodźcami). Hassan al-Turabi, główny ideolog reżimu wojskowych i
radykalnych mułłów, obsadził wówczas większość stanowisk w Darfurze
popierającymi go członkami plemienia Zagawa, a część z nich ściągnął do
stolicy. Gdy w 1998 r. doszło do walki o władzę, w której efekcie al-Turabiego
wtrącono do więzienia, zwycięzca - prezydent Omar al-Bashir - przeprowadził
czystkę. Ministrów i oficerów z Zagawa nakazał zwolnić i aresztować albo wygnać.
Dysydenci potrzebowali kilku miesięcy na dogadanie się z "wrogiem wroga",
czyli z wojującą z rządem od 1983 r. na południu Ludową Armią Wyzwolenia
Sudanu (SPLA). - Takiego mariażu muzułmanów z ludu Zagawa z mieszkającymi na
południu chrześcijanami i animistami rząd się nie spodziewał. Spory religijne
zeszły na dalszy plan, gdy okazało się, że metody reżimu stosowane wobec
ludności Darfuru są identyczne, równie okrutne i bezwzględne, jak te stosowane
wcześniej wobec mieszkańców południa - uważa były premier Sudanu Sadik
al-Mahdi. Dysydenci z Zagawa nawiązali też kontakty z pochodzącym z ich ludu
prezydentem Czadu Idrissem Debym oraz rządzącym Erytreą Isaiasem Afwerki.
Dwa lata temu - głównie pod naciskiem USA - reżim w Chartumie i SPLA podpisały
rozejm. - Do negocjacji nie zaproszono rebeliantów z Darfuru. Nie czuli się
więc związani zawieszeniem broni. Prowincja była już pogrążona w chaosie i
nędzy. Coraz częściej powtarzały się napady na cywilów i ataki na koszary.
Ludzie z wiosek uciekli do miast przypominających twierdze. Kwitła korupcja i
nepotyzm. Pracownicy sektora publicznego nie dostawali wypłat nieraz dłużej
niż pół roku. Brakowało żywności i leków; lekarze podobnie jak sędziowie czy
nauczyciele zwalniali się desperacko szukając płatnego zajęcia. W takich
okolicznościach o iskrę wzniecającą powstanie nie było trudno. Podobno była
nią antyrządowa demonstracja studentów w Al-Faszir, stolicy Darfuru
Północnego. Wojsko otworzyło ogień do manifestujących, ponoć zginęło
kilkanaście osób, prawie sto trafiło do aresztu. Próbując ich odbić,
rebelianci z ludu Zagawa zabili 75 żołnierzy, zdobyli magazyny broni, a
wkrótce - całe miasto. W odwecie rząd uzbroił janjaweed, by atakowała cywilów.
Według innej wersji, nie było żadnej manifestacji, a rebelia Zagawa była nie
tylko długo przygotowywana, ale też sponsorowana przez SPLA (zgodnie z
porozumieniem z rządem lider SPLA John Garang niedługo ma zasiąść w rządzie, a
w wyborach prezydenckich, które odbędą się w ciągu najbliższych trzech lat, ma
spore szanse wygrać, jeśli zdobędzie poparcie Zagawa).
- Nieważne, jak się zaczęło, kto pierwszy zaczął strzelać - uważa Paula
Claycomb, pracująca dla ONZ w Chartumie. - Rząd stworzył potwora - oddziały
janjaweed. I nawet gdyby chciał, nie wie, jak go wepchnąć z powrotem do klatki.

Świat się spóźnił
- Mamy ciemniejszą skórę niż Arabowie z północy, więc krzyczeli, że jesteśmy
zurga - czarnuchami, albo abid - niewolnikami - opowiada Aisha. Uciekła cztery
miesiące temu z dwójką dzieci, trzyletnią Adam i rocznym Mohammedem. Mąż
został zastrzelony dwa miesiące wcześniej. Całym jej dobytkiem jest niebieska
miska, kawałek folii, na której śpią dzieci, i koc z darów od UNHCR, którym
mogłyby się przykrywać, gdyby nie upały przekraczające 40oC. Aisha mieszka w
jednym namiocie z 30 kobietami i ich dziećmi w obozie w Abu Shouk. Jest w
ciąży. - Żołnierze przystawiali mi pistolet do głowy, wrzeszczeli, że jestem
brudną abid i po kolei gwałcili - wspomina, odwracając głowę. - Mówili, że
mają pozwolenie rządu na zrobienie mi dziecka... na rozjaśnianie czarnych dzieci.
Pracownicy międzynarodowych organizacji nie mają wątpliwości, że masowe gwałty
to zaplanowana operacja, inspirowana przez przywódców partyzantki. - Celem
jest zniszczenie ludów Fur, Masalit czy Zagawa - uważa Mirra Carer z Amnesty
International.
Pod koniec czerwca po wizytach Colina Powella, szefa dyplomacji USA, i
sekretarza generalnego ONZ Kofiego Annana obiecywano uchodźcom, że pomoc
nadejdzie lada dzień. Udało się zorganizować fundusze, choć nie tak wysokie,
jak początkowo deklarowała społeczność międzynarodowa. Mimo to uchodźcy wciąż
czekają, bo Chartum postawił warunki: lekarstwa, nim zostaną dostarczone do
obozów, muszą być przetestowane w sudańskich laboratoriach, a żywność, ubrania
i inne artykuły dla uchodźcó
    • lechu1 Re: __Diabły w Darfurze------arabskie,islamskie_d 15.03.05, 05:19
      arab jest nietykalny (pod ochrona ) ONZ obchodzi sie z nimi b. ostroznie .
      Moga mordowac dalej
    • lechu1 180 tysięcy ofiar konfliktu w Darfurze 2005.03.1 15.03.05, 06:05
      180 tysięcy ofiar konfliktu w Darfurze 2005.03.14, godz. 18:42
      W konflikcie w Darfurze na południu Sudanu w ciągu ostatnich 18 miesięcy zginęło
      co najmniej 180 tys. ludzi - ogłosił zastępca sekretarza generalnego ONZ ds.
      pomocy humanitarnej Jan Egeland.
      • meerkat1 ARABOWIE Murzynow morduja????! ZARTUJESZ!!!!! 15.03.05, 06:26
        Przeciez Arabowie to liczaca zaledwie 300 MILIONOW osobnikow rasa od
        dziesiatkow lat uciskana, represjonowana i bezlitosnie eksploatowana przez
        blisko 5 milionow Zydow!!!

        Jak wiec politycznie sluszni Arabowie moga mordowac czarnoskorych mieszkancow
        Sudanu??????!!!

        To musi byc jakas "falszywka" CIA, DIA, NSA.... hej! :-)))))))))))))))))))))))))
    • luzak4 Ciekawe dlaczego ONZ milczy i EU zawsze gard 15.03.05, 18:46
      gardluja gdy o islamistow chodzi ?
      • lechu1 Re: Ciekawe dlaczego ONZ milczy i EU zawsze 17.03.05, 20:22
        luzak4 napisał:

        >a gardluja gdy o islamistow chodzi ?
        Skad ta milosc do arabow ?
Pełna wersja