wojo!!!!
20.09.02, 06:59
Cala ta Autononia Arafata to rak na zdrowym ciele Izraela ,
prawie cala wode dostaja ,
cala elektrycznosc ,czesc lekarstw ,
lecza ich w szpitalach izraelskich (powazniejsze przypadki ) ,
Izrael daje duzej czsci prace ...........i tak sie
odplacaja !!!!!!!!!!!!!
Mordowaniem !!!!!!!!
Robi to oczywiscie mala czsc ,ale nikt z arabstwa niechce jej
powstrzymac !!
Płot wczesnego ostrzegania
W kibucu Givat Oz, blisko drogi łączącej izraelskie Meggido z palestyńskim
Dżeninem, krzątają się robotnicy i uwijają koparki. Niwelują pagórkowaty
teren i przygotowują teren pod budowę antyterrorystycznego płotu
To będzie płot, a nie linia demarkacyjna, a tym bardziej nie granica,
przekonuje rząd w Jerozolimie. Izraelska opinia publiczna, jest dziś, po
burzliwych dyskusjach, zgodna: trzeba odgrodzić się od terroru. Prace
rozpoczęto w okolicach Dżeninu, bo stamtąd przemykają się najczęściej
terroryści. 80 proc. zamachów przeprowadzili w tym rejonie. Płot ma
wyeliminować, zdaniem rzecznika rządu Raanana Gissina, "łatwość, z jaką
terroryści penetrują dziś Izrael". Na razie zatwierdzono budowę 120-km
odcinka, do wysokości miasteczka Rosz Haajin na północny wschód od Tel
Awiwu. W przyszłości ogrodzenie o długości ponad 360 km ma otoczyć cały
zamieszkany przez Palestyńczyków Zachodni Brzeg Jordanu; podobny od dawna
okala Strefę Gazy. - To na pewno pomoże - orzekł dowódca policji granicznej
gen. Jakow Granot. - Albo terror, albo pokój - dodaje Ami Mehl, wicedyrektor
departamentu informacji izraelskiego MSZ. To powszechne w Izraelu mniemanie.
Antywojenna granica To nie będzie sam płot, ale cały system naszpikowany
elektroniką, z rozmaitymi przeszkodami. Wysoka na 4 m betonowa ściana będzie
chronić przed terrorystami Netanję, Afulę, Haderę, miasta szczególnie
ulubione przez palestyńskich samobójców, graniczące z Dżeninem, Tulkarem,
Nablusem i Kalkiją, skąd głównie się terroryści wywodzą. Rowy, drogi
patrolowe, detektory, wszczynające alarm przy dotyku, stanowiska
obserwacyjne, wykrywacze ruchu, bronowane ścieżki, na których widać każdy
ślad, drut kolczasty, siatka pod napięciem - to wszystko będzie się składało
na coś, co Izraelczycy nazwali nowym systemem ostrzegania. Będzie biegł
wzdłuż umownej granicy rozdzielającej Izrael od Zachodniego Brzegu. Podobne
zapory ciągną się wzdłuż całej linii granicznej Izraela z Libanem, Syrią,
Jordanią i Egiptem. Okazały się skuteczne, także ten otaczający Gazę, choć
nie zapobiegły całkowicie przenikaniu terrorystów. Płot stawia 20 firm
budowlanych, bo czas nagli. 50-kilometrowa zapora ma też w przyszłości
otoczyć Jerozolimę i okoliczne osiedla. Widziałam w Izraelu, jak łatwo jest
się przedostać z Autonomii. To prawda, że na każdej szosie prowadzącej na
Terytoria rozstawiono posterunki policji granicznej i sprawdzane są
wszystkie samochody. Ale linię graniczną można pokonać pieszo i wsiąść do
palestyńskiej taksówki, które stoją rządkiem tuż za punktem kontrolnym.
Pofałdowany krajobraz sprawia, że izraelskie miasteczka odgradza od
palestyńskich wiosek na sąsiednich zboczach jedynie płytka dolina. Tamtędy
przedostają się zamachowcy. W jerozolimskiej dzielnicy Gilo, gdzie samobójca
wysadził się w autobusie w ub. wtorek i zabił 19 osób, odległej od
palestyńskiego wzgórza o rzut kamieniem, na balkonach do dziś leżą worki z
piaskiem, bo Palestyńczycy strzelali mieszkańcom prosto w okna. Wobec czego
postawili oni wzdłuż szosy biegnącej stokiem wzgórza ścianę, by chroniła ich
przed kulami. Wymalowano ją niczym berliński mur, w naiwne obrazy w stylu
Celnika Roussou i abstrakcyjne wielobarwne wzory. Krwawa szachowa rozgrywka
Kolejne izraelskie rządy niechętnie podchodziły do podobnych projektów, bo
nadto przypominały linię zawieszenia ognia, tzw. zieloną linię, którą Izrael
i Jordania ustaliły na koniec wojny w 1948 r. Tamta granica trwała do 1967
r., kiedy Izrael zdobył ziemie do rzeki Jordan w wojnie sześciodniowej.
Zielona linia nie istnieje ani na lądzie, ani na politycznych mapach. Nowa
bariera chroniąca przed terroryzmem będzie przebiegała mniej więcej wzdłuż
tej linii, niekiedy będzie bardziej wcinała się w teren Izraela, miejscami
bardziej w Zachodni Brzeg, zwłaszcza tam, gdzie są izraelskie osiedla.
Nieuchronnie przetnie pola, ale ich właściciele, głównie arabscy, otrzymają
rekompensatę i będą mogli przechodzić na drugą stronę, by je uprawiać. Płot
stał się politycznym imperatywem, po każdym samobójczym zamachu na
izraelskich ulicach, w restauracjach, dyskotekach, autobusach - presja do
zbudowania przeszkody wzrastała. Minister obrony Ben Eliezer
ponaglał: "każdy dzień dyskusji będzie nas kosztował nowe ofiary". - Izrael
to dziś tykająca bomba - alarmuje Szalom Harawi z Centrum
Antyterrorystycznego w Herzliji. - Terror przychodzi nie tylko z Zachodniego
Brzegu i Gazy, ale i z Libanu, z Iranu. To może stać się kulą ognia, która
może przetoczyć się przez cały kraj. - Co byście powiedzieli, gdyby Niemcy,
chcąc zabrać zachodnie ziemie, próbowali zabić tylu Polaków, ilu się da? -
pytał w Jerozolimie Jossef Lapid z opozycyjnej partii Szinuj. - Sytuacja
przypomina szachową rozgrywkę. Można przewidzieć jeden, dwa ruchy, ale nie
zakończenie. Kultura samobójców Projekt wzbudził wiele zamieszania w
Izraelu. Skrajna prawica, której wciąż marzy się Wielki Izrael do rzeki
Jordan, protestowała, bo nie chce, by płot stał się polityczną granicą
Izraela. Liberałowie obawiają się, że prowizorka stanie się politycznym
faktem. Ci, którzy przeszli holocaust protestowali, bo trudno im przywyknąć
do myśli o zamykaniu się w getcie, otoczonym drutem kolczastym. Opozycja z
partii Meretz wątpi, czy przeszkoda powstrzyma terrorystów. - Terroryści
zmienią taktykę, zaczną używać rakiet zamiast wysyłać samobójców - twierdzi
Ezra Rosenfeld z Rady Społeczności Żydowskich. - To środek obrony, nie
rozwiązanie - broni projektu Tzipi Livni z Likudu, minister bez teki w
rządzie, która ma dosyć chodzenia na pogrzeby ofiar zamachów. Rozwiązanie
powinno być polityczne, mówią zgodnym chórem politycy. Ale go nie widać w
dającej się przewidzieć przyszłości, trzeba więc odgrodzić się od terroru. A
jak długo Palestyńczycy sięgają po terror, pokój jest niemożliwy. A będą
sięgać, bo zabijanie Izraelczyków i "męczeńska" śmierć jest w palestyńskich
miastach w modzie, to nowa kultura samobójców. Ślepy zaułek Co do kwestii
palestyńskiej Izraelczycy są jednomyślni: dość strachu przed puszczaniem
dzieci do szkoły, dość poczucia oblężenia. Trzeba się odseparować. Nie ma z
kim rozmawiać, więc pal diabli rozmowy. Trzeba się zamknąć, niech sobie za
płotem robią, co chcą. Płot stał się polityczną rzeczywistością. Ale to coś
więcej niż fizyczna bariera. To symbol koncepcji, która jest pierwszym
etapem tego, co Izraelczycy nazywają jednostronną separacją od
Palestyńczyków. Nie brakowało głosów, by wojsko zajęło palestyńskie
terytoria i radykalnie rozprawiło się z terrorem. Albo żeby zakręcić kurek z
wodą, którą Autonomia dostaje od Izraela. Ale tych głosów nikt nie słucha. -
To nie wybór między dobrym a złym rozwiązaniem, ale między złym i gorszym -
twierdzi Livni. Palestyńczycy i Izraelczycy płacą straszliwą cenę za ślepotę
świata, za wyniesienie na salony terrorysty Jasera Arafata, opłacanego z
europejskiej kasy, który nie chciał państwa w 2000 r., rozpętał intifadę
i "naród trzyma w gównie", jak pisała Oriana Fallaci. Strategia przemocy
zaprowadziła Palestyńczyków w ślepy zaułek. Płacą za to, że pozwolili
rozrosnąć się wojującemu islamowi, ustanowić na swych ziemiach agendy
Hamasu, Islamskiego Dżihadu. Arafat użył islamu jako narzędzia dla
utrzymania władzy. Wcześniej czy później ślepa i głucha Europa przekona się,
że terroryzm to nie tylko problem Izraela. W obronie życia Z Izraela
wyjeżdżałam z beznadziejną refleksją, że nie da się pogodzić dwóch