onatutrwa
24.03.05, 04:23
Radio Maryja głosem Polaków
Czwarta Rzeczpospolita rodzi się w Toruniu
Polska stoi przed wielką szansą. Nową Polskę budować mogą wszyscy, którzy są
gotowi z mocą uderzyć w mafijne układy. Nie pora, aby rodacy wypominali sobie
nawzajem złośliwości i drobne utarczki. Każdy, kto nie okopał się w szańcach
Trzeciej Rzeczypospolitej, niech stanie na hasło płynące z Radia Maryja.
Po czyjej stronie jest Lech Wałęsa?
Niemal od początku Wielkiego Postu obserwujemy kolejne ataki na Radio Maryja
i jego założyciela. Początkowo przez chwilę mogło się to wydać absurdem, ale
szybko się okazało, że te ataki - paradoksalnie - są wyrazem czyjejś
bezsilności. Można je nawet uznać za powód do radości. Być znieważanym za
wyświadczone dobro to zawsze powód do radości (przynajmniej dla
chrześcijanina), a w tym wypadku dołącza się do niej satysfakcja z sukcesu
sprawy polskiej. Sukcesem jest desperacja sił Okrągłego Stołu. Demiurgowie
PRL-bis zadziałali z premedytacją, wykorzystując byłego prezydenta do nagonki
na największe niezależne medium w Polsce. Dlaczego to zrobili? I z jakim
skutkiem?
Lech Wałęsa już się chyba wycofuje z walki. Najpierw nakrzyczał, potem
wybaczył. Było, minęło... Czy minęło? Oby. Niezrozumiały był to atak. Nie
jest zrozumiałe, że stara się odebrać wolność człowiek, który się reklamuje
jako ten, który walczył o wolność. Któż jak nie on w 1990 roku zapobiegł
stworzeniu w miejsce zgasłej PZPR nowej monopartii, tym razem już nie
czerwonej, tylko różowej? Jej lider, Adam Michnik, przed paroma miesiącami
okrężną drogą, przez szwajcarskie Davos, odszedł z polskiego panteonu, ale i
on sam, i jego niewidzialna partia odgrywają nadal niszczycielską rolę w
polskim życiu publicznym. Zwano go wiceprezydentem. Oto teraz prezydent jest
obiektem słusznego zainteresowania śledczych, a "wiceprezydent" ukrywa się
nawet przed fotoreporterami... Dlaczego ucieka? Czyżby tak panicznie bał się
rozszyfrowania, kto jest ojcem chrzestnym mafijnego układu?
Wróćmy do roku 1990. Dzięki Wałęsie partia Michnika nie stała się monopartią.
Ale - co charakterystyczne - na początku lat 90. dzisiejsi promotorzy Lecha
Wałęsy, tak usłużnie oddający mu łamy do ataków na Radio Maryja,
przedstawiali go jako czarnego luda, wariata z siekierą, śmiertelne
zagrożenie dla demokracji. Co się stało? Dlaczego dawni wrogowie dziś są
sprzymierzeńcami? Korzenie tego układu tkwią jeszcze głębiej. W "Bitwie o
Polskę", a wcześniej w "Interpelacjach" pisałem o znamiennym zebraniu u
Mieczysława F. Rakowskiego w 1988 roku, tuż przed Okrągłym Stołem. Spotkali
się tam "reformatorzy partyjni" z "lewicą laicką". Mimo pozornych różnic
doszło jednak do porozumienia... Obie grupy uznały bowiem zgodnie, że
największym zagrożeniem dla nich jest odradzający się "syndrom endecko-
chadecki". Dzieje III Rzeczypospolitej to walka "oświeconych" z
tym "syndromem".
Antena dla dyskryminowanych
Jako prezydent Wałęsa się zagubił. Wsparł "lewą nogę" i pomógł spiskowcom
obalającym patriotyczny rząd. Jego niedawne wypowiedzi przeciwko Radiu Maryja
czynią go wręcz rzecznikiem stronnictwa "oświeconych". Kiedy zaczęły się nowe
ataki na Radio Maryja? Zauważmy, że po długim okresie ciszy gromy odezwały
się, kiedy obrońcy postkomunizmu zorientowali się, iż nowa polska siła
kiełkuje właśnie wśród tych, których media głównego nurtu skazały na
wieloletnie milczenie. Radio Maryja, "Nasz Dziennik" i TV TRWAM są tymi
mediami, które w imię pluralizmu dopuszczają do głosu liderów i ekspertów
wolnej Polski. Przeciwnicy mówią o jednostronności Radia Maryja. Tymczasem
jest dokładnie odwrotnie. Właśnie jego pluralizm, jego otwartość na opinie
niezgodne z polityczną poprawnością postkomunistycznej elity wytworzonej
przez peerelowski układ są solą w oku obrońców zła. Dlatego zimą 2004/2005,
kiedy okrągłostołowy układ w zasadzie się rozsypał, toruńska rozgłośnia stała
się najgroźniejszym wrogiem ludzi, których zadaniem jest jego odbudowa. Tak
oto obiektywny nadawca społeczny stał się stroną w konflikcie. Czasem tak
bywa...
Oto nawet podjudzana przez "Gazetę Wyborczą" Krajowa Rada Radiofonii i
Telewizji nie ośmieliła się wbrew oczywistym faktom stwierdzić, że Radio
Maryja nie spełnia warunków koncesji. KRRiT nie podjęła akcji na podstawie
fałszywego donosu, ale zachowała się dialektycznie: Panu Bogu świeczkę, ale i
diabłu ogarek. W swoim komunikacie uznała bowiem, że nie ma podstaw do
odebrania rozgłośni statusu nadawcy społecznego, lecz nie omieszkała
skrytykować niepoprawnych politycznie wypowiedzi gości audycji radiowych.
Trzeba naprawdę akrobacji, aby wykazać, że Radio Maryja nadużywa swego
statusu. Któż bowiem poza Radiem Maryja w trosce o interes 38 milionów
Polaków wszystkich wyznań i światopoglądów wskazuje rzetelnie opcje narodowej
strategii i szanse Ojczyzny? Czy naprawdę wszyscy inni wielcy nadawcy i
wszystkie wysokonakładowe pisma oddają głos Polakom, którzy mówią o lepszej,
niepodległej Polsce?
Członkowie Rady mogą lubić Radio Maryja albo nie. Ale są granice hucpy.
Przecież atak na Radio jest atakiem na wolność słowa, na Konstytucję! Czego
byśmy nie powiedzieli o obowiązującej obecnie bardzo złej Konstytucji, jej
artykuł 14 stoi na straży wolności prasy. Aż tak daleko to grono na razie się
jeszcze nie posunęło.
Chodzi o Polskę
Dla każdego obserwatora polskiego życia kościelnego od początku było jasne,
że do nagonki na Radio Maryja nie da się włączyć żaden autorytet katolicki,
może z wyjątkiem tego czy innego odosobnionego dostojnika, który utrzymuje
bliskie relacje z wpływowymi dziennikarzami. Można spytać, po co organ
Michnika się kompromitował, próbując wymusić na Konferencji Episkopatu Polski
debatę nad tematem, którego nie było w porządku obrad. Oto specjaliści od
wyrafinowanej walki z Kościołem znowu chcieli posłużyć się katolikami przeciw
katolikom. Ileż razy to się już nie udało! Ile razy można próbować tych
samych sztuczek? Ale jeśli założona przez ojca chrzestnego
postkomunistycznego układu gazeta chce się na każdym kroku kompromitować, na
zdrowie, niech się kompromituje. Ponoć mamy wolność słowa. Na szczęście
wysiłki Michnika i jego akolitów niewiele dadzą. Oszczerstwa i nachalne
kłamstwa mogą narobić szumu medialnego, ale niekoniecznie przekonać. Setki
tysięcy Polaków kupują komercyjne gazety dla ogłoszeń i serwisów, a nie z
miłości do antykatolickich fobii i rozmaitych natrętnych ideologii.
Można ku przestrodze przypomnieć, że kiedy w 1991 roku Adam Michnik swoim
dziennikarzom niemalże wprost, we właściwy sobie emocjonalny sposób nakazał
głosowanie na swoją ulubioną partię, pracownicy "Gazety Wyborczej" - zdawać
by się mogło gwardziści "wiceprezydenta" - na przekór zagłosowali na
kogokolwiek, byle nie na wskazanych kandydatów. Czy "wiceprezydent" zapomniał
o tej nauczce?
Intrygi "anonimowego centrum" wyspecjalizowanego w dywersji wśród katolików
nie powstrzymają narodzin IV Rzeczypospolitej. Radio Maryja, "Nasz Dziennik"
i telewizja TRWAM, matecznik polskości przy ul. Żwirki i Wigury w Toruniu i w
warszawskim Rembertowie, swoją odwagą i troską o Polskę przyczyniły się już
walnie do niedalekiego zwycięstwa nad układami Okrągłego Stołu. Zwycięstwo
jest blisko. Blisko jest Nowa Polska.
Z obserwatorium politycznego widać wyraźnie, że wyłania się nowa elita,
która - niezależnie od opcji światopoglądowych - może odbudować prawdziwą
Polskę. Wymaga to trudu i czasu, ale nie bądźmy pesymistami. Wierzę, że
politycy tworzący nową elitę nie zniweczą tej szansy nieprzemyślanymi
reakcjami, bratobójczymi atakami. W polityce uczestniczą działacze różnych
partii i to jest naturalne. Ja należę do Ligi Polskich Rodzin. Jeśli jednak
wolno sięgnąć po osobiste doświadczenie, zauważę, że prawie codziennie - jako
przewodniczący Rady Warszawy - muszę szukać ponadpartyjnej zgody, poszukując
najlepszych dla stolicy rozwiązań.