dokowski
16.04.05, 19:54
Brzeziński się zupełnie zaplątał, a może to wina tłumacza:
"Obecność prezydenta Kwaśniewskiego w Moskwie na obchodach rocznicy
zwycięstwa nad hitleryzmem jest uzasadniona, szczególnie ze względów
międzynarodowych. Należy jednak bardzo uważać, by ta uroczystość nie
przemieniła się w gloryfikację zwycięstwa stalinizmu"
Przecież było to zwycięstwo stalinizmu nad hitleryzmem. Przecież nie była to
wojna obronna Rosji. W 1941 roku starły się dwa imperia w trakcie ekspansji.
Niemcy po prostu wykazały się większą agresywnością, ale wcześniej obydwa
kraje były agresorami. Po zakończeniu wojny Rosja nadal prowadziła agresywna
politykę imperialną, zachowując zdobycze wojenne z roku 1939, a więc z okresu
swojej agresji na sąsiadów. Tak więc rok 1945 to był triumf agresywnego
stalinizmu, a nie zakończona sukcesem wojna obronna. To była wojna obronna
dla Francji czy Anglii, ale nie dla wschodniej czy środkowej Europy, na
terenie której rywalizowały dwa imperia zła.
Ten kto jedzie do Moskwy, jedzie oddać hołd stalinizmowi. Kapitulację Niemiec
powinno się świętować w Londynie. Zwycięstwo Anglii w wojnie powietrznej były
pierwszą klęska armii niemieckiej, było źródłem klęski Niemiec w tej wojnie.
Gdyby Anglia padła, ZSRR nie miałoby żadnych szans w walce z armią
Europy „zjednoczonej” pod wodzą Hitlera, a Rosjan spotkałby los Indian.
Zbliżający się zjazd w Moskwie to triumf stalinizmu – ideologii wciąż żywej w
Rosji.