Gość: kermit
IP: 192.168.0.* / *.osowa.gda.osk.pl
06.09.01, 19:43
Przedruk artukulu z "WPROST" - jednego z najbardziej opiniotworczych i
popularnuch polskich tygodnikow
Palestyńska szkoła męczenników
Coraz więcej palestyńskich dzieci chce zostać szahidami, czyli świętymi
ofiarami
Chłopiec z Gazy odkłada samochodzik i z wyrazem desperacji chwyta kamień, po
czym znika gdzieś w rozpływającym się tle. Takie zdjęcia, mające podnosić
bojowego ducha, przerywały w czasie wakacji programy dla młodzieży nadawane
przez telewizję Autonomii Palestyńskiej. W innej wersji tej lekcji wychowania
patriotycznego występuje dziesięcio-, jedenastolatka, która odrzuca ulubioną
lalkę Barbie, by podnieść butelkę z koktajlem Mołotowa. Zaraz potem ulatuje w
zaświaty z niebiańskim uśmiechem szczęścia. Jeszcze inny spot nakręcono w
konwencji filmu dokumentalnego: szczęśliwa rodzina jadąca samochodem przez
pustynię zatrzymana zostaje nagle przez zmotoryzowany patrol izraelski. Żołdacy
gwałcą młodą dziewczynę, po czym z zimną krwią mordują pozostałe osoby, śmiejąc
się w głos.
Reduta Paradise
Jednym z powodów radykalizacji palestyńskiej młodzieży jest głęboka frustracja.
Mimo śmierci wielu osób i oprócz pogłębienia nędzy Palestyńczycy faktycznie
niczego nie zyskali w czasie jedenastomiesięcznej intifady. Wskaźnik bezrobocia
w autonomii wzrósł z 12 proc. do ponad 50 proc., a poziom życia obniżył się o
60 proc. W Betlejem, dokąd kilka lat temu przyjeżdżało 800 tys. turystów
rocznie, prawie wszystkie hotele są zamknięte, a najnowszy, Paradise, służy
bojówkom Tanzimu (zbrojnego skrzydła organizacji Fatah) jako stanowisko
ogniowe.
Tuż obok izraelskiej blokady drogowej niedaleko Betlejem na Zachodnim Brzegu w
pustym meczecie z dziurami po kulach palestyński chłopczyk śpi na materacu z
gąbki. Na ścianach świeże graffiti, przedstawiające zamaskowanych bojowników
islamskich, którzy przebijają zakrwawionymi bagnetami płonącą gwiazdę Dawida. W
zaułku widać kamienie i osmalone odłamki butelek po koktajlach Mołotowa.
Usytuowane obok otoczone wysokim murem sanktuarium żydowskie Grób Racheli to od
początku drugiej intifady jedno z głównych miejsc konfrontacji palestyńskich
demonstrantów z wojskiem izraelskim.
Intifada powszednia
W okolicach Grobu Racheli widać wypalone rudery, szkielety samochodów i worki z
piaskiem. Słychać gwizdy i skandowanie tłumu. To jedna z licznych demonstracji
po tym, jak 27 sierpnia pilot izraelskiego helikoptera odpalił dwie rakiety,
zabijając w centrum Ramallah Abu-Alego Mustafę, przywódcę jednego ze skrajnych
odłamów OWP. Po tym zamachu wszystkie organizacje palestyńskie, głównie Hamas i
Dżihad Islamski, zapowiedziały krwawą zemstę.
Kilkuset młodych Palestyńczyków z wielkimi żółtymi flagami libańskiego
Hezbollahu wychodzi zza narożnika rytmicznym, prawie marszowym krokiem i
kieruje się w stronę izraelskiej zapory drogowej. Niektórzy z demonstrantów
mają czarne maski z otworami na oczy i kraciaste, wycięte z arafatek opaski na
czołach. Z tyłu dzieci niosą tekturowe makiety izraelskich autobusów i domków z
czerwonymi dachówkami, symbolizujące żydowskie osiedla na Zachodnim Brzegu.
- Ci z opaskami to przeważnie studenci z palestyńskiego uniwersytetu Bir-Zet
pod Ramallah, gdzie teraz panoszą się Hamas i Dżihad Islamski. Ostatnio co
najmniej jedna trzecia zamachowców samobójców wysadzających się w Izraelu to
studenci, którzy jeszcze niedawno nie mieli nic wspólnego ze skrajnym islamem -
tłumaczy dziennikarzom siedzący na masce jeepa młody oficer izraelski.
Za tłumem Palestyńczyków posuwa się powoli sześć karetek Czerwonego
Półksiężyca. Tłum zatrzymuje się na widok ekip telewizyjnych ustawionych
półkolem na izraelskiej zaporze, a zamaskowany islamista podpala i depcze
izraelską flagę. Jego towarzysze nawołują przez megafony do przyspieszenia
kroku, a inni strzelają krótkimi seriami z kałasznikowów nad głowami dzieci z
makietami.
Łowcy szahidów
- Nienawiść i brak nadziei są u dzieci palestyńskich bardzo głęboko
zakorzenione. Wróg to Izrael, a każdy Izraelczyk to strzelający żołnierz -
tłumaczy Szafik Masalcha, psycholog kliniczny z Uniwersytetu Telawiwskiego,
jeden z nielicznych arabskich badaczy pracujących od lat w izraelskich
instytucjach naukowych. 15 proc. palestyńskich dziesięcio- i jedenastolatków, w
tym wiele dziewcząt, marzy o tym, żeby jako szahid jak najszybciej dostać się
do nieba. - W ich wyobrażeniach nie pojawiają się rodzice ani dobre wróżki, w
ostatniej chwili ratujący je z opresji. Rodzice, podobnie jak nauczyciele,
jawią się jako ofiary prześladowań i nie są dla dzieci autorytetami. Pozostaje
jedynie ucieczka w marzenia, żeby wyrwać się ze stanu ciągłego zagrożenia do
świata wiecznej szczęśliwości - mówi Masalcha.
W tej sytuacji rolę dobrej wróżki przejmują często aktywiści Hamasu lub
Dżihadu, których zadaniem jest wyławianie z tłumu kandydatów na zamachowców
samobójców. Eksperci z izraelskich tajnych służb Szin Bet twierdzą,
że "namierzanie" rozpoczyna się głównie podczas piątkowych modłów w meczetach.
Uwagę werbowników zwracają przede wszystkim głęboko zatopieni w modlitwie
młodzi ludzie z wielodzietnych rodzin mieszkający w obozach uchodźców. 81 proc.
Palestyńczyków opowiada się za kontynuowaniem zamachów w Izraelu - wynika z
ostatnich sondaży. Obniżył się też średni wiek sprawców samobójczych ataków. W
poprzednich latach dokonywali ich głównie dwudziesto-, dwudziestopięcioletni
nieżonaci mężczyźni wywodzący się z najbiedniejszych warstw społecznych.
Podczas obecnej intifady żywymi bombami są już nawet siedemnastolatki, a coraz
więcej palestyńskich dzieci marzy o zostaniu szahidem, czyli świętą ofiarą,
zamachowcem samobójcą.
Przepustka do raju
Przeszkolenie kandydatów na samobójców odbywa się bardzo szybko. W końcu muszą
tylko nacisnąć guzik detonujący ładunek umieszczony w kamizelce. Duchowni
islamscy obiecują męczennikom prostą drogę do raju, gdzie będą się przechadzać
po kwietnych dywanach w koronie z brylantem, opływać we wszelkie dostatki i
cieszyć się towarzystwem 72 hurys. Wszystkie te szczegóły ujawnione zostały
dopiero ostatnio, gdy tajne służby Izraela po raz pierwszy zdołały schwytać
kilku niedoszłych szahidów. Jeden z nich, osiemnastolatek z Gazy, spytany, w
jaki sposób wyobrażał sobie życie w raju, gdyby jego ciało zostało rozerwane na
strzępy, odparł z przekonaniem: "Wszystko wróciłoby na swoje miejsce".
Hamas i Dżihad obiecują samobójcom, że zajmą się ich osieroconymi rodzinami,
które otrzymają też jednorazową zapomogę w wysokości 10 tys. dolarów ze
specjalnego funduszu utworzonego przez Irak. Ostatnio zapomoga ta została
podniesiona do 15 tys. dolarów. "Może bym się zastanawiał dłużej, gdybym nie
wiedział, że Izrael boi się tylko samobójczych zamachów, a moja rodzina będzie
miała zapewniony byt" - zeznał niedoszły szahid.
Po opublikowaniu tej wypowiedzi izraelski wiceminister bezpieczeństwa
wewnętrznego Gideon Ezra zaproponował, żeby wyburzać domy samobójców, a ich
rodziny eksmitować za granicę. Pomysł ten wprawdzie wyśmiały media (i
skrytykowali Amerykanie), ale nikt nie ma ochoty na żarty. Izrael nie umie
rozwiązać problemu samobójczych ataków. Nawet najlepiej zorganizowana armia
okazuje się bezradna wobec świętego szaleństwa.