freedomuk
15.07.05, 00:36
Niedawno był sondaż w UK - prawie nikt z żyjących tu (drugie pokolenie)
muzułmanów nie walczyłby w obronie Angli, za to ponad 40% zadeklarowało chęć
walki u boku Osamy Bin Ladena. Mieszkam kilka lat w Londynie. Do czasu kiedy
nie miałem styczności z muzułmanami lubiłem ich jak każdych innych ludzi.
Dopiero jak ich poznałem to się ich boję - 99% muzułmanów to fanatycy, którzy
na każde żądanie mułła zabiliby swojego sąsiada. Tylko oni jedyni nie mogą
się przystosować do obyczajów panujących w kraju , który ich przygarnął, dał
dach nad głową, zasiłki itp. Londyńscy muzułmanie nie palą sklepów z
alkoholem i nie obcinają głów niewiernym tylko dlatego, że są mniejszością.
Rozmnażający się ponad miarę islamiści w europie są bombą z opóźnionym
zapłonem. Tacy Chińczycy, Grecy, Ukraińcy jakoś potrafią się dostosować w
obcym państwie - muzułmanie się izolują. Większość z nich to bandziory
popierające po cichu Bin ladena czy nawet tego fanatyka co zabił
holenderskiego reżysera. Powiedz coś na Allaha czy Koran - zginiesz jak
holenderski reżyser lub będziesz ścigany jak Raszdi. Muzułmanie w Europie są
jak rak w zdrowym organizmie - namnażają się by doprowadzić później do
zniszczenia zdrowych komórek - nigdy nie staną się zdrową komórką. Musimy
działać zanim będzie za późno. Najpierw trzeba coś zrobić by małe
muzułmańskie dzieci nie przechodziły prania mózgu w rodzinie a potem jako
dorosłe w meczecie i w ośrodkach "kulturalnych". W rodzinie to trudno zrobić
ale w meczetach łatwo. Najlepiej prewencyjnie pozamykać wszystkie, w których
kiedykolwiek padły jakieś agresywne słowa w stosunku do "niewiernych".