Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński.

IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.02, 12:20
Fragment znakomitego artykułu Z. Brzezińskiego z dzisiejszej Rzeczpospolitej.



Preferowana przez administrację Busha dość wąska i niemal jednowymiarowa
definicja terrorystycznego zagrożenia stwarza szczególne ryzyko, że
zagraniczne mocarstwa również będą uciekać się do słowa "terroryzm", by
załatwić swoje sprawy. Tak jak robi to rosyjski prezydent Władimir Putin,
izraelski premier Ariel Szaron, indyjski premier Atal Bihari Vajpayee czy
chiński prezydent Jiang Zemin. Dla każdego z nich ta niepełna amerykańska
definicja terroryzmu jest wygodna i przydatna.

Rozmawiając z Amerykanami, zarówno Putin jak i Szaron, posługują się niemal w
każdym zdaniu słowem "terroryzm", aby przekształcić amerykańską walkę z
terroryzmem we wspólną walkę przeciwko ich konkretnym muzułmańskim sąsiadom.
Putin wyraźnie dostrzega tu okazję do odsunięcia islamskiej wrogości od
Rosji, mimo rosyjskich zbrodni w Czeczenii i wcześniej w Afganistanie. Szaron
z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu. Hinduscy fanatycy w Indiach również z
ochotą postawiliby znak równości między islamem w ogóle a terroryzmem w
Kaszmirze. Nie chcący pozostawać w tyle Chińczycy zdołali ostatnio przekonać
administrację Busha do uznania jednego z walczących w Xinjiangu ujgurskich
islamskich ugrupowań separatystycznych za organizację terrorystyczną,
powiązaną z al-Qaidą.

Ameryce grozi ryzyko, że jej apolitycznie zdefiniowana wojna z terroryzmem
zostanie przywłaszzczona i użyta do innych celów. Konsekwencje tego byłyby
niebezpieczne. Jeśli Ameryka miałaby być postrzegana przez jej kluczowych
demokratycznych sojuszników w Europie i Azji jako moralnie tępa i politycznie
naiwna, ze względu na niezdolność do zdefiniowania terroryzmu w szerszym i
głębszym wymiarze - i jeśli uważano by ją również za bezkrytycznie
wspierającą tłumienie etnicznych lub narodowych aspiracji - to globalne
poparcie dla amerykańskiej polityki z pewnością osłabnie. Poważnie ucierpi
też amerykańska zdolność do utrzymania szerokiej demokratycznej koalicji
antyterrorystycznej. Ponadto, drastycznie zmniejszy się rozmiar
międzynarodowego poparcia dla ewentualnej militarnej konfrontacji z Irakiem.
    • Gość: cron wspaniale napisane !!! IP: *.MaxTNT4.pdq.net 07.09.02, 15:55
    • Gość: misiek Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.bc.hsia.telus.net 07.09.02, 18:08
      Brzezinski jak zwykle "the best"



      niestety w nagrzanej do wojny Ameryce glos Brzezinskiego i jemu podobnych
      nie jest dopuszczany przez media
    • Gość: Alex Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.proxy.aol.com 07.09.02, 19:17
      Zgadzam sie. Problem polega jednak na tym ze ta wojna to potencjalnie swietny
      interes i konkretna investycja dla USA. Mowiac o investycji mam na mysli
      wplywy lub kontrole ktora amerykanie zapewnia sobie po wojnie nad Iracka ropa.
      Nie zapominajmy ze za 20 lat Indie i Chiny, ponad 2.5 mld ludzi, zaczna
      konsumowac rope na calego. Dzis jeszcze jezdza na rowerach.
      • Gość: kanuk Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.09.02, 21:04
        Brzezinski znowu na najwyzszym poziomie. ale rowniez byly prez. USA Carter mial
        ostatnio dobry tekst , ledwo co odnotowany przez media nakierowane na jedna
        tylko melodie. kiedys sie te glosy rozsadku przebija i bedzie widac
        wyraznie "za czym kolejka ta stoi" !!!!!
    • Gość: Bert Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.214.68.80.Dial1.Boston1.Level3.net 08.09.02, 02:37
      Coz madrego (i nie obludnego)Brzezinski tu powiedzial?
      Prosze zauwazyc, jego krytyka obejmuje SPOSOB zalatwiania
      spraw przez administracje, nie adresujac najwazniejszej
      sprawy: CO powinno byc zrobione. Definiowanie terroryzmu,
      szerokie czy waskie, ma znaczenie wylacznie propagandowe
      i nie podejmuje spraw meritum. Tu Brzezinski nie jest w
      stanie powiedziec nic, bo zaprzeczalby sam sobie. Busz i
      spolka realizyja to, co Brzezinski jednoznacznie opisal w
      swojej ksiazce "The Grand Chessboard". Carter zachowuje
      sie podobnie. Obu nie podoba sie jawna lobuzerka, wola
      zalatwiac sprawy w taki sposob (i tu uzyje cytatu z
      ksiazki Brzezinskiego): "If it is to be war, it should be
      conducted in a manner that legitimizes U.S. global
      hegemony". Ten motyw, prawie identycznie brzmiacy, mozna
      znalezc na kazdej stronie ksiazki.
      Nie szerokosc czy wasakosc definicji terroryzmu
      kompromituje obecna administracje, ale realizacja
      dlugoplanowej polityki US, jednoznacznie nakreslona
      wlasnie przez przez Brzezinskiego.
      • Gość: kanuk Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.09.02, 02:53
        tyz prawda panie Bert. ale liczy sie ze to jest pewna OPOZYCJA slowna do
        Bialego Cypiska .ja nie trawilem tekstow Brzezinskiego od dawna a tu nagle cos
        co wskazuje na Sharona i go jakby ustawia...to jest nadzieja, chodzi o to aby
        sie te popisy zamienily w nastepne i nastepne. a o hegemonii to oni sobie moga
        marzyc. oliwa zawsze wyplywa. co za cholerna ich filozofia : ja mam po uszy
        wszelkich rodzajow broni , legalnych i nielegalnych , rzucam nimi kiedy chce a
        innym nie dam zbudowac fabryki aspiryny bo potencjalnie by mi zagrozili. to
        chuliganstwo jest i tyle. do Hagi z tym.
        • Gość: Szybki Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.proxy.aol.com 08.09.02, 03:20
          Ja sie wogole nie dziwie co Z. Brzezinski tak napisal. Kazdy Demokrata tylko i
          wylacznie krytykuje Busha i jego administracje. Stany Zjednoczone jest
          jedynym "super power" na swiecie i Saddam niestety musi odejsc.Pozd. z
          Kaliforni.
          • Gość: Bert Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.214.68.80.Dial1.Boston1.Level3.net 08.09.02, 05:13
            Do Pana Kanuka:
            Pojawianie sie glosow troche innych niz
            neokonserwatywnych (the war party)to moglby byc dobry
            znak, gdyby te glosy mogly cokolwiek zmienic. Ja
            odczytuje obecna sytuacje troche inaczej: na dzis grupa
            neokonserwatywna w partii republikanskiej jest jezyczkiem
            uwagi, bo bez niej Bush nie ma szans czegokolwiek
            przepchnac przez kongres, nawet gdyby chcial. Banda
            zbojcow z neokonserwy doskonale o tym wie i wlasciwie
            rzadzi krajem. Starzy republikanie (jest ich niewielu)
            maja zwiazane rece. Moga tylko liczyc na nadchodzace
            wybory, ale juz widac, ze nic z tego nie bedzie.
            Uklony.

            Do Pana Szybkiego:
            Obecna sytuacja nie jest sprawa partyjna, wystarczy
            posluchac, co ogromna wiekszosc demokratow mowi. Tu nie
            chodzi o jakiegos tam Saddama. Tu chodzi o reorganizacje
            granic na Bliskim Wschodzie i zapewnienie sobie
            calkowitej wladzy. Po Iraku bedzie czas na Iran, Syrie,
            Liban, i chyba Arabie Saudyjska. Wladcy uwazaja, ze jest
            to ostatnia szansa bo ekonomia juz moze nie byc w stanie
            przetrwac bez radykalnego lupienia innych.
    • Gość: Sala Panie Panowie!!!!! IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 08.09.02, 05:45
      Nigdy nie bylam osoba tak wysoko postawiona jak pan Brzezinski ale pozwole sobi
      ena drobny midrasz.
      Wiec:)

      Pan Brzezinski pisze w Rzeczpospolitej:
      > Preferowana przez administrację Busha dość wąska i niemal jednowymiarowa
      > definicja terrorystycznego zagrożenia stwarza szczególne ryzyko, że
      > zagraniczne mocarstwa również będą uciekać się do słowa "terroryzm", by
      > załatwić swoje sprawy. Tak jak robi to rosyjski prezydent Władimir Putin,
      > izraelski premier Ariel Szaron, indyjski premier Atal Bihari Vajpayee czy
      > chiński prezydent Jiang Zemin. Dla każdego z nich ta niepełna amerykańska
      > definicja terroryzmu jest wygodna i przydatna.

      Bush ma pelne prawo uzywac tego slowa. Pelne. Bo jak inaczej wytulmaczy
      Amerykanom,ze Saddam Hussain naprawde jest niebezpieczny? Ze ma bron
      biologiczna, chemiczna, a mozliwe ze atomowa ( 85 proc.ze tak wlasnie jest)
      Nowe budowle przy fabrykach, nieznany los bomb walizkowych.
      Poza tym ze Liga Panstw Arabskich szantazuje Stany Zjednoczone i caly swiat
      cenami ropy naftowej to tez jest terroryzm.Terroryzm rynkowy.Tylko,ze Collin
      Powell sie nie da. Co znowu maja jechac inspektorzy na koszt podatnika i
      zwiedzac to co Hussein chce zeby zwiedzili ? I udawac ze nie widza kotlów z
      wąglikiem czy rakiet?

      Ariel Szaron - tez ma pelne prawo uzywac slowa terroryzm, bo to co wyprawiaja
      Palestynczycy tylko tak mozna nazwac.Zamachy Palestynczykow powinno sie uznac
      za zbrodnie przeciwko ludzkosci. Poza tym ktos powie ale opn nie wpuszcza
      lekarz nop. do rannych? No jak do cholery moze wpuscic jak Palestynczycy
      samobojcy klada sie miedzy zabitych i rannych zeby tylko zabic kilku Zydow! Tu
      ma racje kwestioa bezpieczenstwa jest kwestia kluczowa.
      Ze deportuje rodzine zamachowca? Owszem tak samo bym zrobila.Szaron nazywa
      rzeczy po imieniu : terroryzm!
      A jezeli Syria marzy o zakupie iglic u Rosji i chce je sobie postawic na
      granicy ( po co? ) to ja pytam czy to nie jest terroryzm? Jest. Wywieranie
      presji, grozenie,demonstrowanie swojej sily tez mozna zaliczyc do zjawisk
      terrorystycznych!

      > Rozmawiając z Amerykanami, zarówno Putin jak i Szaron, posługują się niemal w
      > każdym zdaniu słowem "terroryzm", aby przekształcić amerykańską walkę z
      > terroryzmem we wspólną walkę przeciwko ich konkretnym muzułmańskim sąsiadom.
      > Putin wyraźnie dostrzega tu okazję do odsunięcia islamskiej wrogości od
      > Rosji, mimo rosyjskich zbrodni w Czeczenii i wcześniej w Afganistanie.

      Rosjanie popelnili zbrodnie w Czeczenii i Afganistanie o tym wszyscy wiedza.
      Zastanawiaja jednak posuniecia Putina tj.nawiazywanie wspolpracy gospodarczej z
      Irakiem,Korea...
      Co chca miec wplyw w Azji ? Boja sie ekspansji Ameryki? Panie Brzeziński dobrze
      ze sie boja. Kraj ktory przez lata sprzedawal bron masowego razenia panstwom
      bedacych na liscie potencjalnych zagrozen jest nieco niepewnym partnerem.
      Wiec ja pytam? Czy nawiazywanie stosunkow z Panstwami , ktrore nie dbaja o
      prawa obywatela, nie dbaja komu i po co sprzedaja to czy owo nie jest faktem
      zaliczanym do zjawisk terrorystycznych?
      Nie mowie zle o Rosji jednak chce podkreslic,ze Rosja powinna zastanowic sie
      lepiej wybierajac partnerow. Albo wspołpraca z Irakiem i Korea albo pieniązki
      od Stanow Zjednoczonych. Albo. Albo...
      Pisze Pan :
      "Szaron z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
      Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
      rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu".
      Jaki opor? Czy zabijanie niewinnych ludzi jadacych do pracy,szkoly jest oporem
      czy terroryzmem?
      To jest opor? ? ?
      Prosze spojrzec na slownikowa definicje tego slowa.
      Co do Arabii Saudyjskiej to kraj ten przez wiele lat przechowywal terrorystow.
      I szantazuje cenami ropy co tez jest terrorystycznym zjawiskiem.
      Pisze pan:
      "Nie chcący pozostawać w tyle Chińczycy zdołali ostatnio przekonać
      administrację Busha do uznania jednego z walczących w Xinjiangu ujgurskich
      islamskich ugrupowań separatystycznych za organizację terrorystyczną,
      powiązaną z al-Qaidą". Dowody prosimy dowody!!!!!
      Dowody na pismie papierze itp. Zdaje sie,ze nie za bardzo ma Pan pojecie o Al -
      Quedzie.
      Dalej pan wypisuje:
      > Ameryce grozi ryzyko, że jej apolitycznie zdefiniowana wojna z terroryzmem
      > zostanie przywłaszzczona i użyta do innych celów. Konsekwencje tego byłyby
      > niebezpieczne. Jeśli Ameryka miałaby być postrzegana przez jej kluczowych
      > demokratycznych sojuszników w Europie i Azji jako moralnie tępa i politycznie
      > naiwna, ze względu na niezdolność do zdefiniowania terroryzmu w szerszym i
      > głębszym wymiarze - i jeśli uważano by ją również za bezkrytycznie
      > wspierającą tłumienie etnicznych lub narodowych aspiracji - to globalne
      > poparcie dla amerykańskiej polityki z pewnością osłabnie. Poważnie ucierpi
      > też amerykańska zdolność do utrzymania szerokiej demokratycznej koalicji
      > antyterrorystycznej. Ponadto, drastycznie zmniejszy się rozmiar
      > międzynarodowego poparcia dla ewentualnej militarnej konfrontacji z Irakiem"

      Jakos Wielka Brytania, Polska, a przypuszczam ze i Niemcy popra ten atak. Co to
      znaczy moralnie tępy? A czy Hussain jest moralny? Nic nie ucierpi Ameryka tylko
      zyska.
      A Pan Panie Brzezinski ? Dlaczego Pan nagle broni Rosji i Iraku?
      • Gość: Mefet Salo! IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 13:29
        Bush ma pelne prawo uzywac tego slowa. Pelne. Bo jak inaczej wytulmaczy
        Amerykanom,ze Saddam Hussain naprawde jest niebezpieczny? Ze ma bron
        biologiczna, chemiczna, a mozliwe ze atomowa ( 85 proc.ze tak wlasnie jest)
        Nowe budowle przy fabrykach, nieznany los bomb walizkowych.
        Poza tym ze Liga Panstw Arabskich szantazuje Stany Zjednoczone i caly swiat
        cenami ropy naftowej to tez jest terroryzm.Terroryzm rynkowy.Tylko,ze Collin
        Powell sie nie da. Co znowu maja jechac inspektorzy na koszt podatnika i
        zwiedzac to co Hussein chce zeby zwiedzili ? I udawac ze nie widza kotlów z
        wąglikiem czy rakiet?
        -

        Salcia! Co słowo to rewelacja! Terrozryzm rynkowy!!! Bomba!!! Zbombardować
        microsoft. „ Inspektorzy na koszt podatnika”. Pychota. Lotniskowce są tańsze. I
        ta efektywność.


        Ariel Szaron - tez ma pelne prawo uzywac slowa terroryzm, bo to co wyprawiaja
        Palestynczycy tylko tak mozna nazwac.Zamachy Palestynczykow powinno sie uznac
        za zbrodnie przeciwko ludzkosci. Poza tym ktos powie ale opn nie wpuszcza
        lekarz nop. do rannych? No jak do cholery moze wpuscic jak Palestynczycy
        samobojcy klada sie miedzy zabitych i rannych zeby tylko zabic kilku Zydow! Tu
        ma racje kwestioa bezpieczenstwa jest kwestia kluczowa.


        - Salcia ! A sąd te Żydy się tam wzięły. Babka Hanah Ashrawi urodziła się w
        Jerozolimie, jej babcia też. A babka Szarona?


        Ze deportuje rodzine zamachowca? Owszem tak samo bym zrobila.Szaron nazywa
        rzeczy po imieniu : terroryzm!
        A jezeli Syria marzy o zakupie iglic u Rosji i chce je sobie postawic na
        granicy ( po co? ) to ja pytam czy to nie jest terroryzm?
        Salcia! Syryjczycy nie lubią jak nad ich głowami latają judeoamerykańskie
        samoloty. Bo te samoloty zabijają syryjczyków.


        Jest. Wywieranie presji, grozenie,demonstrowanie swojej sily tez mozna zaliczyc
        do zjawisk
        terrorystycznych!


        Salcia! Pełna zgoda. Tam ( Bliski Wschód ) jest tylko jedno państwo wywierające
        presję, grożące i demonstrujące. Państwo gdzie nigdy nie było inspektorów ONZ.
        Państwo terroru.


        Rosjanie popelnili zbrodnie w Czeczenii i Afganistanie o tym wszyscy wiedza.
        Zastanawiaja jednak posuniecia Putina tj.nawiazywanie wspolpracy gospodarczej z
        Irakiem,Korea...
        Co chca miec wplyw w Azji ? Boja sie ekspansji Ameryki? Panie Brzeziński dobrze
        ze sie boja. Kraj ktory przez lata sprzedawal bron masowego razenia panstwom
        bedacych na liscie potencjalnych zagrozen jest nieco niepewnym partnerem.


        Salcia! Pełna zgoda! Pytanie kto jest potencjalnym zagrożeniem?


        Wiec ja pytam? Czy nawiazywanie stosunkow z Panstwami , ktrore nie dbaja o
        prawa obywatela, nie dbaja komu i po co sprzedaja to czy owo nie jest faktem
        zaliczanym do zjawisk terrorystycznych?


        Jest !!!


        Nie mowie zle o Rosji jednak chce podkreslic,ze Rosja powinna zastanowic sie
        lepiej wybierajac partnerow. Albo wspołpraca z Irakiem i Korea albo pieniązki
        od Stanow Zjednoczonych.
        Salcia ! Budżet USA poczytaj. Jedno tylko państwo dostaje pieniążki.
        Albo. Albo...Pisze Pan :


        "Szaron z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
        Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
        rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu".
        Jaki opor? Czy zabijanie niewinnych ludzi jadacych do pracy,szkoly jest oporem
        czy terroryzmem?


        To jest opor? ? ?Prosze spojrzec na slownikowa definicje tego slowa.


        To jest opór. Ta szkoła jest zbrodnią ( osadnictwo na terenach okupowanych w
        rozumieniu ONZ)


        Co do Arabii Saudyjskiej to kraj ten przez wiele lat przechowywal terrorystow.
        I szantazuje cenami ropy co tez jest terrorystycznym zjawiskiem.


        Mój syn terroryzuje mnie cenami hamburgerów i coli.


        Jakos Wielka Brytania, Polska, a przypuszczam ze i Niemcy popra ten atak. Co to
        znaczy moralnie tępy? A czy Hussain jest moralny? Nic nie ucierpi Ameryka tylko
        zyska.
        A Pan Panie Brzezinski ? Dlaczego Pan nagle broni Rosji i Iraku?



        Pani Salo!!! Prof. Brzeziński broni swej ojczyzny- USA. Nie jest mu też obcy
        kraj przodków- Polska.
        • Gość: +++IGNOR Salci w kólko o tym samym.. IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 08.09.02, 13:35
        • Gość: J.K. Czy nie ma Islamskiego zagrozenia ? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.09.02, 13:44
          Cieszy mnie merytoryczny poziom dyskusji na tym watku.

          1. Uwaga. Niemcy na pewno nie popra tego ataku.

          2. Stykam sie od wielu lat z duza liczba Muzulmanow.
          I uwazam, ze istnieje cos takiego jak "islamskie zagrozenie".
          Tylko Muzulmanie uwazaja swoja kulture za lepsza od chrzescijanstwa
          i gdyby mieli sile, jestem przekonany, ze narzucily by ja nam.

          Nie jestem zadnym "Katolem", ale uwarzam nasza kulture za lepsza od Islamu.
          I nie martwi mnie specjalnie, ze wraz z ta wojna oslabiony zostanie swiat
          islamski i pewne nasze wartosci zostana im narzucone.
          Nie widze tez nic niebezpiecznego w tym, ze Rosja, Chiny, Indie pieka przy
          okazji wlasna pieczen, jezeli dokonuje sie to kosztem Swiata Islamu...
        • Gość: +++IGNOR Nieodkrywczy Brzeziński, jak zwykle... IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 08.09.02, 13:47
          Słąwa!

          Czas już aby prof Brzeziński zaczął pisać swoje analizy na nieco wyższym
          poziomie niż wprawki dla studentów licjencjackich w prowincjonalnych i
          zaocznych szkólkach niedzielnych politologii...

          1. To, że przy okazji organizowania "koalicji antyterrorystycznej" trzeba
          będzie pójść na koncesje było wiadome już 11 09 2001...

          Bo jak inaczej pozyskać dla sprawy takie stolice jak: Islamabad,
          Rijad,Damaszek, Stambuł, Teheran, Kair, Moskwę...

          Od razu wiadomo było że każdy z tych pierszoplanowych graczy ma własne interesy
          i własne problemy, zagrożenia i konflikty...

          Jednym z elemntów tej polityki było przyciśnięcie Tejlawiwu, by powstrzymał
          swoj terrozyzm przeciwko Palestyńczykom...

          w sumie Bush bardzo ładnie wygrał kartę islamską...

          Teraz pozostaje pytanie o co w rzeczywistości chodzi w naciskach na Bagdad..?

          Czy o wyeliminowanie irackiej ropy..?

          Bo zdecydowanie nie o eliminację iluzorycznej siły militarnej Husajna, w którą
          nie wierzy nawet sam Sadam...


          Pozdrawiam!
          Ignorant
          +++

          • brennus Re: Nieodkrywczy Brzeziński, jak zwykle... 08.09.02, 15:02
            Ewentualna wojna z Irakiem będzie bardzo wydumana. Nie przedstawiono żadnych
            przekonujących argumentów o istnieniu irackiego pogramu nuklearnego, ani takich
            które potwierdziłyby kontakty Saddama z islamską międzynarodówką terrorystyczną.
            Gdyby takowe dowody istniały, administracja amerykańska pewnie by je już dawno
            upubliczniła, aby zwiększyć poparcie dla interwencji zbrojnej.

            Dlaczego więc USA idzie na wojenkę? Zapewne zagrożenie nukleare, terroryzm i
            ropa mają tu jakieś znaczenie, ale ja bym zwrócił uwagę na coś więcej.
            Zauważmy, że od czasu zakończenia zimnej wojny USA zdążyły się zaangażować w
            kilka awantur, które równie dobrze mogły sobie odpuścić (Irak 1991, Somalia
            1992, Bośnia 1995, Kosowo 1999, Afganistan 2001). Co więcej, za tymi wojnami
            stały zarówno administracje republikańskie (Bush sr i Bush jr) jak i
            demokratyczne ("pacyfista" Clinton).

            Czy to tylko przypadek? Myślę że nie. Można przypuszczać, że demokracja
            amerykańska została podporządkowana lobby wojskowemu i powiązanemu z nim
            przemysłowi zbrojeniowemu. Wyższa kadra wojskowa i uzależnieni od zamówień
            rządowych "biznesmeni zbrojeniowi" szukają usilnie jakiejś wojny, aby w ten
            sposób usprawiedliwić przed amerykańskim podatnikiem potrzebę utrzymywania
            ogromnej siły zbrojnej. Nie można nawet wykluczyć, że administracje Clintona i
            Buschów były szantażowane przez dowództwo US-Army np. groźbą zamachu stanu
            (byłaby to wersja podobna do przedstawinej przez Stona w "JFK").

            To są oczywiście tylko przypuszczenia, brane po części z sufitu, ale chyba
            trudno odmówić im pewnej logiki? Wszyscy wiemy o prawdziwach zamiarach Busha
            tak mało, że albo powtarzamy propagandowe regułki, ale bawimy się w zwykłe
            zgadywanie. Bardziej wartościowe jest inne pytanie: CZY AMERYKAŃSKIE WOJNY
            CZYNIĄ ŚWIAT LEPSZYM?
    • Gość: Rada Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 14:25
      Szanowna Pani Sala, bardzo mnie dsziwi, kiedy ludzi zaczynaja pisac o rzeczach
      o ktorych nie maja najmnejszego pojecia. Jako rosyjanin bylem stanowczo przeciw
      perwszej wojny w Czeczenii, ale druga wojna to jest zupelni co innego.
      Czeczenia praktycznie trzy lata byla calkowicie niezalezna. Czy zna Pani powody
      drugiej wojny? Czy moze wybuchy domow w Moskwie i na Kaukasie? Dziwi mnie
      obluda polskich medijow, ktore twierdza ze wybuchy byly zainspirowane przez
      rosyjskie sluzby specyalnie i byly wykorzystane dla najazdu na Czeczenije. Dla
      czego nikt nie mowi ze ponad 50.000 uzbrojonych czeczenow najechalo na Rosyje
      za miesiac do tych wybuchuw, ze wojna zaczela sie w sierpniu, a wybuchy byly we
      wrzesniu. Jakie panstwo nie bedzie uwazalo najazd 50.000 uzbrojonych ludzi na
      swoja territorije za wystarczajacy powod dla wojny? Moze Polska tak nie uwaza,
      ale to juz jej sprawa. Wybuchy odbyly sie dopiero po tym jak czeczenow juz
      wyparli z powrotem. i co trzeba bylo nie wprowadzac wojsko i spokojnie czekac
      nastepnogo razu? A wie Pani jak wygladaly tych 3 lata pokoju? Wie Pani ze co
      roku wykradaly od 900 do 1000 ludzi dla okupu, albo do sprzedazy do rabstwa?
      Wie Pani jak to bylo kiedy rodzina otrzymywala kasete video z nagraniem gdzie
      mozno bylo obejrzec w rodzinnm kolku otrabania spoczatku paluchow, poznej rak,
      a w koncu i glowy synkowi, czy zonie, czy mezu? Niezla rodzina rozrywka. To byl
      serial, jak nie placili okupu byli paluchi, poznej rece, i t.d. Wie Pani ze w
      promienu 50 kilometrow od granicy ludnosc cywilna uciekala, bo miala dosc zycia
      kiedy przychodzili w nocy i zabierali zakladnikow ,bydlo ,samochody, wszystko
      cenne. Ale i wtedy Rosyja nie atakowala , byla za slaba, miala dosc tej
      perwszej wojny.Chce poprostu powiedzec jak to bylo. Jak Pani obejrzala w TV
      placzacych kobiet i dzieci, zgoda to ciezki widok, ale nie ogladala Pani takich
      samych zrozpaczonych ludzi z innej strony. Bardzo duzo spotykalem czeczenow
      porzadnych, przyjemnych ,normalnych ludzi, bardzo podobaja mnie zwyczaji na
      Kaukasie ich postawa do zycia, ich moralne normy, ale to nie znaczy ze musi
      mnie podobac sie to co robili ci ktore przyjszly tam do wladzy. Ja bardzo lubie
      nemcow, ale Hitler to bylo co innego, to same o rosyjanach i Stalinie, to samo
      o czeczenach i Basajewie czy Hottabie.
      A USA uwazam musza podchodzic bardzej zrownowazono do rozwiazywania swoich
      problemow. Zadne mocarstwo, nie trwa wiecznie, moze stac sie kiedys tak jak z
      Rosyja. Niema juz potegy i przyjaciul nie zostalo.
    • Gość: mefet Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.02, 21:35
      Sondaż Chicago Council of Foreign Relations i German Marshall Fund of the
      United States

      Zarówno Europejczycy (60 proc.), jak i Amerykanie (65 proc.) są zdania, że USA
      powinny zaatakować Irak jedynie za zgodą ONZ i przy poparciu sojuszników.

      Opinie Brytyjczyków, Francuzów, Holendrów, Niemców, Polaków i Włochów, a także
      Amerykanów na temat polityki międzynarodowej zbadano w czerwcu i lipcu na
      zlecenie dwóch amerykańskich instytucji - Chicago Council of Foreign Relations
      i German Marshall Fund of the United States.

      Ponad połowa (55 proc.) Europejczyków uznała, że amerykańska polityka
      zagraniczna jest częściowo winna wydarzeń sprzed roku. Takiego zdania było
      najwięcej Francuzów - 63 proc., 54 proc. Polaków i 51 proc. Włochów. Także
      obecnie Europejczycy są bardziej krytyczni wobec polityki zagranicznej
      prezydenta George'a W. Busha niż Amerykanie. Jedynie 38 proc. wystawiło mu
      ocenę "dobrą" lub "doskonałą" (wobec 53 proc. Amerykanów). Jedni i drudzy
      znacznie lepiej oceniają wojnę z terroryzmem niż politykę wobec Iraku i
      konfliktu arabsko-izraelskiego.

      Mimo krytycznych ocen polityki USA opinie mieszkańców Starego i Nowego
      Kontynentu są w wielu kwestiach zbieżne. - Zgodność poglądów po obu stronach
      Atlantyku jest uderzająca. Po 11 września Amerykanie mają o wiele silniejsze
      poczucie, że mogą zostać zaatakowani i ze zdwojonym zapałem popierają aktywną,
      wielostronną politykę zagraniczną. Jednocześnie Europejczycy podzielają obawy
      Amerykanów dotyczące takich kwestii, jak: terroryzm, Irak czy broń masowego
      rażenia, i są gotowi użyć siły, aby je zwalczyć - stwierdził Marshall Bouton,
      prezes Chicago Council of Foreign Relations. Jedni i drudzy są skłonni używać
      wojsk np., by likwidować bazy terrorystów. Europejczycy, by zwalczyć terroryzm,
      chętniej uciekaliby się jednak do pokojowych środków, np. pomoc dla biednych
      państw.

      Uczestników sondażu pytano nie tylko o ocenę działań Ameryki, lecz także o to,
      jaką rolę powinna odgrywać w świecie Unia Europejska. Zdaniem 65 proc.
      Europejczyków powinna stać się supermocarstwem tak jak USA. Z Europejczykami
      zgadza się co trzeci Amerykanin. Za oceanem przeważa pogląd, że USA powinny
      pozostać jedynym supermocarstwem
    • Gość: . CO CHCIAL BRZEZINSKI PRZEZ TO POWIEDZIEC.... IP: *.bc.hsia.telus.net 09.09.02, 20:34



      POWINNO BYC CHYBA JASNA DLA WSZYSTKICH : KAZDY ZYD TO KAWAL JEBANEGO SKURWYSYNA










      Gość portalu: mefet napisał(a):

      > Fragment znakomitego artykułu Z. Brzezińskiego z dzisiejszej Rzeczpospolitej.
      >
      >
      >
      > Preferowana przez administrację Busha dość wąska i niemal jednowymiarowa
      > definicja terrorystycznego zagrożenia stwarza szczególne ryzyko, że
      > zagraniczne mocarstwa również będą uciekać się do słowa "terroryzm", by
      > załatwić swoje sprawy. Tak jak robi to rosyjski prezydent Władimir Putin,
      > izraelski premier Ariel Szaron, indyjski premier Atal Bihari Vajpayee czy
      > chiński prezydent Jiang Zemin. Dla każdego z nich ta niepełna amerykańska
      > definicja terroryzmu jest wygodna i przydatna.
      >
      > Rozmawiając z Amerykanami, zarówno Putin jak i Szaron, posługują się niemal w
      > każdym zdaniu słowem "terroryzm", aby przekształcić amerykańską walkę z
      > terroryzmem we wspólną walkę przeciwko ich konkretnym muzułmańskim sąsiadom.
      > Putin wyraźnie dostrzega tu okazję do odsunięcia islamskiej wrogości od
      > Rosji, mimo rosyjskich zbrodni w Czeczenii i wcześniej w Afganistanie. Szaron
      > z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
      > Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
      > rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu. Hinduscy fanatycy w Indiach również z
      > ochotą postawiliby znak równości między islamem w ogóle a terroryzmem w
      > Kaszmirze. Nie chcący pozostawać w tyle Chińczycy zdołali ostatnio przekonać
      > administrację Busha do uznania jednego z walczących w Xinjiangu ujgurskich
      > islamskich ugrupowań separatystycznych za organizację terrorystyczną,
      > powiązaną z al-Qaidą.
      >
      > Ameryce grozi ryzyko, że jej apolitycznie zdefiniowana wojna z terroryzmem
      > zostanie przywłaszzczona i użyta do innych celów. Konsekwencje tego byłyby
      > niebezpieczne. Jeśli Ameryka miałaby być postrzegana przez jej kluczowych
      > demokratycznych sojuszników w Europie i Azji jako moralnie tępa i politycznie
      > naiwna, ze względu na niezdolność do zdefiniowania terroryzmu w szerszym i
      > głębszym wymiarze - i jeśli uważano by ją również za bezkrytycznie
      > wspierającą tłumienie etnicznych lub narodowych aspiracji - to globalne
      > poparcie dla amerykańskiej polityki z pewnością osłabnie. Poważnie ucierpi
      > też amerykańska zdolność do utrzymania szerokiej demokratycznej koalicji
      > antyterrorystycznej. Ponadto, drastycznie zmniejszy się rozmiar
      > międzynarodowego poparcia dla ewentualnej militarnej konfrontacji z Irakiem.
    • Gość: polishAM Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.nas32.philadelphia1.pa.us.da.qwest.net 10.09.02, 03:53
      Zbigniew Brzezinski to moj czlowiek.
    • Gość: . Re: Przywłaszczona wojna- Z Brzeziński. IP: *.bc.hsia.telus.net 11.09.02, 00:48
      Gość portalu: mefet napisał(a):

      > Fragment znakomitego artykułu Z. Brzezińskiego z dzisiejszej Rzeczpospolitej.
      >
      >
      >
      > Preferowana przez administrację Busha dość wąska i niemal jednowymiarowa
      > definicja terrorystycznego zagrożenia stwarza szczególne ryzyko, że
      > zagraniczne mocarstwa również będą uciekać się do słowa "terroryzm", by
      > załatwić swoje sprawy. Tak jak robi to rosyjski prezydent Władimir Putin,
      > izraelski premier Ariel Szaron, indyjski premier Atal Bihari Vajpayee czy
      > chiński prezydent Jiang Zemin. Dla każdego z nich ta niepełna amerykańska
      > definicja terroryzmu jest wygodna i przydatna.
      >
      > Rozmawiając z Amerykanami, zarówno Putin jak i Szaron, posługują się niemal w
      > każdym zdaniu słowem "terroryzm", aby przekształcić amerykańską walkę z
      > terroryzmem we wspólną walkę przeciwko ich konkretnym muzułmańskim sąsiadom.
      > Putin wyraźnie dostrzega tu okazję do odsunięcia islamskiej wrogości od
      > Rosji, mimo rosyjskich zbrodni w Czeczenii i wcześniej w Afganistanie. Szaron
      > z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
      > Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
      > rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu. Hinduscy fanatycy w Indiach również z
      > ochotą postawiliby znak równości między islamem w ogóle a terroryzmem w
      > Kaszmirze. Nie chcący pozostawać w tyle Chińczycy zdołali ostatnio przekonać
      > administrację Busha do uznania jednego z walczących w Xinjiangu ujgurskich
      > islamskich ugrupowań separatystycznych za organizację terrorystyczną,
      > powiązaną z al-Qaidą.
      >
      > Ameryce grozi ryzyko, że jej apolitycznie zdefiniowana wojna z terroryzmem
      > zostanie przywłaszzczona i użyta do innych celów. Konsekwencje tego byłyby
      > niebezpieczne. Jeśli Ameryka miałaby być postrzegana przez jej kluczowych
      > demokratycznych sojuszników w Europie i Azji jako moralnie tępa i politycznie
      > naiwna, ze względu na niezdolność do zdefiniowania terroryzmu w szerszym i
      > głębszym wymiarze - i jeśli uważano by ją również za bezkrytycznie
      > wspierającą tłumienie etnicznych lub narodowych aspiracji - to globalne
      > poparcie dla amerykańskiej polityki z pewnością osłabnie. Poważnie ucierpi
      > też amerykańska zdolność do utrzymania szerokiej demokratycznej koalicji
      > antyterrorystycznej. Ponadto, drastycznie zmniejszy się rozmiar
      > międzynarodowego poparcia dla ewentualnej militarnej konfrontacji z Irakiem.
    • Gość: . BRZEZINSKI MA RACJE MOWIAC , ZE............ IP: *.bc.hsia.telus.net 15.09.02, 20:04
      KAZDY ZYD TO KAWAL JEBANEGO SKURWYSYNA
    • Gość: Tomasz Zimnowojenne obsesje IP: *.ibch.poznan.pl 16.09.02, 16:53
      Gość portalu: mefet napisał(a):

      > Fragment znakomitego artykułu Z. Brzezińskiego z dzisiejszej Rzeczpospolitej.

      > Preferowana przez administrację Busha dość wąska i niemal jednowymiarowa
      > definicja terrorystycznego zagrożenia stwarza szczególne ryzyko, że
      > zagraniczne mocarstwa również będą uciekać się do słowa "terroryzm", by
      > załatwić swoje sprawy. Tak jak robi to rosyjski prezydent Władimir Putin,
      > izraelski premier Ariel Szaron, indyjski premier Atal Bihari Vajpayee czy
      > chiński prezydent Jiang Zemin. Dla każdego z nich ta niepełna amerykańska
      > definicja terroryzmu jest wygodna i przydatna.
      >
      > Rozmawiając z Amerykanami, zarówno Putin jak i Szaron, posługują się niemal w
      > każdym zdaniu słowem "terroryzm", aby przekształcić amerykańską walkę z
      > terroryzmem we wspólną walkę przeciwko ich konkretnym muzułmańskim sąsiadom.
      > Putin wyraźnie dostrzega tu okazję do odsunięcia islamskiej wrogości od
      > Rosji, mimo rosyjskich zbrodni w Czeczenii i wcześniej w Afganistanie. Szaron
      > z radością powitałby pogorszenie się amerykańskich stosunków z Arabią
      > Saudyjską i, być może, amerykańskie uderzenie na Irak, co dałoby mu wolną
      > rękę w tłumieniu palestyńskiego oporu. Hinduscy fanatycy w Indiach również z
      > ochotą postawiliby znak równości między islamem w ogóle a terroryzmem w
      > Kaszmirze. Nie chcący pozostawać w tyle Chińczycy zdołali ostatnio przekonać
      > administrację Busha do uznania jednego z walczących w Xinjiangu ujgurskich
      > islamskich ugrupowań separatystycznych za organizację terrorystyczną,
      > powiązaną z al-Qaidą.
      >
      > Ameryce grozi ryzyko, że jej apolitycznie zdefiniowana wojna z terroryzmem
      > zostanie przywłaszzczona i użyta do innych celów. Konsekwencje tego byłyby
      > niebezpieczne. Jeśli Ameryka miałaby być postrzegana przez jej kluczowych
      > demokratycznych sojuszników w Europie i Azji jako moralnie tępa i politycznie
      > naiwna, ze względu na niezdolność do zdefiniowania terroryzmu w szerszym i
      > głębszym wymiarze - i jeśli uważano by ją również za bezkrytycznie
      > wspierającą tłumienie etnicznych lub narodowych aspiracji - to globalne
      > poparcie dla amerykańskiej polityki z pewnością osłabnie. Poważnie ucierpi
      > też amerykańska zdolność do utrzymania szerokiej demokratycznej koalicji
      > antyterrorystycznej. Ponadto, drastycznie zmniejszy się rozmiar
      > międzynarodowego poparcia dla ewentualnej militarnej konfrontacji z Irakiem.

      Według Brzińskiego to tylko Amerykanie mają prawo do określania kto jest, a kto nie
      terrorystą. Takie stanowisko nie wróży niczego dobrego koalicji antyterrorystycznej,
      która wkrótce się zapewne rozpadnie. Na świecie istnieje przynajmniej kilkanaście
      zbrojnych grup, które walczą o zmianę granic, niepodległość czy wyzwolenie
      społeczne. W większości przypadków ich istnienie zależy od przynajmniej cichego
      poparcia drugich państw, w tym także Stanów Zjednoczonych.

      Brzeziński liczył na zmianę amerkańskiej polityki względem Bliskiego Wschodu,
      sądząc, że przeciętni obywatele dostrzegą związek między bezwarunkowym
      poparciem dla Izraela i atakiem na WTC. Stało się jednak inaczej. Obecna administracja
      jest jeszcze bardziej bezkrytyczna niż Clinton i jego ludzie.

      Stałym motywem działań Brzezińskiego jest walka z Rosją. Jest to w istocie kontunuacja
      polityki z czasów Zimnej Wojny, tak jakby od 90 r nic się na świecie nie zmieniło. Jego poglądy
      mają sporo zwolenników w Polsce, problem w tym, że uprawiając taką politykę,
      trudno ją pogodzić chociażby z rowojem stosunków gospodarczych z tym krajem.
      Jakie są zyski czysto polityczne, też nie jest do końca jasne. Taka polityka
      może przynieść korzyści jedynie w przypadku napięcia między Rosją i Zachodem.
      Problem w tym, że Rosja nie chce powtórki z Zimnej Wojny, liczy natomiast na współpracę.
      Polska się sama z tej współpracy wyklucza.
      Zamiast więc czerpać korzyści z naszego położenia, zredukowaliśmy swoją pozycję do roli
      ciecia pilnującego bram Zachodu. Wyglada na to, że taka rola nam w zupełności odpowiada.






Pełna wersja