goldbaum
20.05.05, 11:07
Kilka dni temu nasi hucpiarze zarzucali jednemu z forumowiczow, ze pisze
"brednie" odnoszac sie do opisu wypadku drogowego w izraelu i tego, co mialo
po nim miejsce.
"Czegos takiego" wedlug nich ponoc "nigdy nie bylo".
A mnie udalo sie znalezc....
Wstyd jest mi za Izrael i wstydze sie ,ze jestem Zydem
Nie wytrzymałem... równo 3 lata temu byłem w Izraelu (dokładnie w części
palestyńskiej) jako wolontariusz organizacji "Lekarze bez Granic". Byłem tam
tylko niecałe 6 miesięcy i dziś w wieku 33 lat mam siwe włosy. Pojechałem tam
z przymusu... miałem ochotę na jeden z krajów Afrykańskich ale zabrakło
miejsc. Prawie 6 miesięcy miałem okazję przebywać w towarzystwie
Palestyńczyków i Żydów. Już w drugim tygodniu pobytu widziałem jak żołnierze
izraelscy na naszych oczach zastrzelili kilkunastoletniego chłopaka
arabskiego... bo rzucił w ich samochód kamieniem. Był to zwyczajny mord.
Dogonili jego położyli na jezdni, deptali mu ręce i kopali a potem jeden z
żołnierzy strzelił mu w plecy... nie pomogła interwencja dwóch naszych lekarzy
irlandczyka i niemca. Gdy zjawił się oficer zagroził nam strzelaniem gdy
zbliżymy się na odległość 50 m. Na drugi dzień był komunikat w prasie
izraelskiej, że chłopak został zastrzelony w momencie rzutu granatem do
żołnierzy wracających z przepuski... Widziałem jak poniżani są Palstyńczycy
przez policję i wojsko izraelskie. Kiedyś był wypadek: samochód izraelczyka
najechał na stojący samochód araba. Pasażerami było dwóch mężczyzn, kobieta i
dziecko. Uderzenie było tak paskudne, że Żyd wbił się w cały bok samochodu
palestyńczyków. Kierowca , który wysiadał z samochodu zginął na miejscu,
dziecko było przygniecione i krwawiło, kobieta była nieprzytomna, tylko drugi
pasażer wyszedł z samochodu z lekkimi obrażeniami. Byliśmy pierwsi swoją
karetką (wypadek miał miejsce ok 100 metrów od naszej siedziby) Policjanci i
żołnierze już zdążyli skuć i pobić do nieprzytoności ocalałego palestyńczyka i
zajęli się Żydem, który był przytomy choć miał zakrwawioną twarz. Wyzywał
arabów od brudasów i innych (świetnie to rozumiałem bo robił to po rosyjsku).
Kobietą i dzieckiem nik się nie przejmował. Gdy próbowaliśmy podejść z noszami
do miejsca wypadku zatrzymano nas, a jeden z policjantów przyłożył mi pistolet
do głowy. Kazano nam położyć się na ziemię i czekano... po kilkunastu minutach
przyjechała na sygnale karetka izraelska i wyskoczył z niek lekarz, który od
razu podbiegł do... izraelczyka. Jeden z naszych lekarzy krzyknął po angielku,
żeby zobaczył co z dzieckiem, ale usłyszał tylko "co ich to gó.. czarne
obchodzi"... po chwili pozwolono nam wstać i podejśc do poszkodowanych dziecko
już nie żyło, a kobieta właśnie umierała - miała uszkodzoną klatkę piersiową i
połamane trzy żebra, które wbiły się w płuca i serce. Gdyby nam pozwolono na
początku podejść do dziecka, można było je ocalić (po sekcji okazało się, że
zadusiło się własną krwią, która spływała do płuc - wystarczyło podnieść mu
główkę... Policjani zabrabrali ocalałego palestyńczyka jako sprawcę wypadku,
mimo protestu świadków. Kierowca (sprawca) jeszcze nas wyzywał (po rosyjsku i
hebrajsku)... nie wytrzymałem i krzykałem mu też po rosyjsku "zamknij pysk
bandyto"... Na szczeście spotałem też wielu wspaniałych Żydów, gdyby nie oni
stałbym się antysemitą-antyżydem (Palestyńczycy to też Semici). Podziwiam ich
za to że sprzeciwiają się otwarcie ogólnoizraelskiej histerii antyarabskiej -
takich ludzi jest tam naprawdę bardzo dużo... Szczególnie pozdrawiam rodzinę
prof. L... z Tel-Awiwu za pomoc mi okazaną gdy już miałem wątpliwości co do
humanizmu na Bliskim Wschodzie.
info.onet.pl/1,15,10,134636,1451507,80629,forum.html